×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Problemy operacyjne wyzwaniem dla LOT-u


Turbulencje operacyjne w Polskich Liniach Lotniczych LOT stawiają pod znakiem zapytania osiągnięcie założonego zysku. To kolejny rok, w którym przewoźnik zmaga się z problemami eksploatacyjnymi i najprawdopodobniej nie wykona planu.


Niebawem, bo już w czerwcu br. poznamy oficjalne wyniki operacyjne PLL LOT SA za 2018 r. Szacuje się, że przewoźnik nie osiągnie kilkunastu milionów złotych zysku operacyjnego, choć kilka miesięcy wcześniej Rafał Milczarski, prezes spółki, zapewniał w wywiadzie dla Business Insider Polska: Nie mam powodu sądzić, że nie zrealizujemy prognozowanych 225 mln zł zysku EBIT na koniec roku

Przyczyn niewykonania budżetu w 5-7 proc. zarząd firmy upatruje głównie w zawirowaniach eksploatacyjnych, tj. uziemieniu kilku maszyn Boeing 787 z powodu usterek silników Rolls-Royce'a, dodatkowych wydatkach z tytułu wynajmu samolotów, wzrostu kosztów paliwa i strajków załogi.


Rok 2019 nie jest łaskawszy dla przewoźnika. To dalszy ciąg kłopotów z koncernem Boeing. Linia nie odzyskała pełnej gotowości wszystkich zasobów floty dreamlinera, a pojawiły się kolejne nieprzewidziane kłopoty z maszynami typu Boeing 737 MAX. Do czerwca br. we flocie LOT miało latać aż dziewięć nowych maszyn średniodystansowych tego typu. Spółka zamiast liczyć oszczędności wynikające z lepszej efektywności operacyjnej maxów, musiała zainwestować w wynajem krótkoterminowy w formule wet lease czterech boeingów litewskiej linii czarterowej Getjet, czterech B737-800 NG w formule dry lease i trzech embraerów 195. Ponadto polski przewoźnik musiał uszczuplić siatkę połączeń redukując częstotliwości rejsów do Norymbergii, Luksemburga i Hanoweru oraz przesunąć uruchomienie połączenia z Warszawy na lotnisko Domodiedowo w Moskwie przynajmniej do czasu powrotu do eksploatacji B737 MAX. 

Konieczność pozyskania samolotów w formule ACMI z pewnością utrudni realizację założonych celów finansowych, ponieważ komercyjne stawki wynajmu nie są konkurencyjne w porównaniu do kosztów własnych. Na rekompensaty od Boeinga z tytułu wyłączenia z eksploatacji dreamlinerów na razie nie ma co liczyć, wprawdzie, jak podaje Rzeczpospolita, dopiero kiedy LOT podliczy wszystkie koszty będzie można usiąść z Boeingiem do stołu negocjacyjnego, a to stanie się nie wcześniej jak w momencie gdy maszyny w komplecie wrócą na siatkę. 

Trzeba przyznać, że LOT-u stanął na wysokości zadania i uciążliwości nie są odczuwalne dla pasażerów. Warto podkreślić, że nie odwołano żadnego z nowych kierunków, przeciwnie, mimo przeszkód, uruchomiono niedawno, zgodnie z planem, rejsy do Miami, zaś już za kilka dni (14 czerwca) rusza przywrócone na siatkę po długiej przerwie połączenie do Bejrutu, a z początkiem września  połączenie bezpośrednie do Delhi. W sezonie wakacyjnym pasażerów ucieszy Warna i Korfu, zaś w listopadzie połączenie na Sri Lankę.

LOT bez wątpienia radzi sobie od strony operacyjnej. Na rynku nie brakuje ofert firm wynajmujących samoloty, zatem zapewnienie ciągłości lotów nie jest dużym problemem. Dochodzą oczywiście kłopoty z punktualnością, regularnością, jak również komplikacje z obsługa techniczną (często konieczność przebazowań maszyny), jednak w sensie eksploatacyjnym przewoźnicy potrafią stawić im czoło. Niestety bilans finansowy takich "działań zaradczych" nie jest już tak optymistyczny. LOT założył w budżecie zysk operacyjny na poziomie 250 mln PLN. - Będzie go bardzo trudno osiągnąć - przyznaje w wywiadzie dla Rzeczypospolitej Milczarski. W 2019 r. historia się powtarza, spółka nadal walczy z tymi samymi przeciwnościami co w 2018 r., mianowicie uziemienie B787 i B737 MAX, rosnące koszty paliwa, a także wyższe koszty głównie wynagrodzenia. 


LOT twierdzi, że największą barierą dla jego rozwoju jest niska przepustowość Lotniska Chopina. Spółka od lat stara się o zwiększenie częstotliwości do Seulu i Pekinu. Równolegle rozwija hub w Budapeszcie (dla połączeń atlantyckich) i mini hub w Wilnie (dla lotów średniodystansowych) jako lekarstwo na brak możliwości rozwoju w Warszawie. Przewoźnik, jak obserwujemy, uważa, iż najlepszym wyjściem z sytuacji przejściowych turbulencji finansowych jest "ucieczka do przodu" czyli zamiast odchudzania siatki, rozwijanie nowych kierunków i rekompensowanie strat na alternatywnych trasach - to bardzo ambitne i odważne założenie. 

Pamiętać jednak należy, że każde nowe połączenie musi "wypracować" zysk. Mówi się, że rejs średniodystansowy potrzebuje minimum sześć miesięcy, by osiągnąć rentowność, zaś dla połączenia dalekodystansowego minimalnym okresem krytycznym dla osiągnięcia progu BEP (break even point) jest okres 12 miesięcy. Zatem uruchamiając w krótkim czasie wiele nowych tras przewoźnik musi liczyć się z pewnymi (naturalnymi) stratami na początku ich funkcjonowania. Zapas LOT ma, bowiem prognozowana nadwyżka zysku jest bezpieczna. 

Jak ambicje przewoźnika w połączeniu problemami flotowymi wpłyną na końcowe rozliczenie spółki? Istnieje spore ryzyko, że kolejny rok z rzędu plan nie zostanie zrealizowany.



gość_ca788 - Profil
gość_ca788
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie