Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Felieton: Uwaga! Niedzielny pasażer, dziennikarz, ignorant

Mirosław Pachowicz | 21/07/2017 17:00 | 43 komentarze

Nie ma niczego gorszego niż niedzielny pasażer, który równocześnie jest autorem w poczytnym serwisie internetowym i postanowi wyładować swoją osobistą frustrację. Sezon wakacyjny, niestety, sprzyja takim zachowaniom. 



Choć latanie jest coraz tańsze i dostępne, to wciąż wiele osób podróżuje w ten sposób rzadka, czasem tylko raz w roku - na letnie wakacje. To oczywiście nic złego. Małe doświadczenie w lataniu oznacza zwykle brak wiedzy o tym, jak wyglądają procedury w przypadku opóźnienia czy awarii samolotu. I to też nic złego, bo mądrzy pasażerowie zdają się wtedy na obsługę i sięgają po informacje o swoich prawach w sprawdzonych źródłach. 

Gorzej jednak, jeśli taka sytuacja spotka dziennikarza, który albo jest takim właśnie niedzielnym pasażerem, albo - co gorsza - mimo doświadczenia w podróżowaniu samolotem nadal nie ma zielonego pojęcia o tym, jak to działa. A najgorzej, gdy temu dziennikarzowi wydaje się, że wie to doskonale i zaczyna wylewać osobiste frustracje. 

Nie tak dawno, na portalu INN Poland pojawił się tekst o podróży autora, Mariusza Janika, do Tbilisi, która zamieniła się w prawdziwy koszmar. Wiemy o tym już z krzyczącego tytułu: "Przeżyłem horror". Horrorem jest jednak nie tyle podróż, choć faktycznie przebiegała z problemami, ale poziom ignorancji autora.



Nie zwykłem wchodzić w polemiki z kolegami po fachu, ale tak dziwnych tez, jak te postawione w tekście, dawno nie widziałem. Większość z nich świadczy o totalnym niezrozumieniu podstawowych zasad w lotnictwie. Rozpowszechnianie własnej opinii przez takiego dziennikarza jest niedorzeczne, nierzetelne i skrajnie nieuczciwe - w tym przypadku dla LOT-u. 

A biorąc pod uwagę, że portal poświęcony jest nowoczesnym technologiom i start-upom, to autor naprawdę powinien mieć choćby szczątkowe pojęcie o funkcjonowaniu linii lotniczych. 

Ale zacznijmy od początku. Dziennikarz podróżował 12 lipca br. rejsem LOT-u LO723 z Warszawy do Tbilisi. Rejs ten realizowany jest codziennie w nocy samolotem typu boeing 737-400. Te informacje mają tu kluczowe znaczenie. Po pierwsze: lot realizowany jest (co raz jeszcze podkreślam) w środku nocy, po drugie - jedną z najstarszych maszyn, a tym dość często zdarza się mieć usterki.


Po starcie, który był już opóźniony o ok. pół godziny, samolot obrał kurs na południe. W połowie dystansu, na wysokości rumuńskich Jassów, pilot podjął decyzję o zawróceniu do Warszawy z powodu problemów technicznych. Samolot po ok. 90 min wylądował bezpiecznie na Lotnisku Chopina. Linia zadbała o pasażerów  tak, jak wymaga prawo - zaproponowano im hotele i wyżywienie, część z nich jeszcze tego samego dnia wysłano do Tbilisi z przesiadką, innym zaproponowano loty w kolejnych dniach. 

Jednak redaktor Janik oczekiwał znacznie więcej. Nie mógł zrozumieć, dlaczego np. nie podstawiono innej maszyny. 

Wyjaśniam zatem: załatwienie zastępczego samolotu w środku nocy w szczycie sezonu to jest sprawa, delikatnie mówiąc, trudna. Widać to po zdarzających się wielogodzinnych opóźnień rejsów czarterowych. Gdyby się dało, to przewoźnik na pewno podstawiłby inny samolot w zamian za uniknięcie konieczności wypłaty odszkodowań i zapłaty za hotele. Zeszłoroczny przykład jednej z linii, która z Grecji do Polski przewoziła swoich pasażerów turbośmigłowymi samolotami z dwoma międzylądowaniami, bo innego załatwić się nie dało, najlepiej o tym świadczy.

Po wtóre, jak wspomniałem, boeing 737-400, którym realizowane było połączenie jest już dość wiekowy. Autor tekstu pyta - "W jakim stanie są maszyny, które sobie kupił LOT Polish Airlines?" Pomijając koślawą gramatykę tego pytania, to akurat te boeingi LOT "kupił sobie" ponad 21 lat temu i właśnie jest na etapie ich wymiany. Nie znaczy to, że bronimy spóźnionej odnowy floty w tym segmencie, ale autor mógłby wykonać choćby minimum wysiłku i sprawdzić, że nie leciał nowo "sobiekupionym" boeingiem 737-800. 

Usterki maszyn to szara rzeczywistość wszystkich linii lotniczych. Ciężko znaleźć dane, za ile opóźnień, odwołań czy przekierowań są odpowiedzialne. Dość jednak dodać, że z danych Eurocontrol wynika, że z powodów zależnych od linii lotniczych (a do tego zaliczyć należy nie tylko usterki techniczne, ale i np. nieprzewidziane problemy z załogami, decyzjami logistycznymi dotyczącymi utrzymania przesiadek itp.) są drugim co do częstości powodem występowania opóźnień rejsów. 

Warto jednak pamiętać, że w sytuacjach opóźnienia czy odwołania lotu, także z powodów technicznych, pasażerowi przysługuje stosowne odszkodowanie, o którym mowa w rozporządzeni WE261/2004. Wielokrotnie pisaliśmy o tym na Pasazer.com, bez problemu można te informacje znaleźć w internecie.


Autor pyta dalej: "Może sensowniej byłoby wysłać wszystkich do Kutaisi, choćby Wizz Airem?". Pewnie byłoby sensowniej. Ale po co? Przede wszystkim część pasażerów, jak wcześniej sam zauważa, wysłano z przesiadkami w Dosze, Moskwie czy Frankfurcie. Dzięki temu polecieli tego samego dnia. Loty Wizz Aira do Kutaisi realizowane są wprawdzie w czwartki (połączenie LOT-u zostało zawrócone w nocy z środy na czwartek), ale startują o 16:05. Autor w swojej frustracji nie uznał jednak za stosowne tego sprawdzić - do tego czasu zapewne zdecydowana większość pasażerów została już wysłana innymi samolotami. Poza tym - jak rozlokować 150 pasażerów LOT-u w samolocie Wizz Aira, który mieści 180? Czy autor myśli, że węgierski low-cost lata z Warszawy do Gruzji pusty? (Nie mówiąc o tym, że z Kutaisi do Tbilisi jedzie się jakieś pięć godzin pociągiem, a ostatni odjeżdża o 15:50; prócz tego Wizz Air przylatuje ok. 21:30, czyli do stolicy i tak nie ma szans dostać się tego samego dnia).

Na koniec wisienka na torcie: jedna pani drugiej pani powiedziała, że od koleżanki usłyszała, że... "to cud, że w ogóle wylądowaliśmy". Brzmi strasznie, prawda? W przeciwieństwie do redaktora Janika, który nie uznał tego za potrzebne, postanowiliśmy zweryfikować fakt zaistnienia tegoż horroru u źródła. 

LOT potrzebował ok. godziny, żeby odpowiedzieć na przesłane pytania (zresztą jak na rzekomo cudowne lądowanie, to nieco dziwne, że o chwilach grozy nie trąbiła żadna z tabloidowych telewizji).

Przyczyną odwołania rejsu no LO723 z Warszawy do Tbilisi w dniu 12 lipca był komunikat systemów pokładowych o potencjalnej usterce technicznej. Decyzją załogi rejsu samolot został zawrócony do Warszawy, a następnie bez najmniejszych przeszkód wykonał standardowe lądowanie na Lotnisku Chopina. W trakcie podróży pasażerowie pozostawali pod opieką naszego personelu pokładowego, a po lądowaniu zostali odprowadzeni do hotelu i przebookowani na najbliższe dostępne rejsy do stolicy Gruzji. Dzięki dobremu wyposażeniu bazy technicznej w Warszawie, a także sprawnemu działaniu mechaników, już następnego dnia o godzinie 07:30 samolot wykonał rozkładowy rejs do Amsterdamu - poinformowało nas biuro prasowe LOT-u.

Potwierdza się stara prawda: papier wszystko przyjmie. Ale pozostaje pytanie o konsekwencje tego, co się napisało. Bo można pobłażliwie zignorować to, co wynika z niewiedzy, ale opowiadanie o "cudach" i pytanie o stan maszyn jest w moim odczuciu poważnym nadużyciem i napawa co najmniej niesmakiem. Decyzja o zawróceniu była odpowiedzialna i takiej oczekiwałbym od linii, którą lecę. Wolę postawić na swoje bezpieczeństwo (nawet jeśli powód wydaje się z pozoru błahy) i znieść trud ewentualnego opóźnienia, niż... no cóż - wszyscy wiedzą.

I jeszcze na koniec przychodzi mi jedna myśl. W lotnictwie, jak wszędzie, zdarzają się opóźnienia - według Flightstats, mniej więcej co czwarty rejs (LOT wypada nieco gorzej od średniej). Nie zamierzamy tego bronić ani tym bardziej zwalniać przewoźników od prawnej odpowiedzialności i konieczności wypłaty odszkodowań. Ale w takiej sytuacji, poza znajomością swoich praw, trzeba mieć cierpliwość i elementarną wyrozumiałość. Nie zaszkodzi też zrozumienie ograniczeń zupełnie fizycznych, jakie stoją przed linią. 

Sam miałem kilka przygód, gdy nerwy puszczały i szlag trafiał. Nie zapomnę podróży z arabską pięciogwiazdkową linią, przez którą w wyniku opóźnienia spędziłem najpierw trzy godziny do zmiany rezerwacji, a potem kolejne pięć w środku nocy w oczekiwaniu na kolejny samolot. Kląłem, na czym świat stoi. Po powrocie podróż zareklamowałem i okazało się, że wina nie leżała po stronie linii, a ta zgodnie z obowiązującymi przepisami wywiązała się ze wszystkich swoich obowiązków. Przeprosili. A mnie co pozostało - przyjąć tę decyzję i najwyżej omijać ich szerokim łukiem. 

Z drugiej strony ciekawe jakby poradził sobie nasz dziennikarz-niedzielny pasażer w takiej sytuacji? Widząc przed sobą morze głów posuwające się w żółwim tempie do celu? W środku nocy, w obcym kraju? Czy też szerzyłby później takie kalumnie? A może stałby cierpliwie i czekał na swoją kolej, bo o pięciogwiazdkowym przewoźniku nie wypada mówić źle, bo przecież to nie ten okropny LOT.

fot. Dominik Sipinski


gość_2659e - Profil
gość_2659e
  
jeden dodane do 3 daje?

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy