×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Oblatywacz: Air Caraïbes



W kolejnym odcinku "Oblatywacza" testujemy francuskie linie Air Caraïbes. Rejsami TX540 i TX541 podróżujemy w klasie ekonomicznej. Na podróż między Paryżem i Pointe-à-Pitre na Gwadelupie, będącej jednym z zamorskich departamentów Francji zaprasza Marek Stus. 


Przewoźnik z Antyli francuskich

Air Caraïbes (IATA : TX, ICAO : FWI) powstały w 2000 roku w wyniku połączenia kilku mniejszych przewoźników obsługujących regionalne trasy na Antylach Francuskich. W 2003 roku linie rozpoczęły realizację lotów transatlantyckich z Paryża na Gwadelupę i Martinikę. W kolejnych latach przewoźnik rozszerzył swoją ofertę o bezpośrednie połączenia z Francji na Dominikanę, Haiti, Saint-Martin oraz do Gujany Francuskiej.
 


Flota Air Caraïbes składa się z 8 maszyn: czterech Airbusów A330-300, jednego Airbusa A330-200 oraz trzech samolotów typu ATR-72. Główna baza przewoźnika znajduje się na lotnisku Pôle Caraïbes na Gwadelupie. W 2012 roku z usług przewoźnika skorzystało ponad 1,2 mln podróżnych. 

Odprawa i boarding

Podróż na Gwadelupę rozpoczynam na paryskim lotnisku Orly (IATA : ORY, ICAO : LFPO). Ten niegdyś główny port francuskiej stolicy obsługuje obecnie dużą część ruchu krajowego oraz rejsy międzynarodowe do Europy, Afryki i Ameryki Środkowej. Z Orly korzystają m.in. Air France, Aigle Azur, Corsair, easyJet, HOP!, Transavia i Vueling.
 
Na lotnisko dotarłem 1,5 godziny przed rejsem zaplanowanym na 10:45. Rejsy Air Caraïbes obsługiwane są w Terminalu Południowym (Orly Sud). Ponieważ wcześniej dokonałem odprawy przez internet (jest ona dostępna na 48 h przed wylotem), na miejscu musiałem jedynie nadać bagaż rejestrowany. Dzięki temu uniknąłem konieczności oczekiwania w dość długiej kolejce do odprawy. 



Limity bagażowe w Air Caraïbes są uzależnione od klasy podróży i portu docelowego. Lecąc na Gwadelupę w klasie ekonomicznej można bezpłatnie zabrać ze sobą jeden bagaż główny o wadze do 23 kg oraz bagaż podręczny nieprzekraczający 12 kg. W wyższych klasach serwisowych limit bagażu rejestrowanego obejmuje dwie sztuki o wadze do 23 kg (w klasie premium) lub 32 kg (w klasie biznes).
 
Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa znalazłem się w strefie odlotów. Można w niej zrobić zakupy w typowym pasażu handlowym albo udać się do jednej z kilku kawiarni. Niestety pod względem oferowanego komfortu Orly, podobnie z resztą jak drugie paryskie lotnisko Charlesa de Gaulle’a, nie cieszy się dobrą opinią podróżnych. Mocno przestarzałe rozwiązania architektoniczne oraz brak nowoczesnych udogodnień powodują, że oczekiwanie na odlot nie należy tu do szczególnie przyjemnych.

Na szczęście boarding rozpoczął się zgodnie z planem. Do samolotu zaproszono najpierw pasażerów posiadających bilety w klasach biznes i premium oraz rodziny z dziećmi, lecz w praktyce na pokład wpuszczano od razu wszystkich pasażerów według takiej kolejności, w jakiej podeszli do bramki. To wywołało sporo zamieszania, gdyż rękaw został podpięty do drzwi w przedniej części samolotu i przejścia w kabinie zostały szybko zablokowane przez pasażerów mających przydzielone bliższe miejsca.

Kabina 

Rej na Gwadelupę był obsługiwany przez Airbusa A330-300, który może zabrać na pokład 355 pasażerów podróżujących w trzech klasach. Wnętrze samolotu było czyste i zadbane, chociaż wyposażenie kabiny obiega od najnowszych rozwiązań proponowanych przez wiodących na rynku przewoźników. 

W przedniej części kabiny znajduje się 18 standardowych foteli klasy biznes (Classe Madras) w układzie 2-2-2. Tuż za nimi zlokalizowano przedział klasy premium (Classe Caraïbes) z 30 miejscami (2-4-2) zapewniającymi podróżnym nieco więcej – w porównaniu do klasy ekonomicznej – przestrzeni na nogi oraz lepszy kąt odchylenia oparcia.
 


W klasie ekonomicznej (Classe Soleil) przewidziano 307 miejsc w podstawowym układzie 3-3-3. Moje miejsce 45 K znajdowało się przy oknie w tylnej sekcji kabiny. Nie licząc siedzeń przy wyjściach awaryjnych to niewątpliwie najlepszy wybór ze względu na bardziej komfortowe rozmieszczenie foteli w tej części samolotu. W siedmiu ostatnich rzędach znajduje się jedynie po 7 miejsc w konfiguracji 2-3-2.
 


Szerokość foteli wynosi 41 cm, a odległość od poprzedzającego rzędu sięga 81 cm. Zostały one wyposażone w ruchomy zagłówek i umożliwiają odchylenie oparcia o ok. 20 stopni. Każdy pasażer otrzymuje także poduszkę i koc. Na pierwszy rzut oka fotele sprawiają wrażenie dość ciasnych, a w przypadku miejsc przy oknie dodatkowym minusem jest skrzynka zasilająca system rozrywki, która ogranicza możliwość wyprostowania nóg pod poprzedzającym fotelem. 

Z Paryża na Gwadelupę

Po zakończeniu boardingu załoga poinformowała, że ze względu na przedłużający się załadunek bagaży start będzie przesunięty o kilkanaście minut. Ostatecznie opóźnienie wzrosło do 45 minut. Lot na Gwadelupę miał potrwać 9 godzin, a jego trasa przebiegała nad Francją, Hiszpanią i Portugalią, a następnie Oceanem Atlantyckim.



Po osiągnięciu wysokości przelotowej rozpoczął się serwis pokładowy. W pierwszej kolejności rozdano menu oraz zestawy składające się ze słuchawek, opaski na oczy i długich skarpet.
 


W trakcie lotu przewidziano dwa posiłki: lunch i podwieczorek, uzupełnione wyborem ciepłych i zimnych napojów. Przed podaniem obiadu każdy pasażer otrzymał gorącą chusteczkę odświeżającą. Serwis przebiegał sprawnie, a personel był uprzejmy i kompetentny.
 


Posiłek składał się z przystawki (sałatka tabbouleh), dania głównego do wyboru (kurczak w sosie cajun lub łosoś panierowany w wiórkach kokosowych), sera i ciastka owocowego. Do obiadu serwowano wino, piwo, soki, wodę oraz kawę i herbatę. Dla chętnych dostępne były również mocniejsze trunki alkoholowe. Muszę przyznać, że jedzenie jak na standardy klasy ekonomicznej było bardzo smaczne. 
 

Po lunchu postanowiłem sprawdzić system rozrywki pokładowej. Każdy pasażer klasy ekonomicznej miał do dyspozycji 6,5 calowy ekran, który został umieszczony w oparciu poprzedzającego fotela. Sterowanie odbywa się za pomocą pilota. Można wybrać między francuską i angielską wersją językową. Po włączeniu system kilka razy zawiesił się, ale później działał już dość płynnie. Jakość obrazu i dźwięku nie była oszałamiająca, ale wystarczała do obejrzenia filmu czy posłuchania muzyki.



Do dyspozycji było: kilkanaście filmów, seriali i programów rozrywkowych, standardowy zestaw albumów muzycznych różnego typu oraz proste gry zręcznościowe. Z oczywistych względów dominował francuski repertuar kinowy i muzyczny. Dodatkową opcją była możliwość śledzenia trasy oraz podstawowych parametrów lotu. Na tle coraz bogatszej oferty wielu linii lotniczych system zainstalowany w samolotach Air Caraïbes robi raczej skromne wrażenie, lecz mimo tego pozwala na zabicie czasu podczas dość długiej podróży. 
  
W trakcie kolejnych godzin lotu załoga kilka razy oferowała wodę mineralną, soki i drobne przekąski. Prze cały czas w tylnej części samolotu do dyspozycji pasażerów były również samoobsługowe wózki z napojami chłodzącymi. 



Na godzinę przed lądowaniem zaserwowano zimny posiłek, na który składała się kanapka, serek i gofry. Podawano także kawę, herbatę i czekoladę na gorąco.



Niestety konieczność ominięcia frontów atmosferycznych nad Atlantykiem spowodowała, że załodze nie tylko nie udało się nadrobić w trakcie lotu czasu straconego na lotnisku w Paryżu, ale i nie była też w stanie zapobiec dalszemu opóźnieniu. Dopiero niemal godzinę po rozkładowym czasie samolot rozpoczął zniżanie. Wkrótce potem mogłem podziwiać pierwsze karaibskie krajobrazy. 

O 15.45, a więc z niemal 1,5 godzinnym opóźnieniem, samolot wylądował na lotnisku Pôle Caraïbes na Gwadelupie. Na dostarczenie bagażu czekałem dłuższą chwilę, ale za to samo wyjście z lotniska było nieskomplikowane. W końcu podróżowałem tylko rejsem krajowym, więc obyło się bez zbędnych kontroli dokumentów. 

Lot powrotny

Lot powrotny do Paryża przebiegał według podobnego schematu. Tym razem był to rejs TX 541 startujący z Gwadelupy o 16:25, aby dotrzeć na Orly o 6:40 następnego dnia. Podróż w tę stronę jest krótsza i zajmuje około 7,5 godziny.
 
Lotnisko Pôle Caraïbes (IATA: PTP, ICAO: TFFR) jest relatywnie małym portem zlokalizowanym zaledwie 3 km od centrum Pointe-à-Pitre. Stanowiska check-in uruchamiane są trzy godziny przed planowanym odlotem. Odprawa była bezproblemowa. Przed przejściem do kontroli bezpieczeństwa można było jeszcze zrobić zakupy, nadać pocztę i skorzystać z oferty niewielkiego baru.



Hala odlotów jest dość ciasna i nie polecam spędzania w niej zbyt długiego czasu. Znajduje się tu jedynie kilka automatów z kawą, sklep wolnocłowy i malutka kawiarenka serwująca wyłącznie zimne i ciepłe napoje.



W rejs powrotny udałem się na pokładzie Airbusa A330-300 o identycznej konfiguracji miejsc. Zająłem ten sam fotel zlokalizowany z tytuł kabiny. Start znów został opóźniony o kilkanaście minut, ale sam lot do Paryża przebiegał bez żadnych zakłóceń. Serwis pokładowy obejmował gorącą kolację i śniadanie. Załoga była równie sympatyczna i pomocna jak poprzednim razem. Korzystne godziny przelotu pozwoliły na sen, zwłaszcza, że w kabinie było dużo ciszej niż w czasie dziennego przelotu na Gwadelupę. Tuż przed 7 samolot wylądował na paryskim lotnisku Orly. 

Ocena

Podróż Air Caraïbes była dość przyjemna i bezproblemowa. Linie oferują dobry serwis w klasie ekonomicznej, smaczne posiłki i serdeczną obsługę ze strony personelu pokładowego. System rozrywki mógłby być wprawdzie bogatszy, ale dostępny wybór programów jest wystarczający na kilka godzin lotu. Pewnym minusem było opóźnienie pierwszego lotu, jednak z uwagi na wakacyjny charakter podróży nie stanowiło ono dla mnie większego problemu. 


Marek Stus
Fot. Marek Stus, Air Caraïbes



gość_16b9e - Profil
gość_16b9e
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie