×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Oblatywacz: 787 do Warszawy



Rewolucja, przełom, nowa jakość w lotnictwie - te słowa najczęściej padają w odniesieniu do Boeinga 787 Dreamliner. Dominik Sipiński po locie z Everett do Warszawy na pokładzie najnowszej maszyny PLL LOT potwierdza, że wrażenia znacznie różnią się od tych, które znaliśmy z Boeingów 767-300ER i innych maszyn szerokokadłubowych.



Zapraszamy na nietypowego, bo niepowtarzalnego "Oblatywacza". Nasz reporter relacjonuje dziesięciogodzinną podróż z lotniska Paine Field w Everett do Warszawy w rejsie o numerze LOT 9787. 

Po czterech latach opóźnienia i kilku dniach niezwykle intensywnych medialnych przygotowań, pierwszy Dreamliner dla LOT-u, zarejestrowany jako SP-LRA, miał wystartować z Everett w czwartek (14.11) o godz. 14:30 czasu lokalnego (23:30 w Polsce). Udało się z niewielkim opóźnieniem - boarding został zakończony ok. 15:30. Na pokładzie - ok. 160 pasażerów, w tym przedstawiciele LOT-u, Boeinga, ULC-u, władz oraz dziennikarze. 



Boarding przebiegał niespiesznie i nieco inaczej niż w starszych Boeingach 767, bo pasażerowie wchodzili do Dreamlinera przez drzwi umieszczone za klasą biznes. Oznacza to, że podróżni z klas premium i ekonomicznej przez najbardziej luksusową kabinę nie przechodzili. Podczas boardingu za pomocą rękawa wszystko pozostanie jednak po staremu. 



Schowki bagażowe są zauważalnie większe - pomimo tego, że niemal wszyscy pasażerowie mieli więcej niż jedną torbę bagażu podręcznego, nie brakowało miejsca. Prawdziwym testem dla pojemności schowków będą jednak dopiero pierwsze regularne rejsy, kiedy na pokładzie będzie więcej niż 160 osób. Pojemniki na bagaż zostały zaprojektowane w taki sposób, że po ich zamknięciu kabina jest zdecydowanie wyższa i nawet osoby zajmujące środkowe miejsca w bocznych rzędach mogą bez większych problemów się wyprostować. 



Przed godz. 16:00 silniki Dreamlinera zostały uruchomione. Są cichsze, bo nawet siedząc w rzędach około 15., czyli położonych tuż przy skrzydłach, można normalnie rozmawiać. Jednak różnica nie jest wielka. LOT-owski Dreamliner był żegnany przez spory tłum pracowników Boeinga oraz lokalnych mediów, którzy obserwowali odlot samolotu z tarasu widokowego w budynku Future of Flight Boeinga.



Kołowanie wzdłuż całego pasa startowego w Everett jest doskonałą okazją, by podziwiać rzędy zaparkowanych przy fabryce Boeinga samolotów 787, 777 i 747. Wśród maszyn mijanych przez SP-LRA znalazł się jego brat-bliźniak, przeznaczony dla LOT-u Dreamliner o znakach SP-LRB, który zostanie dostarczony 5 stycznia. 



Wśród pasażerów dało się wyczuć nerwowe oczekiwanie na start. Każdy zdawał sobie sprawę, że uczestniczy w historycznym rejsie. Po nawrocie na pas 34L piloci bez zatrzymania rozpoczęli rozbieg. Zachodzące słonce stwarzało piękne odbicia na powierzchni kompozytowych skrzydeł. Jedną z charakterystycznych cech konstrukcji 787 są właśnie powierzchnie nośne, które wyginają się w górę w miarę nabierania prędkości przez samolot.



Po starcie pasażerowie z lewej strony samolotu mogli obserwować wody zatoki Puget Sound, natomiast ci z prawej strony widzieli Góry Kaskadowe. Dzięki zdecydowanie większym oknom nie tylko łatwiejsza jest obserwacja tego, co na zewnątrz (przez okna mogą wyglądać nawet pasażerowie siedzący w środkowych rzędach), ale w kabinie jest również jaśniej. 



Już w trakcie odrywania się od ziemi część pasażerów zaczęła klaskać. Jednak prawdziwy entuzjazm wybuchnął, gdy kapitan wyłączył sygnalizację "zapiąć pasy". Niemal wszyscy pasażerowie, a przede wszystkim dziennikarze, rozpoczęli wtedy buszowanie po samolocie. Personel pokładowy, choć prowadzenie serwisu było niezwykle utrudnione, był wyrozumiały.



Trasa lotu, który dzięki większej prędkości Dreamlinera trwał mniej więcej tyle samo, ile obsługiwane Boeinga 767-300ER rejsy z Warszawy do Chicago, przebiegała nad Kanadą (Calgary, zat. Hudsona i Nową Funlandią), Grenlandią, Islandią, południową Norwegią, Danią i Bałtykiem. Początkowo maszyna wzniosła się na 37 tys. stóp, a później lot przebiegał na wysokości 39 tys. stóp, a przez ostatnie 2 godziny - 43 tys. stóp.



Ponieważ po starcie szybko zapadł zmrok, pasażerowie skupili się na próbowaniu możliwości indywidualnego systemu rozrywki pokładowej. Boeing 787 Dreamliner po raz pierwszy we flocie LOT-u oferuje takie udogodnienie. Fotele nawet w klasie ekonomicznej są wyposażone w dotykowe ekrany. Pasażerowie mogą na nich oglądać filmy, słuchać muzyki, śledzić trasę i parametry lotu oraz grać. Indywidualne ekrany są ogromną poprawą w stosunku do Boeingów 767. 



Indywidualne systemie rozrywki są dostępne w językach: polskim, angielskim, rosyjskim i niemieckim. Na razie oferta nie jest przesadnie bogata, jednak zmieni się to po rozpoczęciu regularnych lotów na trasach długodystansowych w styczniu 2013 r. Wynika to z tego, że system rozrywki można uruchomić dopiero na wysokości 15 tys. stóp, czyli na większości tras europejskich, na których Dreamliner będzie latał w grudniu, ekrany będą działać przez zaledwie kilka-kilkanaście minut. Przed lądowaniem system działa do momentu znalezienia się na ziemi.



Dodatkowym udogodnieniem dla pasażerów są gniazdka elektryczne, w które wyposażone jest każdy fotel. Podróżni mogą również podłączyć własne urządzenia do pokładowego systemu rozrywki poprzez port USB.



W trakcie pierwszych godzin lotu personel pokładowy prezentował możliwości diodowego systemu oświetlenia. Dzięki niemu w kabinie łatwiej stworzyć wrażenie "zachodu słońca", "nocy" i "wschodu". 



Wszyscy pasażerowie inauguracyjnego rejsu, niezależnie od miejsca zajmowanego w kabinie, otrzymali serwis klasy biznes. Na kolację do wyboru był kurczak lub risotto wraz z deską serów, sałatką oraz warzywami, a także deser. Do tego serwowane były napoje alkoholowe i bezalkoholowe (wszystkie produkcji amerykańskiej) oraz kawa i herbata. Śniadanie składało się z omletu, owoców i jogurtu. Kuchnie w 787 dają zupełnie nowe możliwości przygotowywania jedzenia, np. poprzez gotowanie na parze. 



Po kolacji i krótkim spontanicznym, acz bardzo żywiołowym występie muzycznym podróżujących na pokładzie członków zakopiańskiego Teatru im. Witkacego w kabinie zapadła noc. Fotele w klasie ekonomicznej mają regulowane zagłówki oraz odchylają się mocniej niż w Boeingach 767. Dzięki temu nawet w tej części kabiny pasażerowie mogą całkiem wygodnie spać. Łagodne, niebieskie oświetlenie znacząco poprawia komfort snu.



Około dwóch godzin przed lądowaniem, jeszcze przed faktycznym świtem, światła w kabinie zmieniły kolor na łagodny pomarańcz, zapowiadając brzask. Elektrochromatyczne okna bez problemu blokują nawet ostre, poranne światło. 



Podczas gdy serwowano śniadanie, reporter Pasazer.com odwiedził kokpit. Dzięki wykorzystaniu elektronicznych map i dokumentacji nawet po paru godzinach lotu kokpit jest niezwykle czysty i uporządkowany. Wyposażenie samolotu w zaawansowane systemy komunikacji umożliwiło wejście "na żywo" kapitana Jerzego Makuli w trakcie programu porannego jednej z telewizji informacyjnych. Kpt. Piotr Lipiński, kontrolujący przebieg lotu z ramienia ULC-u, podkreśla, że duże wrażenie robi nie tylko ergonomia kokpitu, ale i niskie spalanie paliwa przez Dreamlinera. 



Dolatując do Polski pasażerowie niecierpliwie oczekiwali zapowiadanej asysty wojskowych F-16. Jednak myśliwce nie przechwyciły Dreamlinera, gdyż nie otrzymały niezbędnych zgód. Mimo to podróżni na pokładzie SP-LRA z coraz większymi emocjami zajmowali miejsca podczas zniżania. 



Zła pogoda - niska podstawa chmur i słaba widzialność - utrudniła również drugą z planowanych atrakcji. Zamiast dwóch niskich przejść nad pasem (low pass) piloci zdecydowali się na tylko jeden taki manewr. Przelecieli nad pasem 33-15 lotniska Chopina na wysokości ok. 200 m, o 100 m wyżej niż pierwotnie planowano. Z pokładu ledwo widać było ziemię, jednak pasażerowie dostrzegli tłumy widzów zgromadzone na i przy lotnisku. 



Po krótkiej pętli nad Warszawą na wysokości 900 m kpt. Jerzy Makula ustawił samolot do lądowania na pasie 33. O ile proces wysuwania klap i podwozia jest bardzo gładki i nie wymusił niemal żadnych manewrów, to dość hałaśliwe są hamulce aerodynamiczne. 



Po miękkim lądowaniu na pasie 33 pierwszy LOT-owski Dreamliner został przywitany salutem wodnym lotniskowej straży ratowniczo-gaśniczej...



... a następnie po raz pierwszy zadokował do rękawa przy terminalu lotniska Chopina. 



Zanim pasażerowie zostali wypuszczeni z Boeinga 787 piloci uroczyście przekazali klucze do samolotu prezesowi PLL LOT, Marcinowi Pirógowi. Aktorzy z Teatru im. Witkacego witali wysiadających muzyką i śpiewem. 



Po pierwszym rejsie z pewnością można potwierdzić wiele z promocyjnych haseł dotyczących Dreamlinera. Większe schowki, diodowe oświetlenie kabiny oraz poprawiona jakość powietrza i wyższe ciśnienie wyraźnie poprawiają komfort lotu. Fotele w klasie ekonomicznej są wygodne, a indywidualny system rozrywki umila czas. Trudno jednak powiedzieć, czy te efekty to w całości zasługa technologii, czy raczej ekscytacji związanej z tym wyjątkowym rejsem.

Lot z Everett do Warszawy przebiegał też wyjątkowo łagodnie i bez większych turbulencji - ale piloci przyznają, że panowały wyjątkowo sprzyjające warunki pogodowe.



Pozytywne opinie reporter Pasazer.com usłyszał jednak zarówno od pasażerów, jak i załóg (pilotów oraz personelu pokładowego). Wszystkim trudno było znaleźć mankamenty. Najważniejsze teraz, by w samolocie nie pojawiły się usterki techniczne - to ryzyko zawsze istnieje z całkowicie nowymi modelami.

Nie ulega wątpliwości, że Dreamliner to gigantyczny skok do przodu w porównaniu do starych Boeingów 767-300ER. Na krótkich trasach europejskich w grudniu i na początku stycznia pasażerowie mogą tego nie docenić w pełni, ale na rejsach transatlantyckich na pewno poczują różnicę. Po kilkunastu dniach bombardowania informacjami o tym niewątpliwie istotnym wydarzeniu teraz czas na to, by pasażerowi sami mogli sprawdzić Dreamlinera. Sami odczuwamy przesyt informacji na temat 787, ale warto przypomnieć, że taki dzień w polskim lotnictwie zdarza się nie częściej niż raz na 20 lat. 

Dominik Sipiński
fot. Dominik Sipiński, Anna Robaczyńska



gość_3d85a - Profil
gość_3d85a
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie