Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub



04/03/2017 20:20

LO8186 i Tallin

LO8168 Monachium- Tallin. No to lecimy! Długo wyczekiwana wycieczka właśnie się rozpoczyna. Pierwszy stop: Tallin, do którego lecę na pokładzie... polskiego LOT-u. Co prawda bilet kupowałem w słoweńskiej Adrii, która operowała wcześniej na tej trasie w imieniu estońskiej wirtualnej linii Nordica, ale po niedawnym przejęciu Nordica przez LOT to właśnie nasz narodowy przewoźnik obsługuję trasę z Monachium do Tallina.

Dzisiejszy rejs obsługuje E175 (rej. SP-LIL) na stałe zbazowany w Tallinie. Przy wejściu do samolotu na powitanie stewardessy po angielsku ,odpowiadam polskim Dzień dobry. Szefowa pokładu wydaje się być lekko zdziwiona, bo jak sama przyznała, rzadko zdarza się ktoś z Polski na tej trasie. Właśnie zastanawiałem się, czy załoga będzie estońska czy polska, szczególnie że trasa obsługiwana jest przez LOT - dziele się swoimi przemyśleniami. Podczas krótkiej rozmowy dowiaduje się, że niedawno LOT wykupił 49% udziałów w linii Nordica, a że linia nie na umowy codeshare w Lufthansą, trasę obsługuje LOT.

Początkowo zajmuję przydzielone miejsce 16B, ale ostatecznie przesiadam się na wolne miejsce 17A. Samolot prawie w całości wypełniony, widać musi być ruch na tej trasie, a wszystkie komunikaty nadawane są po anielski i estońsku. Czyżby ktoś w LOT-cie znał estoński? Jak się poźniej okaże załoga jest mieszana polsko-estońska w tym w kabinie: 2xPolska i 1xEstonia.

Trasa ponad dwugodzinnego rejsu przebiega nad Ratyzbona, na zachód od Karlowych Warów i Drezna, nad Gorzowem Wielkopolskim, na wschód od Łeby i północno-zachodnią częścią Zatoki Ryskiej (źródło mapki - flightradar24.com). Podczas rejsu oferowana jest bezpłatna herbata, kawa, woda. Niestety brak Prince Polo Classic, a tak liczyłem na wafelek...

Po spiciu bezpłatnej herbaty bez cukru i bez cytryny, która się skończyła, zaczynam się nudzić. Co prawda powinienem powtórzyć słówka z niemieckiego, ale po całym dniu spędzonym w pracy po prostu mi się nie chce. Z mojego doświadczenia wiem, że zakrzywienie czasoprzestrzeni w ekonomicznej jest bardziej dokuczliwe, od kiedy linie zrezygnowały z dawnego serwisu pokładowego. Bo najpierw czekało się na swoją kolej, zastanawiając się co dzisiaj będzie. Konsumpcja. Wymiana wrażeń: smaczne, nie smaczne, dobre, nie dobre, o jakie to fajne, ale jak to się je ?! Potem jakaś kawa, herbata ewentualnie drink i dolatywało się do horyzontu zdarzeń – portu przeznaczenia. Teraz nie ma nic, no może poza nudą. Od niechcenia przeglądam magazyn pokładowy Time Flies, ale nic, poza mapką połączeń, mnie nie zainteresowało.

Pięć minut po północy ląduje w Tallinie. Przy wyjściu żegnam się z szefową pokładu, która życzy mi przyjemności w dalszej podróży.

Tallin. W Tallinie rano popaduje śnieg z deszczem co nie przeszkadza mi w zwiedzaniu estońskiej stolicy, której początki datują się na XIII wiek, kiedy powstał zamek. Później w kolejnych wiekach miasto weszło w skład Ligii Hanzeatyckiej, a korzystając ze swojego położenia na skrzyżowaniu ważnych szklaków handlowych, czerpało zyski z handlu morskiego. Bogaty Tallin otoczony był niedgyś pierścieniem murów obronnych, których pozostałości można podziwiać spacerując po mieście.

Na starówkę dostaje się przez pozostałości wschodniej bramy miejskiej Viru (est. Viru väravd).

Idąc ulicą Viru wkrótce dochodzę do placu Viru (est. Viry Turg), przy którym położone są urokliwe kamienice kupieckie.

Plac otwiera się na talliński Ratusz (est.Tallinna raekoda) górujący nad Placem Ratuszowym (est. Raekoja Plats). Surową kamienną fasadę późnogotyckiego ratusza urozmaicają ozdobne gargulce.

Rynek otoczony przez pierścień kolorowych kamieniczek już od ponad ośmiu stuleci stanowił główny punkt miasta. Pusty w marcu plac, wkrótce wypełni się licznymi straganami oferującymi wszystko i nic.

Nieomal naprzeciwko Ratusza położona jest jedna z najstarszych aptek na świecie. Apteka nieprzerwanie działa od 1422 roku, a przez 10 pokoleń prowadzona była przez węgierski ród Burcharta. Źródła historyczne podają, że w dawnych czasach apteka, poza medykamentami, oferowała napoje alkoholowe i słodkie przekąski. Ciekawe czy dzisiaj przyjąłby się koncept apteko-kawiarnii?

Klucząc wybrukowanymi uliczkami starówki dochodzę do Bramy Dziewic (est. Neitsitorn). Niegdyś brama stanowiła granicę pomiędzy Dolnym i Górnym Miastem, a zamykano ją na noc co miało chronić szlachetnie urodzonych od pospólstwa i... duchów. Jeszcze dzisiaj niektórzy mówią, że czasami można usłyszeć ich śpiewy. 

Niestety dzisiaj duch ma wolne, a ja niepocieszony mijam bramę i docieram do zamku Toompea (est. Toompea loss) położonego na wapiennym wzgórzu. Zamek wybudowany przez Zakon Krzyżacki, został następnie przebudowany  w barokowym stylu, a obecnie stanowi siedzibę Parlamanetu Republiki Estonii.

Dawniej Górne Miasto stanowiło centrum władzy, zarówno świeckiej jak i duchowej, a zamieszkane było przez zarządców i szlacheckie rody. Pozostali rzemieślnicy i drobni kupcy zamieszkiwali Dolne Miasto. Obie części połączono ze sobą dopiero w XIX wieku.

Tallińską starówkę niegdyś otaczały mury obronne długości 4 km. Do dnia dzisiejszego zachowało się ich niecałe 2 km oraz 26 z 45 wież. Te widoczne z platformy widokowej Patkuli wyglądają nieco bajkowo, jakby przeniesione z jakieś średniowiecznej baśni.

Miejscowa odmiana gargulca morskiego bacznie obserwuje bajkową scenerię.

Prace nad budową murów obronnych rozpoczęły się w 1265 roku na rozkaz duńskiej królowej Małgorzaty Sambirii i trwały przez kilka kolejnych stuleci.

Co ciekawe każda z wież jest niepowtarzalna i nie ma dwóch takich samych baszt, bowiem każda z nich budowana była przez innego mistrza murarskiego, który odpowiadał za jej terminowe oddanie. 

Jednym z najbardziej klimatycznych miejsc starówki w Tallinie jest Pasaż Św. Kataryny (est. Katariina käik) ulokowany na tyłach pozostałości Kościoła Św. Katarzyny. Podobnie jak w średniowieczu mieszczą się tutaj maleńkie warsztaty rzemieślników-artystów, którzy korzystając z tradycyjnych metod, wytwarzają unikalne wyroby szklane, ceramikę i biżuterię. Spacerując uliczką można poczuć ducha średniowiecznego Tallina.

Wieczorem jeszcze raz udaję się na spacer. Podświetlona starówka wydaje się jeszcze bardziej tajemnicza. A może uda mi się spotkać jakiegoś ducha?


1447 wyświetleń


<>

Komentarze


Byłem w Tallinie zeszłej zimy i zakochałem się w tym mieście (przykryte śniegiem wygląda jeszcze bardziej bajkowo). Byłeś może w restauracjo Olde Hansa? Tam to dopiero jest klimat! Dzięki Twojemu zdjęciu mam pewność: ta mewa jest tam przyklejona ;) Siedziała i pozowała do zdjęć przy -10 stopniach, potem widziałem ją też na zdjęciach zrobionych o innych porach roku. Co do nudy w economy i psychologicznej roli serwisu pokładowego, masz 100% racji - to, co dostajemy, nie jest zazwyczaj wiele warte, ale skutecznie zajmuje nam czas. Widać jednak powoli tendencję do powrotu do choćby symbolicznego serwisu u wielu przewoźników (BA moim zdaniem strzeliło sobie właśnie w kolano likwidacją bezpłatnego poczęstunku), nawet w LO przebąkują o powrocie darmowych napojów i jakiejś kanapki.
06/03/2017 10:25
@loukas: niestety nie. Szkoda, że o tej restauracji nie wiedziałem wcześniej. A mewa-modelka powinna zostać symbolem Tallina ;)
06/03/2017 22:42
Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników.
<>