×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Gość Pasażera: Temel Kotil (Turkish Airlines)


Nie mamy czasu, by kupować inne linie, bo jesteśmy zajęci rozwojem - mówi w rozmowie z Pasazer.com Temel Kotil, prezes Turkish Airlines. Zdradza, że widzi olbrzymi potencjał w Afryce, ale spośród krajów europejskich interesuje go Polska.


Rozmowę z Temelem Kotilem, prezesem Turkish Airlines, przeprowadził w Warszawie podczas szczytu Star Alliance Dominik Sipinski. Wywiad miał miejsce jeszcze przed podpisaniem porozumienia między turecką linią a LOT-em, ale już wtedy Kotil zapowiadał, że Polska to dla niego bardzo atrakcyjny rynek. 

Prawdziwy potencjał drzemie jednak w Afryce. Turkish Airlines chce stać się linią pierwszego wyboru dla rosnącej na tym kontynencie klasy średniej. Rozwój oferty ma umożliwić nowe megalotnisko, które powstaje w Stambule. Docelowo będzie ono mogło obsługiwać 150 mln podróżnych rocznie, a kolejne ok. 70 mln będzie korzystać z drugiego portu lotniczego w największym mieście Turcji. Do 2025 r. Stambuł ma zatem stać się głównym lotniczym hubem świata. 

Kotil dodaje, że we flocie Turkish Airlines na pewno nie zobaczymy airbusów A380, ale nie wyklucza zainteresowania tureckimi 30-miejscowymi TR328 i TRJ328. Flota spółki ma wzrosnąć w ciągu 7 lat do 450 maszyn, z czego nawet 100 będzie zbazowane na lotnisku im. Sabihy Gokcen. 

Pasazer.com: W ubiegłym roku Turkish Airlines zwiększyły liczbę pasażerów o 13 proc. do 54,7 mln, zysk wzrósł 2,5-krotnie do 845 mln dolarów netto. Czy takie tempo rozwoju da się utrzymać?

Temel Kotil: Chcemy rosnąć nawet szybciej. Nasza średnia z ostatnich sześciu lat to ok. 17 proc. i nie przestajemy rosnąć. Spójrzmy na naszą sytuację - duży kraj z 80 mln mieszkańców, szybko rosnącą gospodarką i w dobrym miejscu, by łączyć wschód z zachodem, zarówno jako kraj, jak i jako spółka. Jest bardzo dużo azjatyckich firm, które przenoszą siedziby z Dubaju do Stambułu. Dlaczego? Z powodu na dobre połączenia. My łączymy ten nasz dom ze światem. Więc chcemy nadal rosnąć. Już dziś latamy do większej liczby miast zagranicznych niż jakakolwiek inna linia. Konkurenci polegają na pasażerach międzynarodowych. My mamy bardzo silny rynek krajowy - w zeszłym roku to niemal 60 mln osób dla Turkish Airlines i innych linii, rynek ten urósł dziesięciokrotnie w ciągu ostatnich 12 lat. Do tego latamy intensywniej niż inni - mamy dziennie niemal 1200 lotów. Chciałbym żeby to było 2000 - to oznaczałoby m.in. loty do Warszawy dwa razy dziennie, jeszcze więcej miast na całym świecie, ale to i tak by nie wyczerpało naszych możliwości.


Pasazer.com: Wiele linii już teraz chciałoby mieć takie wyniki jak Turkish, a pan zapowiada jeszcze szybszy wzrost. 

Temel Kotil: Tak, bo my doskonale odrabiamy pracę domową. Np. w Afryce lataliśmy dawniej tylko do czterech miast. Ale w ciągu pięciu latach ta liczba urosła do 45. Tych 41 nowych miast potrzebuje większej liczby lotów - z tego bierze się nasz wzrost. Afryka to nasza silna strona, bo połączenia są tam słabe, a dzięki naszej siatce może nawet 80 proc. pasażerów z tego kontynentu lata przez Stambuł. My rośniemy, ale też zapewniamy wzrost kontynentowi. W Arabii Saudyjskiej były kiedyś dwa miasta, dziś to siedem. W Rosji kiedyś lataliśmy tylko raz dziennie do Moskwy. Dziś latamy do 10 miast, a do Moskwy sześć razy dziennie. Nasz wzrost stał się czymś naturalnym. Bardzo dobrze do niego się przygotowaliśmy w latach 2007-2009. 

