×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Przegrana rewolucja OLT Express



Jak to z rewolucjami bywa, ta też długo nie trwała. OLT Express miało zmienić polskie lotnictwo krajowe na dobre, a skończyło się nagłym zawieszeniem lotów, setkami pasażerów uwięzionych na lotniskach i tysiącami, którzy zakupili bilety na rejsy, które się nie odbędą.

W komunikacie opublikowanym na swojej stronie internetowej OLT Express informuje wprawdzie o "zawieszeniu rejsów regularnych do odwołania" z dniem 27 lipca, ale mało kto wierzy, że linia wznowi działalność. Do samego końca poprzez witrynę przewoźnika można było rezerwować bilety.

Choć zawieszenie rejsów nastąpiło dość nieoczekiwanie, od pewnego czasu coraz więcej było sygnałów świadczących o problemach tej linii. Od kłopotów prawnych właściciela, spółki Amber Gold (toczy batalie z Komisją Nadzoru Finansowego), poprzez zaległości w płaceniu lotniskom i dostawcom paliwa, aż po wycofanie z floty samolotów ATR. To, co OLT Express przedstawiał jako stopniową "optymalizację" i zmianę produktu (np. zmniejszanie czy wręcz wycofywanie cateringu na lotach krajowych), było w rzeczywistości dramatycznym szukaniem oszczędności.



Wstrzymanie działalności regularnej OLT Express (oczywiście, tylko "do odwołania") potwierdza tylko to, o czym Pasazer.com pisał od rozpoczęcia działalności tego przewoźnika w maju br. Na tak skonstruowanej siatce połączeń krajowych, przy tak niskich cenach biletów i dużej ich dostępności, na lataniu po Polsce po prostu nie dało się zarabiać.

OLT Express nie jest pierwszą linią, która się o tym przekonuje. Tanie latanie po Polsce nie wyszło wcześniej, choć w innych nieco czasach, m.in. Air Polonii i Wizz Airowi. Jedyne, co zaskakuje w tej sytuacji to gwałtowność zawieszenia połączeń przez OLT Express. Jeszcze niedawno przedstawiciele linii mówili, że mają wystarczająco dużo gotówki, by pokrywać straty przez pierwsze trzy lata działalności. Podkreślali też, że z uwagi na większe niż planowano zainteresowanie pasażerów, rentowność połączeń może być osiągnięta jeszcze szybciej. Teraz te szumne zapowiedzi należy już włożyć między bajki.

Jeszcze w środę na konferencji prasowej OLT Express zapewniał, że wycofanie z floty samolotów ATR to decyzja czysto ekonomiczna. Małe turbośmigłowce miały odlecieć dopiero 11 sierpnia. Trudno powiedzieć, dlaczego przedstawiciele linii próbowali w tak jawny sposób fałszować rzeczywistość, bo część ATR-ów wróciła do leasingodawców już wczoraj, co oczywiście spowodowało odwołania lotów. Nie wydaje się wiarygodne tłumaczenie dyrektora zarządzającego OLT Express, Jarosława Frankowskiego, który dla portalu Gazeta.pl tłumaczył to naciskami inwestora. Który poważny inwestor wymagałby tak gwałtownego i rujnującego reputację ruchu?

Dodatkowo linia, wbrew swoim zapowiedziom, nie w pełni respektowała prawa pasażerów, których rejsy zostały odwołane. Nie proponowano im bowiem zmiany rezerwacji na podróż innym przewoźnikiem na podobnych warunkach, a jedynie zwrot kosztów lub zmianę terminu lotu. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że cięcia w siatce zostały celowo ogłoszone niemal dwa tygodnie przed ich wejściem w życie, by uniknąć konieczności wypłaty pasażerom zryczałtowanego odszkodowania w wysokości 250 euro. Przysługuje ono bowiem zawsze wtedy, gdy o odwołaniu lotu przewoźnik poinformuje na mniej niż 14 dni przed datą podróży.

Jak wynika z naszych informacji, chaos, który zapanował wczoraj, gdy ATR-y, a wkrótce potem także Airbusy OLT Express przestały obsługiwać połączenia regularne, był nieporównywalnie większy.

Jedna z pasażerek, która miała lecieć wieczornym rejsem z Gdańska do Poznania powiedziała nam, że gdy dotarła na lotnisko okazało się, że rejs został odwołany (pracownicy linii dzwonili wprawdzie w ciągu dnia z tą informacją). Do call center przewoźnika nie można było się dodzwonić, a OLT Express zaoferował jedynie części pasażerów lot do Warszawy. Nie zaproponowano ani zmiany rezerwacji na połączenie LOT-u z przesiadką w Warszawie ani na rejs linii Air Berlin do Berlina, który dla części pasażerów był do zaakceptowania. W ostateczności nasza rozmówczyni musiała sama kupić bilet na rejs niemieckiego przewoźnika.



Do skandalicznej sytuacji doszło również w Krakowie, gdzie o odwołaniu lotu do Szczecina przewoźnik poinformował... po rozpoczęciu odprawy na ten rejs. Część pasażerów zdążyła już nadać bagaż.

Jeśli OLT Express faktycznie ostatecznie zawiesi działalność regularną, możemy mieć do czynienia z sytuacją podobną, jak w przypadku upadających biur podróży. Tysiące pasażerów, nie tylko na trasach krajowych, ale i na międzynarodowych, które OLT Express zamierzał uruchomić 29 października, zyskają podstawę do roszczeń, które mogłyby finansowo zniszczyć dużo zamożniejsze linie. Każda z osób, która miała podróżować w ciągu najbliższych dwóch tygodni, powinna otrzymać zryczałtowane odszkodowanie w wysokości 250 euro. Niezależnie od daty podróży, każdy pasażer z biletem OLT Express ma także wybór pomiędzy zwrotem całkowitego kosztu i zmianą rezerwacji na lot innego przewoźnika na porównywalnych warunkach. Zwłaszcza ta ostatnia opcja może być dla OLT Express bolesna, bo w wielu przypadkach będzie to oznaczać konieczność wykupienia dla pasażerów, którzy zapłacili 199 zł, dużo droższych biletów u europejskich przewoźników latających z przesiadką w jednym ze swoich hubów.

Z oświadczenia OLT Express nie wynika, co jest powodem zawieszenia lotów. Jeśli są to jednak kwestie finansowe, o czym świadczyłyby m.in. zaległości w regulowaniu zobowiązań linii, to linii może nie wystarczyć pieniędzy na pokrycie roszczeń wszystkich pasażerów.

Na ile może, pomagać stara się Eurolot, który na swoich połączeniach gwarantuje pasażerom bilety za taką samą kwotę, jaką zapłacili w OLT Express. Choć OLT Express kontynuuje swoją działalność czarterową, touroperatorzy tracą już do firmy zaufanie. Ze współpracy z OLT zrezygnowały już biura Weco Travel i Fly Away Travel.

Niedługa historia OLT Express to prawie książkowy przykład jak nie powinno robić się biznesu w lotnictwie. Linia popełniła w ciągu tych kilku miesięcy szereg błędów. Pierwszym była już sama siatka połączeń - choć zainteresowanie pasażerów niektórymi rejsami było duże, to na większości tras dobre wypełnienie osiągano tylko dzięki niskim (poniżej kosztów) cenom biletów. A były i takie trasy w pierwszych tygodniach działalności OLT, że nawet bardzo tanie taryfy nie mogły skłonić do latania odpowiedniej liczby pasażerów. Linia źle wykorzystywała także flotę, latając starymi, często psującymi się ATR-ami oraz zbyt dużymi na większość polskich tras krajowych Airbusami A319 i A320. Leasing kilku maszyn tego typu w ciągu kilkunastu tygodni był zresztą dla przewoźnika bardzo dużym obciążeniem finansowym, tym bardziej, że, jak ustalił Pasazer.com, leasingodawcy nie byli chętni do współpracy z linią.

Do tego doszły problemy z wiarygodnością właściciela OLT Express, firmy parabankowej Amber Gold, której działalność zarówno z prawnego, jak i z ekonomicznego punktu widzenia rodzi wiele pytań. Przewoźnik zalegał z kolei ze sprawozdaniem finansowym dla Urzędu Lotnictwa Cywilnego za ubiegły rok. Wobec tych wszystkich pytań trudno nie przywołać przeszłości dyrektora zarządzającego OLT, Jarosława Frankowskiego, który wcześniej pracował m.in. w bankrutujących liniach Centralwings.

Po krótkiej fali rekordów ruchu na polskich lotniskach, teraz nastąpi zapewne kilka znacznie chudszych miesięcy. Lukę może wypełnić Eurolot, który już przygląda się części tras OLT i analizuje ich rentowność. Z pewnością lotów jednak ubędzie, choć potencjału nie brakuje i może z niego skorzystać jakiś nowy gracz na polskim rynku.

OLT Express ma jeszcze jedną szansę. Na środowej konferencji prasowej przedstawiciele linii mówili, że rozważają sprzedaż firmy zagranicznemu, dużemu inwestorowi. Nawet jeśli transakcja doszłaby do skutku, bardzo trudno będzie odbudować strukturę i flotę firmy, a przede wszystkim skłonić pasażerów do ponownego zaufania spółce. Jeszcze trudniej w ogóle uwierzyć w zapewnienia OLT Express po tym, w jaki sposób przewoźnik "zawiesił" działalność. Pozostaje mieć nadzieję, że ta feralna sytuacja nie zniechęci Polaków do podróżowania samolotem.

Dominik Sipiński
Fot. Piotr Bożyk



gość_45436 - Profil
gość_45436
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie