×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Liverpool, miasto Beatlesów




"Let it be", "Imagine", "Yesterday"... - pisząc o Liverpoolu czy chociażby przeglądając zdjęcia stamtąd nie da się nie nucić jednego z wymienionych utworów. W mieście The Beatles lądujemy samolotem Wizz Aira na kilkudniowy city break. Czy warto? Przekonajcie się o tym sami. Zapraszamy do kolejnego materiału z cyklu "Bliżej świata"



Zanurzony w historii, z bogatym dziedzictwem kulturowym, Liverpool jest kwitnącym, kosmopolitycznym i tętniącym życiem miastem. Miasto jest położone na zachodnim wybrzeżu północnej Anglii, na północnym brzegu rzeki Mersey i tuż przy jej ujściu. Hrabstwo, którego stolicą jest Liverpool, nazywa się właśnie Merseyside.

Ten drugi największy port w Wielkiej Brytanii słynie z okazałej historii morskiej oraz pasji do muzyki, sztuki, kultury i sportu. Bez wątpienia Liverpool naprawdę robi wrażenie. Jak dla mnie idealnie na kilkudniową podróż.

W 2004 roku centrum Liverpoolu, a konkretnie jego stare nabrzeże, zostało wpisany na prestiżową Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zaledwie cztery lata później miasto przez rok było Europejską Stolicą Kultury. 



To dość niepozorne miasto, które kojarzone jest głównie ze słynnym zespołem The Beatles oraz drużyną piłkarską Liverpool FC z Anfield Road. Ale już przy pierwszym kontakcie wrażenie jest niesamowite. 

Nie jest to Londyn, mimo iż od stolicy kraju Liverpool oddalony jest o zaledwie dwie godziny jazdy pociągiem. Nie jest to także miasto klasy robotniczej jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza od strony rzeki jest przepiękne i monumentalne. Centrum z podświetlonymi nocą klasycznymi zabytkami zapiera dech swoim urokiem.

Kilkudniowy pobyt spędzam w hotelu Hard Days Night Hotel – nazwa mówi sama za siebie. Tuż po przekroczeniu drzwi wejściowych muzyka The Beatles all day long. Hotel swą nazwę zapożyczył od jednego z pierwszych utworów grupy. Do zespołu nawiązuje nie tylko muzyka, ale także mnóstwo plakatów, zdjęć muzyków, aż wreszcie wszędzie wiszące nuty utworów. 



W hotelowym barze "Yesterday", w hotelowej restauracji – "All You Need Is Love", w pokoju tuż po włożeniu karty oprócz światła odpala się także lista beatlesowskich utworów, nawet na zawieszce "nie przeszkadzać" widnieje napis "Let it be". Nad hotelowymi łóżkami portrety członków zespołu. To bardzo klimatyczne miejsce. 

Hotel to tylko jedno z wielu miejsc nawiązujących do The Beatles, najsłynniejszych chłopców z Liverpoolu. To właśnie z powodu tej czwórki do miasta od wielu lat ciągną tłumy. Tu Beatlesi się urodzili, tu chodzili do szkół, tu się poznali. Wreszcie to tu, a dokładniej mówiąc w klubie "The Cavern" Brian Epstein odkrył talent młodych chłopców, zmienił ich image oraz zaproponował, że zostanie ich managerem. 



W Liverpoolu odkrywamy zakątki związane bezpośrednio z zespołem. Tuż za rogiem hotelu, na Mathew Street znajduje się kultowy klub "The Cavern". Po raz pierwszy Beatlesi zagrali tu w 1961 roku. Początkowo grali jedynie popołudniami. Po jakimś czasie awansowali na tyle, by móc dawać koncerty wieczorne. Chwilę później ciasny, piwniczny klub nie był w stanie pomieścić fanów zespołu.

Beatlesi zagrali tu 292 koncerty, ostatni 3 sierpnia 1963 r. Ale ich sława do dnia dzisiejszego przyciąga do klubu światowej sławy gwiazdy. W "The Cavern" grali m.in. Madonna, The Rolling Stones, Elton John, Rod Stewart, Oasis, Eric Clapton czy Adele. Naprzeciwko klubu, na ścianie pamięci w cegłach wyryte są pamiątkowo nazwiska wykonawców, którzy grali w klubie.  



Aż trudno uwierzyć, że z powodów finansowych klub musiał zostać zamknięty. Był zrujnowany i zdewastowany, ale po latach doczekał się remontu i dziś znów można napić się piwa w niemal identycznym wnętrzu jak za czasów jego świetności. Przy odrobinie szczęścia nadal można tu trafić na koncerty gwiazd z najwyższej półki. Miejsce z tych nie do ominięcia. Dla klimatu, dla muzyki.

Liverpool to jednak nie tylko Beatlemania. Stosunkowo niewielkie miasto (liczy ok. 450 tys. mieszkańców) to także kulturalne centrum z mnóstwem muzeów. Muzeum morskie, muzeum niewolnictwa, Walker Art Galery, Tate Liverpool, Muzeum Liverpoolu, muzeum The Beatles - tylko te udało mi się odwiedzić.

Muzeum Liverpoolu znajduje się nad samym brzegiem rzeki Mersey. Poświęcone jest Liverpoolowi jako miastu o globalnym znaczeniu. Do galerii godnych szczególnego polecenia należy ekspozycja "Global City", prezentująca więzi Liverpoolu z całym światem, od Afryki Zachodniej po Chiny. Równie fascynująca jest wystawa i film "In the Town I was born" – poświęcona oczywiście zespołowi The Beatles. 



W dużej części liverpoolskiego muzeum możemy korzystać z multimedialnych udogodnień oraz interaktywnych platform ułatwiających zdobycie wiedzy o mieście. Jako mama nie przechodzę obojętnie obok sekcji "Little Liverpool" – interaktywnej galerii dla dzieci w wieku do 6. roku życia. Tutaj maluchy mają do dyspozycji strefę zabaw wodnych oraz bezpieczny plac zabaw. 

Tate Liverpool to największy poza Londynem oddział Tate Museum w Wielkiej Brytanii. Muzeum zdecydowanie warte odwiedzenia, szczególnie dla tych, którzy cenią sobie sztukę współczesną oraz nieskrępowaną atmosferę w muzealnym środowisku. Odwiedzając takie obiekty uświadamiam sobie, że my, Polacy w tej kwestii wciąż jesteśmy wiele lat do tyłu. Polecam gorąco. Szczególnie z uwagi na czekającą nas różnorodność wystaw, zaskakujące połączenia obrazów Picassa, Matisse'a czy Rodina oraz interaktywne instalacje video połączone z malarstwem współczesnym. 



Tate ma też fantastyczną, interaktywną salę dla rodzin z dziećmi. To miejsce, w którym dzieciaki do woli mogą realizować artystyczne zamiłowania. Możemy trafić tu na niebanalne zajęcia z minimalizmu, sztuki japońskiej czy też zajęcia z lepienia w glinie. Zarówno wstęp do Tate Liverpool jak i wszelkie atrakcje dla dzieci organizowane na terenie muzeum, jak zresztą w większości muzeów Liverpoolu, są bezpłatne.



Muzeum The Beatles Story warto odwiedzić, nawet jeśli nie jesteście fanami zespołu. Jest ono usytuowane w piwnicy Albert Dock. To jedyne odwiedzone przeze mnie muzeum w Liverpoolu, w którym wstęp był płatny. Właściwie nie wiem, czy "muzeum" to właściwe słowo. The Beatles Story to faktycznie opowieść o zespole. Od samego początku aż do końca. Odwiedziny tego miejsca zdecydowanie warte są każdego wydanego funta. 



Ponieważ w planie dnia kolejne atrakcje, na historię Beatlesów mam niecałe dwie godziny. W ekspresowym tempie, ale ze szczególną starannością staram się chłonąć informacje o czwórce z Liverpoolu. Pianino Lennona, przy którym komponował Imagine, pierwsza gitara George’a Harrisona, garnitury z koncertu w Londynie czy też niemal idealnie odtworzona replika klubu "The Cavern" - to tylko niektóre z atrakcji. 

Oprócz tego cała masa plakatów, pamiątek, interaktywnych punktów, w których dokładnie śledzimy przebieg kariery ponadczasowego zespołu. Na końcu sklep z pamiątkami. Możemy tu kupić niemal wszystko: od skarpetek z żółtą łodzią podwodną przez koszulki, kubki, magnesy, torby, czapki i wiele innych. Wszystko sygnowane charakterystycznym logo zespołu.



Będąc jeszcze przy The Beatles, warto wpaść na piwo do pubu "Grapes", również przy Mathew Street. To tu Beatlesi zaglądali na drinka po koncercie, by uchronić się przed tłumem fanek, których ze względu na wiek nie wpuszczano do środka. Lokal zdecydowanie kultowy. Z typowym angielskim piwem, specyficznym zapachem wyspiarskich pubów oraz z plakatami i zdjęciami zespołu. My trafiamy na muzykę na żywo, świetny klimat i niesamowicie wesołych liverpoolczyków w środku. 

Idąc w dół Mathew Street, wpadam w zachwyt widząc szyldy butików: Vivienne Westwood, Chloe i inne, w których od stóp do głów ubrać można się w "metki" od światowej sławy projektantów mody. Na zachwycie się jednak kończy. Idę dalej. A w zasadzie nie idę tylko biegnę, by zdążyć na tour po stadionie FC Liverpool.

No właśnie. Co tam butiki, muzea, nabrzeże rzeki czy też rzeźby na budynkach. Dla fanów piłki nożnej w Liverpoolu jest tylko jedno miejsce godne odwiedzenia, no, może dwa. Pierwsze to oczywiście stadion przy Anfield Road, drugie - nieco mniej znany, ale również bardzo szanowany Goodison Park. FC Liverpool i Everton FC to tu gromadzą tłumy podczas rozgrywek piłki nożnej. 



Taksówkarz wiozący nas na stadion FC Liverpool rozpoznaje polski język. -"Dżerzi Dudek" – mówi z uśmiechem na ustach. Nie ma chyba w Liverpoolu nikogo, kto nie kojarzyłby polskiego bramkarza liverpoolskiego klubu, który walnie przyczynił się do triumfu w piłkarskiej Lidze Mistrzów w 2005 r. Podczas godzinnego touru po stadionie FC Liverpool poznajemy historie klubu, zaglądamy do szatni gospodarzy i gości (w tej drugiej potwornie zimno, za to w szatni gospodarzy - ciepło, miło i przyjemnie).



Miłośnikiem The Beatles nigdy nie byłam, ale po kilku dniach pobytu w Liverpoolu, po odwiedzeniu miejsc takich jak słynne Strawbery Field czy domu Johna Lennona przy 251 Menlove Avenue; po Penny Lane, przy której do dnia dzisiejszego zachował się salon fryzjerski, w którym strzygli się Beatlesi, po The Beatles Story, po "The Cavern" i Grapes wyjeżdżam stąd nafaszerowana wiedzą, historią zespołu oraz wrażeniami z kosmopolitycznego miasta.

Wyjeżdżam nucąc "Imagine"...

Czy warto pojechać? Zadecydujecie sami.

Informacje praktyczne: 


Liczba mieszkańców: ok. 450 tys. w samym Liverpoolu. 
Język: angielski w bardzo specyficznym wydaniu. Liverpoolski akcent, nazywany scouse, jest uważany za jeden z najtrudniejszych do zrozumienia wariantów wymowy w języku angielskim. 
Waluta: funty brytyjskie (GBP). 1 GBP = ok. 4,8 PLN. 
Dojazd: do Liverpoolu najłatwiej dolecieć samolotem linii Wizz Air. Przewoźnik oferuje połączenia z Warszawy, Katowic i Gdańska. Ceny rozpoczynają się od 125 zł w jedną stronę. Lotnisko im. (jakżeby inaczej) Johna Lennona jest położone blisko centrum i dojeżdżają na nie miejskie autobusy. 
Wjazd: pomimo tego, że Wielka Brytania nie przystąpiła do strefy Schengen, na granicy wystarczy okazać polski dowód osobisty.
Klimat: dzięki morskiemu klimatowi w Liverpoolu nie ma ani bardzo chłodnych zim, ani gorących lat. Średnie temperatury wahają się od 6 stopni w styczniu do 20 w lipcu. Statystycznie co drugi dzień jest deszczowy. 
Hotele: wybór hoteli w Liverpoolu jest bardzo duży. Za nocleg w wieloosobowym pokoju np. w Hatters Liverpool zapłacimy już od 14 funtów. Hotele, np. Holidays Inn lub Hard Days Night Hotel kosztują od ok. 100 funtów za noc. 
Jedzenie: Typowe brytyjskie fish & chips (ryba z frytkami) kosztuje ok. 10-12 funtów, ale często możemy skorzystać z promocji, np. druga porcja za pół ceny. Jeśli macie ochotę na coś nietuzinkowego, odwiedźcie koniecznie Alma de Cuba. To restauracja w... przepięknie odrestaurowanym kościele. Nie sądziłam, że kiedykolwiek o kuchni brytyjskiej powiem coś pozytywnego. A jednak. Do tego atmosfera, wystrój, muzyka gospel life. Dla tych którzy nie do końca przepadają za brytyjską kuchnią - dobra rada – warto przekroczyć bramę chińską i zagłębić się w liverpoolskim Chinatown, gdzie mieści się spora ilość chińskich restauracji. Specjalnością jest kaczka po pekińsku. Jako ciekawostkę warto dodać ze w Liverpoolu żyje największa chińska społeczność w Europie. Dla tych nieco mniej głodnych polecam restaurację przy 60 Hope Street. Nie liczmy tu jednak na schabowego z kapustą, rybę z frytkami czy pieczone ziemniaki. 60 Hope Street to miejsce z mocno wyrafinowanym menu. Ciekawym, ale jak dla mnie chyba aż za ciekawym. W Liverpoolu swoją włoską restaurację ma też znany kucharz Jamie Olivier.

Anna Robaczyńska
fot. visitbritain.com, Anna Robaczyńska



gość_9fc95 - Profil
gość_9fc95
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie