Gość Pasażera: Stefan Eiche (SAS)

Dominik Sipiński - Profil Dominik Sipiński
04 kwietnia 2014 12:28
20 komentarzy
Reklama

Wyniki skandynawskiego SAS-u w Polsce są bardzo satysfakcjonujące. Przewoźnik osiąga swoje cele szczególnie w Gdańsku, ale także w pozostałych portach lotniczych w naszym kraju, dokąd lata - Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu. Stefan Eiche, generalny menedżer SAS-u na Europę Środkową, zapowiada, że linia poprawi dostępność przesiadek i nie wyklucza kolejnych tras do Polski.

SAS jest jednak ostrożny. Zamknięcie trasy do Łodzi, które, jak mówi Eiche, było z winy przewoźnika, pokazało, że poza kierunkiem, odpowiednie muszą być też godziny. 

Eiche opowiada też w rozmowie z Dominikiem Sipinskim o trwającej restrukturyzacji SAS-u, roli hubu w Kopenhadze i przyszłości przewoźników narodowych. Jest optymistą, że linie państwowe przetrwają, bo mają ważną rolę w gospodarce, ale podkreśla, że muszą one być rentowne. 

Pod klipem wideo znajduje się pełna wersja wywiadu w formie tekstowej. By włączyć napisy, należy kliknąć na ikonę w prawym dolnym rogu odtwarzacza. 



Pasazer.com:
Jak wygląda pozycja SAS-u w Polsce?

Stefan Eiche: Polska to dla nas historia sukcesu. Latamy w Polsce do czterech miast. Szczególnie w Gdańsku mamy fantastyczne rezultaty. W tym roku po raz pierwszy będziemy latać naprawdę dużymi odrzutowcami, na niektóre loty z Gdańska do Kopenhagi podstawiamy Airbusy A320, A321 z uwagi na duże zapotrzebowanie. Jesteśmy w Polsce bardzo silnym przewoźnikiem. Chciałbym mieć w swoim obszarze więcej takich krajów jak Polska. Przyglądamy się możliwościom poprawienia produktu ze wszystkich czterech miast, by stać się jeszcze silniejszą linią. Chcemy poprawić przesiadki w Kopenhadze, by zaoferować jeszcze więcej miast docelowych z tych czterech lotnisk. 



Pasazer.com: Wspomniał pan o czterech lotniskach, ale niedawno tych lotnisk było więcej. SAS latał kiedyś do Szczecina, potem do Katowic, niedawno zamknęliście połączenie do Łodzi. Co było powodem?

Stefan Eiche: Myślę, że zamknęliśmy Łódź, bo nie mogliśmy zaoferować dobrego rozkładu. Uważamy, że to była dobra decyzja. Łódź to połączenie biznesowe, które potrzebuje porannego i wieczornego rejsu. A my, niestety, nie mogliśmy tego zaoferować. Lataliśmy w ciągu dnia, tylko raz dziennie, a to w ogóle nie odpowiadało pasażerom biznesowym. Oni nadal jeździli do Warszawy i latali stamtąd, a żeby opłacało się utrzymywać loty z Łodzi, osoby z rejonu lotniska muszą z niego korzystać. Inaczej nie ma to sensu. Wciąż wierzymy, że do Łodzi można latać, ale nie z takim rozkładem, jaki mieliśmy. Przerwaliśmy połączenie, bo nie mieliśmy dostępnego samolotu w takich godzinach, by latać z sukcesem. Więc lepiej było przerwać. Nie było możliwości kontynuowania z takim produktem. To nie była wina Łodzi, to była wina SAS-u. 

Pasazer.com: Zakładając, że samoloty się pojawia, zmieni się strategia spółki, zmieni się siatka - czy jest szansa na powrót do Łodzi? Może inne lotniska w naszym kraju? Czy może SAS ma zupełnie inne plany wobec Polski?

Stefan Eiche: My nie mamy polskiego punktu widzenia na tę kwestię. Mamy wiele, wiele potencjalnych tras w Europie i nie rozważamy tego w kategoriach "teraz musimy uruchomić coś z Polski, teraz coś z krajów bałtyckich". Jeśli nasze wyniki biznesowe w Polsce będą nadal na takim samym poziomie wzrostu, zdecydowanie oczekiwałbym większej liczby połączeń do Polski. Ale niezwykle trudno jest powiedzieć dokąd one będą. Być może zdecydujemy się na zwiększenie liczby połączeń z obecnych czterech lotnisk. Może okazać się większą korzyścią dalsze poprawienie produktu tam, gdzie już jesteśmy niż uruchamianie słabej trasy na piątym lotnisku tylko po to, by powiedzieć "teraz latamy na nowe lotnisko w kraju". 



Pasazer.com: W tej chwili SAS lata przede wszystkim do Kopenhagi. Czy to oznacza, że drugi hub w Sztokholmie i trzeci w Oslo są nieco pomijane w strategii krótkodystansowej, czy możemy też liczyć na połączenia do tych miast?

Stefan Eiche: Wierzymy w Kopenhagę głównie ze względu na to, że możemy stamtąd zaoferować tak wiele połączeń. Mamy inną sytuację w Sztokholmie, bo gdy tam latamy, pasażerowie zwykle lecą point-to-point. Oczywiście są też transfery krajowe, czasami do Finlandii i Rosji, ale dla Polski to nie jest główny rynek. Często rozważamy trasę Warszawa-Sztokholm oczywiście, wiemy też, że jest duży ruch między regionami w Polsce i Norwegią. Ale na tych trasach są już linie niskokosztowe, które według nas i tak oferują bilety w cenach na najniższym poziomie. 

Pasazer.com: Czyli w tej chwili większość pasażerów z Polski to osoby przesiadające się, nie latające bezpośrednio do Skandynawii?

Stefan Eiche: Wydaje mi się, że 40 proc. to ruch point-to-point, a 60 proc. transferowy. O ile wiem, z Gdańska poziom transferu jest nawet większy, z Warszawy za to jest więcej ruchu point-to-point. Co do innych lotnisk, musiałbym sprawdzić. Ale jest całkiem duży ruch transferowy z Polski. 

Pasazer.com: Rok temu SAS miał poważne kłopoty finansowe, linia była w zasadzie bliska bankructwa. Tymczasem w czwartym kwartale ubiegłego roku - zysk, i to niemały (353 mln SEK zysku netto, ok. 165 mln zł). Co się stało, jaki jest klucz do tej zmiany?

Stefan Eiche: Jesteśmy w trakcie procesu zmiany, który rozpoczął się wcześnie, już ponad dwa lata temu. SAS wystartował ze strategią "4Excellence". W tej strategii naszym ogólnym celem jest poprawa efektywności kosztowej naszych operacji. Ubiegły rok był pierwszym, w którym te zmiany uwidoczniły się w istotny, pozytywny sposób w ogólnym wyniku finansowym. Przełomem były nowe zbiorowe układy ze wszystkimi pracownikami pracy podpisane w listopadzie 2012 r. Te układy pozwoliły nam na dużo większą efektywność. Na przykład nasze załogi mogą teraz pracować przez więcej godzin. To pozwala nam też na wykorzystanie samolotów w dużo bardziej efektywny sposób. Jeśli porównamy 2013 i 2012 r., nasze samoloty latają o godzinę więcej dziennie niż rok wcześniej. To olbrzymia poprawa zyskowności. SAS w 2013 r. uruchomił prawie 40 nowych tras za pomocą istniejącej floty i załóg. W ubiegłym roku obniżyliśmy nasz koszt jednostkowy o prawie 6 proc. W otoczeniu, w którym działamy, to jedyna możliwość, by SAS miał zrównoważoną, zyskowną przyszłość. 



Pasazer.com: Nie jest tajemnicą, że Skandynawia to obszar o bardzo wysokich kosztach pracy. Czy to dla SAS-u jest to problem, czy są prowadzone rozmowy, by obniżyć te koszty pracy? Jak to wpływa na restrukturyzację?

Stefan Eiche: Cóż, to wpływa na nas w pewnym stopniu. Jednak jesteśmy zdeterminowani, a nasz prezes to potwierdza, że przyszłość SAS-u jest związana z ludźmi, których mamy. Nie zaczniemy zatrudniać pracowników w Azji lub krajach Europy Wschodniej tylko po to, by obniżyć koszty pracy. To nie będzie nasza przyszłość. Widzimy to też jako mocną zaletę. Chcemy być przewoźnikiem narodowym i chcemy, by pasażerowie czuli się jak w domu na naszych pokładach i identyfikowali się z SAS-em. Po wejściu do samolotu powinni czuć, że to Skandynawia. Nie wprowadzimy innych modeli zatrudnienia, choć nasi konkurenci to robią. Nasz konkurent z Norwegii rozpoczął loty transkontynentalne z załogą zbazowaną w Tajlandii. Ale SAS tego nie będzie robił. 

Pasazer.com: Powiedział pan o "przewoźniku narodowym", ale SAS nie jest typowym przewoźnikiem narodowym. Właścicielami są rządu aż trzech państw - Danii, Szwecji i Norwegii, a 50 proc. udziałów jest na giełdzie. Jak wygląda zarządzanie linią o tak skomplikowanej strukturze własnościowej?

Stefan Eiche: Powiedzmy sobie szczerze, ostatecznym celem jest zadowolenie naszych udziałowców. Nie byliśmy w tym zbyt dobrze przez parę lat. Zawsze były dyskusje o utrzymaniu udziałów państw lub prywatyzacji. Myślę, że każdy zrozumiał, że taka konstrukcja ma duże zalety. Na przykład, weźmy geografię - bardzo duże, bardzo trudne państwa skandynawskie wymagają lotnictwa, ale bardzo trudno robić to w zyskowny sposób. Norwegia ma 50-60 komercyjnych lotnisk. Na tym się nie da zarobić, więc utrzymaniem infrastruktury musi się zająć państwo. Myślę, że interesem państw jest utrzymanie narodowej linii, która wypełnia tę służbę. Inne linie, typowo komercyjne, obsługiwałyby tylko najlepiej wypełnione trasy.



Jest przyszłość przed przewoźnikami narodowymi, ale tylko gdy będą zyskowne. Nie wierzyliśmy ani przez chwilę, że SAS może dalej istnieć nie będąc zyskownym. Nie możemy polegać na tym, że państwo przyjdzie i nam pomoże. Mogę dać przykład Węgier, gdzie, jak wiadomo, narodowy przewoźnik upadł. Węgry mają olbrzymie problemy bez narodowej linii. Teraz 60 proc. ruchu z Węgier to linie niskokosztowe, które wybierają tylko najlepsze trasy. Dla ruchu biznesowego z wylotem rano i powrotem wieczorem nie ma żadnej oferty. Liczba kongresów na Węgrzech zmalała o 70 proc. Właściciele hoteli i organizacja turystyczna w Budapeszcie niemal płaczą. 

Ale oczywiście, trzeba mieć plan osiągnięcia zrównoważonym dochodów. Plan może zakładać zysk za rok lub dwa, ale musi być realistyczny i rozsądny, by iść naprzód. 

Pasazer.com: Czy zmiany już się zakończyły, na jakich trasach chcecie się koncentrować? Jakie procesy zachodzą w tej chwili w linii?

Stefan Eiche: Co jest teraz w naszym planie, to odnowa floty. Wycofaliśmy już stare samoloty MD, ale także Boeingi 737 starej generacji. Na krótkie trasy wprowadzamy nowe Airbusy A320. Już zakupiliśmy nowe A330 i A350. Oczekujemy znacznie silniejszej pozycji także na rynku długodystansowym dzięki nowym samolotom. Również dzięki całkowicie odświeżonej kabinie, którą będziemy mieli na długich trasach od 2015 r. Czyli nie koncentrujemy się tylko na trasach krótkodystansowych. Ale oczywiście chcemy znaleźć sposób na obsługiwanie ich z zyskiem. To jest ekstremalnie trudne. Żaden z europejskich przewoźników sieciowych tego nie robi. Ale my wierzymy, że można to zrobić. Jednym z kluczowych aspektów jest hub w Kopenhadze. Nie wierzymy, że uda nam się "skrzydło w skrzydło" konkurować z liniami low-costowi, bo to trudne, gdy ma się inną strukturę kosztową. I pewnie nigdy nie osiągniemy ich poziomu. Ale mając wydajny hub w Kopenhadze z czasem przesiadki 30 minut, dużą niezawodnością, brakiem opóźnień, możemy zaoferować nawet więcej tras niż LCC. 

Pasazer.com: Dziękuję za rozmowę. 

rozmawiał w Berlinie Dominik Sipinski
fot. Dominik Sipinski
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
gosc_8e614 2014-04-07 16:16   
gosc_8e614 - Profil gosc_8e614
gosc_013de: SAS nie blokuje juz wolnych siedzen dla pasazerow lecacych w ich klasie biznes o nazwie Plus. W LO czy LH siedzenie obok w klasie biznes pozostaje puste, SAS zlikwidowal to udogodnienie przy zmianie swojej klasy biznes na klase "Plus".
gosc_013de 2014-04-07 13:00   
gosc_013de - Profil gosc_013de
gosc_df46f: LF był jeszcze mniejszy, jeśli policzyć ilość pasażerów w stosunku do wszystkich siedzeń. Mogę się mylić, ale przypuszczam, że siedzenia zablokowane dla klasy business są uwzględniane jako puste przy obliczaniu LF.
gosc_9b5cc 2014-04-07 12:28   
gosc_9b5cc - Profil gosc_9b5cc
Wczoraj na trasie WRO-CPH o godz. 15.05 bylo 100 % LF.
 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama