×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Jak niewielkie drony sparaliżowały wielkie lotnisko. Podsumowanie


Do odwołania kilkuset lotów doprowadziły trwające ponad dobę loty dronów w sąsiedztwie lotniska Londyn - Gatwick, drugiego największego lotniska na Wyspach Brytyjskich. Utrudnienia trwające ponad 36 godzin rozpoczęły się w środę (19.12) w godzinach wieczornych.



W momencie tworzenia tego artykułu lotnisko Gatwick funkcjonuje już normalnie, ale służby nadal nie dotarły do osób odpowiedzialnych za nieodpowiedzialne zachowanie i wykonywanie lotów bezzałogowcami w pobliżu lotniska i w jego przestrzeni powietrznej, zaś kolejne krótsze zamknięcia ciągle się zdarzają. Bilans trwających nieprzerwanie ponad dobę utrudnień to ponad 10 tys. pasażerów w środę i ponad 110 tys. w czwartek, którzy nie odlecieli z lotniska lub na nie nie dotarli. Tylko w czwartek ponad 750 operacji zostało odwołanych, zaś z piątkowego rozkładu według wstępnych szacunków wypadło między 150, a 200 kolejnych lotów. Sytuacja okazała się bardzo poważna, szczególnie w okresie świątecznego i noworocznego szczytu, w którym w Gatwick planowane było obsłużenie 2,9 mln pasażerów. Samoloty podróżujące do Gatwick były przekierowywane na lotniska w Wielkiej Brytanii, ale także do miejsc tak odległych jak Amsterdam czy Paryż.

Środa 21:00

Pierwsze informacje o zauważeniu dwóch dronów przelatujących nad ogrodzeniem lotniska i kierujących się w stronę jednej z dróg startowych dotarły do władz lotniska około godziny 21:00 w środę, 19 grudnia. Chwilę później doszło do pierwszego zamknięcia lotniska ze względów bezpieczeństwa. Po niedługi czasie drony jednak zniknęły i uznano, że był to jednorazowy incydent, którego wyjaśnianiem zajmie się policja, zaś nie będzie miał on już negatywnego wpływu na dalszą pracę portu. Lotnisko zostało otwarte o godzinie 03:01 w czwartek, lecz ponownie zamknięto je po 45 minutach gdy znów zaobserwowano latające w jego pobliżu drony. Co gorsza te zdalnie sterowane statki powietrzne były dostrzegalne potem przez cały dzień z niewielkimi przerwami i w słusznej obawie o bezpieczeństwo operacji do czasu usunięcia źródła zagrożenia decyzja o zamknięciu lotniska została podtrzymana.



Sama akcja informacyjna, którą zmuszone było prowadzić lotnisko była bardzo wymagająca, więc nieopisaną pomocą okazały się media społecznościowe. Poza tym podobny obowiązek spoczął na przewoźnikach, którzy mieli zaplanowane operacje do i z Gatwick i musieli notyfikować swoich pasażerów o tym w jaki sposób potoczą się losy ich lotów, a po kilku godzinach opóźnień po prostu przekazywać im informacje o tym, że nie ma na razie sensu w ogóle kierować swoich kroków na sparaliżowane lotnisko.

Utrudnienia o takiej skali wymagały też podjęcia działań przez całą branżę lotniczą, aby nie doszło do globalnego paraliżu. Tym samym na wielu innych lotniskach w Wielkiej Brytanii zniesiono wyjątkowo ograniczenia dotyczące operacji w godzinach nocnych, aby móc obsłużyć zwiększony ruch w postaci samolotów, które wyleciały na zmienione trasy lub też takich jak choćby w przypadku Ryanaira, który szybko zakomunikował, że jego piątkowe operacje odbywać się będą z lotniska Londyn-Stansted. W tym przypadku informowaniem pasażerów zajął się dział obsługi klienta i choć zapewne w zdecydowanej większości przypadków powiadamiani byli oni mailowo to jednak zawsze taka informacja jest lepsza od żadnej. A właśnie na żadną informację nie mogły liczyć osoby podróżujące liniami easyJet na międzynarodowych trasach, ponieważ przewoźnik uruchomił początkowo akcję informacyjną jedynie na połączeniach krajowych. Choćby te kilka przykładów pokazuje jak ciężką sytuacją okazało się zamknięcie lotniska i jak różnie radziły sobie z nim poszczególne podmioty zaangażowane w rynek przewozów lotniczych.

W czwartek wieczorem zapadła decyzja o tym, że lotnisko nadal nie zostanie otwarte ponieważ w późnych godzinach popołudniowych wciąż obserwowano aktywność dronów w jego pobliżu.

Czwartek

- W ciągu nocy będziemy starali się sprawdzić czy istnieje jakakolwiek szansa na otwarcie lotniska w piątek - powiedział Chris Woodroofe, dyrektor operacyjny lotniska Gatwick. - Ostatnie 24 godziny były dla naszego portu bardzo trudne. Ponad 120 tys. pasażerów miało zaplanowane wyloty od godziny 21:00 wczoraj gdy zamknęliśmy lotnisko po raz pierwszy do tej pory i te osoby nigdzie nie poleciały, bo wciąż od czasu do czasu mamy do czynienia z aktywnością dronów nad lotniskiem - dodał Woodroofe. - Chciałbym też, aby jasne było że bardzo przepraszamy poszkodowanych pasażerów, dla których te bez wątpienia przestępcze działania ludzi chcących umyślnie przeszkodzić w działaniu lotniska stały się utrudnieniem w czasie świątecznych podróży.

W czasie gdy lotnisko było ciągle zamknięte policja starała się namierzyć źródło utrudnień i odnaleźć operatora dronów, które odwiedzały przestrzeń powietrzną lotniska. Do akcji zaangażowano liczne patrole naziemne, a także śmigłowce, ale niestety wszystkie te działania okazały się bezskuteczne. Pojawiły się więc pytania czy dronów nie można po prostu zestrzelić. Przedstawiciel policji w Sussex powiedział, że owszem jest to jedna z możliwych opcji.

- Użycie broni palnej w stosunku do tych dronów jest jedną z możliwych do zastosowania strategii, które stoją przed nami w kontekście likwidacji zagrożenia - powiedział w czwartek Jason Tingley, detektyw policji w Sussex. - Jednak jak na razie dzisiejsze ustalenia są takie, że powstrzymamy się od stosowania broni w tej sytuacji. Jest to jednak ciągle rozważana opcja i poinformujemy gdyby została podjęta decyzja o wysłaniu na miejsce specjalnego oddziału strzelców - dodał Tingley.

Policja wraz z władzami lotniska ciągle próbowała także zidentyfikować rodzaj drona, czy też dronów, które poruszały się nad lotniskiem. Zakładano, że jest to maszyna większa niż przeciętny popularny bezzałogowiec, który można nabyć w sklepie do zabawy czy nagrywania amatorskich filmów. Detektyw Tingley przyznał w czwartek, że policja nie zna specyfikacji tych dronów.

- Naszym zdaniem jest to coś większego niż zwykła zabawka, którą można bez problemu kupić w sieci. Wydaje nam się, że jest to raczej przerobiona lub stworzona od podstaw maszyna - powiedział Tingley. - Analizujemy zapisy systemu lotniskowego monitoringu i staramy się zidentyfikować ewentualny model.

Jeszcze w czwartek na lotnisko skierowano wojsko, co wywołało podejrzenia dotyczące możliwego zakwalifikowania działań operatora drona jako aktów terroru. Jednocześnie Tingley wskazywał, że policja podjęła wiele tropów, które sprawdza w tej sprawie, i że ma wytypowane konkretne osoby i grupy, które mogą być odpowiedzialne za zakłócenia. Potwierdził też, że pojedynczych incydentów zauważenia drona było do czwartkowego wieczora ponad 50, a także, że nie doszło na tamtym etapie do żadnych zatrzymań.

- Sprawdzamy wszystkie prawdopodobne tropy i dotyczy to kilku konkretnych grup - powiedział Tingley. - Wojsko jest tutaj tylko i wyłącznie w roli wsparcia, cała sprawa i śledztwo jej dotyczące jest w gestii policji, a żołnierze zostali skierowani nam do pomocy - wyjaśnił detektyw. - Musimy zakładać, że jest to profesjonalnie przygotowany dron, którego przeznaczeniem było od początku wywoływanie takich zakłóceń w funkcjonowaniu lotniska.

Co bardzo ciekawe, za każdym razem gdy planowano otwarcie lotniska drony znów wzbijały się w powietrze i nadlatywały nad teren portu w Gatwick.

Piątek 06:00 - zakończenie utrudnień

Ostatecznie operacje na Gatwick wróciły do normy w piątek około godziny 06:00 po ponad 33 godzinach zakłóceń. Początkowo lotnisko działało tylko na połowę swoich możliwości, jednak po godzinie 10:30 osiągnęło pełną przepustowość. W pierwszych godzinach odloty były zlimitowane do 23 na godzinę, zaś przyloty do 10, co odpowiada mniej więcej sytuacji, w której przepustowość lotniska ograniczają ekstremalne warunki pogodowe jak zamiecie śnieżne, mgła czy bardzo silne wiatry. Z zaplanowanych na piątek 837 lotów dla 126 tys. pasażerów do 08:00 odwołano około 150.
Ostatecznie utrudnienia w okresie trzech dni spowodowały odwołanie lub przekierowanie około tysiąca lotów i wpłynęły na 140 tys. pasażerów.

Decyzja o ponownym otwarciu lotniska zapadła po tym jak wspólne działania policji, wojska i specjalistów RAF (Królewskie Siły Powitrzne) doprowadziły do rozlokowania w otoczeniu lotniska specjalnych środków służących zapobieganiu zagrożeniom ze strony dronów. W ich skład wchodzi między innymi zaawansowany system śledzący, podobny do tego, który był używany w Iraku przy operacji wyzwolenia Mosulu, a także sprzęt pozwalający na unieszkodliwianie dronów. Ponadto policja wyposażona została w specjalne zakłócacze sygnału, które doprowadzą do utraty kontroli nad bezzałogowcem przez jego operatora w przypadku powtórzenia się incydentu, a służbę na lotnisku będę też pełnić snajperzy uzbrojeni w broń Heckler&Koch, którzy w razie potrzeby będą mogli zestrzelić drona. Wielka Brytania ma na tym polu spore doświadczenie, ponieważ w Afganistanie była liderem w dziedzinie technologii sprzętu zakłócającego działanie systemów elektronicznych, szczególnie wykorzystując swoje doświadczenie do unieszkodliwiania improwizowanych ładunków wybuchowych.

Przez ostatnią noc poczyniliśmy spore postępy pracując ciężko z partnerami z innych służb oraz z władzami lotniska - powiedział w piątek rano Steve Barry z policji w Sussex. - Jesteśmy dziś w dużo lepszej pozycji, mamy sporo podjętych tropów i wydaje nam się, że śledztwo posuwa się naprzód. Jednocześnie od około 22:00 wczoraj nie mamy potwierdzonych przypadków pojawienia się dronów nad lotniskiem - dodał Barry.

Śledztwo skupia się teraz na wątku, który mówi o lokalnym występku, a niekoniecznie o ataku mającym znamiona działań terrorystycznych wrogiego ugrupowania. Wciąż rozważana jest także ewentualność, że za lotami dronów kryje się protest ekologów.

Pierwszym samolotem, który wystartował w piątek z Gatwick była maszyna Norwegiana podróżująca o 06:34 do stolicy Laponii, Rovaniemi, a więc do samego Świętego Mikołaja, co należy rozpatrywać jako dobry znak w przedświątecznym okresie. Z kolei pierwszy przylot z pasażerami wykonał samolot China Eastern z Szanghaju, który wylądował o 06:11. Niedługo wcześniej, o 05:58, miała miejsce operacja maszyny Thomasz Cool, która przyleciała do Gatwick na pusto z East Midlands, aby zabrać pasażerów.

Po południu znów doszło do krótkich zakłóceń, ponownie zauważono drona przelatującego nad lotniskiem i ponownie je zamknięto. Utrudnienia tym razem trwały godzinę i w niedługim czasie przywrócono ruch na lotnisku, a samoloty znów mogły swobodnie startować i lądować. Od tamtej pory lotnisko zdaje się funkcjonować normalnie, choć oczywistym jest, że długo jeszcze potrwa nim wszystkie negatywne konsekwencje zamknięcia lotniska w sumie na ponad 36 godzin zostaną zniwelowane. Chris Woodroofe wyraził nadzieję, że środki zaradcze podjęte przez lotnisko i służby będą wystarczające do bezpiecznego funkcjonowania portu.

- Przez całą noc pracowaliśmy z naszymi partnerami, włączając w to agencje rządowe i wojsko, aby wdrożyć środki mające na celu zapewnienie bezpiecznego otwarcia lotniska - powiedział w piątkowy poranek rzecznik portu lotniczego Londyn - Gatwick. - Naszym priorytetem jest bezpieczeństwo pasażerów.

Lotnisko w Gatwick zaplanowało też na sobotę zrealizowanie pełnego rozkładu, czyli obsłużenie 757 lotów i 124.484 pasażerów. Jednocześnie nadal proszono o potwierdzanie lotów u przewoźników.



W odpowiedzi na incydent na Gatwick również drugie duże londyńskie lotnisko, a największe w Wielkiej Brytanii Heathrow wprowadziło szereg zabezpieczeń dodatkowych, przede wszystkim w postaci zwiększonej częstotliwości patroli służb ochrony lotniska wzdłuż jego granic.

Uwarunkowania prawne

Obecnie prawo w Wielkiej Brytanii stanowi, że wykonywanie lotów statkami bezzałogowymi bez zgody służb ruchu lotniczego jest zakazane w odległości mniejszej niż 1km od granic lotniska. Jednocześnie za złamanie tego zakazu i doprowadzenie do zagrożenia w ruchu lotniczym prawo przewiduje karę do pięciu lat pozbawienia wolności. Przepisy regulujące zasady wykonywania takich lotów są podobne w Polsce, wszystko za sprawą jednolitych aktów prawnych obowiązujących w Unii Europejskiej, a w tym przypadku dzięki rozporządzeniu wykonawczemu Komisji (UE) 2016/1185 z dnia 20 lipca 2016 roku, SERA C (Standarised European Rules of the Air). Dokument ten objaśnia warunki, na których można wykonywać loty dronami w przestrzeni CTR - strefie kontrolowanej lotniska, zdefiniowanym elemencie przestrzeni powietrznej o określonych granicach.

Według wykładni SERA można dronem o masie do 600g latać co najmniej kilometr od ogrodzenia lotniska i nie wyżej niż 30m nad terenem, zaś dronem o masie do 25kg, nie bliżej niż 6km od ogrodzenia lotniska i nie wyżej niż 100m. Teoretycznie możliwe jest wykonywanie lotów dronami do 25kg również do samej granicy ogrodzenia lotniska i do wysokości 50m, ale po uprzedniej zgodzie służb ruchu lotniczego. Inne fragmenty przestrzeni CTR (czyli w praktyce wyżej niż opisano i bezpośrednio nad terenem lotniska) są w rzeczywistości niedostępne dla operatorów dronów, choć przepisy SERA C dają możliwość wykonywania w nich lotów po uzyskaniu odpowiednich zgód.

W kontekście obowiązujących przepisów i przy okazji zajścia na Gatwick wypowiedzieli się zwolennicy zaostrzenia prawa, którzy nawołują legislatorów do wprowadzenie bezwzględnego zakazu wykonywania lotów statkami bezzałogowymi bez uzyskania zgody w odległości od lotnisk mniejszej niż 5km.

- Jesteśmy zawiedzeni postępowaniem rządu, ponieważ poświęciliśmy sporo czasu i środków zainwestowanych w zeszłoroczne badania nad skutkami ewentualnych wypadków z udziałem dronów - powiedział Dave Smith, kapitan pilot, rzecznik prasowy brytyjskiego związku pilotów.  - Udział w badaniach brał również Departament Transportu i Wojskowa Władza Lotnicza, a wyniki pokazały, że nawet dwukilogramowy dron, który ma w sobie baterie i silniki jest w stanie spowodować prawdziwą katastrofę jeśli uderzy w samolot - dodał Smith.

Pierwsze zatrzymania

Jak potwierdziła lokalna policja, w piątkowy wieczór doszło do zatrzymania dwóch osób, które mogą mieć związek z incydentami dotyczącymi dronów latających nad lotniskiem w Gatwick. 47-letni mężczyzna i 54-letnia kobieta z Crawley (ok. 6km od Gatwick) zostali aresztowani z powodu podejrzenia wywołania zakłóceń w cywilnym ruchu lotniczym i sprowadzenia zagrożenia na bezpieczeństwo operacji lotniczych i ludzi. Para pozostaje w areszcie.

Według Steve Barry'ego z policji w Sussex, pracuje ona nad teorią dotyczącą tego, czy faktycznie był to jeden czy więcej dronów. Zaznaczył on, że pod kątem motywacji sprawców rozpatrywane są wszelkie możliwe warianty, od zaplanowanego zachowania o charakterze przestępczym po głupie żarty.

Niewielki dron - wielkie zagrożenie

Bez wątpienia zdarzenia w Gatwick, których byliśmy świadkami od środy są bezprecedensowym przykładem tego jak ogromne zagrożenie stanowią nieuprawnione operacje lotnicze wykonywane przez bezzałogowe statki powietrzne. Nie chodzi jedynie o możliwość sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym w przypadku zderzenia drona z samolotem (w poprzednią środę 05.12 doszło do prawdopodobnego zderzenia samolotu z dronem w Tijuanie, w Meksyku), ale też o konsekwencje dla całej branży przewozów lotniczych, które mogą wyniknąć wskutek zamknięcia lotnisk w obawie przed dronami stanowiącymi zagrożenie dla startujących i lądujących samolotów.

Podobne zagrożenie co drony stanowią od wielu lat ptaki, które pojawiają się w okolicy lotnisk na całym świecie. Z tym zagrożeniem jednak w większości przypadków udaje się skutecznie walczyć, wypracowano odpowiednie mechanizmy i stworzono niemal stuprocentowo skuteczne technologie. Jeśli nawet automatyczny system dźwiękowy odstraszający ptaki nie zadziała to można wstrzymać operacje na kilka lub kilkanaście minut i do akcji wkracza sokolnik ze swoimi wytrenowanymi ptakami lub psami. Dodatkowo źródło tego ryzyka jest typowo naturalne i raczej ciężko wyobrazić sobie sytuację, w której zwierzęta planują nikczemne działania mające na celu sprowadzenie niebezpieczeństwa na samoloty i ich pasażerów lub po prostu paraliż ruchu lotniczego.

W przypadku sterowanych przez ludzi dronów sytuacja jest zgoła inna. Poza tym, drony są bardzo łatwo dostępne i stosunkowo tanie to dysponują coraz lepiej rozwiniętymi systemami sterowania, co pozwala nawet w przypadku ogólnodostępnych urządzeń na zaprogramowanie trasy, po której taka maszyna ma się autonomicznie poruszać. Operator nie musi nawet przejmować się precyzyjnym sterowaniem. Znane są już też na świecie przypadki działań terrorystycznych, w których wykorzystywano drony np. do przenoszenia odpowiednie miejsce ładunków wybuchowych. Do wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że nawet jeśli uda się unieszkodliwić bezzałogowca poprzez uszkodzenie jego elektroniki odpowiedzialnej za sterowanie lub przez zwykłe zestrzelenie, to nadal nie jest to tożsame z zatrzymaniem osoby odpowiedzialnej za wykonywanie lotów w nieodpowiednim miejscu.

W przypadku incydentu na Gatwick słuszne wydają się wątpliwości brytyjskiej organizacji zrzeszającej pilotów liniowych BALPA, która twierdzi, że zainstalowanie na lotnisku sprzętu do wykrywania dronów jest krokiem w dobrą stronę lecz jednak nadal ma wątpliwości do do bezpieczeństwa samolotów i ich pasażerów.

- Oczywiście jest to decyzja uzależniona od odpowiednich władz, aby uruchomić znów lotnisko w Gatwick, jednak biorąc pod uwagę to, że ani dron czy drony wykorzystywane do zakłócania bezpieczeństwa operacji nie zostały unieszkodliwione, ani też ich operator nie został zatrzymany wciąż trzeba brać pod uwagę, że zagrożenie może powrócić - powiedział Brian Strutton, sekretarz generalny BALPA. - Nadal pozostajemy zatroskani o bezpieczeństwo samolotów i ryzyko kolizji z dronem. Takie bezzałogowce mogą znów zacząć latać w pobliżu lotniska lub nawet znaleźć się na drodze samolotów poza zasięgiem systemu ich wykrywania.

Związki zawodowe pilotów i inne podmioty lotnicze zwracają uwagę, że w obliczu wydarzeń z Gatwick należy natychmiast podjąć niezbędne kroki w kierunku zapewnienia bezpieczeństwa przed tego typu sytuacjami z udziałem dronów, między innymi rozszerzając strefy zakazu lotów takich statków powietrznych. Cała branża oraz legislatorzy muszą teraz bardzo szybko wyciągnąć wnioski z zaistniałej historii i nasilić działania w kierunku rozwoju środków zabezpieczenia przed nieautoryzowanym wlotem dronów w zakazane elementy przestrzeni powietrznej. Niestety wciąż nie istnieje kompleksowe i sprawdzone rozwiązanie, które byłoby dostępne na rynku komercyjnym dla wszystkich zainteresowanych lotnisk.

Przy okazji takiego incydentu warto ponownie zwrócić uwagę, że każdy z nas jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo osób w naszym otoczeniu. Nawet jeśli możemy łatwo stać się posiadaczem latającej zabawki, a może i profesjonalnego drona to przede wszystkim musimy stosować się do obowiązującego prawa i wykazywać się też zdrowym rozsądkiem. Z pewnością nikt, kto wpadnie nawet na pomysł niezbyt śmiesznego żartu z dronem latającym nad lotniskiem nie chciałby potem mierzyć się z konsekwencjami katastrofy samolotu lub kosztami przerw w operacjach lotniczych, odwołanych i przekierowanych lotów, które z pewnością spadłyby na niego w wyniku postępowań sądowych z udziałem pokrzywdzonych podmiotów.

Ponownie polecamy amatorom zdalnie sterowanej awiacji odwiedzenie strony przygotowanej przez Urząd Lotnictwa Cywilnego www.latajzglowa.pl.

fot. mat. prasowe




gość_4632d - Profil
gość_4632d
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie