Bliżej świata: Kontrastowe Indie cz.I

Paweł Cybulak - Profil Paweł Cybulak
23 marca 2012 09:24
6 komentarzy
Reklama

W tej edycji cyklu "Bliżej świata" Andrzej Hładij zabierze nas do Indii, drugiego najludniejszego kraju globu, państwa licznych kontrastów. Z jednej strony to kraj będący regionalnym mocarstwem, posiadający broń atomową, zaawansowany przemysł lotniczy i kosmiczny czy liczne nowoczesne rozwiązania infrastrukturalne, z drugiej państwo kojarzące się z ogromną biedą większości jego mieszkańców, żyjących za mniej niż 1 USD dziennie.

Opisana poniżej podróż przez Indie zahaczała o kilka różnych rejonów tego wielkiego kraju: stolicę New Delhi, północne stany: Uttar Pradesh, Radżastan, położony w Himalajach Kaszmir i wreszcie tropikalne wybrzeże Kerali. W poniższej relacji poznamy także kilku przewoźników lotniczych obsługujących trasy krajowe w Indiach.

Waranasi: Święte miasto hinduizmu

Pierwszym punktem mojej wizyty w Indiach było Waranasi, do którego dotarłem po bardzo męczącej i, jak się okazało również niebezpiecznej podróży ze stolicy Nepalu - Kathmandu. Przejazd autobusami między tymi oddalonymi od siebie o zaledwie ok. 350 km w linii prostej miastami zajął blisko 30 godzin, a do tego konieczny był nocleg na granicy, gdzie omal nie padłem ofiarą lokalnych bandytów.


Granica nepalsko-indyjska w Sonauli

Waranasi jest najważniejszym miastem dla wyznawców hinduizmu. To tu mogą oni odbywać rytualne kąpiele w Gangesie, palić zwłoki swoich bliskich, a także odwiedzić Złotą Świątynię poświęconą jednemu z najważniejszych hinduskich bóstw: Śiwie Wiśweśwarze oraz liczne inne miejsca kultu. Główną atrakcją miasta są ghaty: schody prowadzące do rzeki na odcinku kilku kilometrów wzdłuż brzegu Gangesu, wokół których koncentruję się życie miasta. Oprócz tego interesujące jest stara część Waranasi, nieprzerwanie zamieszkała od ponad trzech tysięcy lat, w której wąskich uliczkach ludzie wciąż żyją wraz ze zwierzętami, wylewając nieczystości wprost na ulice, czyli prawdopodobnie w warunkach przypominających miasta średniowiecznej Europy.


Stare miasto w Waranasi


Rytualne kąpiele w Gangesie


Ghat Manikarnika, na którym hindusi palą zwłoki swoich bliskich

Ze względu na zmęczenie po podróży lądowej z Katmandu, dalszą podróż do stolicy Indii Delhi zdecydowałem się odbyć drogą powietrzną. Mój wybór padł na największą indyjską tanią linię SpiceJet. Komfort przelotu w nowym Boeingu 737-900ER był zdecydowanie wyższy niż u analogicznych linii operujących na trasach europejskich. W tanich liniach indyjskich możemy zawsze liczyć na bezpłatny bagaż, a SpiceJet dodatkowo oferuję swoim pasażerom darmową wodę mineralną. Podczas lotu skorzystałem z możliwości zakupienia zestawu obiadowego, dodajmy bardzo smacznego, za niewygórowaną kwotę 150 rupii.


Boeing 737-900ER linii SpiceJet na lotnisku w Waranasi

Delhi: wspaniałe zabytki stolicy

Przylatując do stolicy Indii w myślach miałem tylko jedno: "Chcę zobaczyć normalne miasto, przecież stolica nie może wyglądać tak jak miejscowości, które widziałem do tej pory". Obraz miasta przez szybę jadącego z lotniska autobusu początkowo był zachęcający, jednak gdy dojechałem do Old Delhi moje nadzieje na zobaczenie miasta w europejskim stylu zostały szybko rozwiane. Ta część stolicy Indii jest kłębowiskiem straganów, rikszarzy i bezpańskich psów, podobnym, a może i nawet gorszym bo gęściej zaludnionym od Waranasi.

Z drugiej strony Delhi jest na pewno miastem z wieloma bardzo cennymi zabytkami, zresztą najlepiej o tym świadczy to że aż trzy obiekty na jego terenie znalazły się na prestiżowej liście światowego dziedzictwa UNESO (Czerwony Fort, Qutub Minar i Grobowiec Humajuna), a do tego należy dodać co najmniej kilkanaście innych miejsc wartych obejrzenia. Delhi to przede wszystkim pozostałości po muzułmańskich władcach, którzy rządzili obecną stolicą Indii od końca XII, aż do XVIII wieku. Z tych miejsc, które widziałem, zdecydowanie największe wrażenie wywarł na mnie grobowiec Humajuna, mauzoleum władcy z dynastii Wielkich Mogołów wybudowane w drugiej połowie XVI wieku, które stało się pierwowzorem dla najsłynniejszego zabytku Indii, czyli Taj Mahal. Bardzo ciekawy jest też zespół Qutub Minar z najwyższym na świecie ceglanym minaretem i żelazną kolumną z V wieku, na której do dziś nie widać żadnych śladów korozji Z miejsca rzadziej odwiedzanych przez turystów zarekomendowałbym natomiast odwiedzenie najstarszej delhijskiej fortecy, ogromnego XII-wiecznego Tuhlaqabad Fort, położonego ok. 30 km. na południe od centrum Delhi.


Na dziedzińcu meczetu Dżami Masdżid


Qutub Minar


Old Delhi - autoriksze będące podstawowym środkiem transportu w indyjskich miastach


Grobowiec Humajuna


Tuhlaqabad Fort

Śrinagar: niespokojna letnia stolica Kaszmiru

Kaszmir to region położony na północy Indii, w Himalajach na pograniczu Chin, Indii i Pakistanu. Od momentu uzyskania przez Indie i Pakistan niepodległości w roku 1947, granica w Kaszmirze, a także status polityczny regionu są przedmiotem sporu, a kraje te toczyły o niego kilka wojen, ostatnią w roku 1999. Oprócz tego część terytorium indyjskiego stanu Dżammu i Kaszmir jest okupowana od 1962 roku przez aktualnie głównego sojusznika Pakistanu - Chiny, co dodatkowo komplikuję sytuację polityczną w tym rejonie.

Do Kaszmiru, razem z towarzyszką podróży, która w międzyczasie przyleciała z Polski, dostaliśmy się korzystając z oferty jednego z delhijskich biur podróży. Do Śrinagaru - największego miasta i letniej stolicy stanu Dżammu i Kaszmir przylecieliśmy na pokładzie Airbusa 320 indyjskich tanich linii GOAir. Jako ciekawostkę związaną z tym przewoźnikiem mogę dodać, że na lotnisku w Delhi przy stanowisku odpraw wszystkim pasażerom linię proponowały dopłatę w wysokości 2000 rupii do klasy business, która umożliwiała podróż w rzędach z czterema fotelami zamiast sześciu i darmowy catering. Nikt jednak na naszym locie z tej oferty nie skorzystał.

Ogólnie jednak wrażenia z pobytu w Śrinagarze mam dość mieszane. Po wylądowaniu czułem się podobnie jak kilka lat temu w Mineralnych Wodach na Północnym Kaukazie. Między tymi dwoma rejonami można znaleźć kilka podobieństw, przede wszystkim mieszka tam głównie muzułmańska ludność niechętną rządom obcego jej kulturowo mocarstwa. Na ulicach Śrinagaru pełno jest indyjskiego wojska, a na murach wiele haseł anty-indyjskich i domagających się niezależności regionu. Do tego akurat trafiliśmy na zorganizowany przez ruchy separatystyczne strajk lokalnej komunikacji i w związku z tym możliwości poruszania się po okolicy były bardzo ograniczone, co natychmiast wykorzystały lokalne biura podróży oferujące niezwykle drogie - jak na indyjskie warunki - wycieczki i z trudem akceptujące odmowę turystów skorzystania z ich oferty. Kłótnie z przedstawicielami biur podróży, a także dość napięta sytuacja w mieście połączona z bardzo niewielką liczbą turystów wpłynęła na to, że po zaledwie trzech dniach pobytu opuściliśmy Kaszmir. Może i dobrze, kilka dni później w gazetach przeczytaliśmy, że w podczas rozruchów w mieście padły ofiary śmiertelne...

To, co główne miasto Kaszmiru ma do zaoferowania turystom, to urokliwe jeziora Dal i Nagin, na których ulokowane są "house-boat" - hoteliki na wodzie. Na jeziorze Dal znajduję się tez wodny targ, a wzdłuż jego brzegów wznosza się ogrody maharadżów. Do tych miejsc można dopłynąć korzystając z bardzo bogatej oferty rejsów po jeziorach i okolicznych kanałach. Oprócz tego znajdziemy w mieście także kilka interesujących zabytków: imponujący fort, meczety czy starożytną świątynie hinduistyczną


Śrinagar - house-boat na jeziorze Nagin, w którym mieszkaliśmy


Himalaje górujące nad miastem

Łodzie, które wożą turystów po okolicznych jeziorach


"Go India, Go Back" - Jedno z licznych antyindyjskich haseł na ulicach Śrinagaru


Górujący nad miastem, zajmowany przez indyjskie wojsko Hari Parbat Fort widziany o zachodzie słońca.

Koleją po Radżastanie

Kolejnym stanem Indii, który odwiedziliśmy podczas naszej podróży, był Radżastan, dawna kolebka Radźputów, indyjskich rodów rycerskich. Tu, z racji mniejszych odległości zdecydowaliśmy się na podróż koleją, głównie w najtańszej klasie Sleeper Class, czyli w otwartych przedziałach z ośmioma łóżkami w każdym boksie - zwykle zresztą okupowanymi przez więcej osób. Mimo pewnych niedogodności było to ciekawe doświadczenie poznania tego w jakich warunkach podróżują mieszkańcy Indii. W Radżastanie zwiedziliśmy największe miasto stanu, blisko trzy i pół milionowy Jaipur, zwany "różowym miastem" od koloru, w jakim pomalowane są domy wzdłuż ulic w centrum. Do jego najciekawszych zabytków należą imponujące forty okalające miasto, ogromny pałac miejski wraz z XVII- wiecznym obserwatorium astronomicznym Jantar Mantar i pałac na wodzie Jal Mahal. Z Jaipuru nocnym pociągiem pojechaliśmy do najładniejszego miasta, które odwiedziliśmy podczas naszej podróży po Indiach, czyli Jodhpuru z imponującym XVII-wiecznym fortem Mehrangarh górującym nad tym "błękitnym miastem". Poza tym niezwykle ciekawym obiektem Jodhpur wyróżnia się także utrzymanym w stylu art deco pałacem Umaid Hawan z lat 30. XX wieku, najnowszą i zapewne już ostatnią z wielkich rezydencji indyjskich maharadżów.


Pałac Wiatrów, zbudowany w 1799 roku dla żon maharadży Jaipuru. Jego unikalna konstrukcja pozwalała im na podglądanie życia miasta pozostając niewidocznymi z poziomu ulicy


Jantar Mantar - XVII wieczne obserwatorium astronomiczne


Imponujący Mehrangarh Fort dominujący nad błękitnym miastem Jodhpur


Błękitne Miasto widziane z fortu


Ulice Jodhpuru


Pałac Umaid Hawan, dziś częściowo pełniący funkcję luksusowego hotelu

Agra: okropne miasto i słynny pomnik miłości

Ostatnim punktem naszej podróży po północnych Indiach była Agra. To położone ok. 200 km na południe od Delhi miasto jest żelaznym punktem wycieczek po Indiach ze względu na Taj Mahal, wspaniały przykład architektury Wielkich Mogołów, muzułmańskiej dynastii rządzącej północnymi Indiami od XVI do XIX wieku. To mauzoleum bywa także zwane "świątynią miłości" ze względu na to, że powstało dla upamiętnienia ukochanej żony mogolskiego władcy Szahdżahana. Agra, będąca w XVI i XVII wieku centrum potężnego imperium, może poszczycić się też innymi wspaniałymi zabytkami: Czerwonym Fortem, jeszcze potężniejszym od tego w Delhi, oraz grobowcem Itmad-Ud-Daulah, zwanym "baby Taj Mahalem".

Ciekawym miejscem jest Fatehpur Sikri położone trochę ponad 30 km od miasta, gdzie wznosi się XVI-wieczny zespół architektoniczny z czasów dynastii Wielkich Mogołów opuszczony zaledwie kilkanaście lat po zbudowaniu ze względu na brak wody pitnej. Poza zabytkami miasto robi jednak przerażające wrażenie, już przy porannym wjeździe pociągiem, przedmieścia przywitały nas tłumami ludzi załatwiającymi swoje potrzeby fizjologiczne na torach i owiniętymi w całuny zwłokami wystawionymi tuż przy trasie. W samym mieście nie było lepiej: jest ono wyjątkowo brudne, zatłoczone i zwyczajnie brzydkie, a zabytków na czele z Taj Mahal niespecjalnie da się kontemplować ze względu na tłumy turystów i naganiaczy oferujących przeróżne, zwykle niechciane towary oraz usługi. Szczytem wszystkiego były martwe bawoły spływające rzeką Jamuną tuż obok najsłynniejszego zabytku Indii. Z ulgą więc opuściliśmy Agrę.


Taj Mahal


Ogromna brama wejściowa Czerwonego Fortu

Niebawem zapraszamy na drugą część relacji - tym razem do Indii Południowych.
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
gosc_08359 2012-03-25 20:05   
gosc_08359 - Profil gosc_08359
Interesujące wypracowanie n.t. indyjskich realiów. Zdjęcia oryginalne i ciekawe ujęcia. Całość utwierdziła mnie w przekonaniu, że do Indii nie warto się wybierać. To kraj nie dla Europejczyka - istny koszmar i brud.
andrzej 2012-03-24 16:18   
andrzej - Profil andrzej
marqoos_pl: Jeśli chodzi o ogólne wrażenia z Indii to sądzę, że Twój komentarz jest bardzo trafny, lepiej bym tego nie ujął. O indyjskich procedurach lotniskowych będzie parę zdań w części drugiej relacji. JetLite leciałem, mnie akurat bardziej przypadł do gustu Spice Jet, no ale trudno o jakąś obiektywną ocenę po jednym locie.
docentfurm 2012-03-23 18:12   
docentfurm - Profil docentfurm
sorki, dopiero po 4 miesiącach od powrotu pojawiły się pierwsze oznaki rodzaju sentymentu po podróży po Indiach...niewyobrażalny smród, brud, klaksony aut, kurz, krowy i ich odchody WSZĘDZIE, rozbudowana biurokracja przesłaniają to co piękne w Indiach...zdaje się, że po ogromnej ilości podróży, które już odbyłem mam wystarczająco dużo dystansu do świata ale Indie potrafią czasem zaskoczyć i wyprowadzić z równowagi...polecam jak najbardziej podróże po Indiach...nie tylko koleją ale też samolotami...niezłe doświadczenie dla europejskich wiecznie narzekających pasażerów...europejskie zasady security, boardingu i bezpieczeństwa i standardu lotu są czytelne, logiczne i luksusowe nawet w przypadku low costów w porównaniu do indyskich
 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama