Brussels Airlines: Feralny lot do Angoli

Szymon Stemski - Profil Szymon Stemski
20 października 2021 10:05
Trzy dni temu (17.10) lot Brussels Airlines do Afryki odbył się w nieszczęśliwych okolicznościach. Trasa została zakłócona przez niespodziewane zamknięcie angolskiej przestrzeni powietrznej, a pasażerowie podróżujący do Angoli musieli zmierzyć się z jednodniowym opóźnieniem.
Reklama

Jednym z ciekawszych połączeń regularnie oferowanych przez Brussels Airlines jest bez wątpienia egzotyczna trasa z Brukseli do Kinszasy w Demokratycznej Republice Konga przez Luandę w Angoli. Ta łączona rotacja dalekodystansowa realizowana jest przez samoloty Airbus 330. W normalnych okolicznościach samolot belgijskiego przewoźnika po ponad ośmiu godzinach lotu z Brukseli przygotowywałby się do lądowania w stolicy Angoli. Po krótkim postoju maszyna byłaby gotowa do dalszego, nieco ponad godzinnego przelotu z Luandy do stolicy Demokratycznej Republiki Konga. Po tankowaniu w Kinszasie samolot Brussels Airlines wykonałby powrotny, trwający niecałe osiem godzin rejs powrotny do stolicy Belgii.

17 października br. tak się jednak nie stało. Chwilę przed rozpoczęciem zniżania w Luandzie załoga lotu SN359 realizowanego przez samolot Airbus 330 o znakach rejestracyjnych OO-SFE otrzymała informację o niespodziewanym zamknięciu angolskiej przestrzeni powietrznej w związku z wizytą w Angoli prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Piloci wykonujący operację postanowili od razu skierować maszynę w stronę kolejnego celu podróży, czyli Kinszasy w Demokratycznej Republice Konga. Tak też się stało, a samolot po krótkim oczekiwaniu w powietrzu otrzymał zgodę na lądowanie w oddalonej o kilkaset kilometrów od stolicy Angoli Kinszasie. Jak się okazało, brak bezpośrednich lotów między obiema stolicami afrykańskimi spowodował, że pasażerowie planujący pobyt w pominiętej Luandzie otrzymali rekomendację pozostania na pokładzie, aby móc polecieć do Brukseli w ramach lotu powrotnego i skorzystać z kolejnego rejsu do Luandy dzień później.


Ostatecznie maszyna OO-SFE bezpiecznie wylądowała w Brukseli po kolejnych blisko ośmiu godzinach lotu. Dla pasażerów podróżujących do Luandy oznaczało to spędzenie blisko czternastu godzin w powietrzu (plus czas spędzony na płytach lotnisk) na pokładzie samolotu Airbus 330. Do zaistniałej sytuacji odniósł się sam przewoźnik, który przeprosił podróżnych i zapewnił, że zastosowane rozwiązanie było najkorzystniejszym ze wszystkich możliwych i było skrupulatnie konsultowane z kierownictwem Brussels Airlines.

- W związku z nieprzewidzianym zamknięciem przestrzeni powietrznej nad Luandą, pasażerowie lotu SN359 zostali niestety zmuszeni do powrotu do Brukseli. Samolot krążył niedaleko miasta przez pół godziny, po czym kapitan rejsu podjął słuszną decyzję o przelocie do Kinszasy, drugiego miejsca docelowego tego nietypowego połączenia. Wszyscy pasażerowie feralnego lotu bezpiecznie wylądowali w Luandzie następnego dnia - powiedziała Kim Daenen, przedstawicielka Brussels Airlines.
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama