Sipiński: Ograniczenie przylotów z zagranicy, ale nie zakaz lotów

Paweł Cybulak - Profil Paweł Cybulak
23 marca 2020 13:43
8 komentarzy
- Ograniczenia podróży i przyjazdów z zagranicy przekonuje, że wydają się one słuszną metodą spowolnienia tempa rozwoju pandemii, ale całkowity zakaz lotów do i z Polski to wylanie dziecka z kąpielą - mówi Dominik Sipiński, ekspert lotniczy ch-aviation.
Reklama

- Kryzys wywołany przez pandemię nie jest tylko chwilowym załamaniem rynku, bo nawet jeśli sytuacja zostałaby opanowana w ciągu najbliższych tygodni, to efekty już teraz są bezprecedensowe i będę odczuwalne przez długi czas - przekonuje nasz rozmówca.

Sipiński uważa, że po kryzysie koronawirusowym rynek ulegnie dużym zmianom, a te będą tym głębsze, im dłużej potrwają pandemia i związane z nią ograniczenia.

- Linie zmniejszą skalę działalności, m.in. dlatego, że przyspieszą wycofanie starych modeli samolotów. Uziemione obecnie maszyny będą przywracane do służby stopniowo. Zmiany związane z redukcją floty są częściowo nieodwracalne - nie wszystkie samoloty wrócą do służby, więc redukcja podaży będzie trwała - przekonuje.

Ekspert zwraca uwagę, że o ile z zastosowanymi ograniczeniami personalnymi będzie łatwo sobie poradzić, to inne mogą diametralnie wpłynąć na zmianę struktury rynku.

- Inne kroki, jak np. tymczasowe zwolnienia, są odwracalne, choć oczywiście nie znaczy, że w momencie przywrócenia ruchu wszyscy pracownicy od razu wznowią pracę. Im dłużej potrwa kryzys, tym większe prawdopodobieństwo trwałego wpływu na zatrudnienie, flotę czy siatkę. Bardziej narażone są oczywiście małe linie lotnicze, dlatego kryzys spowoduje konsolidację. Przyszłość linii zależy od działań państw, które mają różne strategie - to też może wpłynąć na zmianę struktury rynku.


Ruch turystyczny po kryzysie powinien, według Sipińskiego, szybko wrócić do normy. Trwałe zmiany mogą mieć miejsce w strukturze ruchu biznesowego.

- Efekty nie będą jednolite. W przypadku ruchu turystycznego, można spodziewać się stosunkowo szybkiego odbicia po zakończeniu kryzysu - wiele osób będzie chciało nadrobić zaległe wakacje lub będzie wykorzystywało odroczone rezerwacje. Nie da się jednak ocenić tempa tego odbicia, bo będzie ono zależało od percepcji poziomu bezpieczeństwa oraz rozwoju epidemii w poszczególnych krajach oraz tempa przywracania połączeń - mówi. - Niewykluczone są za to poważne i trwałe zmiany w strukturze ruchu biznesowego. Mnóstwo firm przechodzi teraz wielki eksperyment związany z pracą zdalną i wykorzystywaniem wideokonferencji oraz innych narzędzi IT. Choć teraz to konieczność, wiele z nich może zdać sobie sprawę, że sporo rzeczy da się załatwić na odległość - dodaje.

Zapytany o słuszność ograniczenia podróży i przyjazdów z zagranicy przekonuje, że wydają się one słuszną metodą spowolnienia tempa rozwoju pandemii, ale całkowity zakaz lotów do i z Polski to, według niego, wylanie dziecka z kąpielą.

- W zdecydowanej większości państw podjęto decyzję o zakazie przylotów obcokrajowców, a linie ograniczają loty ze względów komercyjnych. Choć różnica może wydawać się kosmetyczna, to ma bardzo duże znaczenie organizacyjne - gdyby rząd tylko zakazał przylotów obcokrajowców, Polacy z zagranicy mieliby znacznie więcej możliwości powrotu (zwłaszcza z miejsc, gdzie jest ich na tyle mało, że LOT nie uruchamia czarterów). Nie byliby zmuszeni do podróży czarterami LOT-u, które z punktu widzenia doświadczenia podróży nie są idealne, choć to oczywiście mogłyby i tak być uruchomione do miejsc, gdzie utknęło dużo Polaków bez możliwości powrotu - przekonuje Sipiński.

Ograniczenie przylotów z zagranicy, ale nie zakaz lotów, umożliwiłby, według niego, utrzymanie chociaż szczątkowej siatki połączeń do większych portów regionalnych, co też ograniczyłoby konieczność podróży potencjalnych chorych przylatujących zza granicy po kraju.

- Podróżnych przylatujących samolotem znacznie łatwiej skontrolować niż osoby jeżdżące pociągami czy autokarami. Stworzenie de facto monopolu LOT-u na czartery ratunkowe (nie licząc zaplanowanych wcześniej czarterów obsługiwanych np. przez Enter Air, ale niedostępnych w publicznej sprzedaży), organizowane niezależnie od planowanych wcześniej połączeń rozkładowych, to bardzo nieefektywna decyzja ze względów logistycznych. Dla przewoźnika jest jednak istotnym wsparciem finansowym, bo zamiast obsługiwać wybrane połączenia regularne z bardzo niewielką liczbą pasażerów, LOT lata teraz tylko tam, gdzie może liczyć na wypełnienie niemal całego samolotu. Biorąc pod uwagę ceny biletów oraz dodatkowe wsparcie od rządu, linia ma pozytywny przepływ gotówki, co jest istotnym buforem na czas kryzysu. Oczywiście, potencjał tego wsparcia skończy się w momencie, gdy większość Polaków zostanie zwiezionych z powrotem do kraju - mówi.

W tej chwili przyszłość branży lotniczej jest pod dużym znakiem zapytania, a w sektorze dominują działania taktyczne - reakcje na wprowadzane często z niewielkim wyprzedzeniem zakazy lotów czy przylotów oraz gwałtowny spadek popytu.

- Można się spodziewać pewnego ustabilizowania sytuacji w najbliższych tygodniach, choćby dlatego, że nie da się już wprowadzić wiele nowych zakazów. Będzie więc fatalnie, ale stabilnie, zanim ruch zacznie powoli wracać w miarę hamowania pandemii. To dobry moment na refleksję o roli lotnictwa, zarówno po stronie pasażerów, jak i samej branży. Czy naprawdę wszyscy musimy tak dużo latać? Odbudowa sektora po kryzysie może dać szansę na bardziej zrównoważony rozwój, na zracjonalizowanie liczby podróży (szczególnie biznesowych). Jest więc w tym bezprecedensowym kryzysie jakaś szansa na to, aby dzięki niemu lotnictwo stało się bardziej zrównoważone środowiskowo, a ceny biletów i ich opodatkowanie uległy zracjonalizowaniu - przekonuje nasz rozmówca.

Sipiński uważa, że rząd podejmując decyzję o tym, że do Polski mogą wrócić jedynie obywatele Polski i blisko związani z nimi obcokrajowcy, automatycznie odciął się od możliwości skorzystania z unijnego wsparcia. Pisaliśmy o tym w artykule "Unijny mechanizm pozwoliłby Polakom wrócić za darmo do kraju".

- Ciężko to jednak zrozumieć, a jeszcze trudniej obronić. Specjalne czartery LOT-u oznaczały dla pasażerów spory dodatkowy wydatek, do którego nie mogli się przygotować, i rząd powinien rozważyć każde dostępne wsparcie, które ograniczyłoby ten wydatek. Tym bardziej, że każdy Polak jest obywatelem Unii Europejskiej, a jedną z zasad wspólnoty jest wzajemna pomoc konsularna. Na poziomie praktycznym zapewne i tak niewielu nie-Polaków skorzystałoby z tych rejsów, ale dzięki unijnemu wsparciu po pierwsze byłyby one darmowe dla pasażerów, a po drugie, polski rząd pokazałby, że jednak traktuje się jako część unijnej wspólnoty - puentuje nasz rozmówca.
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil
gość_067ae 2020-03-24 23:02   
gość_067ae - Profil gość_067ae
Padały wątpliwości jaki to problem stworzył PiS: otóż z dnia na dzień zakazał innym liniom latać do Polski. Chciano pomóc LOT kierujac cały ruch do nich, ale tym samym tysiące ludzi mających bilety utknęło za granicą. I teraz trzeba ich jakoś zwozić tymi Lotami do domu. I to jest właśnie rozwiązywanie problemu który się samem stworzyło. Co więcej sytuacja była by jeszcze gorsza gdyby Niemcy tak samo postąpili gdyż wielu rodaków ostatecznie wraca przez Niemcy. Szczęśliwie tak nie postąpili tym samym ograniczając skutki problemu stowrzonego przez PiS. Paradoks, prawda ? ;)
ORDFlyer 2020-03-24 17:57   
ORDFlyer - Profil ORDFlyer
Wirus powstał, ponieważ Chińczycy stwierdzili że to doskonały pomysł zjadać nietoperzy i inne egzotyczne zwierzęta. Z resztą to nie pierwszy taki przypadek z ich strony. Co, Kaczyński wkradł się do laboratorium, potem stworzył wirus, zrzucił na Wuhan i przeniósł do Europy?
gość_47b4a 2020-03-24 11:06   
gość_47b4a - Profil gość_47b4a
jedno zaprzecza drugiemu
 - Profil
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama