Już nie tylko pandemia jest ogromnym problemem dla LOT-u

Marek Serafin - Profil Marek Serafin
29 listopada 2021 09:00
1 komentarz
Ostatnie tygodnie pokazują, że nie tylko rynkowe skutki pandemii są ogromnym problemem, z którym LOT musi się borykać. Dołączyły do niej ogromna aktywność, wręcz agresja Ryanaira, bardzo wysokie ceny paliwa i bardzo słaba złotówka.
Reklama

Od wielu miesięcy pokazujemy, jak dramatycznie wielki jest wpływ pandemii na popyt na rynku lotniczym. Kilkuletnie prognozy ruchu w Europie nie są zbyt optymistyczne. Teraz już wiemy, że oceniając obecną sytuację i myśląc o przyszłości musimy dodatkowo uwzględnić jedną kwestię. Pandemia znacznie mocniej ograniczyła popyt na tym segmencie europejskiego rynku, który obsługują linie sieciowe. Ultra tani przewoźnicy mają się znacznie lepiej. Również od strony finansowej. Na przykładzie polskiego rynku możemy stwierdzić, że świetnie zdają sobie z tego sprawę i starają się ten trend maksymalnie wykorzystać. Pokazaliśmy to w niedawnym, dwuczęściowym raporcie dotyczącym oferowania rozkładowego z i do Polski w sezonie Zima 2021/22. Ryanair dokonuje obecnie rzeczy wręcz niebywałej – zwiększa swoje oferowanie, w porównaniu z Zimą 2019/20 o ponad 13 proc. Nawet, jeżeli ze względu na pogarszającą się sytuację epidemiologiczną w Polsce, będzie musiał dokonać istotnych korekt w dół to i tak trend jest oczywisty. Ultra tanie linie zdecydowanie zwiększają obecnie swój udział w polskim rynku. Bo chociaż Wizz Air nie jest tak agresywny, jak Ryanair, i zmniejsza swoją ofertę o 12,4 proc, to i tak jego redukcja jest o prawie 21 ppct mniejsza niż w przypadku LOT-u. Widzimy wyraźnie, że w najbliższych sezonach ci dwaj liderzy rynkowi będą bardzo ostro walczyć o rynek polski. I niestety jednym z powodów ich optymizmu jest przekonanie o złej sytuacji finansowej i „małej odporności na atak” polskiej linii narodowej.


Jakby tych problemów było mało, od kilku tygodni gwałtownie spada wartość złotówki zarówno w odniesieniu do euro, ale i dolara. A szczególnie w tej drugiej walucie polska linia ponosi znaczną część kosztów, poczynając od rat leasingowych za samoloty i, przede wszystkim, w tej walucie płacąc za paliwo. W porównaniu ze średnim kursem z roku 2019 złotówka straciła ponad 8 proc. A jeszcze gorzej wygląda sytuacja z ceną paliwa. Od początku roku wzrosła ona o 70 proc. Jest też znacznie wyższa niż w okresie 2014 – 2019, z wyjątkiem części roku 2018. Tymczasem koszty paliwa stanowią bardzo istotną część łącznych kosztów operacyjnych LOT-u. Ze względu na relatywnie niskie koszty zatrudnienia, ich udział jest co najmniej o kilka ppct wyższy, niż w przypadku konkurencyjnych linii sieciowych. I niestety nie zanosi się na to, aby w kilkumiesięcznym, a może i dłuższym, horyzoncie czasowym cena ropy znacznie spadła, a złotówka istotnie umocniła się.


Słabsza złotówka i znacznie droższe paliwo to szczególnie zła wiadomość dla lotowskich połączeń krajowych. Są one obecnie obsługiwane, przede wszystkim, przez turbośmigłowe samoloty Q400. Niestety samoloty te są stopniowo wycofywane z floty LOT-u, a proces ten ma się zakończyć pod koniec przyszłego roku. To na pewno racjonalne działanie z punktu widzenia oszczędności związanych z ujednolicaniem floty. Jednak fotel w Q400 jest znacznie tańszy niż w samolotach odrzutowych, szczególnie tych najmniejszych. I różnica ta istotnie rośnie, gdy drożeje paliwo. Być może LOT znajdzie małą linię, od której wypożyczy samoloty turbośmigłowe, na zasadzie ACMI. Ale nie będzie to łatwe i prawdopodobnie w każdym przypadku znaczną część połączeń krajowych będą musiały obsługiwać samoloty odrzutowe. Straty wzrosną, a LOT nie będzie mógł drastycznie ciąć siatki krajowej, gdyż znaczna część ruchu to tranzyty dalekodystansowe i europejski ruch wysokopłatny.


Piszemy o tym wszystkim powtarzając, może już do znudzenia, apel o rozsądek w planowaniu strategicznym. O absolutną koncentrację na wynikach finansowych, które są lekceważone, gdy wciąż mamy wizję wielkiego LOT-u bazowanego w wielkim hubie. I na koniec uwaga historyczna. Dzieje LOT-u mogą zakreślić koło. Przez 18 lat połączenia krajowe obsługiwała dla LOT-u spółka Eurolot. Wynajmowała samoloty na zasadzie ACMI. I był to trwale sensowny element strategii LOT-u. Miał bardzo taniego operatora na połączeniach, na których przychody były w większości przypadków niskie, gdyż niskie, na odcinkach krajowych, były (i są) wpływy z ruchu tranzytowego. Ale komuś to przeszkadzało. Eurolot, jako uwolniona spod nadzoru właścicielskiego LOT-u spółka, próbował realizować szaloną zupełnie koncepcję rozwoju połączeń międzynarodowych z portów regionalnych. Skończyło się to bardzo spektakularną i kosztowną, dla Skarbu Państwa, klapą. LOT musiał sam zająć się obsługa swoich połączeń krajowych. A teraz szuka zagranicznego, taniego operatora samolotów turbośmigłowych. Nawet, jeżeli go znajdzie to relatywne koszty tej współpracy będą znacznie wyższe, niż były w przypadku Eurolotu. Nie powinniśmy zapomnieć o dramatycznych dziejach tego operatora, gdyż można z nich wyciągnąć wiele cennych wniosków dotyczących zarządzania linią lotniczą i planowania strategicznego.

Reklama

Ostatnie komentarze

B52 2021-11-29 21:21   
B52 - Profil B52
Na początek chciałem zaznaczyć że nie jestem żadnym ekspertem lotniczym i nawet nie pracuję w tej branży ale pewne sprawy wydają mi się "oczywiste" chociaż mogę się mylić.
Moim zdaniem LOT ma błędną strategię rozwoju. Po pierwsze próbuje konkurować na rynku europejskim z tanimi liniami. Nie jest w stanie wygrać tej konkurencji ponieważ jego efektywność i wydajność nigdy nie będzie na tym samym poziomie jak w Ryanair lub Wizz Air z trzech podstawowych powodów: 1) Jest spółką Skarbu Państwa i jak działają takie spółki wszyscy wiemy. 2) Gdyby LOT nawet chciał wprowadzić podobne zasady pracy i wydajności u siebie to związki zawodowe zjadłyby go na dzień dobry i w dodatku trzeba by zwolnić masę ludzi którzy zostali zatrudnieni w LOT bo LOT jest spółką Skarbu Państwa a to nie wchodzi w rachubę. 3) Obciążenia związane z płatnościami za samoloty są procentowo o wiele większe w porównaniu z tanimi liniami.
W związku z powyższymi sprawami być może byłoby rozsądniej zamiast walczyć z tanimi liniami nawiązać z nimi współpracę, tzn. podpisać umowę na zasadzie codeshare aby one za "grosze" w porównaniu z LOTem dowoziły pasażerów na hub LOTu a sam LOT aby skoncentrował się na lataniu między swoim hubem i destynacjami poza Europą chyba że w Europie są miejscowości gdzie LOTowi opłacałoby się latać (np. w ramach czarterów dla biur turystycznych) co przy obecności Ryanair i Wizz Air na rynku europejskim jest mało prawdopodobne. Takiego samego codeshare partnera LOT powinien szukać w obu Amerykach i w Azji. Być może na początek oznaczało by to zmniejszenie ilości samolotów LOTu ale na dłuższą metę być może by to zwiększyło jego zyski a przynajmniej zmniejszyłoby to straty bo konkurencja z tanimi liniami w Europie nie przyniesie LOTowi żadnych zysków.
Podejrzewam że wielu pasażerów nie tylko z Polski bardzo by się ucieszyło gdyby mogli odbyć swoją podróż z lokalnego lotniska w Europie na jakieś lokalne lotnisko w północnej/południowej Ameryce lub Azji na jednym bilecie ale to wymaga "trochę" pracy ze strony LOTu.
Wiem że w chwili obecnej współpraca między LOTem, Wizz Air, Ryanair lub jeszcze jakąś inną linią, np. airBaltic, brzmi jak jakaś abstrakcja ale LOT stoi o krok od ogromnej przepaści i aby się do niej nie stoczył wymaga to nadzwyczajnych kroków. Być może to co piszę byłoby dobrym rozwiązaniem. Z chęcią przeczytam co inni forumowicze o tym sądzą i z góry dziękuję.
 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama