LOT: Pandemiczny rok na połączeniach do USA

Krzysztof Loga Sowiński - Profil Krzysztof Loga Sowiński
19 listopada 2021 11:00
8 listopada br. władze Stanów Zjednoczonych umożliwiły wjazd do kraju zaszczepionym Europejczykom. Ma to duże znaczenie dla LOT-u, który przed pandemią liczył na silny rozwój rynku amerykańskiego, zwłaszcza po zniesieniu wiz dla polskich obywateli w listopadzie 2019 r.
Reklama

Otwarcie możliwości przylotu do USA dla Europejczyków jest znakomitą wiadomością dla narodowego przewoźnika. Od lat rejsy do Stanów Zjednoczonych są jednym z bardzo solidnych filarów, na których opiera się kondycja finansowa LOT-u. W ostatnich latach przed pandemią ruch na kierunkach amerykańskich rósł dynamicznie. W 2015 r. liczba pasażerów latających LOT-em pomiędzy Polską a USA wynosiła 300 tys., żeby w 2019 r. osiągnąć już 696 tys. Przy 10 mln podróżnych przewiezionych przez LOT w 2019 r. oznacza to, że kierunki amerykańskie wygenerowały 7 proc. wszystkich klientów obsłużonych przez polską linię. Ten imponujący wzrost został osiągnięty zwiększonymi częstotliwościami i otwieraniem rejsów do nowych portów docelowych.


W 2019 r. amerykańska siatka połączeń LOT-u obejmowała pięć miast. Były to Chicago, Los Angeles, Miami, Newark i Nowy Jork. W planach, które pokrzyżowała pandemia, był jeszcze Waszyngton i San Francisco. Loty do Stanów Zjednoczonych odbywały się nie tylko z Warszawy, ale również z Krakowa i Rzeszowa. Nie ulega wątpliwości, że połączenia atlantyckie LOT-u są niezmiernie ważną częścią działalności linii. Należy pamiętać, że część podróżnych lecących do miast w USA, to pasażerowie przesiadkowi, którzy przylatują na Okęcie korzystając często z połączeń krótkiego zasięgu narodowego przewoźnika. Ponadto udział przychodów z połączeń do i z USA jest wyższy od jego pasażerskiego odpowiednika, bo wpływy jednostkowe na połączeniach kontynentalnych są po prostu wyższe od średniej.

To wszystko skłania do wnikliwego analizowania wyników rejsów LOT-u do USA. W niniejszym tekście zajmiemy się ostatnimi dwoma sezonami, czyli miesiącami od kwietnia do października 2020 r. oraz od listopada 2020 r. do marca 2021. Z braku danych nie analizujemy właśnie zakończonego sezonu letniego 2021 r. Oba okresy porównamy do wyników sprzed pandemii tj. z sezonami Lato 2019 i Zima 2019/2020. Poniższa tabela daje ogólny obraz sytuacji w czterech ostatnich sezonach.


Pierwsze cztery rzędy dotyczą porównania lata 2019 do lata 2020. To ostatnie było najgorszym momentem pandemii. LOT wykonał tylko niewiele ponad 20 proc. rejsów w stosunku do analogicznego okresu 2019 r. Oferowanie spadło o ponad 80 proc., a liczba pasażerów prawie o 90 proc. Współczynnik załadowania miejsc (Seat factor, SF) obsunął się prawie o 38 punktów procentowych. Liczba przetransportowanych kilogramów towarów była niższa o 62,5 proc. Zdecydowanie lepiej, choć ciągle niezadowalająco, wygląda porównanie sezonów zimowych. Tu spadki są już mniejsze, ale ciągle wynoszą 57 proc. dla liczby rejsów, 70 proc. odnośnie oferowanych siedzeń i 80,1 proc. w przypadku pasażerów. Jedynie wyniki przewozów cargo wyglądają nieco lepiej, bo były gorsze od rezultatów sezonu Zima ‘19/20 „tylko” o 24,2 proc. Ostatnie cztery rzędy Tabeli 1 są podsumowaniem i porównaniem danych z wyższych rzędów.


Warto zwrócić uwagę, że pomimo dużego wysiłku włożonego w działalność cargo i wykonanie w 12 pandemicznych miesiącach aż 182 lotów wyłącznie towarowych waga przewiezionych ładunków spadła prawie o połowę. Ukazuje to nie tylko skalę kryzysu, ale również ograniczone możliwości pasażerskich boeingów B787 w przewozach cargo.

W poniższych wykresach przedstawiamy udział poszczególnych kierunków w czterech kategoriach: wykonane rejsy, oferowane siedzenia, przewiezieni pasażerowie i obsłużone cargo. Wykresy o nieparzystych numerach dotyczą sezonu Lato 2019 i Zima 2019/2020, natomiast parzyste zawierają dane z dwóch pierwszych sezonów pandemicznych.

Przed koronakryzysem LOT wykonywał po ok. 26 proc. rejsów na trasach do Chicago i Nowego Jorku. Trzecim kierunkiem było Los Angeles, które z udziałem 16,6 proc. stało się ważniejsze od wcześniej otwartego Newark (12,6 proc.). Stawkę zamykało najnowsze Miami oraz loty z Krakowa i Rzeszowa.

Wykres 1.

Pandemia zmusiła LOT do rezygnacji z połączeń do Miami i Los Angeles z Okęcia oraz do Newark z Rzeszowa. Połączenia po marcu 2020 r. były wykonywane praktycznie tylko z Lotniska Chopina do Nowego Jorku i Chicago. Te dwa kierunki uzyskały w sumie udział w wysokości 92 proc.

Wykres 2.

Struktura udziałów oferowania, czyli liczby siedzeń podlegała tym samym prawidłowościom, co struktura liczby rejsów. Jest to związane z faktem, że konfiguracja dwóch typów boeingów B787 narodowego przewoźnika różni się tylko o 42 fotele. W tym elemencie pierwsze miejsce zajęło znów Chicago, a tuż za nim uplasował się Nowy Jork. Trzecie miejsce przypadło Los Angeles, czwarte Newark, a piąte Miami.

Wykres 3.

Po wiosennych lockdownach sytuacja drastycznie się zmieniła. Niemal całe oferowanie (94 proc.) skupiło się na połączeniach na lotnisko O’Hare w Chicago i JFK w Nowym Jorku. Oferowanie na rejsy z Krakowa do Wietrznego Miasta wypełniło pozostałe procenty, nie licząc jednej, wyjątkowej rotacji na trasie Warszawa – Waszyngton - Warszawa.

Wykres 4.

Udziały liczby pasażerów są bardzo podobne do wyników oferowania. Przed pandemią kolejność znaczenia połączeń pozostaje identyczna. Jest to zasługa dobrego współczynnika wypełnienia miejsc, który zawierał się w przedziale od 71,7 (Miami) do 85,6 proc. (Chicago).

Wykres 5.

Po wybuchu koronakryzysu 93,5 proc. wszystkich pasażerów podróżowało na połączeniach do Chicago i Nowego Jorku. Pomimo tego SF spadł na tych rejsach dramatycznie i wyniósł odpowiednio 45,3 i 48,8 proc. Pasażerowie w lotach z Krakowa na lotnisko O’Hare stanowili 6,4 proc., a SF na tych rejsach wyniósł 52,8 proc.

Wykres 6.

Przed COVID-19 przewozy towarowe rozwijały się w zbliżony sposób do ruchu pasażerskiego. Prym wiodło zdecydowanie Chicago na połączeniu z i do Warszawy. Przewieziono na nim 5,9 tys. ton ładunków, co stanowiło 30,3 proc. całości przewozów cargo. Drugi jak zwykle był Nowy Jork, a następnie Los Angeles i Newark.

Wykres 7.

Po 14 marca 2020 r. towary były przewożone głównie do Chicago i Nowego Jorku. Zaskoczeniem może być spory udział w obsłudze ładunków połączenia z Krakowa nad jezioro Michigan zwłaszcza, że w 12 pandemicznych miesiącach wykonano 28 lotów wyłącznie cargo z Warszawy do Newark i z powrotem.

Wykres 8.
12 pandemicznych miesięcy na połączeniach do Stanów Zjednoczonych było dla LOT-u bardzo trudnym okresem. Liczba przewiezionych pasażerów była znacznie niższa niż w 2015 r., co jest zrozumiałe zwłaszcza wobec ograniczenia możliwości przylotów do USA. Władze w Waszyngtonie zamknęły swoje granice dla cudzoziemców i osób nieposiadających uprawnień do pobytu na terenie Stanów Zjednoczonych. Te restrykcyjne regulacje obowiązywały prawie 20 miesięcy.

Wobec tych okoliczności LOT musiał skupić się na kierunkach, na których podróżuje najwięcej pasażerów z amerykańskim obywatelstwem i tych którzy mają prawo przekraczać granice USA. Wygląda na to, że tymi kierunkami były przede wszystkim Chicago i Nowy Jork, co nie może dziwić, bo są to miasta z największymi skupiskami polskiej diaspory, do których LOT lata od końca lat siedemdziesiątych XX wieku. Wspomniane porty docelowe stanowiły też najsilniejsze ogniwa w amerykańskiej siatce narodowego przewoźnika przynoszące najwyższe przychody. Ograniczenie rozkładu praktycznie do tych dwóch miast było jedyną słuszną i racjonalną decyzją wobec szalejącej pandemii.

Tak jak wspomnieliśmy wcześniej cargo na połączeniach do USA odnotowało wyraźny spadek pomimo wykonania wielu wyłącznie towarowych rejsów. Ruch ładunków zaczął odbudowywać się dopiero w sezonie Zima 2020/2021. Pomimo tych spadków trzeba pamiętać, że przychody z przewozów ładunków mogły być wyższe niż w sezonach przed pandemią z uwagi na znaczny wzrost stawek towarowych związany z niewystarczającą podażą pojemności lotniczego cargo.


Według rzecznika LOT-u, polski przewoźnik odczuł już zniesienie amerykańskich restrykcji, bo liczba rezerwacji na okres świąteczny zbliżyła się do poziomów z 2019 r. Będzie to jednak prawdopodobnie tylko chwilowy efekt uwolnienia podróży do USA. W dalszych miesiącach zimowych można spodziewać się mozolnego odbudowywania ruchu. LOT ma szansę zrobić to z sukcesem, bo SF przed pandemią na wszystkich połączeniach do i z USA był przyzwoity, a średnia zbliżała się do 81 proc.

Warunkiem skutecznego powrotu do dobrych rezultatów sprzed koronakryzysu jest nie uleganie nadmiernym ambicjom, czego niechlubnym przykładem była fatalna decyzja otwarcia połączeń z Budapesztu do USA. LOT powinien odłożyć na później, planowane jeszcze przed wybuchem pandemii, inauguracje lotów do Waszyngtonu i San Francisco, a obecnie skoncentrować się na wzmocnieniu ruchu do jego tradycyjnych, starych portów docelowych w USA i budowaniu trwałego popytu na młodszych połączeniach do Los Angeles i Miami. Rozwaga jest tym bardziej zalecana, że na spłatę czekają miliardy złotych pomocy publicznej otrzymanej przez LOT od polskiego państwa.

Fot: Materiały prasowe

Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama