×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Felieton: To nie firma upadła, lecz idea



Napisała do mnie oburzona Czytelniczka.

Pisze pan o OLT Express i to wprowadza duże zamieszanie. Firma składa się z dwóch spółek. Jedna z nich nadal funkcjonuje. Uważam, że powinien pan napisać sprostowanie – przeczytałem w wiadomości w weekend.

Czytelniczka zasugerowała także, bym przed napisaniem "kolejnych bzdur" zapoznał się ze strukturą OLT Express.

Komentarzy i wiadomości zarzucających mi nierzetelność, a nawet radość z upadku OLT (bo rzekomo mają cieszyć mnie wyższe ceny biletów w Locie) było więcej.

Czytelniczka ma rację. Ale ponieważ ja też ją mam, to teraz wytłumaczę, dlaczego uważam, że nadmiar precyzji w opisywaniu sytuacji OLT Express tylko by zagmatwał sytuację. Bo to nie tylko linia czy jej część zbankrutowała, ale sama idea takiego biznesu lotniczego.

Po kolei.

Czytelniczka ma rację, bo faktycznie wniosek o upadłość zgłosiła jedynie spółka OLT Express Regional (dawny Jet Air), która obsługiwała jedynie część lotów krajowych turbośmigłowymi ATR-ami. To ona też straciła koncesję ULC-u. OLT Express Poland, dawny Yes Airways, tylko zawiesił do odwołania loty regularne, ale działać nie przestał - przynajmniej formalnie (bo w praktyce nie ma już na czym latać). Choć jak donosi portal wyborcza.biz, może to nastąpić jeszcze dziś.

Bez żadnych zmian funkcjonuje OLT Express Germany, ale ten oddział firmy pozostawmy na boku.

Teoretycznie nie ma w tej chwili żadnych przeszkód, by OLT Express Poland wznowiło działalność regularną. Wydarzenia sprzed kilku dni nie oznaczają formalnie końca OLT Express, choć coraz więcej wydarzeń, w tym odlot Airbusów A320 do właścicieli, na to wskazuje. Czytelniczka ma zatem trochę racji. Na tę chwilę nie da się ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że przewoźnik nie wznowi działalności i nie wystartuje z zapowiadanymi na sezon zimowy trasami międzynarodowymi.

Tylko że takie dywagacje są czysto teoretyczne. To, co dzieje się od kilku dni z OLT Express, wykracza poza formalną upadłość czy zawieszenie lotów. Nastąpiło bankructwo marki, idei i wiarygodności. Zdrowy rozsądek wystarczał, by stwierdzić koniec tej firmy.

Szczegółowe rozważania są jedynie teoretyczne, bo OLT Express od początku miał biznesplan i siatkę połączeń, które inaczej niż stratami pieniędzy zakończyć się nie mogły.

Bo dyrektorem zarządzającym projektem OLT jest człowiek, który ma już na koncie uczestnictwo w bliźniaczej plajcie Centralwings. 

Bo OLT Express było pewnie pierwszą linią na świecie, która w dziale operacyjnym zastosowała taką ekwilibrystykę, że samoloty ATR – przez wszystkich uważane za idealne na krótkie trasy o umiarkowanym popycie – okazały się droższe niż znacznie większe (za duże i zbyt kosztowne dla innych) Airbusy A320.

Bo z upadłością OLT Express Regional z floty linii zniknęły ATR-y (jeden z nich jest zresztą aresztowany za długi), a po zwrot A320 zgłosili się leasingodawcy, co oznacza ostateczne zniknięcie całej polskiej części OLT Express z nieba. A do tego za przewoźnikiem ciągną się zaległości finansowe, m.in. wobec lotnisk.

Wreszcie, bo utrata zaufania pasażerów (którzy utknęli na lotniskach i potracili kupione już bilety, a teraz muszą walczyć o zwrot pieniędzy), załóg (wobec których również nie wszystkie zobowiązanie zostały uregulowane) i właścicieli samolotów czynią odbudowę struktury firmy i wznowienie jej działalności regularnej niemal niemożliwymi.

To, że OLT Express Poland nadal wykonywało (przynajmniej do wczoraj) loty czarterowe nie oznacza, że byłoby w stanie podołać ogromnie ambitnym planom ekspansji międzynarodowej od października. 

Dlatego właśnie szczegółowe wykładanie skomplikowanej struktury firmy i wnikanie w sytuację każdego z jej oddziałów z osobna było pozbawione większego sensu. Byłoby może bardziej rzetelne formalnie, ale dla przeciętnego czytelnika skomplikowałoby sytuację i jeszcze bardziej zamazało odpowiedź na nurtujące pytanie - "dlaczego nie polecę już OLT?". 

Nawet jeśli formalnie to zbytnie uogólnienie, dla mnie OLT Express już upadło. Może i firma znajdzie inwestora, choć jej wiarygodność i wartość są obecnie bliskie zeru. Może przejmie ją inny przewoźnik, może jakaś spółka finansowa. Nie potrafię jednak wyobrazić sobie tego, by pasażerowie dali się ponownie przekonać do kupowania biletów w OLT Express. Wierzę, że kilkumiesięczny epizod nauczy Polaków, że latanie (nie tylko zresztą) poniżej kosztów, choć świetne dla klienta, w dłuższej perspektywie oznacza kłopoty. 

Nie potrafię sobie wyobrazić nawet tego, by potencjalny inwestor chciał zachować skompromitowaną markę OLT Express. A nawet gdyby tak się stało, to pod nową władzą linia musiałaby zmienić biznesplan i model działania, by dać chociaż potencjał zyskowności. Dlatego niezależnie od tego, co stanie się z marką, pracownikami i samolotami OLT Express oraz jakie zajdą zmiany formalne – według mnie fundamentalna idea leżąca u podstaw tego projektu zmartwychwstać nie może. 

Trzeba po prostu pogodzić się z tym, że przyszedł czas normalizacji latania w Polsce po krótkim karnawale made by OLT

Dominik Sipiński 

P.S. W momencie, gdy kończyłem pisać ten felieton, dotarła do mnie wiadomość, że samoloty OLT odlatują z Polski. Włączyłem radar i spojrzałem na maszyny tej linii. Obserwowałem, jak po kolei odlatywały do swoich właścicieli, do Dublina, Ostrawy i innych zdecydowanie "nie-czarterowych" lotnisk. 

Postanowiłem nie zmieniać felietonu. W kilku miejscach przerzuciłem się tylko na czas przeszły. To już koniec OLT Express.


Reklama


Booking.com
gość_18def - Profil
gość_18def
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie