×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Eksperci o zakupie Condora


Od nieskrywanego entuzjazmu, przez umiarkowany optymizm i wątpliwości, do bezwzględnej krytyki, tak rozkładają się opinie polskich ekspertów lotniczych w spawie przejęcia Condora.


Od dnia (24.01) ogłoszenia zamiaru przejęcia Condora przez Polską Grupę Lotniczą (PGL) trwają rozważania o sensowności tej decyzji. Pasazer.com zebrał opinie i poprosił o komentarze o tej transakcji polskich ekspertów lotniczych.


Według Michała Kaczmarzyka prezesa zarządu Buzz (wcześniej Ryanair Sun) sama transakcja nie była niespodzianką. - Nie zmienia to faktu, że rynek trochę nie dowierzał, że to nastąpi, bo nie widział biznesowego uzasadnienia dla czegoś takiego. Zresztą nie było innego branżowego inwestora, pytanie czy w praktyce był jakikolwiek inny, bo wiemy jak jest z funduszami – mówi szef Buzza. Kaczmarzyk przyznaje, że w sumie śmiało można mówić o zaskoczeniu dla branży, bo takich transakcji przynajmniej od kilku, a może i kilkunastu lat rynek już nie odnotowuje. I dodaje: - Zazwyczaj inwestor branżowy w przejęciach szuka synergii i nowych rynków (know how). W tym przypadku brak jednego i drugiego. 

Zupełnie inaczej ocenia decyzję PGL Michał Leman, prezes FlixBus Polska. Uważa on, że LOT świetnie wykorzystał szansę jaka pojawiła się na rynku, a Condor był dla niego bardzo łakomym kąskiem. Leman twierdzi, że linia jest dochodowa, działa na bogatym i stabilnym rynku i przez ostatnie lata była rozsądnie zarządzana oraz uważa, że ta transakcja zmieni LOT w jednego z kilkunastu największych graczy na europejskim rynku lotniczym. 

O wiele bardziej ostrożny w swoich opiniach jest Dominik Sipiński, analityk Polityka INSIGHT i ch-aviation.com. Według niego przejęcie Condora jest decyzją bardzo ryzykowną. - Przede wszystkim między LOT-em a Condorem na poziomie operacyjnym nie ma i długo nie będzie żadnych synergii. Linie te działają na zupełnie innych rynkach geograficznie i pod względem typu rejsów. Tradycyjny model hubowy LOT-u z bazami w Warszawie i Budapeszcie oraz wakacyjny model oparty o pasażerów point-to-point oraz siatkę Lufthansy we Frankfurcie Condora są „nienaruszalne” – siatki Condora nie da się przenieść do Warszawy, a LOT nie zbuduje hubu we Frankfurcie – mówi Sipiński. 


Natomiast w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego były prezes LOT-u i Kenya Airways, Sebastian Mikosz jest bardzo optymistyczny i choć twierdzi, że nie zna szczegółów umowy, a od nich zależy ostateczna decyzja, to jednak w oparciu o dostępne informacje uznaje tę transakcję za krok we właściwym kierunku. Jego zdaniem, kontrolująca LOT, PGL stanie się właścicielem w miarę dużego gracza, działającego na największym rynku lotniczym Unii Europejskiej, jakim są Niemcy. Mikosz twierdzi, że Condor zarabia na siebie, chociaż ma spore zadłużenie, które nowy właściciel musi spłacić. 

Inny przedstawiciel branży, który pragnął zachować anonimowość, twierdzi, że w biznes z Condorem trzeba włożyć już na wstępie 380 mln euro, to znaczy kwotę, której odrabianie będzie trwać dziewięć lat, a sama transakcja nie ma żadnego sensu i żadnych synergii poza dumą narodową. Ten sam rozmówca uważa, że z tej transakcji skorzysta jedynie rząd Niemiec, bo za pieniądze polskich podatników zostanie uratowanych 5 tys. miejsc pracy w Niemczech i podkreśla, że PGL przebił ofertę pozostałych oferentów aż o miliard złotych, co jest olbrzymią różnicą, niespotykaną przy takich transakcjach. 

Krytyczny, co do przeprowadzonej transakcji jest też Sipiński. - Z punktu widzenia finansowego transakcję trudno ocenić, nie znając szczegółów co do kwoty i warunków. Pewne obawy co do jej zasadności mogą budzić doniesienia o tym, że LOT znacznie przebił propozycję Apollo, globalnego i nastawionego z definicji na maksymalizację zwrotu z inwestycji funduszu z doświadczeniem w sektorze lotniczym. Tromtadracje polskiego rządu o znaczeniu tej transakcji pogłębiają tylko obawy, że uzasadnienie polityczne i wizerunkowe mogło być ważniejsze od biznesowego - stwierdził analityk.


Jednak według Lemana LOT doszedł już do ściany w otwieraniu nowych kierunków, a zakup Condora otwiera przed nim zupełnie nowe możliwości rozwoju. Największym wyzwaniem dla LOT-u będzie, jego zdaniem, integracja obu przedsiębiorstw, ale tu polski przewoźnik będzie mógł wykorzystać doświadczenie związane z przejęciem Nordiki. 

Z tą opinią nie zgadza się Sipiński, według którego na poziomie zarządczym próba przeniesienia tego, co uchodzi na polskim rynku pracy do Niemiec zakończy się potężnym konfliktem. - Najsensowniejszym rozwiązaniem jest zarządzanie przez PGL Condorem de facto w roli inwestora finansowego – nie wtrącając się ani w bieżący biznes, ani w strategię - dodaje.

Z kolei Kaczmarzyk widzi raczej słabe strony mariażu LOT-u i Condora. - Przejęcie strukturalnie wadliwej organizacji, działającej na rynku schodzącym (mam na myśli rynek zorganizowanych wczasów), poobijanej po upadku dużego klienta, bez floty, z wysokimi kosztami stałymi, w dużej mierze zależnej od biur podroży lub konkurencyjnych przewoźników dowożących pasażerów do ich hubu. Ogólny brak synergii, gigantyczne koszty do poniesienia w średnim terminie (chociażby związane z konieczności wymiany floty) i brak możliwości stworzenia jakiejś wspólnej strategii. Jedynie kilka slotów, które ma Condor może być interesujących – punktuje Kaczmarzyk. 

Mikosz też wraca uwagę, że zakup Condora daje LOT-owi dostęp do jego baz we Frankfurcie. A to, według niego, najważniejsze "polskie" lotnisko, bo więcej Polaków lata stamtąd na inne kontynenty niż z Warszawy.


Kaczmarzyk uważa, że transakcja osłabi LOT w średnim i długim terminie oraz obniży już i tak raczej skromne zaplecze finansowe (oparte od lat na pomocy publicznej) i operacyjne (słaba, wymieszana flota, słaba obsługa techniczna). - W krótkim terminie raczej nic się nie zadzieje, LOT nie jest w stanie w żaden sposób zająć się restrukturyzacją Condora, bo się na tym nie zna więc pozostawi go samemu sobie. Obaj przewoźnicy będą żyli równolegle do pierwszej konieczności dokapitalizowania jednego z nich – dodaje prezes Buzza. 

Szef Buzza twierdzi też, że umowa PGL nie będzie miała wpływu na polski rynek, bo pod kątem stawek rynek nasz i niemiecki to inne światy. - Condor nie będzie w stanie nawet zbliżyć się do stawek oferowanych w Polsce. Poza tym raczej będzie miał problem ze zorganizowaniem floty, którą mógłby zaoferować dodatkowo w Polsce – dodaje Kaczmarzyk. Według szefa czarterowej spółki Ryanaira transakcja PGL nie wzmocni LOT-u jako marki, nie zrobi też z LOT-u globalnego gracza. - Kupują trudne aktywo, na trudnym rynku, z którym będzie więcej kłopotu niż korzyści. Sporo tez zależy od tego, co zrobi w tej sytuacji Lufthansa. To ich teren i oni tam rozgrywają – podsumowuje Kaczmarzyk. 

Z opinią prezesa Buzza zgadza się nasz anonimowy komentator, który uważa, że mariaż tych dwóch firm nie ma żadnego sensu i twierdzi, że Condor był rentowny, bo latał dla Neckermana, który upadł i współpracował na wielu kierunkach z Lufthansą, która teraz raczej nie będzie wspierała konkurenta z Polski. Jego zdaniem z tych powodów Condor utraci ok. 30-40 proc. swoich przewozów, a pracowników zwolnić się nie da. Podkreśla też, że zarobki w Condorze są wielokrotnie wyższe niż w Polsce, więc wejście niemieckiej spółki na nasz rynek jest bardzo wątpliwe.  


Z kolei Mikosz uważa, że nie ma inwestycji nieobarczonych ryzykiem, a komentatorzy, nie są w stanie tego ryzyka miarodajnie ocenić, bo trzeba zajrzeć głęboko do wnętrza firmy. Problemem mogą być ewentualne protesty środowiskowe czy konflikty z załogą, a według niego ze związkami zawodowym w Niemczech nie ma żartów. Były prezes Kenya Airways podkreśla, że PGL, zwiększy znacząco swoje możliwości generowania przychodów przy jednoczesnym obniżeniu kosztów działalności. Według niego są możliwe oszczędności chociażby na zakupie paliwa i częściach zamiennych oraz powinna poprawić się pozycja holdingu w negocjacjach z producentami samolotów. 

W swoim komentarzu Sipiński zauważa, że docelowo Condor może uruchomić loty z Polski i krajów na wschód od Niemiec, ale jest to po pierwsze kwestia kilku lat, a po drugie mniejsza skala niż w Niemczech. - Ta transakcja pozwoli urosnąć PGL, ale w znacznie mniejszym stopniu skorzysta na niej sam LOT. Pewne synergie pojawią się na poziomie handlowym i administracyjnym – łatwiej będzie choćby o wynegocjowanie dobrych warunków z dostawcami (w tym z producentami samolotów i leasingodawcami) z uwagi na większą skalę. W tym leży największa korzyść transakcji – mówi reporter ch-aviation.com. 

- Warto odnotować, że sytuacja Condora nie jest bezpieczna. W zeszłym roku linia miała marżę operacyjną ok. 3 proc., ale dużą część jej klientów zapewniała upadła spółka-matka Thomas Cook. Condor stara się tę lukę zapełnić, ale na niemieckim rynku turystycznym mocno rośnie TUIfly (które wkrótce doda B787 do swojego niemieckiego oddziału) oraz Eurowings. Więc dopiero po lecie 2020 r. będzie można ocenić, na ile rentowny będzie Condor bez zaplecza w postaci Thomasa Cooka. – twierdzi Sipiński. 


Według niego jeszcze większym zagrożeniem jest zależność Condora od dowożącej pasażerów Lufthansy, która już rozważa zakończenie tej współpracy. - Trudno się dziwić, bo nie widać żadnego racjonalnego powodu, dla którego Lufthansa miałaby dowozić pasażerów wprawdzie małemu, ale jednak rywalowi w postaci PGL. Bez tego zasilania we Frankfurcie Condorowi będzie znacznie ciężej. Sam rynek turystyczny wbrew prognozom broni się przed ekspansją low-costów i wciąż generuje dobre marże, więc potencjał jest – ale nie ma gwarancji, że Condor go wykorzysta - dodaje Sipiński. 

Zresztą sam brak jakichkolwiek oficjalnych informacji o warunkach transakcji jest niepokojący. PGL to firma w całości państwowa, która chce kupić Condora za pieniądze w całości zagwarantowane przez państwowe instytucje, a przy takim modelu finansowania transparentność jest bardzo ważna i nie musi w żaden sposób kłócić się z uzasadnioną tajemnicą handlową. Rząd i PGL muszą się przygotować, że będą musieli w Brukseli wytłumaczyć się z zasadności tej inwestycji i państwowego wsparcia bez taryfy ulgowej - przekonuje analityk. 

Paradoksalnie skrupulatny przegląd transakcji przez Komisję Europejską leży też w interesie polskich podatników, bo nie powinno chodzić o to, żeby polska firma dla zrealizowania politycznych ambicji kupiła za grubą sumę niemiecką firmę, a polskie banki sponsorowały de facto ratowanie niemieckich miejsc pracy, tylko aby na tym przejęciu PGL i finansujące ją instytucje docelowo zarobiły - kończy swoje uwagi Sipiński. 


Również Mikosz niepokoi się trochę polityczną oprawą transakcji i choć jego zdaniem jest oczywiste, że rządzący odtrąbili sukces, to w tym przypadku narracja skręca za bardzo w kierunku rewanżyzmu i sprawiedliwości dziejowej. Na te emocje zwraca również uwagę Sebastian Gościniarek z firmy BBSG, który podkreśla, ze o ile dla Polaków ta transakcja, zasadnie lub nie, jest przyczynkiem do dumy narodowej to dla Niemców jest to raczej uszczerbek na ich dumie. 

Podsumowanie

Pomimo dość dużego spektrum opinii wyrażanych przez krajowych ekspertów można pokusić się o wyłonienie z nich najczęściej powtarzających się elementów. 

Po pierwsze wydaje się, że obecnie kompleksowa ocena umowy PGL jest niemożliwa z uwagi na brak wiedzy o szczegółach kontraktu. Dotyczy to zwłaszcza, aspektów finansowych, które prawdopodobnie jeszcze bardzo długo nie zostaną upublicznione. Niemniej branżowi obserwatorzy podkreślają, że oferta PGL na przejęcie Condora była znacznie wyższa od propozycji dwóch funduszów inwestycyjnych, co powinno być wyjaśnione albo zdementowane. 

Po drugie eksperci zwracają uwagę na wielkie wyzwanie, jakim będzie integracja dwóch firm. LOT, a tym bardziej PGL nie mają doświadczenia w takim procesie. Cześć komentatorów twierdzi wręcz, że z tego powodu włączenie Condora do PGL nic nie zmieni w funkcjonowaniu spółki z Frankfurtu nad Menem. Nie znamy pomysłu jaki na rozwiązanie tego problemu ma kierownictwo PGL i LOT-u. 


Po trzecie lista słabych stron porozumienia w sprawie Condora jest długa, a jej ułożenie nie sprawia analitykom lotniczym najmniejszych trudności. Zadłużenie, stara flota, odmienne modele biznesowe, wysokie koszty w Niemczech, uzależnienie od biur podróży i Lufthansy, to tylko cześć z licznych problemów z jakimi będzie borykać się PGL. 

Po czwarte wreszcie większość ekspertów radzi porzucić argumenty emocjonalne oparte na wzmożeniu dumy narodowej i skupić się na chłodnej ocenie transakcji PGL. Jest to tym bardziej istotne, że uzasadnienie dla zawarcia tej umowy nie zostało w sposób wyczerpujący przedstawione opinii publicznej. A polscy obywatele mają prawo otrzymać dowody i zapewnienie, że ich pieniądze są wydawane w sposób racjonalny.                

Fot.: Materiały prasowe




gość_5411e - Profil
gość_5411e
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie