×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


LOT Air - dwa punkty widzenia




LOT Air to spółka, którą założyli związkowcy w Locie w celu prywatyzacji pracowniczej przewoźnika. Założycielami były dwa związki zawodowe (ZZ Pilotów Liniowych i ZZ Personelu Pokładowego), pięciu związkowców i dwie osoby fizyczne, a udziały mogli zakupić wszyscy pracownicy LOT-u. 

- Chcemy ratować to, co zostało po 18 latach przygotowań do prywatyzacji, naprawiać LOT i pomagać zarządowi - mówi nam anonimowo jedna z osób związanych ze spółką pracowniczą.

Inicjatywa budzi gorące emocje, również wśród pracowników biurowca linii na ul. 17 stycznia w Warszawie. Udało nam się dotrzeć do pisma krążącego wśród pracowników LOT-u. Pod adresem LOT Aira stawiane są liczne zarzuty. To odpowiedź na związkową "Bibułę", magazyn, w którym opisywano spółkę pracowniczą.

Pod pismem podpisany jest jedynie "długoletni pracownik PLL LOT, członek związku zawodowego". Anonimowy tekst nosi wiele mówiący tytuł "LOT Air - inny punkt widzenia". Konfrontujemy obydwa stanowiska.

Pan tu nie mieszka

Problem zaczyna się w siedzibie. Zgodnie z wpisem w Krajowym Rejestrze Sądowym LOT Air działa w biurowcu LOT-u, w pokoju przydzielonym związkom zawodowym. Sprawa trafiła już do sądu.

Nie ma możliwości, by założyć działalność gospodarczą pod adresem innej firmy. To tak jakby LOT zarejestrował jakąś swoją firmę pod adresem Lufthansy - podkreśla Leszek Chorzewski, rzecznik PLL LOT, dla "Gazety Prawnej"

LOT twierdzi także, że pracownicza spółka bezprawnie wykorzystuje nazwę firmy. Joanna Modzelewska, członek zarządu LOT Air i przewodnicząca-pełnomocnik ZZPL, uważa, że słowo "lot" to zwykły rzeczownik określający czynność latania.

- Zgodnie z ustawa o związkach zawodowych pracodawca zobowiązany jest do udostępnienia pomieszczenia na działalność statutową związku. Związek ma w statucie prowadzenie spółki lotniczej, która została utworzona. Jest to zgodne z przepisami - przekonuje Modzelewska w rozmowie z Pasazer.com. 

Modzelewska jest zresztą jedyną osobą, która może się swobodnie wypowiadać w imieniu LOT Aira. Warszawska prawniczka, która wygrała m.in. sprawę odszkodowań za grunty pod Stadionem Narodowym, nigdy nie była zatrudniona w Locie. Pracownicy linii, łącznie z prezesem spółki, nie mogą rozmawiać z mediami. 

Spór o siedzibę i nazwę to tylko wierzchołek sporu. 

Inny punkt widzenia 

Broszura rozpowszechniana wśród pracowników LOT-u rozpoczyna od krytyki idei prywatyzacji pracowniczej.

- Czy [założyciele LOT Air - przyp. red.] mogą wymienić chociaż 3 udane prywatyzacje pracownicze w Polsce? Klasyczna prywatyzacja pracownicza - nie udała się w Polsce praktycznie nigdzie - czytamy w broszurze "LOT Air - inny punkt widzenia".

Przedstawiciele LOT Aira zwracają jednak uwagę, że Ministerstwo Gospodarki zachęca do tego rodzaju prywatyzacji. Według Piotra Rogowieckiego, eksperta Konfederacji Pracodawców Polskich, cytowanego przez portal nf.pl, w latach 2000-2007 spośród niemal 200 prywatyzacji pracowniczych tylko 14 się nie powiodło. 

3 miliardy zł na prywatyzację pracowniczą

Jak podaje "Rzeczpospolita", do końca 2011 r. na wsparcie prywatyzacji pracowniczej z budżetu państwa miało trafić łącznie ponad 3 mld zł. Według raportu NIK-u większość spółek sprywatyzowanych przez pracowników przynosi zyski. 

- Prywatyzacje pracownicze to śliska sprawa. Z jednej strony pracownicy mogą zacząć utożsamiać się z firmą i ją usprawnić, z drugiej rozmywa się odpowiedzialność. Pracownicy nie mają też interesu w zysku, który może zostać przeniesiony na wyższe pensje - tłumaczy nam Zbigniew Porczyk, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.

Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych TOR, dodaje, że udane prywatyzacje pracownicze dotyczą zwykle mniejszych spółek. Modzelewska odpowiada jednak, że sprawiedliwą społecznie prywatyzację pracowniczą wspiera Unia Europejska.

Kto jest właścicielem?

Krytykowana jest również struktura własnościowa LOT Aira, która zapewnia ponad 50% udziałów założycielom i niemal tożsamym związkom ZZPL i ZZPP. Autor wątpi, że mogą znaleźć się inwestorzy chętni do współpracy ze związkami zawodowymi.

- Czy znacie poważnych inwestorów, którzy wyłożyliby własny kapitał na przedsięwzięcie biznesowe wspólnie ze związkami zawodowymi? W pierwszych latach nowo powstałych spółek to krew, pot i łzy, żadnych ulg pracowniczych - pyta autor listu.

Silny partner zmusi część towarzystwa w Locie do mniejszego 
politykowania, a większej pracy na rzecz przewoźnika. Żadna z poważnych linii nie pozwoli sobie na kontynuowanie takiej polityki związkowej, jaka od lat zżera firmę. Zapewne pomysł z prywatyzacją pracowniczą jest ucieczką przed takim scenariuszem - komentuje Furgalski. 

Modzelewska uważa jednak, że stwierdzenie o problemach ze znalezieniem inwestora nie ma racjonalnych podstaw. Według niej wszystko zależy od wypracowania kompromisu. Prawniczka LOT Aira podkreśla, że straty na działalności podstawowej LOT-u są niedopuszczalne.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że LOT Air jest w trakcie zaawansowanych rozmów z inwestorem finansowym. 

Skąd fundusze na prywatyzację?

LOT Air, jak każda spółka, ma prawo złożyć ofertę prywatyzacyjną. Skąd jednak pieniądze? Udziały wykupywane przez pracowników, po 50 zł jeden, nie pozwolą na zebranie wystarczających funduszy. Powraca kwestia tajemniczego inwestora, który za partnera obrał sobie związki zawodowe.

A w trakcie prywatyzacji chętnych ma nie zabraknąć.

- Mamy dwóch branżowych inwestorów, z którymi prowadzimy rozmowy. To nie jest kwestia, którą rozstrzyga się w ciągu kilku dni - ucina Chorzewski. 

"Upadłość jedyną szansą"

Drugie wyjście dla LOT Aira to upadłość firmy. Pracownicy mieliby wtedy pierwszeństwo w przejęciu aktywów LOT-u. O takim scenariuszu piszą zresztą sami związkowcy.

- Czy zatem upadłość PLL LOT nie leży w obiektywnym interesie założycieli LOT Air, bo nie załogi? - pyta autor broszury "Inny punkt widzenia". - Jedyną tak naprawdę prawdopodobną szansą na prywatyzację pracowniczą (...) jest upadłość LOT S.A.

LOT Air stanowczo temu zaprzecza. Od jednego z działaczy usłyszeliśmy, że spółka nie ma postawy roszczeniowej i proponuje współpracę zarządowi. Modzelewska dodaje, że do preambuły umowy spółki wpisano działanie dla dobra PLL LOT S.A. właśnie po to, by uniknąć takich zarzutów. 

- Spółka nie może dzialać sprzecznie z umową, zaś związki muszą dzialać zgodnie z ustawą, która nakłada obowiązek dzialania dla dobra zakładu pracy - podkreśla Modzelewska.

Strajk - wystarczy groźba

Upadłość LOT-u oddala się. Ten rok zakończy się z pewnością na finansowym minusie, ale ma to być ostatni taki. Minister Skarbu Państwa rok 2012 wyznaczył jako ostateczną datę prywatyzacji przewoźnika - choć takich nieprzekraczalnych terminów było już kilka. 

Związkowcy mają jednak w rękach mocne narzędzie - strajk lub choćby jego groźbę. 

- Potężniejsi gracze niż PLL LOT po postawieniu samolotów "na kołkach" by się nie podnieśli. Wystarczy przypomnieć Swissaira, który po zamachach 11 września uziemił całkowicie flotę i w efekcie zbankrutował - zauważa Leszek Chorzewski. 

Adrian Furgalski dodaje, że LOT poprawia teraz swoje wyniki, ale każdy przestój jest szkodliwy.

- Przestój wpływa nie tylko na obniżenie wartości poprzez budowanie wizerunku firmy o niestabilnej sytuacji, targanej sprzecznymi interesami związków zawodowych, ale może doprowadzić także na skraj upadłości - mówi wprost Furgalski.

Modzelewska odpowiada, że związkowcy mają prawo przeprowadzić strajk pod warunkiem spełnienia procedur i nie można pozbawiać ich tego prawa. 

- Nie może być tak, że zarząd PLL LOT S.A. będzie próbował wywrzeć presję na związki taką argumentacją, gdyż to byłaby groźba. Zarządzający LOT-em muszą tak zarządzać firmą, by - licząc się z tym, co przewidują przepisy, w tym strajkiem - nie dopuścić do upadłości firmy - mówi prawniczka LOT Air. 

Referendum po rejestracji LOT Aira - przypadek?

Po zarejestrowaniu LOT Aira w KRS-ie związki zawodowe rozpisały referendum strajkowe. Nawet mglista groźba akcji protestacyjnej zniechęca pasażerów do kupowania biletów, co w szczycie sezonu letniego musiało przynieść wymierne straty. Można podać przykład włoskiej Alitalii, gdzie pracownicy tak długo protestowali przeciwko restrukturyzacji, aż firma zbankrutowała, lub Air Zimbabwe - tam po wznowieniu lotów po strajku okazało się, że brakuje chętnych na podróż.

Przedstawiciele LOT Air podkreślają, by nie łączyć referendum strajkowego z inicjatywą spółki pracowniczej. Za obydwie akcje odpowiadają jednak niemal ci sami ludzie. 

- Osoby związane ze związkami założyły spółkę, by jasnym było, kto jest odpowiedzialny za cały proces potencjalnej prywatyzacji pracowniczej. Istotnym jest, by osoby były identyfikowane przez pracowników. Te osoby nie wprowadzają konfliktu w spółce - broni takiego składu personalnego Modzelewska.

Referendum strajkowe zakończyło się w połowie września. Wymaganej frekwencji 50% nie udało się osiągnąć. Zagłosowało tylko 46% uprawnionych pracowników, choć większość z nich opowiedziała się za strajkiem. ZZPP oskarżył zarząd firmy o zastraszanie pracowników. LOT odpowiedział wytknięciem związkom wywierania presji na niechętnych ich planom pracowników.

Komentarz: Pod baczną kontrolą

LOT Airowi trzeba się bacznie przyglądać. Projekt ma niewielkie szanse powodzenia. Prywatyzacje pracownicze na dużą skalę rzadko są udane, tym bardziej w konfliktowej sytuacji. Do sporu z zarządem już się przyzwyczailiśmy, jednak teraz pojawiają się zarzuty również ze strony części pracowników.

Związki zawodowe są oczywiście potrzebne w tak dużej firmie, by dbać o interesy pracowników. Jednak czas chyba na reformę, przede wszystkim w kwestii finansowania. Gdy związkowcy otrzymują wynagrodzenie nie ze składek członków, lecz z firmowych pieniędzy, to tworzy się skostniała i dwuznaczna struktura.

Z niemal całkowicie sprzecznych wypowiedzi LOT Airu i przedstawicieli zarządu, wspartych przez część pracowników firmy, nie wyłania się możliwość porozumienia. 

Choć LOT Air zapewnia, że chce dobra przewoźnika, a referendum strajkowe to odrębna inicjatywa, trudno nie łączyć tych dwóch wydarzeń. A co do tego, że strajk dobiłby LOT, panuje powszechna zgoda. Trudno jednak przewidzieć, czy LOT Air będzie kontynuował agresywną politykę związków zawodowych.

Jeśli spółka faktycznie chce działać na rzecz reformy linii - to byłby dobry krok. Ale to musiałoby oznaczać definitywne porzucenie roszczeniowej postawy. 

LOT Air to nie pierwsza spółka pracownicza, która chce brać udział w prywatyzacji. Miejsce dla takich inicjatyw w wolnorynkowym środowisku również musi się znaleźć. Jednak należy być uważnym, bo pracownicy LOT-u mają do dyspozycji skuteczniejsze metody niż konkurenci w procesie prywatyzacji

I bez strajku LOT może mieć problemy - w wielu aspektach linia sama jest winna. Ale jeśli polski przewoźnik ma upaść, to niech upadnie wskutek błędnych decyzji zarządu i braku strategii. Ale niech nie upada dlatego, że grupa związkowców chce postawić na swoim wbrew interesowi linii. Polskiemu przewoźnikowi potrzeba teraz spokoju, co naturalnie nie oznacza zezwolenia na jakiekolwiek łamania praw pracowniczych, a nie brutalnego sporu, w którym nikt nie wygra. 

Dominik Sipiński



gość_b1bca - Profil
gość_b1bca
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie