Krakowskie preludium do katastrofy?

Paweł Cybulak - Profil Paweł Cybulak
15 maja 2012 01:02
50 komentarzy
Reklama

Władze Krakowa i Małopolski mogą sobie pluć w brodę. Lata zaniedbań doprowadziły do sytuacji, że pasażerów lotniska na Balicach odprawia się w prowizorycznych namiotach. Za rok, dwa czeka nas już katastrofa ale... kogo to obchodzi? - pisze Rafał Romanowski, dziennikarz Gazety Wyborczej.

Czas otrzeźwieć. Krakowskie lotnisko jest stare, brzydkie i zdecydowanie za ciasne na obecne potrzeby ruchu turystycznego i biznesowego przybywającego do niebywale popularnego Krakowa. Nie mówiąc o potrzebach przyszłych, bo skoro przy 3-milionowym ruchu władze portu muszą dostawiać stłoczonym pasażerom namioty, to co stanie się, gdy frekwencja sięgnie np. pięciu milionów? Dla odpowiedzialnych za rozwój lotniska Balice polityków mam miażdżącą wiadomość: wg badań stanie się to za dwa, najdalej za trzy lata. A wówczas pasażerów trzeba będzie przyjmować nie tylko pod namiotami, ale pewnie w szczerym polu, serwując grochówkę i wodę mineralną.

Fatalnie, że małopolscy politycy dawno już położyli kreskę na Balicach. Fruwając stąd biznes-klasą do Warszawy czy Brukseli, lub wylatując "z rodzinką na wakacje" przyzwyczaili się, że Balice były, są i będą. I jakoś pewnie sobie radzą, no bo otwierają nowe kierunki odtrąbiają bicie kolejnych rekordów frekwencji. Żaden polityk nie pomyślał, że błąd tkwi w założeniu: w czasach lawinowego wzrostu ruchu lotniczego i tryumfu taniej oferty na rynku lotów krajowych, każdy szanujący się region w Polsce chce mieć lotnisko z prawdziwego zdarzenia. Dziś klient to pan, bez eleganckiego i nowoczesnego lotniska nie da rady. Wiedzą o tym decydenci na Pomorzu, wiedzą na Dolnym Śląsku, wiedzą w Wielkopolsce, Łódzkim i Podkarpackim. Dzięki temu Gdańsk, Wrocław, Poznań, a nawet Łodź czy Rzeszów mają już prawdziwe perełki: nowoczesne, funkcjonalne, duże, piękne terminale obliczone na osiem, nawet na dziesięć milionów pasażerów. Co ważne, strumień pieniędzy na nie płynął z województw i położonych przy nich miast, bynajmniej nie z budżetu centralnego. Brak w Krakowie mistrzostw w piłce nożnej nie jest tu więc żadnym wytłumaczeniem: w nową infrastrukturę zainwestowały bowiem ogromne fundusze również miasta i regiony, które z Euro nie mają nic wspólnego, choćby Katowice (zupełnie nowy układ komunikacyjny), Rzeszów czy Lublin (nowe terminale). Wiedzieli, że w tym wyścigu nie wolno im przegrać. Np. rzeszowski terminal wygląda teraz jak kosmiczne UFO, lśni granatowym szkłem, iskrzy halogenowym światłem. Na jesieni swój terminal otworzy Lublin: biały, elegancki, o futurystycznym kształcie motyla, z szybką kolejką spod wyjścia do centrum miasta...

Na tym tle skarłowaciały, zacofany port lotniczy w Krakowie wygląda jak Kopciuszek. Imponująca, największa po Warszawie, siatka połączeń obsługiwana jest w odświeżonym budynku pamiętającym jeszcze czasy PRL-u, a nowoczesny sprzęt, jakim dysponuje lotnisko, chowa się w za małych hangarach, zbyt ciasnych pomieszczeniach. Pracownicy Kraków Airport każdego dnia modlą się, aby poranny szczyt przylotów i wylotów przebiegł bez większych zakłóceń. Ale i tak ludzie muszą gnać na Balice minimum dwie godziny przed odlotem, stać w kilometrowych kolejkach, na bagaże czekać godzinami. Nie ma gdzie usiąść, w promieniu iluś kilometrów nie ma nawet pół hotelowego pokoju, a aby dojechać czy wyjechać z lotniska trzeba uzbroić sie w stalowe nerwy: brakuje miejsc parkingowych, przystanków, informacji. Pasażerowie z centrum tłuką się archaiczną kolejką kursującą wg chaotycznego rozkładu, jedyny autobus MPK jeździ raz na dwie godziny, inne kończą trasę 3 km przed lotniskiem, itd...

Balice robią co mogą, ale pole manewru jest coraz mniejsze. Mam smutne wrażenie, że lotnisku nie tylko nikt nie pomaga, ale i wręcz wpycha patyki między szprychy. Bo jak inaczej tłumaczyć sobie nie rozwiązane kwestie własnościowe lotniska, gdzie ponad 70 proc. ma wciąż warszawskie przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze, bynajmniej nie zainteresowane rozwojem Balic? Jak czuje się prezydent Krakowa i marszałek województwa wiedząc, że tak strategicznie ważnym i niezbędnym dla regionu punktem na mapie zarządza decydent z Warszawy, którego oczkiem w głowie jest wyłącznie stołeczne Okęcie? Jak czują się władze Krakowa, które wg koszmarnego projektu przebudowały stadion Wisły za 600 mln złotych z miejskiej kasy, podczas gdy Lublin zbudował swój świetny port lotniczy od zera na działce pod lasem, za ledwie 350 mln, z czego 200 mln to środki unijne?

Prawda jest brutalna: bez finansowego wsparcia i lobbingu polityków, samorządu czy władz regionu, Kraków Airport nie tylko się zatka, ale w krótkim czasie skompromituje coraz silniejszy region i coraz lepszy wizerunek Krakowa w świecie. Słynny już namiot w terminalu krajowym to ledwie preludium do katastrofy, którą Kraków i Małopolska fundują sobie na własne życzenie.

Rafał Romanowski
tekst pochodzi z dzisiejszego krakowskiego wydania "Gazety Wyborczej"
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
gosc_831f9 2012-06-01 13:01   
gosc_831f9 - Profil gosc_831f9
Panie Rafale,co za bzzdury! Kolejka wcale nie jest archaiczna i odjezdza w 90% punktualnie co 15 albo co 30 minut a 2 autobusy (nie jedyny!) co ok.30-40 min,a nie 2h! a to spora roznica.Prosze mi tu glupot nie pisac narodowi.
gosc_78781 2012-05-20 09:28   
gosc_78781 - Profil gosc_78781
Krajowy port lotniczy w Krakowie - wstyd dla tego pieknego miasta. Dlaczego nie można przenieść rejsów krk -waw LOT-u do głównego terminala?
gosc_57316 2012-05-18 08:04   
gosc_57316 - Profil gosc_57316
prawda niech politycy wzmą się do roboty
 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama