Bliżej Świata: Sarajewo

Dominik Sipiński - Profil Dominik Sipiński
18 lutego 2012 20:58
20 komentarzy
Reklama

Wojna, zimowa olimpiada w 1984 r., zamach na arcyksięcia Ferdynanda - z tym kojarzy się Sarajewo. Rzadko o stolicy Bośni i Hercegowiny myśli się w kategoriach turystycznych. A jednak warto, bo to nie tylko przepiękne i coraz szybciej odbudowywane miasto, ale i miejsce pełne uśmiechniętych i otwartych ludzi.



Już samo położenie Sarajewa może zauroczyć. To niewielkie, trzystutysięczne miasto jest położone w środkowej części Bośni i Hercegowiny. Kraju, w którym nie ma w ogóle płaskich terenów. Dlatego dojazd do Sarajewa jest urzekający. Pociąg z Wiednia lub Budapesztu wlecze się jedynym torem przez cały kraj, mozolnie przemierzając góry Dynarskie. Drogi, choć równe i szerokie, są również kręte i nieliczne. Najszybciej do Sarajewa można dotrzeć samolotem, np. Turkish Airlines ze Stambułu lub Austrian Airlines z Wiednia. Podejście do lądowania należy do najbardziej spektakularnych w Europie. Pytanie tylko, czy warto kupować dość drogi bilet lotniczy, jeśli można dotrzeć lądem i poznać uroki bośniackiej przyrody?



Dojazd z lotniska do miasta zapewniają jedynie autobusy i taksówki, ale dworzec kolejowy jest również połączony z centrum miasta linią tramwajową. W zasadzie jedyną - ciągnie się ona od starówki do podmiejskiej dzielnicy Ilidża, z jedynym krótkim odgałęzieniem właśnie do stacji. Sarajewski tramwaj był drugim na świecie i pierwszym w Europie, który w całości zelektryfikowano. Choć dziś wygląda niemal, jakby od XIX wieku elektryfikacja była jedyną modyfikacją linii.



Choć w mieście są dziesiątki tanich hoteli i hosteli o dowolnym standardzie, po przyjeździe pociągu (zawsze punktualnie!) czekają już zwłaszcza starsi sarajewianie, którzy oferują prywatne kwatery za półdarmo. Można z ich oferty oczywiście skorzystać, bo tu prawie nie zdarza się, by ktoś próbował nieuczciwie zarobić na turystach. Ale nawet jeśli mamy już hotel, koniecznie trzeba z tymi ludźmi porozmawiać. Ja w ten sposób, dzięki staruszce Biljanie, która próbowała namówić mnie na wynajęcie u niej pokoju, poznałem historię miasta lepiej niż z przewodnika. Przez całą drogę tramwajem do miasta opowiadała w niezłym niemieckim o wszystkich mijanych budynkach, a na koniec narysowała mi mapę drogi do mojego hotelu.



Mieszkańcy Sarajewa to dla wielu przyjezdnych także pierwszy kantor. Lokalna waluta, marka wymienialna, wbrew swojej nazwie jest poza granicami Bośni w zasadzie niewymienialna. Ale kurs jest sztywno związany z euro, więc w wielu miejscach można płacić unijną walutą, a kantory (lub mieszkańcy, o ile mają gotówkę) bez problemu i prowizji wymieniają.



Całe Sarajewo, ale w szczególności centrum, wyraźnie pokazuje skomplikowaną historię tego miasta. Nie bez powodu jest nazywane "Jerozolimą Bałkanów". Przez lata mieszały się tu najróżniejsze kultury. Dziś najwyraźniej widać wpływy ottomańskie, austro-węgierskie i socrealistyczne. Współistnieją tu z sobą liczne religie - od katolicyzmu poprzez ortodoksyjne chrześcijaństwo i judaizm po islam.



Choć odbudowa centrum postępuje bardzo szybko, nadal można znaleźć zbombardowane lub ostrzelane budynki. To pamiątka po niemal czteroletnim oblężeniu miasta przez Serbów w latach 1992-1996. To najdłuższe oblężenie we współczesnej historii, podczas którego zginęło ponad 10 tys. ludzi. Dziś w chodnikach znajduje się jeszcze kilka "sarajewskich róż" - lejów po pociskach wypełnionych czerwoną masą, symbolizującą krew, a miasto usiane jest cmentarzami.



Pozostałości po wojnie to nie tylko zrujnowane budynki, ale i ustrój kraju. Ponieważ Bośnię zamieszkują Bośniacy (muzułmanie), Serbowie (ortodoksi) i Chorwaci (katolicy), to kraj podzielono na dwie republiki federalne - Republikę Srpską i Federację BiH. Obowiązują w nich odmienne alfabety, a do niedawna także inne waluty. Teraz proces jednoczenia kraju już ruszył, ale nadal widać różnice. Na przykład w urzędach - kraj ma trzech prezydentów (każdy naród wybiera swojego), którzy równocześnie sprawują władzę.



Patrząc na historię nic więc dziwnego, że centrum Sarajewa jest wyraźnie podzielone na trzy części. Najstarsza to Baščaršija - ottomańska dzielnica pełna niskich, dwumetrowych kramów, wąskich uliczek wyłożonych kostką i wciśniętych pomiędzy nie imponujących meczetów.



Na starówce koniecznie trzeba zobaczyć najbardziej charakterystyczne jej miejsce - plac Gołębi ze słynną fontanną. Woda w niej nadaje się do picia i jest bardzo smaczna - jak wszędzie w Sarajewie. A przy temperaturach latem zwykle przekraczających 30 stopni łyk zimnej wody jest bardzo orzeźwiający.



Trzeba trafić do ogromnego meczetu Gazi Husrev Beja.



Na ulicy Sarači, przedłużającej się w deptak Ferhadija, można kupić pamiątki oraz wymienić walutę na poczcie. Malutkiej, jak wszystko dookoła.



Tuż obok znajduje się dzielnica austro-węgierska. Budynki wybudowane w XIX wieku otaczają Baščaršiję i piętrzą się nad niewielką rzeką Miljacką. Perłą architektoniczną była Vijećnica, dawny ratusz, a potem biblioteka narodowa. W trakcie oblężenia budynek jednak spłonął, a wraz z nim największe skarby literackie Bośniaków. Odbudowa postępuje powoli, okazało się zresztą, że dzięki wyburzonym ścianom wewnątrz budynku jest doskonała akustyka, więc często odbywają się tam koncerty.



Po południowej stronie rzeki stoi Inat Kuca – dom Turka, który zasłynął tym, że gdy pod koniec XIX w. regulowano bieg rzeki, jako jedyny odmówił wyprowadzki ze swojego nadbrzeżnego domu. Do dziś jest to jedyny budynek stojący tak blisko wody.



Po północnej stronie przykuwa uwagę architektura Teatru Narodowego – to w nim odbywa się co roku słynny festiwal filmowy. Naprzeciwko muzyczny pawilon At Mejdan – niestety teraz przysłonięty obrzydliwymi parasolami reklamowymi.



Spacerując nabrzeżem można naliczyć aż osiem mostów w ścisłym centrum. Najsłynniejszy z nich to most Łaciński. To właśnie tu w 1914 r. Gawriło Princzip zastrzelił arcyksięcia Ferdynanda i jego żonę, co było bezpośrednim powodem wybuchu pierwszej wojny światowej. Za czasów socjalizmu most nosił imię zamachowca, jednak wraz ze zmianą systemu uznano, że był on przestępcą i terrorystą, więc teraz po zamachu Princzipa pozostała jedynie mała, nierzucająca się w oczy tablica.



Wreszcie trzecia część Sarajewa. Największa, ta, w której dominuje socrealizm. Rozpoczyna się przy ulicy Marszałka Tity (przy której znajdują się liczne urzędy), ciągnie w stronę potężnej i prawie pustej stacji kolejowej. Wbrew pozorom nie jest tu przygnębiająco. To kolejny dowód na kolosalną przepaść, jaka dzieliła siermiężny system radziecki od jugosłowiańskiego miksu socjalizmu z kapitalizmem. Bo tu nawet bloki z wielkiej płyty są jakby ładniejsze, architektonicznie wpasowane w górzysty krajobraz, a mieszkańcy do dziś z tęsknotą wspominają czasy względnego dobrobytu i przede wszystkim pokojowego współistnienia w całej byłej Jugosławii.



W tej bardziej nowoczesnej dzielnicy też znajdują się starsze budynki. Na przykład Muzeum Narodowe, w którym znajduje się Hagada Sarajewska, uważana za najcenniejszą księgę na świecie. Przed spaleniem podczas bombardowań żydowską księgę uratował rezolutny kustosz, który wyniósł i ukrył ją u znajomych muzułmanów.



Obok w Muzeum Historycznym można obejrzeć przejmującą wystawę o oblężeniu miasta i wojnie bałkańskiej. W podziemiach muzeum znajduje się dziś bardzo modny pub nazwany imieniem Josipa Broz Tity, przywódcy Jugosławii w latach 1953-1980.



Ta część miasta jest zresztą pełna budynków o historycznym znaczeniu. Niemal naprzeciwko Muzeum Narodowego, tuż obok grekokatolickiej cerkwi św. Józefa, znajdują się wieżowce UNIC Business Towers, których pożar stał się symbolem cierpiącego Sarajewa.



Niedaleko znajduje się odbudowany parlament i hotel Holiday Inn. Bryła niesmaczna architektonicznie i kolorystycznie, ale słynna, bo podczas wojny to tu mieszkali i stąd nadawali relacje niemal wszyscy zagraniczni dziennikarze.



Centralna ulica łącząca centrum z dzielnicami mieszkaniowymi i willową Ilidzą to Zmaja od Bosne. Podczas wojny nazywano ją „aleją Snajperów”, bo jest tak szeroka, że nie można było nią przejechać ani przejść, nie wystawiając się na widok ukrytych na wzgórzach strzelców.



W Ilidży znajduje się ulubione miejsce wypoczynku Bośniaków: źródło rzeki Bosny (Vrelo Bosne). Nowoczesny akwapark umożliwia zarówno wypoczynek, jak i zabawę. Ale kilka przecznic dalej jest miejsce, które odwiedzić trzeba koniecznie. Muzeum Tunelu.



Podczas serbskiego oblężenia Sarajewa tunel był jedynym połączeniem miasta ze światem. Transportowano przez niego ludzi, broń, żywność, prąd, biegły tędy łącza telekomunikacyjne. Wejścia po "zewnętrznej" stronie - tu, gdzie dziś jest muzeum - strzegły dwie brygady armii bośniackiej. Tunel przebiega pod pasem startowym lotniska - w trakcie wojny było ono kontrolowane przez ONZ, który nie pozwalał przechodzić tamtędy nawet uchodźcom z Sarajewa.



Dziura w ziemi biegła przez 800 m, miała metr szerokości i do 1,6 m wysokości. Na dnie położono szyny, by ułatwić transport ważących nawet kilkadziesiąt kilogramów ładunków.



Edis Kolar, w którego domu jest wyjście z tunelu, dziś szefuje muzeum. Kopanie tunelu trwało cztery miesiące, nie było żadnego planu, a to, że ekipy z obydwu stron spotkały się pod ziemią, jest po prostu cudem. Dzięki tunelowi można było do miasta transportować również żywe zwierzęta, które uzupełniały zbyt małe racje pomocy humanitarnej ONZ-tu. W oblężonym mieście można było kupić telewizor za równowartość 80 zł, podczas gdy kilogram mięsa kosztował dwa razy tyle.



Edis wspomina dziś, jak przez tunel transportował prezydenta kraju, 80-letniego Aliję Izetbegovicia. Był on pchany na specjalnym VIP-owskim wózku, który przysługiwał tylko prezydentowi i zagranicznym ambasadorom. Kiedyś szwedzki dyplomata uparł się, że przejdzie tunel sam, jak zwykły Bośniak. – Ale po kilkunastu metrach tak mocno poobijał się o nierówny sufit, że stracił przytomność i musieliśmy mu założyć 11 szwów. W końcu i tak wylądował na krześle – relacjonuje z uśmiechem Edis.



Tunel i oblężenie miasta są do dziś wspominane przez sarajewian z dumą. Wykazali wtedy olbrzymią wolę walki i determinację do przetrwania. W nieludzkich warunkach wytrzymali dłużej niż ktokolwiek się spodziewał.



Zwiedzenie tego wszystkiego to jednak tylko baza. Moja prywatna "instrukcja doświadczania Sarajewa" mówi, żeby przede wszystkim cieszyć się życiem tak, jak robią to Bośniacy. A więc: wałęsać się bez pośpiechu po uliczkach starówki, pić bośniacką, gęstą jak smoła kawę i zakąszać słodkimi do przesady baklawami. Na przykład w "Caffe Divan" znajdującej się w dawnym karawanseraju przy Sarači lub w lokalu "To Be or To Be". Niegdyś zwał się po szekspirowsku, ale podczas oblężenia z szyldu wykreślono przeczenie "not". Jak tłumaczy właściciel, w ówczesnej rzeczywistości "not to be" nie wchodziło w grę.



I należy być otwartym na Bośniaków. Tak samo jak oni są otwarci na gości. Rozmawiać z nimi, bawić się z nimi, nie bać się ich. Bo Sarajewo (być może wbrew powszechnej intuicji) to jedno z najbezpieczniejszych i najbardziej przyjaznych miast Europy. Zresztą samo spotkanie z jego mieszkańcami to duże przeżycie. Bo o ile każdy człowiek nosi w sobie materiał na książkę, to każdy Bośniak – co najmniej na epopeję w trzech tomach, choć często tragiczną, to i przepełnioną radością życia. To dla nich warto tam pojechać, zresztą bez spotkania z nimi nie da się tego miasta tak naprawdę poznać. Hasło reklamowe Bośni i Hercegowiny brzmi "Kraj w kształcie serca". W tym zaskakującym anatomicznie porównaniu jest akuratność, ale i metafora. Bo Bośniacy, zwłaszcza wobec obcych, rzeczywiście serce mają na dłoni.



Informacje praktyczne:

Kraj: Bośnia i Hercegowina
Liczba mieszkańców: 311 tys., obecnie ok. 80% to Bośniacy
Język: bośniacki, który jest odmianą serbo-chorwackiego. To język bardzo podobny do polskiego i łatwy do opanowania, ale należy zwracać uwagę na drobne różnice pomiędzy bośniackim a serbskim lub chorwackim, bo Bośniacy są czuli na tym punkcie. Bośniacy bardzo dobrze mówią po angielsku lub niemiecku.
Waluta: marka wymienialna (KM). 1 KM = 0,52 EUR (sztywny kurs), czyli ok. 2,10 PLN. KM bardzo trudno wymienić poza granicami Bośni.
Wjazd: do wjazdu do Bośni i Hercegowiny potrzebny jest paszport, ale Polacy nie potrzebują wiz. Na granicy pomiędzy Republiką Srpską a Federacją BiH nie są już sprawdzane dokumenty.
Klimat: Latem jest bardzo słonecznie i gorąco; zimy są śnieżne, ale temperatura rzadko spada poniżej -5 stopni.
Zakwaterowanie: w Sarajewie jest bardzo dużo hoteli w różnych segmentach cenowych. Czterogwiazdkowy hotel Sarajevo w centrum kosztuje ok. 200 zł za dobę, a apartamenty Hayat z własnym wyżywieniem ok. 100 zł za dobę (ceny za dwie osoby).
Jedzenie: Będąc w Sarajewie koniecznie trzeba spróbować specjałów lokalnej kuchni: cevapcici (szaszłyki jagnięce z dużą ilością cebuli) lub pljeskavicy (kotlet cielęcy z grilla). W starym mieście są niezliczone restauracje, gdzie duża porcja kosztuje do 20 zł. Kawa i baklawa to wydatek ok. 10 zł, świeże owoce i mięso na targu są bardzo tanie.
Komunikacja miejska: Po centrum najlepiej przemieszczać się tramwajem (bilety za 1,80 marki kupuje się u motorniczego za gotówkę, można kupić tańsze bilety wieloprzejazdowe w kioskach). Tramwaje są archaiczne i pochodzą głównie z darów, ale jeżdżą często i szybko. Poza centrum kursują minibusy, w których można poznać ciekawych ludzi. A to, jakim cudem pojazdy wdrapują się na strome zbocza otaczające miasto, pozostaje tajemnicą.
Uwaga! Lasy w okolicach Sarajewa, zwłaszcza na olimpijskich górach Bjelasnicy i Javorinie, są nadal zaminowane. Należy wypatrywać znaków z czerwonym napisem "Pażi! Mine!" Jeśli ich nie ma, jest bezpiecznie.

Dominik Sipiński
fot. Dominik Sipiński
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil
gosc_09ed0 2012-02-21 15:50   
gosc_09ed0 - Profil gosc_09ed0
Sarajewo jest na prawde piekne. Warte odwiedzenia i pozniania. Mieszkalem tam 4 lata, zlego slowa powiedziec nie moge. Z restauracji polecam jeszcze ''PIVNICA'' kto lubi steki. Na bascarsiji mozna zjesc super CEVAPI U KAJMAKU (obowiazkowo ' u somunu').
rafalpd 2012-02-20 15:18   
rafalpd - Profil rafalpd
dzieki domos - poprobuje - - zazwyczaj poluje na flysmart - wtedy za 30 tys MM mozna tez uiscic oplaty 15 plus 15 albo wybrac business za 25 plus 15
domos 2012-02-20 14:47   
domos - Profil domos
rafalpd: Przez pół roku polowałem na promocję MM (10 tys. pkt), ale nie było ani razu. Ale za normalną europejską stawkę (30 tys.) jak najbardziej możesz polecieć.
 - Profil
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama