×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Gość Pasażera: Rafał Milczarski (LOT)


Jestem przekonany, ze większość załogi woli pracować i zarabiać niż strajkować. Uważam też, że absurdalne jest organizowanie referendum, kiedy trwa święto LOT - przekonuje Rafał Milczarski, prezes PLL LOT w rozmowie z Pasazer.com.


Prezes LOT-u w pełni rozumie działania Przedsiębiorstwa Państwowego "Porty Lotnicze", Lotnisko Chopina gwałtownie urosło, a winę za  obecną sytuację, ponoszą ci, którzy je niemądrze zaprojektowali. Milczarski nie pozostawia suchej nitki na związkach zawodowych, przypominając, że ich rządy zakończyły się w 2012 roku katastrofą. Zapraszamy na całą rozmowę z prezesem Polskich Linii Lotniczych LOT.

Pasazer.com: Core-night, gwarancje bankowe czy też zakaz tankowania z pasażerami. Czy te działania PPL-u nie zablokują rozwoju LOT na Lotnisku Chopina?

Rafał Milczarski: Core-night został wprowadzony z inicjatywy i w związku z działaniami Urzędu Marszałkowskiego na Mazowszu. Zakaz tankowania z pasażerami to kwestia bezpieczeństwa, a nie czyjegoś widzimisię. Twierdzenie, że PPL w znaczący sposób utrudnia działalność przewoźników uważam za całkowicie chybione. 



Pasazer.com: Czyli uważa Pan, że te działania PPL-u nie wpływają negatywnie na LOT?

Rafał Milczarski: Wpływają, ale są one konsekwencją konkretnych zjawisk. Lotnisko się rozwinęło i gdyby nie wprowadzono core-night, mogłoby dojść do takiego buntu mieszkańców, że lotnisko musiałoby zostać po prostu w nocy całkowicie zamknięte. W związku z wprowadzonym zakazem nie można zaplanować oczywiście lotów w nocy, ale w sytuacjach wyjątkowych, np. kiedy wystąpi opóźnienie, da się w Warszawie wylądować. Gdyby lotnisko zostało całkowicie zamknięte, pasażerowie lądowaliby w Łodzi, Lublinie albo w innych portach.

Oczywiście, najbardziej lubię lotniska, które działają całą dobę. Wolę także tankować z pasażerami, ale jeżeli wskutek tego przy każdym tankowanym samolocie musi być straż pożarna, co blokuje przestrzeń portu – to trudno, trzeba własne operacje zaplanować inaczej. Nie postrzegam tego jako znaczące utrudnianie. Lotnisko gwałtownie urosło, a winę za to, jak jest obecnie, ponoszą ci, którzy je niemądrze zaprojektowali.

Pasazer.com: Przepustowość Lotniska Chopina jest na wyczerpaniu, podczas gdy  rozwój LOT-u jest coraz bardziej dynamiczny. Czy taka sytuacja w pewnym momencie nie zablokuje Was na lotnisku w Warszawie? 

Rafał Milczarski: Zrobimy wszystko, żeby tak się nie stało. Będziemy eliminować wszystkie „wąskie gardła”, na które natrafiamy. Proszę nie oczekiwać, że będziemy załamywać ręce i rozpaczać, przykładając „zło do zła”, jak napisał Adam Mickiewicz w bajce „Lis i Kozioł”. Nie zamierzam rozpaczać i załamywać rąk. Mamy sytuacje, jaką mamy. Podchodzimy do niej elastycznie, cały czas rozwijając nasze możliwości i zasoby, a jednocześnie wnioskując do Straży Granicznej i do PPL, aby były większe obsady na ich stanowiskach, a dzięki temu większa przepustowość w porcie. Nie jest nam na Lotnisku Chopina wygodnie, ale to nie jest jeszcze tragedia.

Pasazer.com: Które z założeń strategii rozwoju udało się wam już wypełnić? 

Rafał Milczarski: Dużą cześć. Według założeń strategii, 10 mln pasażerów powinniśmy mieć w 2020 roku. Na podstawie dotychczasowej dynamiki wzrostu myślę, że jest bardzo realne, że ten wynik przekroczymy w 2019 roku. A jeszcze w tym roku przewieziemy 8,8 mln pasażerów. Pracujemy już nad aktualizacją strategii  

Pasazer.com: Jak wygląda współpraca ze związkami zawodowymi i na jakim etapie są rozmowy?

Rafał Milczarski: Przedłożyliśmy związkom zawodowym w ciągu ostatnich dwóch tygodni bardzo ciekawą propozycję regulaminu wynagradzania. Jak rozumiem, referendum strajkowe jest odpowiedzią na naszą propozycję. To mnie smuci w sensie ludzkim, ale nie martwi z punktu widzenia firmy. Jestem dość spokojny, jeżeli chodzi o wynik tego referendum strajkowego. Jestem przekonany, ze większość załogi woli pracować i zarabiać niż strajkować. Uważam też, że absurdalne jest organizowanie referendum, kiedy trwa święto LOT, jakim jest odebranie nowego B787-9.

Pasazer.com: Może jednak nie bez powodu informacja o strajku pojawiła się teraz?

Rafał Milczarski: W takim razie ktoś musi być takim strategiem, że moja głowa jest zbyt mała, żeby pojąć zasadność tego działania. Przecież jest oczywistą rzeczą, że kiedy do Polski przylatuje największy w historii LOT-u samolot pasażerski, ludzie nie chcą protestować, tylko wolą się cieszyć, że udało nam się pokonać imposybilizm. Co mają na myśli związki zawodowe na myśli, robiąc to, co robią? Nie wiem, ale życzę im przede wszystkim mądrości, bo to zachowanie jest niemądre. Nie odmawiam związkom zawodowym organizowania referendum, choć mam istotne podejrzenia co do jego legalności. Nie zamierzam się tym zajmować czy załamywać rąk. 

Mało kto chce w LOT strajkować, a to co robią związki, ogłaszając strajk w mediach, to już jest najczystsze szkodnictwo w stosunku do spółki, bo potencjalnie może zniechęcać pasażerów do zakupu biletów. 



Pasazer:com: Czy zamierza Pan wyciągnąć z tego konsekwencje?

Rafał Milczarski: Ja jestem cały czas bardzo cierpliwy. To, co robią związki, czyli piszą pisma kłamliwe, manipulacyjne, wręcz obrzydliwe pisma. Ja oczywiście toleruje to, bo jest to część mojej pracy. Tak naprawdę narusza to jednak moją głęboką wiarę w to, że ludzie są z natury dobrzy. A mam taką głęboką wiarę, która wynika z chrześcijaństwa. Mamy potencjał sami z siebie, żeby być po prostu dobrzy. Nie widzę takiej postawy w związkach, ale trudno. Trzeba się dalej starać, mieć otwartę serce i otwartą głowę. 

Z całą mocą powiem jedno: związki zawodowe już nigdy nie będą w LOT rządzić. Ich rządy zakończyły się w 2012 roku katastrofą. Zarabiało się tyle samo niezależnie od tego ile kto latał, wybierało się służby jakie się chciało. W konsekwencji niewiele brakowało, a wszyscy zostaliby bez pracy. 

Prawda jest taka, że w spółce LOT będzie merytokracja. Oznacza to, że wynagradzamy tych, którzy się bardzo starają, ciężko pracują, mają talent i generalnie robią dobrze tej firmie. A jeśli ktoś ktoś jest leniem, to niech poszuka sobie innego zajęcia, bo w LOT nie będzie dla niego zajęcia. Tylko takie podejście powoduje, że jesteśmy w stanie konkurować na globalnym rynku jako linia lotnicza. Jak ktoś chce w LOT zrobić miejsce, które będzie równo stawiało wszystkich niezależnie od zaangażowania, to wtedy LOT na pewno upadnie. Jestem fanatykiem merytokracji i w naszej linii nie ma dla niej alternatywy. Związkom zawodowym się to nie podoba bo w merytokracji nie ma „kolesiostwa”, nie ma wpływów pozamerytorycznych, nie ma podpowiadania. 

Podjęliśmy ostatnio bardzo merytoryczną decyzję o tym, żeby na szefa pionu lotniczego powołać kapitana, którego jedynym grzechem jest to, że przeskoczył około 100 miejsc na liście starszeństwa i był przez to przez działaczy związkowych znienawidzony. Związki zastosowały wobec niego wręcz skrajny mobbing. Nie pozwolę nigdy więcej na takie zachowanie w LOT. Mają zapanować wreszcie normalne zasady.

Pasazer.com: LOT powiększył flotę o największy w swojej flocie samolot - Boeing 787-9. Czy wkrótce możemy spodziewać nowych tras długodystansowych?

Rafał Milczarski: Mam nadzieje, że tak. Ale poinformujemy o tym, kiedy sprawy będą domknięte na ostatni guzik.

Pasazer.com: W styczniu LOT złożył skargę do UOKiK na działalność Ryanaira w Modlinie. Czy UOKIK zareagował?

Rafał Milczarski: Nie mam żadnej wiedzy o odpowiedzi w tej sprawie. To kwestia skomplikowana i wymagająca bardzo gruntowej analizy. Myślę, że UOKiK ma bardzo dobrych ekspertów, którzy tej sprawie się gruntownie przyjrzą. Z mojej strony chciałbym po prostu, żeby w Polsce było sprawiedliwie.

Pasazer.com: Juliusz Komorek z Ryanaira zaprosił LOT do Modlina i wyraził chęć podzielenia się między waszymi liniami  slotami na obydwu warszawskich lotniskach? 

Rafał Milczarski: Juliusz Komorek doskonale wie, że opowiada głupoty, a robi to dla medialnego efektu. Jako wybitny ekspert zdaje sobie sprawę z tego, że żaden pasażer z Modlina nie będzie przesiadał się na Lotnisko Chopina. Ryanair prowadzi dużo takich akcji medialnych, np. zapowiedzi wprowadzenia miejsc stojących w samolotach, płatnych toalet itd. Anglicy mówią „fire for effect” czyli dużo huku mało efektu. 

Innymi słowy: dziękuję Juliuszowi Komorkowi za zaproszenie, ale nie skorzystam. Natomiast życzę mu, aby inni przewoźnicy niskokosztowi skorzystali. Niech pasażerowie z Modlina mają wybór między Ryanairem a innymi liniami niskokosztowymi. I to jest rzeczywiste, szczere, dobre życzenie, albowiem wtedy Ryanair będzie mógł się stać lepszą niż dziś linią lotniczą. A Modlin będzie mógł być samofinansującym, lepiej zorganizowanym portem lotniczym, choć nie ma najłatwiejszego położenia i nie jest naturalnym miejscem na lotnisko pasażerskie.



Pasazer.com: Co się obecnie dzieje w Polskiej Grupie Lotniczej?

Rafał Milczarski: Dzieje się dużo. Właśnie zakończył się proces wyboru doradców. Od przyszłego tygodnia ruszamy z pracami nad stworzeniem pełnej dokumentacji, szczegółowych biznesplanów, wycen, testów prywatnego inwestora. Bardzo intensywne pół roku przed nami. Proszę trzymać za nas kciuki bo naprawdę mamy gigantyczną ilość pracy. 

Pasazer.com: Jakie spółki obecnie wchodzą w skład PGL?

Rafał Milczarski: Polskie Linie Lotnicze LOT, LS Airport Services, LS Technics i LOT AMS.

Pasazer.com: Kolejne spółki mogą dołączyć do PGL przed oficjalny rozpoczęciem działalności?

Rafał Milczarski: Myślę, że nie. Będziemy tworzyć podmioty w ramach grupy, które będą się koncentrować na pewnych rodzajach działalności, które postrzegamy za istotne.

Pasazer.com: Czy ewentualny twardy Brexit wpłynie na sytuację LOT-u?

Rafał Milczarski: Negatywnie na pewno nie. Może wpłynąć pozytywnie, ponieważ twardy Brexit może oznaczać ograniczenie latania przez niektórych przewoźników.

Pasazer.com: Mowa o przewoźnikach niskokosztowych?

Rafał Milczarski: Ryanair już o tym mówi. My zadbamy o to, żeby być gotowi do działania. Nie wiem jednak, czy Brytyjczycy jednak nie pójdą po rozum do głowy. Wydaje mi się, że Brexit jest absurdalny z perspektywy Wielkiej Brytanii. Obecna sytuacja przypomina trochę polityczna niemoc. Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności, aby powiedzieć: "Panowie to nie ma kompletnie sensu, przemyślmy to jeszcze raz". Czasami trzeba powiedzieć: ”Przepraszam popełniłem błąd”. Ale nie każdy to potrafi. Życzę jednak Brytyjczykom, aby znalazł się u nich ktoś, kto będzie w stanie to zrobić.

Pasazer.com: Dziękuję za rozmowę.




gość_69048 - Profil
gość_69048
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie