×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Felieton: Koronawirus groźniejszy niż uziemienie 737 MAX


Efekty wywołane przez koronawirusa dokonały większego spustoszenia ofercie przewoźników niż uziemienie boeingów 737 MAX. Czy rychły powrót tych samolotów do eksploatacji będzie pomocy dla branży?


Za kilka dni (13 marca) minie rok od globalnego uziemienia boeingów 737 MAX. Do dziś najnowszy wąskokadłubowiec produkcji Boeinga wciąż nie został przywrócony do eksploatacji, a problem z maxami znacząco uderzył w podaż linii lotniczych, co poskutkowało słabszymi wynikami finansowymi przewoźników jak i samego Boeinga. Do tej pory linie lotnicze bardzo potrzebowały nowych samolotów i liczyły na ich szybkie dostawy, aby sprostać rosnącemu, choć coraz słabiej, popytowi i móc efektywnie konkurować z innymi przewoźnikami. 

Tak jak z uziemieniem maxów, tak i w I kwartale br., nikt nie spodziewał się, że nastąpi epidemia koronawirusa, która znacznie uderzy w popyt na podróże lotnicze. Paradoksalnie, ubiegłoroczne perturbacje uderzyły w podaż, a tegoroczne w popyt, co powoduje, że linie lotnicze tym razem solidarnie uziemiają kolejne samoloty w swoich flotach - sama tylko Grupa Lufthansy uziemi 150 z 770 samolotów ze swojej floty, natomiast linia United zmniejszy oferowanie na trasach krajowych o 10 proc. i o 20 proc. na trasach międzynarodowych, również uziemiając część samolotów i tymczasowo redukując zatrudnienie. 

W obliczu tego załamania popytowego, uziemienie boeingów 737 MAX nie jest już tak doskwierające i rozwiązanie tego problemu tymczasowo odsuwa się na drugi plan. Chwilowo ponowna certyfikacja tych samolotów przestaje być traktowana priorytetowo zarówno przez linie lotnicze jak i przez organy regulacyjne, które w tej chwili skupione są na walce z koronawirusem oraz później na odbudowywaniu popytu lotniczego. 


Zatem plany Boeinga dotyczące szybkiego ponownego wprowadzenia na rynek wszystkich uziemionych maxów nagle wyglądają nieco mniej pewnie. Choć amerykański producent nie może wstrzymywać dostaw i procesu recertyfikacji, to potrzebuje gotówki i czasu, aby wznowić i prowadzić produkcję maxów. Koronawirus paradoksalnie zagwarantuje Boeingowi trochę czasu, aby ten powoli i skrupulatnie, bez nacisku ze strony przewoźników, upewnił się, że 737 MAX faktycznie nadaje się do lotów. 

Zakładając, że epidemię koronawirusa uda się opanować w przeciągu kilku miesięcy, to odbudowanie popytu pochłonie kolejne tygodnie, jeśli nie miesiące. Branża lotnicza dość szybko odbudowała się po wybuchu epidemii SARS w 2003 r., jednak wtedy poziom oferowania był nieporównywalnie niższy, zaś sama epidemia pod względem rozmiarów nie była tak duża jak w przypadku koronawirusa.

Pozytywny jest fakt, że przynajmniej w Chinach wirus zaczął wkraczać w fazę zanikania. W Europie koronawirus rozwija się i jestna etapie, na jakim był w Państwie Środka na początku stycznia br. Natomiast występująca panika w społeczeństwie, dodatkowo podsycana przez media, nie pomaga w minimalizowaniu skutków tej pandemii. Ta panika będzie zapewne utrzymywać się jeszcze przez jakiś czas po faktycznym zwalczeniu problemu.


Na ten moment można przewidywać, że przynajmniej do połowy sezonu letniego 2020 r. przewoźnicy będą odczuwać słabszy popyt i zapewne do tego czasu utrzymane zostaną cięcia ofertowe. Mało prawdopodobne, aby epidemia utrzymała się do szczytu letniego przypadającego na lipiec i sierpień, jednocześnie można się spodziewać, że plany wyjazdowe konsumentów zarówno indywidualnych jak i biznesowych będą przynajmniej na początku dość zachowawcze. 

Może to oznaczać, że presja na boeingi 737 MAX będzie zdecydowanie słabsza przez najbliższe kilka miesięcy, zaś gdy przewoźnicy zaczną powoli odbudowywać swój popyt i podaż, wtedy też zainteresowanie uziemionymi samolotami powinno powrócić. Zapewne po uporaniu się z koronawirusem i odbudowaniu się popytu linie lotnicze zaczną ze sobą intensywnie konkurować cenowo, aby jak najbardziej odbudować tak liczbę obsługiwanych pasażerów, jak i wyniki finansowe. Duży wpływ na sytuację ekonomiczną i przewagę kosztową mają oszczędne samoloty, czyli w tym przypadku maxy, a na etapie wojny cenowej będą one wartościowym aktywem. 


Pozostaje pytanie, czy po powrocie maxów pasażerowie będą chcieli latać na ich pokładzie. Według doniesień medialnych, Boeing ma analizować ich rebranding, aby nie kojarzyły się z feralnym produktem, który doprowadził do dwóch katastrof. Jeśli uwaga pasażerów będzie skierowana głównie na koronawirusa, to być może zmiana wizerunku będzie dla amerykańskiego producenta łatwiejsza do przeprowadzenia. Michael O'Leary, prezes Ryanair Group, sądzi, że w przeciągu miesiąca pasażerowie będą "znudzeni koronawirusem, a następnie szybko o nim zapomną". O'Leary przewiduje, że pasażerowie równie szybko zapomną o problemach maxów i ich niezbyt szczęśliwej historii. 

Zastanawiające jest czy pasażerowie będą się w przyszłości bardziej obawiać koronawirusa czy latania maxami. Jeśli pandemia zostanie opanowana, a boeingi przejdą pomyślnie certyfikację i zostaną zatwierdzone przez odpowiednie organy regulacyjne (nie tylko FAA), to można będzie przyjąć, że sytuacja faktycznie wróciła do normy.  

fot. mat. prasowe



gość_43197 - Profil
gość_43197
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie