×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Goście Pasażera: Robert Ludera i Krzysztof A. Siemiński (LOT) - część 1.


Rynek chiński i rynek indyjski to dwa zupełnie inne i skomplikowane przestrzenie działalności. Każdy z nich ma swoje łatwiejsze i trudniejsze strony. W przypadku Państwa Środka dużym ograniczeniem jest restrykcyjna umowa bilateralna. To ona ogranicza plany LOT-u.


Ważnym elementem w strategii rozwoju LOT-u jest otwarcie w najbliższym czasie nowego lotniska dla Pekinu. Dzięki temu mogą uwolnić się sloty w starym porcie, na które najbardziej linia chciałaby operować. Jeśli nie - niewykluczane są operacje do Daxing. 

W Indiach z kolei duże nadzieje wiązane z tamtejszym partnerem - Air India. LOT chciałby uzyskać dostęp zarówno do lokalnego rynku krajowego, zależy mu także na innych kierunkach, które mógłby obsługiwać w formule code-share. Od tego jak będzie się układała współpraca między przewoźnikami zależą następne kroki i decyzje dotyczące kolejnych kierunków z Warszawy.

Robert Ludera i Krzysztof A. Siemiński zajmują się w LOT planowaniem siatki połączeń. Pasazer.com rozmawiał z nimi o połączeniach dalekodystansowych i planowanym rozwoju bazy w Budapeszcie. W pierwszej części materiału przedstawiamy zagadnienia związane z rynkiem chińskim i indyjskim.


Pasazer.com: Na początek proszę powiedzieć jaka jest Wasza rola w Polskich Liniach Lotniczych LOT? 

Robert Ludera: Odpowiadam za siatkę połączeń, sloty i rozkłady. W planowaniu długoterminowym, na zasadzie eksperckiej i koncepcyjnej wspiera mnie Krzysztof A. Siemiński. Jest on także zaangażowany w zagadnienia flotowe oraz komunikację i relacje z innymi działami wewnątrz spółki, także w kwestiach dotyczących Centralnego Portu Komunikacyjnego. 

Pasazer.com: LOT chce intensywnie rozwijać się w Chinach. Prezes Rafał Milczarski powiedział niedawno, że linia jest bardzo zainteresowana tamtejszym rynkiem i chciałaby wykonywać nawet 100 operacji w tygodniu do Państwa Środka. Obecnie jednak nie widać ze strony LOT-u specjalnego zaangażowania w tym obszarze. Jakiś czas temu mówiło się o połączeniu do Shenzhen, ale temat ucichł. Ucichła także kwestia zwiększenia liczby rejsów między Warszawą a Pekinem.

Robert Ludera: Rzeczywiście, kwestia rynku chińskiego jest wielopłaszczyznowa. Aspiracje i ambicje, żeby tam zaistnieć szerzej mamy od długiego czasu. W 2012 r. wznowiliśmy połączenie do Pekinu z jedynie trzema rejsami tygodniowo, ale już wtedy naszym celem był szybki wzrost tej liczby do siedmiu. Preferowaliśmy i nadal przy tym obstajemy żeby ten pułap jak najszybciej osiągnąć. Uważamy, że stolica takiego kraju musi mieć minimum codzienne połączenie (najlepiej 2 razy dziennie), a jesteśmy jedną z niewielu linii lotniczych w Europie, która lata tam z tak małą częstotliwością. Na drodze stoi niestety kwestia slotów. Lotnisko w Pekinie jest obecnie bardzo zatłoczone i przez ostatnie lata nie udało się nam pozyskać nowych przydziałów dla operacji. Duże nadzieje wiążemy z otwarciem nowego portu dla chińskiej stolicy, które ma nastąpić we wrześniu br. Może się dzięki temu uwolnić nowa przepustowość na starym lotnisku. Jeśli nie – nie wykluczamy zainteresowania na nowym. 

Pasazer.com: Jednak z chwilą otwarcia portu w Daxing, jednocześnie zwiększy się konkurencja. Już teraz chińskie władze chcą zrównoważyć dostęp do rynku pekińskiego wszystkim swoim przewoźnikom z tzw. Wielkiej Trójki. Obecnie największym konkurentem jest Air China. Czy zatem LOT nie obawia się pogorszenia otoczenia konkurencyjnego i jeszcze większego osłabienia swojej pozycji? 

Robert Ludera: Konkurencja już teraz ma nad nami przewagę chociażby jeśli chodzi o liczbę rejsów. To oczywiście bardzo utrudnia współpracę na niektórych płaszczyznach. Co zrozumiałe, zarówno my jak i konkurencja będzie miała przestrzeń do rozwoju, natomiast inne linie osiągnęły już wcześniej pewien pułap, do którego my dopiero dążymy. Jest to zatem dla nas duża szansa aby dorównać im kroku. 

Krzysztof A. Siemiński: Warto zwrócić uwagę na kilka innych kwestii. Pierwszą jest to, że lotnisko w Daxing będzie otwierane w kilku fazach. Drugą jest poważny problem przepustowości nad Pekinem. Już dzisiaj jest tam bardzo ciasno, a nowe lotnisko tej sytuacji znacząco nie poprawi, a może wręcz pogorszyć. Dodatkowo dochodzi kwestia rozdzielenia operacji pasażerskich i wojskowych w przestrzeni powietrznej. 

Robert Ludera: Z tymi problemami będą się musieli się zmierzyć wszyscy przewoźnicy. Największe zatem zadanie stoi przede wszystkim przed władzami chińskimi, które muszą uporządkować ten obszar i zapewnić możliwość wzrostu wszystkim uczestnikom rynku. 


Pasazer.com: Co dalej z innymi kierunkami w Chinach? Które zatem są brane pod uwagę? Chodzi mi przede wszystkim o Shenzhen, zwłaszcza, że LOT chyba trochę przespał swoją szansę. Mógł być pierwszą linią europejską tam latającą, tamtejszy port oferował atrakcyjne programy wsparcia.

Robert Ludera: Wiele chińskich lotnisk składa tego typu propozycje. Shenzhen jest jednym z nich, a dyskusja z tym portem nie jest zamknięta. Musimy jednak wszystko rozważać w kontekście priorytetów. A póki co, naszym najważniejszym celem jest doprowadzenie do uruchomienia minimum siedmiu rotacji między Warszawą a Pekinem. W tym momencie ograniczeniem jest umowa bilateralna, która ogranicza liczbę połączeń między Polską a Chińską Republiką Ludową do siedmiu na tydzień, niezależnie od liczby obsługiwanych punktów. Jeśli więc uruchomilibyśmy loty do Shenzhen, nie moglibyśmy zwiększyć liczby rejsów do Pekinu do pożądanej przez nas liczby, o ile sloty byłby dostępne. 


Robert Ludera: Umowa Unia Europejska – Chiny wprowadza w relacje z Państwem Środka definicję tzw. unijnej desygnacji, co oznacza że linia unijna będzie mogła wykonywać operacje z dowolnego, również innego niż macierzyste, państwa unijnego do Chińskiej Republiki Ludowej. Oczywiście tylko w ramach dostępnych częstotliwości w “narodowych” umowach bilateralnych – i to ta umowa jest dla LOT-u ograniczeniem.

Pasazer.com: Jakie kierunki umożliwia aktualna umowa bilateralna między Polską a Chinami? 

Robert Ludera: W tym momencie możliwe są trzy punkty w Chinach: Pekin, Szanghaj i Shenzhen. Jak mówiłem wcześniej do wszystkich tych miejsc łączna liczba lotów nie może przekroczyć siedmiu w tygodniu. 

Pasazer.com: Jak układa się współpraca z Air China? 

Robert Ludera: Oczywiście jako partnerzy z sojuszu Star Alliance staramy się obustronnie współpracę pogłębiać i poszerzać. W zeszłym roku wznowiliśmy code-share na połączeniu do Pekinu, po pewnym okresie zawieszenia. 


Pasazer.com: Czy w ramach umów code-share brany jest pod uwagę lokalny rynek chiński? 

Robert Ludera: W tym momencie nasz rozkład nie jest zbyt dogodny do przesiadek w obie strony. Działa on dobrze z Polski i Europy przez Pekin do punktów chińskich. W drugą stronę startujemy zbyt wcześnie rano, żeby załapać się na szereg połączeń transferowych. Jeśli uda się zmodyfikować rozkład, co jest jednym z rozważanych scenariuszy, to z pewnością będziemy także dążyć do obsługi chińskich regionów we współpracy code-share z Air China. 

Pasazer.com: Rynek w Chinach nie jest zatem prosty. Zasadnym jest pytanie o poszukiwanie alternatyw. Czy wejście do Indii oznacza, że LOT właśnie tam jej szuka? 

Robert Ludera: To są całkowicie różne rynki. Dostrzegamy potencjał Indii, chociażby dlatego od razu uruchamiamy połączenie do Delhi z częstotliwością 5 rejsów tygodniowo. Mamy również ambicje żeby rozwijać to połączenie, a także rozważać dodatkowe punkty i częstotliwości. Mamy tam także partnera ze Star Alliance, z którym rozwijać będziemy współpracę code-share. Już dzisiaj ta kooperacja funkcjonuje przez punkty pośrednie w Europie, jednak w momencie uruchomienia połączenia naszym planem jest poszerzenie tego porozumienia przede wszystkim na wewnętrznym rynku indyjskim. Jeśli będziemy mieli code-share na trasach krajowych w Indiach, będzie to także dobrą podstawą do rozważania kolejnych bezpośrednich połączeń do tego kraju z Polski. 

Krzysztof A. Siemiński: Rynek indyjski nie należy też do rynków łatwych. W Indiach obecni są wszyscy trzej najwięksi przewoźnicy z Zatoki Perskiej. Obsługują oni połączenia pomiędzy swoimi hubami i wieloma miastami w Indiach, często największymi samolotami i mają dogodne połączenia transferowe przez swoje huby pomiędzy Indiami a Europą i Ameryką. 

Robert Ludera: Otoczenie konkurencyjne jest w Indiach rzeczywiście jeszcze trudniejsze niż w Chinach. 


Pasazer.com: Czy w ramach code-share z Air India rozważany jest tylko wewnętrzny rynek krajowy czy także transfery międzynarodowe? Jakiś czas temu prezes indyjskiego przewoźnika mówił, że chciałby we współpracy z LOT-em wozić pasażerów z Polski i Europy do Australii. 

Robert Ludera: Zarówno z Air India jaki i innymi partnerami chcemy rozwijać ten segment współpracy. W tej kwestii dużo jednak zależy od umów bilateralnych, nie tylko z Indiami, z którymi mamy dobre relacje, ale także z państwami trzecimi, których zgoda jest zawsze w takich sytuacjach wymagana. Oczywiście bardzo chcielibyśmy współpracować z Air India na trasach przez Delhi do Australii czy Azji Południowo-Wschodniej. Jednak zawsze jest jeszcze trzecia strona. 

Pasazer.com: Jak zmieniła się sytuacja po upadku Jet Airways? Czy LOT zauważył zwiększenie zainteresowania swoją ofertą? 

Robert Ludera: Jet Airways nie wykonywał bezpośrednich rejsów do Polski, ani do naszej części Europy. Jest to zatem kwestia dla nas neutralna. Nie chcemy wzrastać na nieszczęściu innego przewoźnika. 

Pasazer.com: Rozumiem, że chcą Państwo zachować w tej kwestii powściągliwość. Jednak pytam o to nie bez przyczyny i zaraz wyjaśnię dlaczego. Wcześniej jednak, chcę zwrócić uwagę na pewną kwestię. Połączenie LOT-u do Delhi doskonale wpisuje się w rozkład połączeń europejskich przez Warszawę. Gorzej jednak wygląda w przypadku transferów na trasy transatlantyckie. Czy rozważane są w związku z tym jakieś korekty? 

Robert Ludera: Tworzymy różne scenariusze. Na tym etapie celem jednak były dogodne transfery do i ze Skandynawii, po Polsce, Europie Środkowej i Wschodniej. Dostrzegamy skalę rynku między Indiami a Ameryką Północną, chcielibyśmy w przyszłości mocniej zaakcentować naszą ofertę w tym kierunku, ale to zależy przede wszystkim od odpowiedniego momentu z dobrze wystymulowanym popytem i rozwiniętym rynkiem. 

Pasazer.com: Czy to właśnie nie jest ten moment? Jet Airways latał przecież przez Europę do USA i Kanady. Pojawiła się nisza do zagospodarowania. 

Robert Ludera: Oczywiście dobrze wiedzieć, że taka nisza się tworzy. Udział Jet Airways w rynku do Europy i Ameryki Północnej nie był jednak aż tak duży. Większość tego ruchu przejmują nasi zachodni konkurenci na czele z Lufthansą i British Airways. Dodatkowo trzeba przypomnieć, że współwłaścicielem Jet Airways jest Etihad, który przejął niektóre z jego slotów. Dlatego można przypuszczać, że spora część rynku zostanie zapewne przejęta przez tego przewoźnika z Zatoki Perskiej. 

Krzysztof A. Siemiński: Koncepcja lotów przez Brukselę, a potem przez Amsterdam jakie Jet Airways oferował z Indii do Ameryki Północnej powstała jeszcze nim ten przewoźnik został przejęty przez Etihad. Samoloty z trzech punktów w Indiach startowały do Beneluksu, gdzie lądowały o jednej porze umożliwiając przesiadki pomiędzy sobą i dalej leciały do trzech punktów w USA i Kanadzie. W ten sposób Jet Airways łączył trzy porty w Indiach z trzema portami w Ameryce Północnej, jednocześnie zasilając wzajemnie swoje rejsy pasażerami z/do Indii. A ponieważ potoki pasażerskie ciągle nie były zbyt wystarczające, dopełniano je klientami ze Starego Kontynentu.

Robert Ludera: Warto też dodać, że nasza siatka połączeń do Ameryki Północnej jest nastawiona głównie na Europę Środkową i Wschodnią. Nie mamy aktualnie problemów z wypełnieniem rejsów. W związku z tym nie ma pilnej potrzeby poszukiwania dodatkowego źródła potoków pasażerskich. Nie chcemy wypierać rynku już zbudowanego, przez zupełnie nowych podróżnych. 


Pasazer.com: Jak wygląda sprzedaż biletów na połączenie do Delhi? 

Robert Ludera: Jest jeszcze zbyt wcześnie żeby to oceniać, pierwszy rejs jest 11 września br. Dopiero po kilku miesiącach operacji będziemy w stanie sprawdzić czy układ sezonowości jest zgodny z naszymi oczekiwaniami. Teraz wchodzimy w największe „okienko bookingowe” i mamy już pięciocyfrowe sumy jeśli chodzi o rezerwacje. 

Pasazer.com: Kończąc temat Indii chciałem zapytać jeszcze o kwestie warunków jakie LOT wynegocjował w tamtym kraju. W mediach spekulowano, że LOT może mieć preferencyjne warunki na lotnisku w Delhi - chodzi przede wszystkim o ceny paliwa. Te jak wiadomo są sterowane centralnie, a umowa bilateralna między Polską a Indiami jest bardzo korzystnie skonstruowana jeśli chodzi o regulacje dotyczące opłat lotniskowych i okołolotniczych. Czy może Pan to skomentować? 

Robert Ludera: Co do zasady nie komentujemy warunków jakie mamy z partnerami na żadnym z lotnisk. Co do samych umów bilateralnych, w większości zawierają one zabezpieczenia dla obu stron, zabezpieczają równy dostęp dla obu sygnatariuszy. Na lotnisku w Delhi jest poza tym wielu przewoźników, w tym znacznie większych niż LOT. Każdy z nich walczy o jak najlepsze warunki, a każda władza lotnicza dąży do tego, aby warunki handlowe były transparentne i równe dla wszystkich uczestników rynku.  

Koniec części pierwszej. 

Rozmawiał Mirosław Pachowicz. Wywiad autoryzowany.
fot. mat. prasowe



gość_d66a4 - Profil
gość_d66a4
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie