Modernizacja floty LOT-u. Linia nie ma wielkiego wyboru

Krzysztof Loga Sowiński - Profil Krzysztof Loga Sowiński
18 maja 2022 14:35
LOT planuje zastąpienie bombardierów Q400 i odmłodzenie samolotów średniego zasięgu. Wbrew pozorom narodowy przewoźnik nie ma dużego wyboru.
Reklama

W ostatnich dniach pojawiły się zaskakujące wieści o planach Polskich Liniach Lotniczych LOT. Portal aviationsourcenews.com poinformował, że narodowy przewoźnik ma zamiar pozyskać od 60 do 80 nowych samolotów wąskokadłubowych. W tym celu polska linia wysłała zapytanie ofertowe do wszystkich producentów komercyjnych maszyn średniego zasięgu, czyli Airbusa, Boeinga i Embraera.


LOT jest zainteresowany trzema segmentami samolotów wymienionych producentów. Z największych maszyn teoretycznie w grę wchodzą airbusy z rodziny A320neo i A321neo oraz boeingi B737 MAX 8 i B737 MAX 9. W grupie pośredniej LOT chce poznać możliwości pozyskania airbusów A220-300 i embraerów E195-E2. Wreszcie najmniejsze samoloty znajdujące się w zapytaniu to airbusy A220-100 i embraery E190-E2. Fakt, że linia lotnicza wysyła propozycje zakupową nie jest niczym szczególnym i zaskakującym, natomiast liczba samolotów, która padła w informacji oznacza, że LOT zamierza wymienić prawie całą swoją flotę średniego zasięgu.

Przypomnijmy, że LOT posiada obecnie 76 statków powietrznych, z czego 61 to samoloty wąskokadłubowe. Ponadto dwa embraery E175 latają dla polskiego rządu, ale już niedługo powinny zostać zwrócone polskiemu przewoźnikowi, bo dla VIP-ów zaczęły wreszcie latać boeingi B737 zakupione kilka lat temu przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Tak więc LOT będzie dysponować 63 samolotami wąskokadłubowymi.

Z drugiej strony, w wyniku przeprowadzonych renegocjacji z leasingodawcami LOT zakończy wcześniej kontrakty na 12 bombardierów Q400. Odejdą one z floty do końca 2023 r. Oznacza to, że narodowemu przewoźnikowi ubędzie tuzin samolotów wykorzystywanych głównie na trasach krajowych. Jeśli LOT chce utrzymać swoją dotychczasową skalę i odgrywać znaczącą rolę, jako przewoźnik krajowy to podpisanie umowy na następcę bombardierów jest już obecnie koniecznością.

Z kolei średni wiek samolotu we flocie LOT-u wynosi ponad 10 lat. 31 samolotów wąskokadłubowych (27 embraerów i 4 boeingi B737) liczy ponad 12 lat. Te maszyny stają się nie tylko kosztowne w obsłudze technicznej, ale są również znacznie mniej oszczędne i ekologiczne w regularnej eksploatacji. Jeśli założymy, że LOT chce zastąpić 12 turbośmigłowców i odmłodzić flotę rezygnując z samolotów starszych niż 10 lat to de facto potrzebuje co najmniej 50 nowych maszyn. Kwota w zapytaniu ofertowym przestaje być szokująca. Czy jednak taka operacja jest obecnie wykonalna?


Oczywiście modernizacja floty będzie rozłożona na lata, jednak obecnie wybór typów samolotów wydaje się być dla LOT-u ograniczony z kilku powodów. Po pierwsze w najbliższych latach LOT powinien spłacić pożyczkę Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) i większość dokapitalizowanie Skarbu Państwa. Pierwsze raty mają trafić do PFR już pod koniec 2023 r. Te zobowiązania wynoszą blisko 3 mld zł. To ciężar, który będzie wymagał zachowania rentowności zbliżonej do 10 proc. marży operacyjnej, a więc poziomu, którego LOT nie osiągał nawet w najlepszych latach prosperity. I choć prezes Rafał Milczarski mówi o stabilności finansowej LOT-u to już w kolejnym zdaniu twierdzi, że wniosek o następną transzę pomocy publicznej nie jest wykluczony. Innymi słowy kondycja finansowa narodowego przewoźnika jest stabilnie krucha, a koszty modernizacji floty to miliardy złotych.

Po drugie LOT do tej pory opierał rozwój swojej floty na leasingu operacyjnym i nic nie wskazuje, żeby miało się to zmienić. A obecnie uzyskanie konkurencyjnych warunków finansowania będzie niezmiernie trudne, bo leasingodawcy przez ostatnie dwa lata pandemii dostali mocno w kość i zapowiadają, że łatwe pieniądze dla linii lotniczych to już przeszłość. Tym bardziej, że cześć firm leasingowych musiała spisać w straty samoloty znacjonalizowane przez Kreml po wprowadzeniu sankcji na Federację Rosyjską. Koszty związane z wojną w Ukrainie tylko samej firmy AerCap miały zamknąć się kwotą 3,5 mld dolarów amerykańskich.

Po trzecie trwa spór LOT-u z Boeingiem o odszkodowanie za uziemione MAX-y. Proces toczy się od dobrych kilku miesięcy przed sądem w Chicago, a w grę wchodzi kwota 150 mln dolarów amerykańskich. Ponadto LOT do dziś nie odebrał dwóch boeingów B787-9, które stoją na pustyni Mojave w Kalifornii. Zarówno los tych dwóch ostatnich dreamlinerów, jak i propozycja pozyskania kolejnych boeingów B737 MAX są bez wątpienia uzależnione od rozstrzygnięcia konfliktu prawnego z amerykańskim producentem.

Warto też zauważyć, że kwestia wyboru samolotów, a zwłaszcza takiej ich liczby, zawsze wykraczała poza decyzję kierownictwa LOT-u. Ostateczne rozstrzygnięcie może mieć charakter bardziej polityczny niż biznesowy. Amerykanie mają bez wątpienia dużą siłę przetargową i nie zawahają się jej użyć, aby wzmocnić ofertę i argumenty Boeinga.


Reasumując faktyczny zakres swobody LOT-u w wyborze samolotów do modernizacji floty jest mocno ograniczony. Jeśli narodowy przewoźnik w ogóle będzie zdolny do tak dużego wysiłku finansowego, to właśnie pieniądze i polityka skłonią go do skierowania swoich kroków na dobrze znane ścieżki prowadzące do Embraera i Boeinga. Wybór Airbusa byłby dużym zaskoczeniem i musiałby wiązać się z wyjątkowo atrakcyjnym finansowaniem, co obecnie jest mało realne.

Fot.: Materiały prasowe
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama