Andrzej Duda chciał lecieć i naciskał na pilotów. Sprawę tuszowano

Jakub Kolanko - Profil Jakub Kolanko
21 kwietnia 2021 08:30
Przedstawiciele polskiego rządu, PLL LOT oraz PAŻP próbowali zatuszować sprawę niebezpiecznego incydentu z udziałem prezydenckiego samolotu. W lipcu 2020 r. piloci złamali przepisy podczas lotu z Zielonej Góry do Warszawy.
Reklama

2 lipca 2020 r. doszło do potencjalnie niebezpiecznego incydentu, w którym uczestniczył samolot z prezydentem Andrzejem Dudą na pokładzie. Jak wówczas opisywała wydarzenie Gazeta Wyborcza oraz portal tvn24.pl, prezydencka maszyna odleciała z portu lotniczego Zielona Góry–Babimost mimo tego, że wieża kontroli lotów była już nieczynna, a piloci nie otrzymali zgody na start. Przez kilka minut po starcie samolot leciał bez żadnej kontroli.

Sprawę próbowali zatuszować urzędnicy, władze Polskich Linii Lotniczych LOT, szef agencji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo lotów, doradca prezydenta Dudy oraz dwóch wiceministrów – napisał we wtorek (20.04) Szymon Jadczak na łamach portalu wp.pl.


2 lipca 2020 r. wieczorem, 10 dni przed II turą wyborów prezydenckich, po wiecu wyborczym w Nowej Soli, Andrzej Duda jedzie na lotnisko w Babimoście, skąd wrócić ma prosto do Warszawy. Niestety spotkanie z wyborcami się przeciąga – w konsekwencji wydzierżawiona od PLL LOT maszyna Embraer E-175, z Prezydentem RP na pokładzie, wzbija się w powietrze o godz. 22:12, a więc 12 minut po zamknięciu lotniska i zakończeniu dyżuru kontrolera ruchu lotniczego.

Jak opisuje sprawę wp.pl, łamiąc przepisy oraz wewnętrzne procedury PLL LOT, kapitan z dwuletnim doświadczeniem na tym stanowisku postanowiła wystartować z Zielonej Góry ze względu na „naciski ważnych pasażerów”. Po starcie, przez cztery minuty samolot z Prezydentem RP na pokładzie leciał bez formalnej kontroli z ziemi, w przestrzeni dostępnej dla każdego statku powietrznego. Dopiero po tym czasie został przejęty przez kontrolerów z Poznania.

Kilka dni po incydencie, gdy o sprawę zaczęli dopytywać dziennikarze, miały się rozpocząć działania mające na celu ukrycie przed opinią publiczną szczegółów startu Prezydenta z Zielonej Góry. Najaktywniejszy udział mieli w nich brać m. in. Rafał Milczarski – prezes PLL LOT, Janusz Janiszewski – prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP), Marcin Horała – wiceminister w Ministerstwie Infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, Maciej Małecki – wiceminister w Ministerstwie Aktywów Państwowych, odpowiedzialny za nadzór nad PLL LOT oraz Marcin Kędryna – ówczesny dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta RP. Jak podkreśla Jadczak, autor tekstu wp.pl, głównym przedmiotem dyskusji zainteresowanych nie było bezpieczeństwo najważniejszej osoby w państwie, a ewentualna reakcja opinii publicznej w obliczu zbliżającej się II tury wyborów prezydenckich.

Portal wp.pl opublikował także fragment zapisu rozmowy pomiędzy wieżą kontroli lotów w Zielonej Górze a pilotem, w którym padają m. in. takie słowa jak „z tyłu nas pytają najważniejsi pasażerowie, co się dzieje” czy „wiem, ja rozumiem, no z tyłu nas też naciskają”. Łącznikiem pomiędzy kabiną pilotów a kabiną pasażerską miała być jedna ze stewardess. Kapitan, która bez pozwolenia wystartowała z Zielonej Góry, czym złamała wewnętrzne przepisy przewoźnika, nie zgłosiła incydentu, co w efekcie doprowadziło do utraty nagrań z kabiny tamtego lotu.


W rozmowie z wp.pl do sprawy ustosunkował się Marcin Kędryna, ówczesny dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta RP, który potwierdził swój udział w sprawie i przedstawiony przebieg zdarzeń.

Postępowanie w sprawie zdarzenia zostało rozpoczęte niezwłocznie po otrzymaniu informacji o jego zaistnieniu, 3 lipca 2020 r. Niezależnie od prowadzonego badania załoga lotnicza rutynowo została wstrzymana od pełnienia czynności lotniczych do czasu wyjaśnienia sprawy. Wewnętrzne postępowanie w PLL LOT potwierdziło, że załoga posiadała wszelkie niezbędne uprawnienia do wykonania tego lotu, oraz nie stwierdziło naruszeń prawa lotniczego. [...] Załoga, po debriefingu i odbyciu lotu „Line Check” została przywrócona do wykonywania operacji lotniczych pod koniec lipca 2020 r. Badanie zdarzenia prowadzone jest aktualnie przez PKBWL [Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych - przyp. red.]. PLL LOT S.A. przekazały komplet dokumentów dotyczący lotu do Komisji, która wyda raport końcowy po analizie wszystkich aspektów sprawy, w tym tych niezależnych od Operatora – brzmi komunikat wysłany do redakcji wp.pl przez Polskie Linie Lotnicze LOT.

Kilka godzin po publikacji tekstu Szymona Jadczaka do sprawy odniosła się także Kancelaria Prezydenta RP.

Byłem na pokładzie samolotu Embraer 175, lecącego 2 lipca 2020 r. z Babimostu do Warszawy. W samolocie, poza Prezydentem RP, znajdowało się kilkanaście osób. Zgodnie z moją najlepszą wiedzą, wszelkie standardy bezpieczeństwa zostały zachowane – podobnie jak przy innych podróżach samolotem z udziałem Prezydenta RP. Stanowczo podkreślam, że ze strony pasażerów nikt nie wpływał w jakikolwiek sposób na decyzje załogi. KPRP zamawia usługę, którą realizuje LOT, on też zabezpiecza podróż. Lot był zamówiony z należytą starannością, a zmiana godziny wylotu została przez nas zakomunikowana przewoźnikowi ze znacznym wyprzedzeniem. Kancelaria Prezydenta RP nie bagatelizuje tego wydarzenia, sprawa jest wyjaśniana przez odpowiednie, powołane do tego instytucje. Szczegóły lotu były także przedmiotem analizy wewnętrznej w PLL LOT i w tym zakresie odsyłamy do oświadczenia spółki. Jednocześnie, jeżeli nastąpiło naruszenie procedur, to oczekujemy podjęcia stosownych działań przez odpowiednie organy państwaBłażej Spychalski, sekretarz stanu, rzecznik prasowy w Kancelarii Prezydenta RP.

Fot.: Kancelaria Prezydenta RP, Andrzej Duda
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama