Felieton: Medialne objawienie prezesa LOT-u Rafała Milczarskiego

Krzysztof Loga Sowiński - Profil Krzysztof Loga Sowiński
02 czerwca 2021 09:00
2 komentarze
Na tę chwilę czekaliśmy od dawna. Pierwszy raz od 15 miesięcy czyli od wybuchu pandemii w marcu 2020 r. z mediami spotkał się Rafał Milczarski, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT. Niestety nie powiedział nic konkretnego.
Reklama

W ubiegłym tygodniu, po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy, objawił się publicznie polskim mediom Rafał Milczarski, prezes PLL LOT SA. I chociaż bliskie spotkanie trzeciego stopnia z szefem polskiego czempiona gospodarczego in spe nastąpiło na chorwackiej ziemi, to zostali do niego dopuszczeni polscy dziennikarze. Oczywiście przedstawiciele prasy byli starannie wyselekcjonowani, ale jednak udało im się zadać kilka ważnych pytań. W tym miejscu trzeba prezesa pochwalić za to dawno niepraktykowane zbliżenie z przedstawicielami mediów, którzy stęsknili się już za niebanalną osobowością lidera polskiego lotnictwa cywilnego.


Co udało się dowiedzieć kwiatowi krajowego dziennikarstwa lotniczego? Niestety niewiele. Trzeba jednak przyznać, że trud naszych kolegów nie poszedł na marne. Okazało się bowiem, że straty liczy się nie w złotych polskich tylko w odczuciu dotkliwości. Musimy przyznać, że to bardzo innowacyjne podejście do finansów linii lotniczych. Ale do rzeczy. Wyekstrahujmy esencję z wypowiedzi Milczarskiego.

Prezes wyznał szczerze, co mu się zalicza na duży plus, że nie wie czy otrzymane od podatników pieniądze wystarczą, aby LOT przetrwał kryzys, bo nie można być niczego pewnym. W dodatku pomoc została skrojona na podstawie bardziej optymistycznych prognoz niż to, co się dzieje obecnie. Milczarski zdaje sobie sprawę, że LOT znalazł się w sytuacji dużego kryzysu. Za przyznanie, że istnieje ryzyko pojawienia się poważnego kryzysu, szefowi Polskiej Grupy Lotniczej (PGL) należy się kolejny plus. Do momentu wybuchu pandemii przekonywał bowiem, że rozwój LOT-u będzie postępować bez zakłóceń przez kolejne dekady, co pozwoli na sfinansowanie ekspansji z przyszłych zysków.

Jakiś czas temu pisaliśmy na naszych łamach, że LOT redukuje flotę. Teraz Milczarski to potwierdził. Przewoźnik nie odbierze 10 boeingów B737 MAX, a los dwóch dreamlinerów B787-9 nie jest do końca pewny, choć jest szansa, że zasilą flotę do końca br. O umowie z brazylijskim Azulem na dostawę 32 sztuk embraerów E195 nie padło ani jedno słowo. Natomiast wydźwięk wypowiedzi dla portalu fly4free.pl jest taki, że LOT powiększy flotę na lepszych warunkach finansowych, ale żeby to zrobić trzeba ją najpierw zredukować.

Milczarski podkreślał też determinację LOT-u by przetrwać kryzys i kontynuować wszystko to, czego nie udało się przewoźnikowi zrobić, czyli zostać linią pierwszego wyboru dla pasażerów z Europy Środkowej i operować z Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK). Ten ostatni cel tak naprawdę nie zależy od LOT-u. Jeśli CPK zostanie oddany do użytku a Okęcie zamknięte, to LOT nie będzie miał wyjścia, jak tylko latać z Baranowa. Z kolei to pierwsze dążenie to tylko dobrze brzmiący cel marketingowy, który prosi się o doprecyzowanie kosztów jego osiągnięcia.


Według prezesa bez pomocy państwa nie przetrwałaby żadna linia w Europie. Jednak część europejskich przewoźników nie wyciągnęło ręki po państwowe pieniądze i nie otrzymało specjalnie dla nich skrojonej pomocy publicznej. Wystarczy wymienić linie lotnicze z holdingu IAG (Aer Lingus, British Airways, Iberia i Vueling), Ryanaira czy Wizz Aira. Z kolei Grupa Lufthansy, która otrzymała potężny zastrzyk finansowy od kilku państw już go częściowo spłaciła i poinformowała, jak zamierza sobie z tym ciężarem radzić w kolejnych latach. W przypadku LOT-u mamy tylko deklarację prezesa, że pożyczka zostanie spłacona. Pozostaje wierzyć na słowo.

A propos Ryanaira, to LOT nie obawia się jego ewentualnej skargi na decyzję Komisji Europejskiej (KE) pozwalającą na otrzymanie przez narodowego przewoźnika pomocy publicznej w wysokości 2,9 mld zł. Milczarski uważa, że udzielona pomoc publiczna nie jest nadmierna, a cały proces był zgodny z prawem. Spokój prezesa powinien pozostać niezmącony, bo nawet gdyby Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) zgodził się ze stanowiskiem Ryanaira to jeszcze nie oznacza, że LOT straciłby pieniądze. W dwóch wygranych przez Irlandczyków sprawach (przeciwko KLM i TAP) TSUE nie nakazał zwrotu pomocy, a jedynie dokonanie, w nieprzekraczalnym terminie dwóch miesięcy, zmian decyzji KE.



A na koniec wisienka na torcie. Prezes największej linii lotniczej Europy Środkowowschodniej twierdzi, że straty trudno oszacować, ale są na pewno dotkliwe. Poważnie? Szef PGL pod koniec maja 2021 r. nie zna nawet wyniku finansowego LOT-u za 2020 r.? Może w ramach restrukturyzacji, omyłkowo zwolniono całe biuro księgowości? Enter Air wylicza zyski i straty co kwartał, a LOT nie potrafi zrobić tego raz do roku? A może to Enter Air powinien napisać w swoim sprawozdaniu kwartalnym, że straty były nieco dotkliwe, choć dyrektor finansowy zgłosił zdanie odrębne, bo jego odczucia co do dotkliwości są silniejsze.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że promocyjna wizyta w Zadarze nie jest najlepszym miejscem do prezentacji wyników finansowych narodowego przewoźnika, jednak z LOT-em problem polega na tym, że innych okazji może nie być wcale. Tak jak nie możemy doczekać się wywiadu z Milczarskim, o który zabiegamy od miesięcy, tak też nie możemy doczekać się chwili, kiedy kierownictwo polskiego przewoźnika zacznie traktować media i swoich właścicieli poważnie. Czy naprawdę nie można powiedzieć, że wyniki za 2020 r. zostaną przekazane opinii publicznej po ich zatwierdzeniu przez Ministerstwo Aktywów Państwowych, co prawdopodobnie nastąpi pod koniec września 2021 r.? I dodać, że wtedy zostanie zorganizowana specjalna konferencja prasowa poświęcona finansom firmy?


To byłaby normalność, której jednak chyba dziś nie pragniemy. Wolimy słuchać opowieści o wielkim Locie, centrum przesiadkowym na 45 mln pasażerów i skoku cywilizacyjnym, po którym będziemy zarabiać tak dużo jak Niemcy, pracować tak krótko jak Francuzi, a wypoczywać tak długo jak Włosi. W dodatku autorom tych narracji mamy wierzyć na słowo. Mamy być wyznawcami takimi, jakimi są kibice, którzy całym sercem wierzą, że ich zespół zdobędzie kiedyś puchar ligi mistrzów, choć od dziesięcioleci gra w trzeciej lidze. PGL i CPK mają być, jak kościoły, o których nowiny mogą szerzyć tylko wierni, którzy wątpliwości i pytania zostawiają za progiem świątyni. No cóż, chyba wolimy pozostać uciążliwymi bezwyznaniowcami pytającymi stale kto, ile i w jaki sposób za to wszystko zapłaci?

Fot.: Materiały prasowe
Reklama

Ostatnie komentarze

analityk 2021-06-07 10:44   
analityk - Profil analityk
Cała sytuacja w polskim państwowym lotnictwie to niestety dramat.
Brak fachowców (sami dyletanci z politycznego nadania), brak długoterminowej, rozsądnej strategii zaczyna pokazywać swoje skutki (koszty).
Przerośnięty LOT, który był pomopowany ponad możliwości, lotnisko Warszawa-Radom które będzie świecić pustkami, blokowanie sprzedaży Modlina prywatnemu inwestorowi (ciekawe dlaczego nie zainteresował się Radomiem :-) ) i wreszcie potencjalnie największe marnotrawstwo pieniędzy podatników czyli CPK ze "szprychami".
Zamiast tych wszytkich inwestycji lepiej byłoby rozwijać kolei metropolitarną i budownictwo mieszkniowe. Przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek.
pasażer 2021-06-03 07:52   
pasażer - Profil pasażer
I tyle w temacie, ładnie napisane.
 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama