LOT: Koniec budapesztańskiej mrzonki
Zamknięcie połączenia z Budapesztu do Nowego Jorku jest kolejnym dowodem, że pomysł na bazę LOT-u nad Dunajem był chybiony.
W ubiegłym tygodniu LOT zdecydował o zaprzestaniu wykonywania operacji z Budapesztu do Nowego Jorku. Ostatni rejs na tej trasie odbył się 30 września 2022 r. W przyszłym roku lotów polskiego przewoźnika ze stolicy Węgier do Wielkiego Jabłka już nie będzie. Po tej decyzji LOT lata z portu lotniczego im. Ferenca Liszta, poza Warszawą, tylko do Seulu. O utrzymanie tej ostatniej, „węgierskiej” trasy dalekiego zasięgu LOT będzie musiał jednak stoczyć walkę z Korean Air, który pojawił się nad Balatonem w ubiegłym miesiącu. Zanim pochylimy się nad połączeniem z portu Ferihegy do Inczon przypomnijmy krótką historię madziarskiego projektu LOT-u.




Wszystko zaczęło się od wizyty premiera Mateusza Morawieckiego w Budapeszcie na początku lipca 2017 r. W delegacji rządowej wziął udział prezes LOT-u, Rafał Milczarski, a najbardziej zapadającym w pamięć przekazem z tej podróży okazała się informacja o otworzeniu przez polską linię połączeń transatlantyckich ze stolicy Węgier. LOT poinformował, że będzie latać do Nowego Jorku i Chicago od maja 2018 r. i miał to być początek budowania drugiego centrum przesiadkowego narodowego przewoźnika.
Pomimo wielkich nadziei i oczekiwań okazało się, że popyt na podróże do USA nie jest na Węgrzech wystarczający, tym bardziej że w tych samym czasie z Filadelfii do Budapesztu zaczął latać American Airlines. Z tych względów już w lipcu 2019 r., a więc na długo przed wybuchem pandemii, LOT podjął decyzję o zawieszeniu lotów do Chicago i ograniczeniu połączeń do Nowego Jorku. Po 15 marca 2020 r., czyli po wprowadzeniu lockdown’ów również ten ostatni kierunek do Stanów Zjednoczonych został zamknięty. Pod koniec 2021 r. szefowie polskiego przewoźnika zapowiedzieli powrót na trasę z Budapesztu do Nowego Jorku i zgodnie z zapowiedzią takie loty odbyły się od maja do września 2022 r.
W ramach koncepcji tworzenia swojego drugiego portu przesiadkowego LOT otworzył też połączenia z Budapesztu do Krakowa, Wrocławia i Londynu (London City). W planach były również miasta w Belgii, Bułgarii, Czechach, Niemczech, Rumunii i Serbii, jednak żaden z tych kierunków nie wystartował przed wybuchem pandemii. COVID-19 nie tylko zmusił LOT do porzucenia tych ambitnych planów, ale również spowodował zamkniecie trzech pierwszych, już wykonywanych rejsów.
Z myślą o nowym centrum przesiadkowym nad Dunajem, w październiku 2019 r. LOT otworzył poczekalnię dla pasażerów klasy biznes na lotnisku Ferigehy. Niestety w trakcie pandemii salonik biznesowy został zamknięty i do dziś pozostaje niedostępny dla pasażerów. Według biura prasowego LOT-u jego ponowne uruchomienie nie ma uzasadnienia ekonomicznego ze względu na zbyt mały ruch pasażerski na budapesztańskim lotnisku.

Zdecydowanie lepiej poszło z połączeniem Budapeszt-Seul, które zostało otwarte we wrześniu 2019 r. prawie z marszu, bo inauguracja nastąpiła pięć tygodni po jej zapowiedzi. Trasa do Korei Południowej jest eksploatowana do dziś. Loty do Inczon były zawieszone jedynie w maju i czerwcu 2020 r. Oczywiście tuż przed pandemią LOT wykonywał 13 rotacji miesięcznie, a obecnie jest ich 8 albo 9. Niemniej loty do Seulu okazały się najlepszym „węgierskim” przedsięwzięciem LOT-u, co nie uszło uwadze konkurencji. Tuż przed wybuchem pandemii Korean Air zapowiedział rozpoczęcie operacji do Budapesztu. Koronakryzys wstrzymał te plany, ale Koreańczycy do nich powrócili i zaczęli latać z Inczon do stolicy Węgier w ubiegłym miesiącu.
Ogłaszając likwidację połączeń do Nowego Jorku, LOT zapowiedział zwiększenie częstotliwości operacji z Budapesztu do Seulu. Innymi słowy polski przewoźnik chce podjąć walkę z Koreańczykami i zachować ostanie połączenie dalekiego zasięgu znad Dunaju. Będzie to bardzo trudne zadanie, na co wskazują już dane za październik br., czyli pierwszy miesiąc operacji z Budapesztu do Seulu dwóch przewoźników. Koreańczycy wykonali w ubiegłym miesiącu 11 rejsów, w których przewieźli 2563 pasażerów, czyli średnio na jednym locie gościli 233 podróżnych. LOT w tym samym czasie w 17 rejsach przewiózł 4322 podróżnych, czyli średnio w samolocie zasiadło 254 osób. Polska linia odnotowała też przewagę w obsłudze cargo. W październiku LOT na swoje pokłady zabrał 9,4 tony towarów, a Korean Air 7,7 tony. Należy jednak pamiętać, że Koreańczycy dopiero zaczynają, a Polacy są obecni na tej trasie od ponad trzech lat.
Dobry początek Korean Air na połączeniu do Budapesztu nie jest jednak jedynym zmartwieniem LOT-u. Linia z Seulu dysponuje większą elastycznością sprzętową, bo obok dreamlinerów B787 ma również do dyspozycji boeingi B777 oraz B747, które zabierają więcej pasażerów i dysponują większą pojemnością cargo. Zresztą Koreańczycy posiadają również flotę 23 frachtowców, które zawsze mogą zostać wykorzystane, jeśli pojawi się zwiększony popyt ładunków na trasie z lub do Węgier.
Słabością Koreańczyków jest brak zasilania połączenia z portów w Europie. Trudno jednak uznać, że pod tym względem pozycja LOT-u jest znacznie lepsza. Połączenie z Warszawy do Budapesztu to zdecydowanie za mało, a w dodatku wspieranie „budapesztańskiego” Seulu ruchem z Polski nie jest obojętne dla bezpośrednich rejsów z Okęcia do Inczon. Z dużym prawdopodobieństwem narodowa linia Korei Południowej będzie mogła liczyć na patriotyzm gospodarczy i lojalność swoich obywateli, czym zastąpi brak europejskiej siatki połączeń zasilających. Do pojedynku LOT-u z Korean Air jeszcze na pewno wrócimy, tym bardziej że zapowiada się pasjonująco.

Na zakończenie wróćmy do pomysłu stworzenia w Budapeszcie drugiego centrum przesiadkowego dla LOT-u. Wydawało się, że wybuch pandemii będzie doskonałym pretekstem na porzucenie kontrowersyjnego, węgierskiego projektu. Zarząd przewoźnika jednak z uporem wracał do Budapesztu. Może wymaga tego umowa z lotniskiem im. Ferenca Liszta, a może padło zbyt wiele zapewnień i obietnic, z których bardzo trudno się wycofać. Nie jest wykluczone, że LOT wróci z połączeniami dalekiego zasięgu do Budapesztu, ale będzie to działanie o charakterze oportunistycznym, czyli nastawione wyłącznie na doraźny zarobek, a nie na strategiczne budowanie nowej bazy. Pomysł stworzenia drugiego centrum przesiadkowego tzw. hubu nad Dunajem okazał się chybiony niezależnie od koronakryzysu i jego skutków, bo jest po prostu zbyt ryzykowny dla przewoźnika średniej wielkości, jakim jest LOT.
Fot.: Materiały prasowe