Pasazer.com: Wspomniał pan o rynku krajowym. To silna przewaga Turkish Airlines nad choćby Qatar Airways czy Emirates - dla was istotny jest też pasażer lokalny.

Temel Kotil: Dokładnie. A do tego są turyści - do samego Stambułu rok temu przyjechało 12 mln gości, to dla nas potencjalne 24 mln pasażerów (bo lecą w dwie strony). Podobna liczba osób przylatuje w celach biznesowych. Do tego doliczamy jeszcze pasażerów przesiadających się.

Pasazer.com: Dużo mówiło się swojego czasu o możliwości kupna LOT-u przez Turkish - czy ten temat wciąż jest aktualny? I czy w ogóle rozważa pan wzrost przez akwizycje innych linii?

Temel Kotil: Co do LOT-u, to nie jesteśmy zainteresowani, ale też nie uważam, żeby LOT koniecznie potrzebował inwestora. Linia jest już zyskowna i może rozwijać się sama, tak jak zrobiliśmy to w Turkish Airlines od 2005-2006 r. My przewieziemy w tym roku ponad 60 mln pasażerów, może LOT kiedyś też. Nie jesteśmy zresztą w ogóle zainteresowani przejęciami. Dlaczego? Chodzi o częstotliwość naszych lotów - przy tak wielu połączeniach, trasy te wymagają dużo uwagi. Ja chcę lokować wszystkie swoje aktywa w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Dlatego chcę, by moi ludzie koncentrowali się na rozwoju na tych rynkach, a nie szukaniu linii do kupienia. Mamy tak wiele częstotliwości, że nie mamy czasu, siły ani potrzeby na przejmowanie nowych spółek. Nie mamy czasu na to, by naprawiać inne linie. 

Pasazer.com: Czy to właśnie Afryka jest najważniejszym rynkiem dla Turkish Airlines?

Temel Kotil: Zdecydowanie. Afryka jest doskonałym miejscem. Mieszka tam 1,2 mld ludzi - tyle co w Chinach, ale nie ma klasy średniej. Ale w Chinach 20 lat temu też nie było, byli tylko bogaci i biedni. Tak jest teraz w Afryce. Ale to się zmienia, dlatego już teraz latamy do 45 miast, a do końca roku będzie to 50. My działamy tak, by zwiększać częstotliwość lotów do miast takich jak Dżuba w Sudanie Płd. czy Mogadiszu w Somalii. Dzięki temu mamy niższe ceny niż inne linie, bo z Europy do Afryki lata się tam bardzo drogo. Bilety w innych liniach kupują tylko bogate elity, my staramy się umożliwić podróż klasie średniej. Nie robimy tego, by zniszczyć konkurencje, tylko by przyciągnąć przedsiębiorców. Nawet niezbyt zamożni ludzie z Nigru czy Mauretanii mogą przylecieć do Stambułu, kupić kilkanaście kurtek, a potem sprzedać je w kraju z taką marżą, że zwróci im się koszt biletu. 

Pasazer.com: A jak postrzega pan Europę, no i oczywiście - Polskę?

Temel Kotil: Cóż, Polska to jedyny kraj w Europie, do którego mamy bardzo niewiele lotów - tylko pięć tygodniowo, tyle samo ma LOT, choć popyt jest na znacznie więcej. Poza Polską jednak latamy do wszystkich głównych miast. W ciągu ostatnich 10 lat podwoiliśmy liczbę lotów do Europy, do niektórych krajów nawet potroiliśmy, ale na innych rynkach urośliśmy w tym czasie sześciokrotnie. 

Pasazer.com: Wiele mówi się o starej umowie dwustronnej między Polską a Turcją, która blokuje rozwój Turkish Airlines w naszym kraju. Ale czy faktycznie byłby popyt na więcej lotów?

Temel Kotil: Spójrzmy na to tak - Polacy są znacznie młodsi niż Niemcy, Brytyjczycy czy Francuzi, macie znacznie więcej młodzieży. A do tego gospodarka jest w świetnym stanie. A linie lotnicze zawsze korzystają na takich okolicznościach. Jestem przekonany, że w ciągu najbliższych lat i LOT będzie latał więcej do Stambułu, i my do Polski. Mój nos jako szefa linii lotniczej od 10 lat podpowiada mi, że Polska to bardzo obiecujący rynek wzrostu, chociaż nie jesteśmy też w wielkim pośpiechu. Przyszłość Polski i naszych działań w tym kraju są bardzo dobre. 


Pasazer.com: Jak ważne będzie dla spółki nowe megalotnisko w Stambule?

Temel Kotil: W tej chwili w Stambule mamy dwa lotniska: im. Ataturka, które w tym roku będzie miało więcej operacji lotniczych niż Paryż-CDG czy Frankfurt, i im. Sabihy Gokcen. Lotnisko im. Ataturka było budowane dla 32 mln pasażerów rocznie, w zeszłym roku port obsłużył 57 mln - czyli przepustowość jest już dawno wyczerpana. W tym roku będzie to ok. 65 mln. Lotnisko im. Sabihy Gokcen z jednym pasem i jednym terminalem miało w zeszłym roku 27 mln pasażerów. W tym roku będzie to 35 mln pasażerów, czyli po zsumowaniu obydwu portów - 100 mln. Jedynym bardziej ruchliwym miastem w Europie jest Londyn. 

Gdyby rząd nie podjął decyzji o nowym lotnisku, które ruszy w 29 października 2017 r., Stambuł nie mógłby się rozwijać. Docelowa przepustowość nowego portu to 150 mln osób rocznie. W 2025 r. lotnisko im. Sabihy Gokcen może odprawić dodatkowych 70 mln osób, bo trwa tam budowa drugiego pasa, więc razem Stambuł przekroczy 200 mln. Do tego lotniska te będą połączone szybką koleją z sobą i z największymi miastami, co korzystnie wpłynie na rozwój całego regionu. Dzięki temu Stambuł będzie najbardziej atrakcyjnym hubem lotniczym świata. 

Pasazer.com: Co stanie się z lotniskiem im. Ataturka?

Temel Kotil: Stanie się portem lotniczym dla ruchu nieregularnego. Nowe lotnisko, budowane przez pięć tureckich firm w konsorcjum, będzie przez nie zarządzane przez 25 lat, a potem wróci do państwa. Zgodnie z warunkami kontraktu oraz lokalizacją nowe lotnisko i port lotniczy im. Ataturka nie mogą funkcjonować na równych zasadach. Nowe lotnisko będzie miało sześć pasów startowych, 7,5 tys. hektarów powierzchni, dwa terminale i przepustowość większą niż jakiekolwiek inne lotnisko na świecie. 

Pasazer.com: Dziś Turkish Airlines lata z obydwu stambulskich portów lotniczych. Czy planujecie skonsolidować działalność na nowym lotnisku?

Temel Kotil: Nie, bo one obsługują dwa różne Stambuły: anatolijski i europejski. Lotnisko im. Sabihy Gokcen dodatkowo obsługuje Izmir i centrum przemysłu motoryzacyjnego w Bursie. Dziś stacjonuje tam ok. 40 naszych samolotów, planujemy, że wzrośnie to do 50-60 w 2017 r., a docelowo do 100. Traktujemy te lotniska jako osobne działalności. Na nowym lotnisku zbazujemy 300 samolotów. Otwieranie nowego lotniska będzie jednak w etapach: pierwszy jest najłatwiejszy, rozbudowa do 2025 r. będzie bardziej skomplikowana i kosztowna, ale rząd będzie zarabiał dzięki opłatom koncesyjnym.

Pasazer.com: Wspomniał pan o flocie. Turkish Airlines to jeden z największych kupujących nowe maszyny. Jakie są dalsze plany w tym zakresie?

Temel Kotil: Na trasach długodystansowych bardzo efektywnym samolotem jest dla nas airbus A330-300, np. na trasie do Nowego Jorku. Np. do Los Angeles i Seulu z kolei bardzo dobrze sprawdza się boeing 777. Te dwa typy są idealne dla rozwoju bazy w Stambule, pozwalają na obsługę bardzo długich i nieco krótszych tras w optymalny sposób. A330-300 ma bardzo niski koszt na fotel, więc wykorzystujemy go tam, dokąd może dolecieć. Z kolei 777 ma dużą przestrzeń cargo. Różnimy się od innych linii, bo nie ogranicza nas liczba częstotliwości. Dlatego nie interesuje nas airbus A380, bo wtedy musielibyśmy latać rzadziej, a większa liczba lotów jest lepsza. 

W segmencie wąskokadłubowym mamy zamówione airbusy A320neo i boeingi 737MAX. Na koniec tego roku nasza flota będzie liczyła 300 samolotów, a do 2022 r. chcemy przekroczyć 450 maszyn. 

Pasazer.com: A czy interesujące są dla was airbusy A350 albo boeingi 787 Dreamliner? Albo nowa wersja boeinga 777?

Temel Kotil: To bardzo dobre samoloty. Ale ok. 1,5 roku temu zamówiliśmy nowe samoloty: airbusy A330 i boeingi 777. Zanim te maszyny się zestarzeją, na rynku będzie już nowa generacja samolotów, nowszych niż A350 i B787. W przyszłym roku podejmiemy jakieś decyzje, ale one będą oparte tylko o zysk na fotel. Przed zakupem poddamy analizie przy naszej siatce, rozkładzie, cenach biletów i zobaczymy, ile zysku może nam dać każdy model. Z kolei jesli chodzi o mniejszą flotę, to Borajet obsługuje dla nas loty embraerami 190, ale dla nas optymalne są samoloty wielkości A320 i B737.

Pasazer.com: A co sądzi pan o pomyśle tureckiego przemysłu - nowej wersji dorniera Do-328 pod nazwą TR328 i TRJ328? To musi być kuszące, by kupować samoloty rodzimej produkcji.

Temel Kotil: To bardzo ciekawy projekt i dobry sposób, by nauczyć się projektować i budować samoloty przy współpracy amerykańskich i niemieckich firm. Jestem pewien, że to będzie sukces, a my jesteśmy zainteresowani, choć na razie to zbyt wczesny etap, by podejmować decyzje. W ciągu najbliższych 10 lat będzie rósł popyt na loty pomiędzy mniejszymi miastami, bo w Turcji jest coraz więcej przedsiębiorców i klasy średniej. Więc będą potrzebne mniejsze samoloty, a teraz na rynku nie ma dobrych samolotów mniejszych niż 70 miejsc. 


Pasazer.com: Mówi pan o lotach między mniejszymi miastami - czy zatem Turkish Airlines będą latały coraz więcej z innych baz niż Stambuł?

Temel Kotil: Bardzo lubimy takie loty. W Ankarze budujemy międzynarodowy hub, potem to samo zrobimy w Izmirze i Antalyi. Mimo wielkiego potencjału Stambułu, to nie wystarczy, chcemy rozwijać się w innych miastach w Turcji. Już to robimy, a za rok będzie to jeszcze bardziej intensywne. Do Turcji co roku przyjeżdża niemal 40 mln turystów, w tym tylko 12 mln do Stambułu. Jednak priorytet ma zwiększanie częstotliwości na trasach, na których już jesteśmy, zwłaszcza do Afryki. 

Pasazer.com: Chcę jeszcze zapytać o pozycję Turkish Airlines w sojuszu Star Alliance. Nie jest tajemnicą, że linie z Europy, w tym Lufthansa, nie patrzą przychylnie na wasz rozwój, podobnie jak na linie z Bliskiego Wschodu.

Temel Kotil: Cóż, na pewno powinniśmy być ostrożni w stosunku do linii z Bliskiego Wschodu. My jesteśmy spółką prywatną, od 2006 r. notowaną na giełdzie. Różnica między firmami państwowymi a prywatnymi jest bardzo duża, bo w tych pierwszych nikt ciężko nie pracuje, a w tych drugich szefem jest pasażer. Linie z Zatoki Perskiej rosną bardzo szybko - i dobrze, nikt im tego nie zabrania. Ale ważne, by wzrost był naturalny, bo subsydia to trucizna, która zatruwa nie tylko spółkę je otrzymującą, ale cały rynek. Państwowe spółki nie są efektywne, bo zarząd cały czas czuje, że ma zabezpieczenie. Ale nie postrzegam ich jako rywala - urośliśmy w ostatnich latach sześciokrotnie, wiemy, że prawdziwe ryzyka są wewnątrz firmy, nie na zewnątrz. Jeśli robisz wszystko dobrze i rośniesz, to wygrywasz. Ale jesteśmy zmartwieni ryzykiem dumpingu cenowego. 

fot. Turkish Airlines, Sovereign Sentinel (Wikimedia/CC)


gość_71343 - Profil
gość_71343
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie