Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Oblatywacz: Air New Zealand w klasie biznes

Marek Stus | 21/05/2017 10:00 | 2 komentarze

Przeciętny serwis i oferta kulinarna oraz ciekawa wizualnie, choć nie w pełni komfortowa konfiguracja kabiny samolotu to elementy charakteryzujące produkt Air New Zealand w klasie biznes.


Podczas kolejnego "Oblatywacza" podróżujemy rejsem NZ 99 na pokładzie boeinga 777-200ER z Auckland do Tokio-Narity. To codzienne połączenie między Nową Zelandią i Japonią jest obsługiwane przeważnie samolotami typu boeing 787-9 Dreamliner, choć czasem wykorzystywane są również testowane przez nas 777. Samolot startuje z Auckland o 8:55 i dociera na tokijskie lotnisko Narita o 16:30. To jedno z trzech połączeń Air New Zealand do Japonii obok obsługiwanych po trzy razy w tygodniu rejsów do Tokio-Hanedy oraz Osaki-Kansai.

Kilka słów o Air New Zealand 

Początki Air New Zealand (IATA: NZ, ICAO: ANZ) są związane z powstaniem w 1940 r. prywatnej firmy Tasman Empire Airways Limited (TEAL), która oferowała połączenia wodnosamolotami pomiędzy Nową Zelandią a Australią. Era latających łodzi na trasach nad Morzem Tasmana zakończyła się dekadę później wraz z wprowadzeniem samolotów DC6 na trasie Auckland - Sydney. Wodnosamoloty były jednak nadal wykorzystywane aż do lat 60. na tzw. Trasie Koralowej, czyli połączeniu Auckland - Fidżi - Samoa - Wyspy Cooka - Tahiti. W 1965 r. pełną kontrolę nad TEAL przejął nowozelandzki rząd, zmieniając równocześnie nazwę przewoźnika na Air New Zealand. 


Wraz z nabyciem pierwszych samolotów odrzutowych linie rozpoczęły obsługę połączeń transkontynentalnych do USA i Azji. W 1982 r. uruchomiono flagową trasę z Auckland do Londynu przez Los Angeles. Linia została ponownie sprywatyzowana w 1989 r., ale w 2001 r., borykając się z poważnymi kłopotami finansowymi po nieudanym przejęciu linii Ansett Australia, została zrenacjonalizowana. Rząd objął 76,5 proc. akcji, ratując spółkę od bankructwa. Obecnie spółka jest notowana na giełdach w Wellington i Sydney, 52 proc. akcji wciąż należy jednak do rządu, a reszta jest w rękach rozproszonych akcjonariuszy. 

W roku finansowym 2016 r. linia przewiozła 15,2 mln pasażerów (wzrost o 6 proc.), miała 5,2 mld dolarów nowozelandzkich przychodów (wzrost o. 8,5 proc., równowartość ok. 13,5 mld zł) i 463 mln dolarów zysku netto.

Od 1999 r. Air New Zealand są członkiem sojuszu Star Alliance. Przewoźnik obsługuje obecnie ponad 20 połączeń krajowych w Nowej Zelandii oraz 31 tras międzynarodowych w Oceanii, Azji, Ameryce Północnej i Europie. Na naszym kontynencie jedynym lotniskiem na którym lądują samoloty nowozelandzkich linii pozostaje Londyn-Heathrow. Część lokalnych lotów obsługiwana jest przez dwie linie zależne Air Nelson i Mount Cook Airline działające pod wspólną marką Air New Zealand Link. 

Air New Zealand - informacje praktyczne

Oferta: Nowozelandzkie linie lotnicze typu full service, z główną bazą w Auckland i mniejszymi w Wellington i Christchurch. Linie oferują loty krajowe, do Australii i wyspy Oceanii, a także m.in. do Japonii, Chin, Stanów Zjednoczonych (w tym na Hawaje), Argentyny oraz Londynu-Heathrow (przez Los Angeles). 
Flota: 30 airbusów A320, 15 boeingów 777 (w tym 8 w wersji -200 i 7 w wersji -300) i 9 boeingów 787-9.
Odprawa: Darmowa na lotnisku w wydzielonej strefie. Online lub przez aplikację mobilną od 24 godzin przed odlotem. 
Bagaż:
- rejestrowany: Do trzech sztuk bagażu o wadze do 23 kg każdy.
- podręczny: Do dwóch sztuk o wadze do 14 kg łącznie oraz dodatkowo przedmioty osobiste (np. laptop, aparat, torebka). 
Przywileje klasy biznes: Wydzielone stanowiska odprawy na lotnisku w Auckland, priorytetowe przejście przez kontrolę bezpieczeństwa i boarding. 
Business lounge: Air New Zealand International Lounge.  
Układ siedzeń: W boeingu 777-200 fotele w układzie "jodełki" 1-2-1, skierowane w kierunku przejścia. Rozkładane do pozycji całkowicie płaskiej leżącej, szerokość 22 cale (ok. 56 cm), po rozłożeniu długość 202 cm. 26 foteli w klasie biznes. 
Posiłki na pokładzie: Pełny serwis w trakcie lotu o ustalonych godzinach. Dwa trzydaniowe posiłki bez możliwości dine on demand. Przekąski i napoje dostępne przez cały czas. Ograniczony wybór alkoholi tylko popularnych marek, nowozelandzkie wino. 
Rozrywka pokładowa: 10,4-calowe ekrany dotykowe Panasonica, dostępne gniazdka elektryczne i USB, brak Wi-Fi. 
Dodatki dla pasażerów: Kosmetyki marki Antipodes, słuchawki Phitek. 

Flota przewoźnika składa się 30 samolotów z rodziny airbusa A320 (wersje A320-200, A320neo i A321neo), 15 maszyn typu boeing 777 (w wersjach -200ER i -300ER) oraz dziewięciu boeingów B787-9. Jednak wraz z maszynami regionalnymi należącymi do obu linii zależnych flota grupy Air New Zealand liczy łącznie 103 samoloty. W najbliższych dwóch latach przewoźnik oczekuje dostaw kilkunastu kolejnych maszyn.    

Obsługa na lotnisku

Na lotnisko w Auckland przybyłem dwie godziny przed czasem. Dla pasażerów klasy biznes (BusinessPremier), ekonomicznej premium i posiadaczy statusu Star Alliance Gold przewidziano osobną strefę odpraw, do której prowadzi nowocześnie zaaranżowane wejście. Alternatywnie można oczywiście skorzystać także z systemu odprawy on-line na stronie przewoźnika lub w aplikacji mobilnej (dostępnej na 24 godziny przed planowanym odlotem), ale w moim przypadku nie było to możliwe z powodu, jak się później okazało, problemów związanych z tranzytem i wymogami wizowymi.


W strefie premium nie ma klasycznych stanowisk. Zamiast nich ustawiono automaty służące do samodzielnej odprawy, przy której w razie potrzeby asystują pracownicy linii. Są tam też stoliki, przy których załatwiane są sprawy związane z rezerwacjami oraz taśmy do nadawania bagażu. W przypadku podróży w klasie biznes na trasach międzynarodowych można zabrać ze sobą 3 walizki o wadze do 23 kg każda, a także dwie sztuki bagażu podręcznego o wadze do 14 kg łącznie i przedmioty osobiste (np. torbę na laptopa). W klasie ekonomicznej premium limit ten jest pomniejszony o jedną sztuką bagażu rejestrowanego, zaś pasażerowie klasy ekonomicznej mogą bezpłatnie nadać jedną walizkę o wadze 23 kg i zabrać na pokład bagaż o wadze do 7 kg.  

Nie mogąc dokonać odprawy w automacie, zostałem zaproszony przez agentkę do stolika. Powodem problemów z odprawą były wymogi wizowe. Rejs do Tokio był bowiem pierwszym odcinkiem podróży między Nową Zelandią i Tajwanem z przerwą po drodze w Chinach. System IATA Timatic, który linie wykorzystują do weryfikacji wymogów przekraczania granic, błędnie pokazał, że powinienem posiadać wizy wjazdowe do Chin i Tajwanu (w Chinach obowiązuje pod pewnymi warunkami 72-godzinny transfer bezwizowy, a na Tajwan Polacy nie potrzebują wiz). Agentka nie była w stanie ominąć tej blokady, choć wiedziała, że wskazania są nieprawidłowe. Szef zmiany uzyskał zgodę na wydanie dokumentów podróżnych, ale załatwianie sprawy zajęło ponad 45 minut. Takie sytuacje pokazują, że na lotnisko zawsze warto przyjechać z odpowiednim zapasem czasu. 


Przed boardingiem, który rozpoczął się pół godziny przed planowaną godziną startu zdążyłem jeszcze wstąpić do flagowej poczekalni biznesowej Air New Zealand, której recenzję prezentowaliśmy już na łamach Pasazer.com

Kabina 

Obsługujący rejs do Tokio może zabrać na pokład 312 pasażerów w trzech klasach podróży. Kabina klasy biznes znajduje się w przedniej sekcji samolotu, a tuż za nią zlokalizowano nieduży przedział klasy ekonomicznej premium. Dalszą część kabiny zajmują fotele klasy ekonomicznej. 


W klasie biznes fotele zainstalowano w konfiguracji "jodełki" w układzie 1-2-1. Zajmują one siedem rzędów i są oznaczone literami A, B, J i K. Dzięki kremowemu kolorowi obicia foteli wnętrze zyskało świeży i nowoczesny wygląd. 


Zaletą takiego układu jest to, że każdy pasażer dysponuje swobodnym dostępem do przejścia. Konfiguracja siedzeń sama w sobie natomiast mocno ogranicza poczucie prywatności w trakcie lotu. Wszystkie fotele są zwrócone do wnętrza kabiny, co powoduje, że pasażerowie są "eksponowani" na widok innych podróżnych i członków załogi. Ponadto odwrócenie miejsc tyłem do okien praktycznie uniemożliwia swobodne wyglądanie przez nie i dodatkowo zaciemnia kabinę. 


Przy każdym fotelu zainstalowano dotykowy 10,4-calowy monitor z systemem rozrywki pokładowej, wysuwany stolik oraz mały stolik koktajlowy, a ponadto kilka standardowych kieszeni na osobiste drobiazgi. Brakuje zdecydowanie zamykanych schowków czy nieco większych półek, które mogłyby służyć do przechowywania np. laptopa czy grubszej książki. 


Fotele rozkładają się do pozycji w pełni płaskiej, tworząc łóżko o długości 202 cm i szerokości 22 cali (ok. 56 cm). Każdy pasażer ma też do dyspozycji indywidualnie sterowane oświetlenie, gniazdko elektryczne i port USB. Przy siedzeniu znajduje się ponadto mini-otomana, która może być wykorzystana jako dodatkowa podpora dla nóg.  
   

Moje miejsce 2 K znajdowało się przy oknie po lewej stronie kabiny. Dla osób podróżujących samotnie każdy fotel będzie dobrym wyborem z uwagi na dostęp do przejścia. Z kolei pasażerowie lecący w parach powinni zdecydować się na fotele w środkowej sekcji kabiny oznaczone odpowiednio literami B i J, aczkolwiek ze względu na konfigurację komunikacja w trakcie podróży może być utrudniona.  

Serwis

Zaraz po wejściu do samolotu powitała mnie szefowa pokładu, zadając przy tym nietypowe pytanie, czy nie chciałbym sobie zrobić z nią wspólnego zdjęcia. Spotkało się to od razu z zabawnymi komentarzami innych członków załogi, które wprowadziły, utrzymaną także w czasie przelotu, sympatyczną i niezobowiązującą atmosferę. Pod tym względem obsługa nowozelandzkich linii zdecydowanie przypomina luźny styl serwisu panujący zwykle na pokładach przewoźników amerykańskich. 


Gdy zajmowałem miejsce przy fotelu znajdowała się już butelka wody mineralnej, duża kosmetyczka zawierająca mini-kosmetyki nowozelandzkiej marki Antipodes oraz słuchawki Phitek, niestety, raczej dość przeciętnej jakości.  


W trakcie boardingu załoga częstowała szampanem Charles Heidsieck podawanym wraz z ciepłymi orzeszkami w wysokich szklankach zamiast tradycyjnych kieliszków oraz roznosiła menu na rejs.


Przewidziano dwa główne posiłki: kilkudaniowy obiad (mimo porannej pory wylotu) i kolację oraz możliwość zamówienia kanapek i deserów w przerwie między nimi. Nie było opcji dine on demand pozwalającej na zamówienie pełnego posiłku w dowolnym momencie podróży. Menu zawierało także listę alkoholi i napojów bezalkoholowych, lecz była ona dość skromna i sprawiała wrażenie niedopracowanej. Zamiast podania dostępnych gatunków win czy mocniejszych trunków karta odsyłała do załogi, która miała informować o tym, co jest serwowane na pokładzie. Przewidziano na niej wprawdzie wybór bliżej nieokreślonych win nowozelandzkich, a także m.in. whisky, gin, rum, wódkę, porto i likiery, ale były to pozycje raczej pośledniego gatunku. 


Obiad rozpoczął się od przystawki. Z dwóch dostępnych opcji wybrałem gotowane krewetki w stylu japońskim, które zostały podane z wyborem ciepłego pieczywa. Serwis w trakcie posiłków był prowadzony z wózków. Biorąc pod uwagę relatywnie niewielki rozmiar przedziału klasy biznes zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby zaoferowanie obsługi kelnerskiej z daniami podawanymi każdemu pasażerowi z osobna.


Jako danie główne (z trzech opcji) zamówiłem pieczonego hapuka z fenkułem i musztardowym purée, a posiłek zakończyłem tartą z kremem brûlée z czarnego bzu i cytryn oraz filiżanką japońskiej zielonej herbaty. 


Po jedzeniu przyszedł czas na odpoczynek. W tym celu poprosiłem o przygotowanie łóżka. Stewardessa założyła na fotel specjalny materac i prześcieradło oraz wyciągnęła ze schowka dwie pełnowymiarowe poduszki. Dzięki temu fotel zmienił się w dość komfortowe miejsce do leżenia i spania.  


W czasie lotu przeglądnąłem również system rozrywki pokładowej. Rozkładany ekran, choć o niewielkiej przekątnej, działał bardzo płynnie. System dawał dostęp do przyzwoitej liczby filmów, programów telewizyjnych i albumów muzycznych, a ponadto zawierał też materiały promujące Nową Zelandię. Samolot nie był wyposażony w dostęp do sieci bezprzewodowej.  


Ciekawą opcją była możliwość interaktywnego kontaktu z załogą za pomocą dostępnego na ekranie interfejsu. Tą drogą można było zamówić dodatkowe napoje czy przekąski w trakcie lotu, a także przekazać załodze inne prośby.   


Na półtorej godziny przed lądowaniem w Tokio podano kolację. Składała się ona z przystawki, dania głównego i deseru. Tym razem wybrałem dość skromnie prezentującą się na talerzu sałatkę z mizuną i kurczakiem. 


Później podano pieczonego kurczaka z risotto i groszkiem. Także to danie nie było nadzwyczajne. 


Po blisko 11 godzinach lotu samolot z kilkuminutowym opóźnieniem wylądował na tokijskim lotnisku Narita. 

Ocena 

Air New Zealand oferują standardowy, w mojej ocenie dość przeciętny produkt w klasie biznes. Zaletą konfiguracji kabiny biznesowej w boeingu 777-200 jest gwarancja swobodnego dostępu do przejścia dla każdego pasażera. Zastosowany układ "jodełki" pozbawia jednak prywatności i obniża w ten sposób komfort podróży. Fotele dobrze spisują się natomiast w roli rozkładanych łóżek z przyzwoitej jakości pościelą oferowaną przez nowozelandzkiego przewoźnika. Dość atrakcyjnie prezentuje się także oryginalny design kabiny. 


Serwis w trakcie przelotu również nie wyróżniał się niczym szczególnym. Załoga była wprawdzie sympatyczna i od razu wprowadziła luźną atmosferę w kontaktach z pasażerami, ale sam serwis prowadzony był w bardzo schematyczny sposób z użyciem wózków. Między posiłkami załoga rzadko pojawiała się w kabinie, ale w razie potrzeby dość sprawnie reagowała na prośby pasażerów. 

Niedosyt pozostawia serwowane w Air New Zealand jedzenie. Poszczególne dania nie zachwycały ani smakiem, ani prezentacją na talerzach. Poprawy wymaga wreszcie lista alkoholi i napojów dostępnych w trakcie podróży. Brakuje na niej lepszych, gatunkowych pozycji, a samo menu oszczędnie wymienia poszczególne rodzaje trunków. Dostępność konkretnych win i innych napojów nie jest więc gwarantowana i podlega zmianom w zależności od tego, co faktycznie zostało dostarczone do samolotu przed danym rejsem.   

Dla pasażerów japońskich podróżujących na tej trasie sporą niedogodnością może być także brak personelu pokładowego posługującego się językiem japońskim. W trakcie mojego rejsu nie było takiej osoby, przynajmniej w klasie biznes. Przekładało się to na dające się łatwo zauważyć problemy komunikacyjne z niektórymi podróżnymi. 

fot. Marek Stus, Piotr Bożyk, Ronnie Macdonald (Flickr.com/CC)


gość_3fdf4 - Profil
gość_3fdf4
  
dodawanie 3 do zero daje?

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy