×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


ZZ LOT: "Dobra zmiana jeszcze do nas nie dotarła"


Dobra zmiana, jeszcze do nas nie dotarła i nie chodzi tu wyłącznie o czynnik finansowy, ale szacunek do tradycji, do ludzi i do budowania zaufania pracowniczego - mówi Piotr Gołąbek, wiceprzewodniczący związków zawodowych w PLL LOT.


Związki zawodowe reprezentujące etatowy personal pokładowy i lotniczy Polskich Linii Lotniczych LOT prowadzą referendum strajkowe. W ciągu najbliższego miesiąca zdecydują się czy w maju br. odbędzie się strajk. 

Historia tego sporu sięga 2013 roku, kiedy to Sebastian Mikosz, ówczesny prezes LOT-u, z powodu złej sytuacji finansowej wypowiedział regulamin wynagradzania. Decyzja Mikosza o wprowadzeniu ramowych wytycznych jest obecnie przedmiotem sporu w sądzie. 

Pracownicy, którzy zdecydowali się zaskarżyć „ramowe wytyczne”, obserwując niezrozumiałe decyzje Skarbu Państwa, wygrali sprawę w sądzie pierwszej i drugiej instancji. Prezes Milczarski występując o kasację wyroku, miał pewność, że wygra. Co prawda Sąd Najwyższy skierował sprawę do sądu okręgowego do ponownego rozpatrzenia, ale kilka innych spraw czeka na rozpatrzenie jeszcze w sądzie pierwszej instancji, a więc w obu przypadkach piłka jest nadal w grze - przekonuje Piotr Gołąbek, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego (ZZPPiL).

W grudniu 2015 roku związki zawodowe z Marcinem Celejewskim, następcą Mikosza wypracowały kompromis, podpisując porozumienie, które obowiązywało do końca 2016 roku. Od stycznia 2017 r. przestało ono obowiązywać, ale jak zapewnia spółka zwiększona o 12 mln zł w 2015 roku pula wynagrodzeń obowiązywała również w latach kolejnych. W roku bieżącym na wynagrodzenia personelu pokładowego i lotniczego LOT przeznaczył dodatkowo 27 mln zł.

Od 2013 roku LOT zatrudnia personel pokładowy i lotniczy tylko na podstawie umów B2B, umowy o pracę posiadają tylko ci zatrudnieni przed 5 laty i wcześniej. Proporcje pomiędzy pracownikami etatowymi a B2B wynoszą ok. 50 proc/50 proc. (w przypadku pilotów 60 proc/40 proc). Każdy nowy pracownik jest świadomy już na poziomie rekrutacji na jaki model zatrudnienia się decyduje, przekonują przedstawiciele polskiej linii zapewniając również, że nie zmuszają w żaden sposób pracowników etatowych do zmiany formy zatrudnienia. 

Taką formę zatrudnienia mocno krytykują związki zawodowe, chociaż według LOT-u nie mają mandatu do reprezentowania pracowników B2B, gdyż zrzeszają tylko tych etatowych.

To wstyd, że w spółce Skarbu Państwa królują umowy śmieciowe zwane samozatrudnieniem. Na pokładzie rodzą konflikty i niebezpieczne sytuacje. Doświadczoną załogą, mająca wiele godzin nalotu dowodzą niedoświadczeni merytokraci, skutkiem tych rządów jest właśnie referendum strajkowe - tłumaczy Gołąbek. 

Według Gołąbka nieakceptowalnym jest fakt, że np. Wizz Air oferuje swoim pilotom oraz członkom personel pokładowego umowy o pracę a narodowy przewoźnik, należący do Skarbu Państwa zatrudnia personel na umowach cywilno-prawnych. 

Firma taka jak LOT, z 90 letnią tradycją i piękną historią, która jest firmą państwową, zatrudnia po prostu ludzi na kontrakty cywilno-prawne. To bardzo smutne - mówi Gołąbek.


Decyzja o rozpoczęciu referendum strajkowego jest konsekwencją podpisanego 27 kwietnia 2017 r. protokołu rozbieżności. Związki zawodowe czekały rok na opinię specjalistów, ponieważ pracodawca nie chciał udostępnić im imiennych list pracowników. 

Zgodnie z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, związki zawodowe nie mają obowiązku informowania pracodawcy ani o terminie rozpoczęcia referendum ani o samym fakcie jego rozpoczęcia. A kwestię ważności referendum rozstrzyga sąd. Chcieliśmy zachować się odpowiedzialnie wobec pracowników, prosząc pracodawcę o udostępnienie adresów mailowych, aby informacja dotarła do każdego - tłumaczy Gołąbek. Takiej informacji przedstawiciele związków zawodowych nie otrzymali. 

O wynik referendum strajkowego spokojny jest Rafał Milczarski, prezes LOT-u,  który przekonuje, że pracownicy wolą pracować niż strajkować. - Nie odmawiam związkom zawodowym prawa do organizowania referendum strajkowego, choć mam wątpliwości co do jego legalności - przekonuje.  

Poprzednie referendum, w tej samej sprawie, odbyło się we wrześniu i październiku ub. roku i przez dwa miesiące nie udało się zebrać podpisów. Według Milczarskiego teraz również to się nie uda.

Związki zawodowe zarzucają zarządowi propagandę sukcesu, bezmyślność w eskalowaniu konfliktów społecznych i nieprawdopodobne zachwianie proporcji w zarobkach zarządu spółki i pracowników. - Każdemu menedżerowi, który się tutaj pojawiał dawaliśmy spory kredyt zaufania, ale proszę mi wierzyć, takich nieodpowiedzialnych decyzji wobec personelu, nigdy jeszcze nie było - mówi wiceprzewodniczący związków.


Jednym z powodów planowanego strajku ma być również brak poczucia bezpieczeństwa pracowników personelu pokładowego, których zarobki uzależnione są od liczby godzin spędzonych w powietrzu, a sytuacje, w których lot zostaje odwołany np. z powodu awarii - powodują, że personel nie zarabia. 

- Jeśli samolot uniesie się w powietrze zarobisz, jeśli spędzisz w nim 10 godzin i z powodu usterki lot się nie odbędzie, nie dostajesz nic. A przecież zgodnie z kodeksem pracy, pracodawca jest zobowiązany za to zapłacić. Tymczasem koszty przerzuca na załogi samolotu, zarząd spółki zaoszczędza na pracownikach, aby wypłacać sobie nagrody - mówi Gołąbek, przywołując kwotę 2,5 mln złotych premii dla zarządu za 2016 rok. 

Uważa też, że kobiety w przypadku macierzyństwa nie są przez umowy B2B odpowiednio chronione. Pracownicy LOT-u zatrudnieni na umowach B2B opłacają składki zusowskie, a w przypadku niezdolności do pracy przysługują im wszystkie należne świadczenia.

Milczarski m.in. w wywiadzie dla Pasazer.com stwierdził, że rządy związków w 2012 roku doprowadziły do katastrofalnej sytuacji w linii. Innego zdania jest Gołąbek: - Związki zawodowe nie zostały mentalnie w innej epoce, a jeśli menedżer tak się wypowiada o doświadczonych pracownikach, nie umie prowadzić dialogu, zatrudnia miałkich doradców i traci energię na opowiadanie bzdur, to znaczy, że w tym kraju nie ma specjalistów lotniczych. Są za to zdezorientowani słuchacze. Mamy nieszczęście do ludzi z branży kolejowej, którym wydaje się, że w trakcie awarii, samolot zaparkuje na poboczu i spokojnie poczeka na pomoc. Wskazówką powinna być tu wyobraźnia.

Związki narzekają również na poziom doświadczenia i umiejętności zatrudnianych osób. Według Gołąbka jeszcze nie tak dawno standardem był wymóg posługiwania się przynajmniej w dwóch językach obcych, teraz, jak przekonują związkowcy, zdarza się, że LOT zatrudnia pracowników bez znajomości języka, oferując im możliwość zaliczenia egzaminu w ciągu pół roku od rozpoczęcia pracy. Przewoźnik przekonuje jednak, że znajomość języka jest wymagana przy każdej rekrutacji. 


Według związkowców linia ma również oferować nowo zatrudnianym węgierskim załogom umowy o pracę. - Zatrudniamy ludzi, ale tylko w administracji i prawie wyłącznie na Węgrzech, nie chroniąc polskiego rynku pracy - mówi Gołąbek.

LOT dementuje te informacje. - Wszystkie rekrutacje na członków personelu pokładowego odbywają się w oparciu o umowę B2B i personel rekrutowany na Węgrzech nie jest tutaj wyjątkiem. Nieprawdą są zatem insynuacje związków zawodowych, jakoby LOT zamierzał zatrudniać węgierskie załogi w oparciu o inne formy zatrudnienia. Przykro nam, że przedstawiciele związków po raz kolejny przed rozpowszechnieniem tej nieprawdziwej i nieścisłej informacji, nie potwierdziły jej u źródła - mówi Adrian Kubicki, dyrektor biura komunikacji korporacyjnej w LOT. 

Według Gołąbka linia, która odnotowała ponad 300 mln zysku w ub. roku powinna mieć zdolność odpowiednio wynagrodzić osoby, które pracowały na jej sukces, nie tylko w administracji. - Poinformowano nas na ostatnim spotkaniu "cieszcie się, że w ogóle macie pracę" - żali się wiceprzewodniczący ZZPPiL.


Według dane pochodzących z Business Insidera na podstawie wyliczeń PLL LOT początkująca stewardessa w Locie zarabia ok. 5,5 tys. zł, starsza stażem 7,5-8 tys. zł brutto plus 1,5-2 tys. zł w postaci diet.

- Proszę nie wierzyć w niebotyczne zarobki personelu, ubawiliśmy się czytając te kwoty, jeśli faktycznie prezes chce być wiarygodny, to rozumiem, że on wie, że nie przyjmiemy żadnej propozycji poniżej tych opublikowanych. Wyznaczył pewien kierunek tą manipulacją i będzie musiał ponieść konsekwencje. Pracownicy masowo składają podania o podwyżkę - mówi Gołąbek.

Prezes PLL LOT poinformował, że związki zawodowe otrzymały w połowie marca ofertę wynagrodzeń, na którą odpowiedzą było zarządzone referendum. - Przedłożyliśmy związkom zawodowym w ciągu ostatnich dwóch tygodni bardzo ciekawą propozycję regulaminu wynagradzania. Jak rozumiem, referendum strajkowe jest odpowiedzią na naszą propozycję. To mnie smuci w sensie ludzkim, ale nie martwi z punktu widzenia firmy - wyjaśnia Milczarski.

Przedstawiciele LOT-u mają się dziś spotkać wraz ze związkami zawodowymi na kolejnym spotkaniu. Nie liczą jednak na porozumienie. - Czekaliśmy z wielką nadzieją na dobrą zmianę, ale dobra zmiana, jeszcze do nas nie dotarła i nie chodzi tu wyłącznie o czynnik finansowy, ale szacunek do tradycji, do ludzi i do budowania zaufania pracowniczego - kończy  rozmowę z Pasazer.com Gołąbek.


Reklama


Booking.com
gość_d0a4b - Profil
gość_d0a4b
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie