Ryanair: Lot Mediolan - Budapeszt - Mediolan

01/08/2015 20:03

Dzisiaj dla odmiany opiszę całkowicie turystyczny wypad do Budapesztu, aczkolwiek bez skupiania się na atrakcjach tego pięknego miasta. Będzie jedynie relacja z podróży Ryanairem :)

Tym razem mój udział w wyborze przewoźnika i samej rezerwacji był śladowy, bo ograniczył się - już po fakcie - do wydrukowania stosu kart pokładowych dla wszystkich uczestników wycieczki. Przy okazji zapoznałem się z numerem sekwencji i przydzielonym mi miejscem.  Liczba 170 i rząd 29 jasno wskazywały,  że samolot będzie pełny... i rzeczywiście tak było,  o czym przekonałem się następnego dnia, chwilę przed wejściem na pokład, szacując liczbę pasażerów w dłuugiej kolejce do bramki. Kolejka była już dobrze uformowana, bo do bramki dotarliśmy kilka minut po rozpoczęciu wpuszczania pasażerów do korytarza prowadzącego na stanowisko odjazdu autobusu. Przy okazji wspomnę, iż "nasza" bramka znajdowała się w świeżo oddanej do użytku części terminalu lotniska w Bergamo. Muszę powiedzieć, że robi on naprawdę miłe wrażenie - no, może wyjąwszy tradycyjną "zmyłkę", która polega na kierowaniu ruchu przez strefę sklepów - podczas gdy wystarczy na początku skręcić w stronę przeciwną do sugerowanej...

No nic, boarding rozpoczęty, wszystko idzie sprawnie... przynajmniej do momentu, w którym przedstawiciele przewoźnika zaczynają oznaczać walizki żółtymi opaskami oznaczającymi, iż z braku miejsca zostaną one odesłane do luku bagażowego. Fajnie, nie ma nic lepszego niż gorączkowe przepakowywanie bagażu w celu zabrania ze sobą na pokład co cenniejszych czy podatnych na uszkodzenia rzeczy - no ale przecież Ryanair nikogo nie zmusza do kupowania priorytetu, można zawsze przyjść godzinę przed odlotem i ustawić się od razu w kolejce :]

Teraz do autobusu i przejazd do samolotu stojącego na oddalonej od terminalu płycie postojowej. Maszyna oczywiście wypełniona do ostatniego miejsca, a wielu spośród pasażerów to kibice teamu Ferrari udający się na odbywające się w ten weekend w Budapeszcie GP Formuły 1. Wchodzenie do samolotu odbywa się nadzwyczaj sprawnie, ponieważ większość podróżnych "z drugiego rzutu" była zmuszona pozostawić swoje walizki przed schodami, stąd na pokładzie pozostaje tylko odszukanie właściwego miejsca. Słychać komunikat "boarding completed", a po chwili rozpoczyna się wypychanie samolotu ze stanowiska postojowego. Załoga w tym czasie sprawdza, czy wszyscy pasażerowie zapięli pasy oraz usiłuje przekazać kilka informacji dot. bezpieczeństwa. Usiłuje, ponieważ komunikaty są w języku węgierskim i angielskim, zatem włoska część (czyli jakieś 80%) pasażerów zgodnie je ignoruje i dalej konwersuje w najlepsze. Standard!

Boeing 737-800 Ryanaira, z perspektywy tylnego wejścia. Lotnisko Mediolan-Bergamo

Samolot wypchnięty, silniki rozpoczynają swoją pracę, co poznać można zarówno po wibracjach, jak i intensywnym zapachu przepalonego paliwa lotniczego w kabinie. To też standard... Toczymy się w kierunku pasa startowego (kierunek 27), a po chwili następuje wyczekiwany przez wszystkich moment oderwania się samolotu od ziemi. Lecimy! Oczywiście kierunek startu oznacza, że przemieszczamy się w przeciwną stronę niż trzeba, zatem samolot po chwili wykonuje głęboki skręt w lewo, aby finalnie skierować się na wschód. Przy okazji można sobie pooglądać jak wygląda lotnisko Orio al Serio z góry :)
Widok z lotu ptaka na lotnisko Mediolan-Bergamo, niedługo po starcie i skierowaniu się samolotu na wschód

Sam lot jest spokojny, nawet bez turbulencji, ale za oknem widać tylko chmury. Dopiero po rozpoczęciu zniżania (co ma miejsce już w niecałą godzinę od startu) udaje się zobaczyć co nieco w dole. Po kolejnych kilkunastu minutach, kiedy samolot znajduje się na wysokości ok. 1km nad ziemią, można oglądać przepiękną panoramę Budapesztu, nad którym wiedzie ścieżka podchodzenia do lądowania. Po chwili kapitan zachęca załogę do zajęcia swoich miejsc i po kilku dalszych minutach koła samolotu dotykają delikatnie (jak na standardy Ryanaira) ziemi. Ponieważ dolecieliśmy do celu podróży z ponad 15 minutowym wyprzedzeniem, w kabinie rozlega się specjalnie przygotowana na tę okoliczność muzyczka (kto leciał Ryanairem, ten wie...), co zostaje nagrodzone przez pasażerów brawami :)

Potem następuje dojazd do stanowiska postojowego, podstawienie schodów i otwarcie drzwi, po czym pasażerowie zajmują miejsca w podstawionym autobusie. W samym terminalu spędzamy grubo ponad pół godziny, bo niestety musimy czekać na nasz bagaż podręczny przekwalifikowany wcześniej na nadawany... No nic, nie pierwszy to i nie ostatni pewnie raz, kiedy część pasażerów wnosi sobie na pokład po 2 sztuki bagażu, a inni są go pozbawiani całkowicie. Boeing chyba powinien pomyśleć o zwiększeniu pojemności schowków...

Dojazd autem do centrum miasta zajmuje około 20 minut, bo jeszcze nie zaczął się wieczorno-piątkowy szczyt komunikacyjny. Niestety temperatura niemal tak samo wysoka jak w Mediolanie, zatem czeka nas perspektywa kolejnego upalnego weekendu!

.  .  .


.  .  .

Na lotnisko BUD powracamy ponownie w niedzielne przedpołudnie, po dość skomplikowanej procedurze organizowania transportu z hotelu, gdyż jak się okazało "rezerwacja rezerwacją, ale mamy GP F1 i wszyscy zostali oddelegowani do obsługi tego doniosłego wydarzenia". Trudno to skomentować, bo chyba wyścig nie jest nieoczekiwanym kataklizmem, o którym nic nie wiadomo do momentu, w którym się wydarzy?

No nic, jakoś się udało i na lotnisku meldujemy się całe 2 godziny przed odlotem i od razu kierujemy się do stanowisk kontroli bezpieczeństwa, gdzie - dzięki obecności dzieci w naszej grupie  - korzystamy ze skróconej ścieżki... Mając w pamięci przesadną skrupulatność kontrolujących sprzed 5 lat mam pewne obawy co do całej procedury, ale tym razem wszystko idzie sprawnie... do tego stopnia sprawnie, że panienka z obsługi sama pakuje do plastikowej torebki wszelkie kwalifikujące się do tego kosmetyki z bagażu.  No po prostu niespotykane :)
Wnętrze Terminalu 2 budapesztańskiego lotniska

Teraz pozostaje czekanie na głównym placu strefy dla podróżnych,  bo numer bramki jest sprytnie ukryty, wzorem niektórych lotnisk, do ostatnich 30 minut przed odlotem. Czyli pozorny spokój i relax,  a potem Wielka Pardubicka... a bramka wcale nie jest tak blisko, a dodatkowo trzeba opuścić budynek terminalu i przemaszerować do starego hangaru zamienionego, mam nadzieję czasowo,  na strefę odlotów dla pasażerów mniej wymagających przewoźników. Z niedowierzaniem oglądam obskurną halę podzieloną metalowymi przegrodami, pomiędzy którymi zostają stłoczeni oczekujący pasażerowie. Spędzamy tam ponad 15 minut, a potem kolejne 10 minut na zewnątrz, pod równie gustownym zadaszeniem, zanim ostatecznie zostają podstawione lotniskowe autobusy.
Wyjątkowo przyjemna strefa bramek low-cost budapesztańskiego lotniska

W samolocie upychamy nasze bagaże w schowkach i czekamy na resztę pasażerów.  Podobnie jak w locie "tam", wypełnienie na pokładzie sięga 100%, ale boarding idzie dosyć sprawnie. Jeszcze tylko instrukcja bezpieczeństwa i samolot rozpoczyna jazdę w kierunku pasa startowego, z którego po kilku minutach rozpoczynamy naszą podróż. Również tym razem można podziwiać z lotu ptaka panoramę miasta, zanim wzniesiemy się ponad chmury.
Widok z lotu ptaka na lotnisko Budapeszt Liszt Ferenc

Podróż upływa spokojnie,  a po godzinie kapitan rozpoczyna procedurę zniżania, przygotowując maszynę do przybycia na na lotnisko w Bergamo. Jak zawsze podejście do lądowania odbywa się tam z kierunku wschodniego, a ostatnie kilometry przed dotknięciem kołami drogi startowej samolot pokonuje lecąc w bezpośredniej bliskości i równoległe do autostrady A4 Wenecja - Turyn. W końcu pojazdy na autostradzie rosną do normalnych rozmiarów, a samolot ląduje bez przeszkód na pasie. Jeszcze tylko muzyczka "znowu jesteśmy przed czasem", a maszyna parkuje w wyznaczonym przez obsługę lotniska miejscu, z którego do terminalu odwożą nas tradycyjnie autobusy. Ponieważ nie musimy czekać na bagaże,  z autobusu kierujemy się od razu do wyjścia z hali przylotów. Jeszcze tylko telefon na parking i podróż można uznać za zakończoną.

Podsumowanie? BGY w porządku, co do BUD to mam mieszane uczucia z uwagi na wrażenia z "hali odlotów" dla lowcostów. Sam lot Ryanairem bez zastrzeżeń, chociaż 100% LF i odsyłanie bagażu podręcznego do luku to nie jest z pewnością szczyt marzeń... za to jest to po prostu równy poziom Ryanaira ;)

Komentarze

Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników.