×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Raport: Rynek lotniczy po pandemii będzie zupełnie inny


To jak będzie wyglądał rynek lotniczy po pandemii obarczone jest dziś wieloma niewiadomymi. Jedno jest pewne - powrót do stanu sprzed pandemii zająć może kilkanaście miesięcy, jak nie kilka lat. Podróżowanie jakie znamy, długo nie będzie takie samo jak dotychczas.


Zdecydowana większość krajów, na skutek zagrożenia epidemicznego związanego z koronawirusem, wyłączyła niemal cały pasażerski ruch lotniczy. Obecnie odbywają się tylko loty repatriacyjne oraz szczątkowy ruch pasażerski. Linie lotnicze uziemiły całe swoje floty, pracowników wysłali na urlopy, obniżyli im pensje a niektóre rozpoczęły proces redukcji zatrudnienia. Polskie Linie Lotnicze LOT przewidują powrót do latania w wersji optymistycznej w czerwcu br., w pesymistycznej dopiero jesienią. Jednak do końca nie wiadomo, kiedy poszczególne kraje zdecydują się na otwarcie nieba nad swoimi krajami. Tak naprawdę nikt do końca nie wie kiedy będzie to możliwe.


W pierwszej kolejności wrócą zapewne trasy krajowe. Przywracanie połączeń międzynarodowych będzie szukaniem równowagi między ryzykiem importu przypadków i potrzebami gospodarczymi. 

W pierwszej kolejności wrócą loty do krajów, gdzie pandemia jest pod kontrolą, a popyt stosunkowo (jak na obecne czasy) duży. W przypadku Polski mogą to być np. Niemcy, Austria czy Norwegia - uważa Dominik Sipiński, ekspert lotniczy ch-aviation. 

Jeśli rzeczywiście uda się w niedalekiej przyszłości przywrócić ruch lotniczy, na pewno nie będzie to powrót do stanu sprzed pandemii. Linie będą budować swoje siatki od nowa i będą one szczątkowe w stosunku to tego co znamy z okresu sprzed pandemii.

Różna sytuacja w różnych krajach

Poszczególne kraje w różny sposób radzą sobie z rozprzestrzenianiem wirusa i opanowywaniem jego skutków. Do wakacji nie należy się spodziewać, że sytuacja wszędzie będzie opanowana na tyle, aby kraje te zdecydowały się na otwarcie swoich granic i przywrócenie ruchu lotniczego. O ile kraje europejskie, w których poziom opieki medycznej jest w miarę na wysokim poziomie, lepiej poradzą sobie z opanowaniem pandemii, to sytuacja w mniej rozwiniętych krajach ze słabszą opieką medyczną, może na długo być problematyczna.

Wznowienie operacji będzie zależeć od percepcji bezpieczeństwa danego kraju. I tak nawet jeśli LOT będzie chciał latać np. do Norwegii to jeszcze nie znaczy, że władze w Oslo na to pozwolą. Prawdopodobnie wiele państw przyjmie wytyczne po spełnieniu których będzie można przywrócić ruch lotniczy między danymi krajami. W tym kontekście i w niektórych przypadkach do głosu może dojść polityka, co byłoby najgorszym scenariuszem dla linii lotniczych. 


Kwestia otwarcia granic będzie też jednym z ostatnich elementów poluzowywania obowiązujących obostrzeń. Kraje z pewnością obawiać się będą wpuszczać na swoje terytorium potencjalne zagrożenie. Tylko w Czechach mówi się, że granice mogą pozostać zamknięte pół albo i rok. A bez otwartych granic nie będzie ruchu lotniczego. 

Pogarszająca się sytuacja przewoźników

Przedłużające się uziemienie branży lotniczej to wielomiliardowe straty. Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego (IATA) szacuje, że straty linii lotniczych mogą wynieść nawet 314 mld dolarów. Nie dość, że przewoźnicy nie zarabiają, to każdego dnia generują milionowe straty związane ze swoimi kosztami stałymi. W nieco lepszej sytuacji są linie, które są właścicielami swojej floty, gdyż koszty leasingu stanowią znaczącą część tych kosztów.

Przewoźnicy robią co mogą, by minimalizować straty. Rezygnują z zamówionych już samolotów, zwracają obecnie używane do ich właścicieli, obniżają pensję, ale także zwalniają swoich pracowników. Jak szacuje IATA 25 milionów miejsc pracy w lotnictwie jest zagrożonych likwidacją. Już teraz Wizz Air zapowiedział redukcję zatrudnienia o 20 proc, zwalniając 1000 z 4500 pracowników, SAS zwolnił 10 tys., a Norwegian żegna 7300 pracowników. A to dopiero początek… Narodowy LOT na razie zwolnień nie planuje, na początek znacząco zredukuje uposażenie personelu latającego.


Nie wiadomo jak długo przewoźnicy będą w stanie przetrwać w sytuacji uziemienia. Jeśli sytuacja potrwa dłużej, czeka nas fala bankructw w branży. Pierwszą dużą ofiarą będą prawdopodobnie South African Airways, którym rząd Republiki Południowej Afryki odmówił entego już wsparcia. Ten przykład pokazuje, jak bardzo zglobalizowana jest międzynarodowe lotnictwo. 

Nie dość, że obecnie branża lotnicza boryka się z bieżącymi problemami finansowymi, to po wznowieniu działalności w bliżej nieokreślonej przyszłości spodziewa się mocnej redukcji popytu. A to może oznaczać kolejne kłopoty. Te linie, które przetrwają, nadal borykać się będą z problemami finansowymi. Nawet jeśli większość z nich uzyska wsparcie finansowe od rządów swoich państw - wyjście z kryzysu może zająć im kilka lat. 
 
- Na pewno rok 2020 będzie spadkowy. Prognozy są bardzo rozbieżne - niektóre linie spodziewają się odbicia szybkiego, już na zimę 2020/21, inne dopiero na lato 2021 albo i później. Niewątpliwie odbicie będzie stopniowe i raczej w perspektywie co najmniej kilkunastu niż kilku miesięcy - przewiduje nasz rozmówca.

W wyniku problemów finansowych, ograniczeń flotowych, kadrowych i oczywiście popytowych, znacznemu ograniczeniu ulegnie oferowanie. Alexandre de Juniac, prezes IATA przewiduje że roczne przychody linii lotniczych spadną o 55 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym, a ruch pasażerski o blisko 50 proc.

Linie lotnicze w celu obniżenia swoich kosztów podejmą starania ograniczenia ciążących na nich zobowiązań. Przepisy dotyczące ochrony praw pasażerów mogą paść ofiarą tych zabiegów jako pierwsze. Bez wątpienia przewoźnicy zaczną wywierać presję na rządy w celu zreformowania systemu obrotu prawami do emisji gazów cieplarnianych. Wszelkie pomysły nakładania podatków na podróże samolotem zostaną prawdopodobnie porzucone. Przewoźnicy europejscy zaczną również naciskać na doprowadzenia do końca projektu SESAR i ograniczenie prawa do strajku kontrolerów ruchu lotniczego.

Trzeba pamiętać, że pandemia COVID-19 nakłada się na prognozowane od dawna spowolnienie gospodarcze. Dzisiaj nikt nie jest zdolny do przewidzenia, jak te dwa negatywne czynniki będą na siebie wzajemnie oddziaływać. Intuicja podpowiada, że charakter tej relacji będzie zaostrzający, a nie łagodzący.

Obawy pasażerów

Do czasu zażegnania kryzysu koronawirusowego czyli do momentu zaszczepienia większości populacji globu, każda podróż będzie wiązała się z ryzykiem zakażenia. Obawy te będą miały kluczowy wpływa na planowanie podróży i decyzje zakupowe. Zdecydowana większość potencjalnych podróżnych nie zdecyduje się na odbycie podróży samolotem i kontakt z ewentualnym zagrożeniem. Oznacza to, że popyt na podróże może drastycznie zmaleć. 


W celu zaradzenia tym obawom linie lotnicze będą zmuszone do stworzenia procedur, które przekonają ich klientów o bezpieczeństwie panującym w samolotów. Wprowadzenie szybkich testów i możliwości odmowy przyjęcia na pokład pasażerów zakażonych na początku będzie trudne do realizacji, ale zapewne stanie się rutyną, tak jak stały się nią kontrole bezpieczeństwa po zamachach terrorystycznych.

Sytuacja finansowa

Sytuacja ekonomiczna na rynku światowym z każdym dniem ulega drastycznemu pogorszeniu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że z powodu skutków pandemii gospodarka światowa największego załamania od wielkiego kryzysu z lat 30. XX wieku, który wybuchł po krachu giełdowym w 1929 roku. W ciągu dwóch lat światowa gospodarka stracić może 9 bilionów dolarów - to więcej niż połączone PKB Japonii i Niemiec.

Kryzys niestety dotyka każdej branży, a to przełoży się na budżety domowe. W samych tylko Stanach Zjednoczonych dotychczas pracę straciło 22 milionów osób. Na świecie może może ją stracić nawet sto milionów ludzi, w Polsce nawet 3 miliony. Podróż samolotem w obliczu kryzysu będzie czymś co może poczekać. W obliczu problemów finansowych, obniżki wynagrodzenia, czy utraty pracy nie wszyscy będą mogli pozwolić na weekendowy lot.

Zmiana na rynku podróży biznesowych

Zmieni się także rynek pasażera biznesowego. Kłopoty finansowe firmy, upowszechniona ostatnio możliwość pracy zdalnej, doprowadzić może do spadku zainteresowania podróżami biznesowymi.

- Rozpowszechnienie pracy zdalnej w trakcie lockdownów, nakładające się na już wcześniej nasilający się trend wstydu przed lataniem, może też spowodować, że w niektórych sektorach rynku dojdzie do trwałego załamania popytu i systemowej, długoterminowej zmiany - mówi Sipiński. 


Carsten Spohr, szef Lufthansy na spotkaniu prezentującym wyniki finansowe niemieckiej grupy za 2019 r. stwierdził, że po pandemii należy zogniskować się na pasażerze indywidualnym, bo ruch służbowy może się nie odbudować jeszcze przez wiele miesięcy.

Ceny biletów wzrosną czy spadną?

Można przypuszczać, że powrocie ruchu ceny biletów mogą wzrosnąć. Przewoźnicy, będący w finansowych tarapatach, nie będą mogli pozwolić sobie na cenowy dumping. Z drugiej strony będą musieli walczyć o klienta.

- Na pewno podaż zostanie ograniczona o kilkanaście-kilkadziesiąt procent, co mogłoby powodować wzrost cen. Jednak równocześnie linie będą walczyły o mniejszą liczbę pasażerów i będą chciały stymulować mizerny popyt - mówi Sipiński.

Michael O’Leary, szef Ryanaira przekonuje, że już w wakacje turyści pojawią się w kurortach, a irlandzka linia zaoferuje im bilety za 1 euro, bo linie szykują się do wojny cenowej o pasażera. Taka wizja wydaje się mało prawdopodobna. Rządy europejskich krajów zapowiadają, że tegoroczne wakacje raczej nie będą wyglądały takie jak poprzednie. Hiszpania, którą w zeszłym roku odwiedziło 84 mln turystów, obawia się, że w tym roku nie będzie mogła ich przyjąć. Yolanda Diaz, minister ds. pracy, wyraziła opinię, że "sektory turystyki i kultury prawdopodobnie nie powrócą do działalności do końca bieżącego roku". Politycy, w tym Ursula von der Leyen, przewodnicząca KE zaleca wstrzymanie się z planami wakacyjnymi. 


Ryanair rzeczywiście może zaoferować pewną pulę tanich biletów, ale z pewnością będzie ich zdecydowanie mniej niż oferował dotychczas. Szef lowcosta przekonuje, że ceny ropy pozostaną na niskim poziomie, a lotniska będą obniżać opłaty, aby zachęcić linie do latania. Biorąc pod uwagę chociażby rekomendację IATA, by przewoźnicy blokowali środkowy fotel, zapewnienia O’Leary należy brać z przymrużeniem oka. W samolocie Ryanaira mieści 189 pasażerów, przy niezajętym środkowym siedzeniu byłoby to tylko 126.
W takim wypadku, według szefa IATA, ceny biletów wzrosnąć mogą o 50 proc.

Walka o pasażera może doprowadzić do obniżenia cen na głównych trasach, te mniej popularnych będą zdecydowanie bardziej kosztowne. - Na pewno spadnie liczba rejsów na mniej popularnych trasach, więc tam pasażerowie muszą liczyć się ze wzrostami - dodaje Sipiński.

Ruch w maseczkach i z testem?

Podróż samolotem, którą znamy, także może w nowych warunkach być zupełnie inna. Z pewnością przewoźnicy będą musieli wprowadzić odpowiedni środki, które zminimalizują możliwość zakażenia. Jest wysoce prawdopodobne, wprowadzenie obowiązku podróży w maseczkach, mierzenia temperatury, wykonywania szybkich testów przed lotem dla wszystkich pasażerów, bądź też wstęp na pokład tylko dla pasażerów z dokumentem potwierdzającym wynik negatywny lub posiadaną już odporność. O krok dalej idzie Bill Gates, który przewiduje, że, aby latać, będziemy musieli mieć cyfrowy certyfikat zdrowia. 


Z nowymi obostrzeniami linie i porty lotnicze powinny poradzić sobie dość łatwo wykorzystując doświadczenia z 2001 r., kiedy po zamachach terrorystycznych w Nowym Jorku wprowadzono drakońskie procedury bezpieczeństwa. Zwiększy się rola personelu odprawiającego rejsy i wydłuży cały proces obsługi pasażerów przez co ucierpi z pewnością ich komfort.

Jeśli zostaną zastosowane testy pasażerów, to zmienią się zapewne procedury odpraw. Pasażerowie z bagażem rejestrowanym będą musieli przechodzić testy w momencie odprawy, aby ewentualna odmowa przyjęcia na pokład nie wiązała się z koniecznością wycofywania już załadowanych walizek. Self-checking i odprawa online zostaną w znacznym stopniu ograniczone.

Część foteli w samolocie może pozostać wolna, aby pasażerowie mogli zachować odpowiedni dystans między sobą. Już teraz takie linie Delta czy Wizz Air blokuje środkowe miejsce. Nie wydaje się jednak możliwe, aby na stałe zmniejszano liczbę dostępnych foteli w samolotach. Dla przewoźników budżetowych takie rozwiązanie podcięłoby istotę przyjętego modelu biznesowego.

Co dla jednych jest kłopotem dla drugich okazją. Z dłuższego przebywaniu pasażerów na lotnisku skorzystają sklepy duty free, a struktura przychodów lotnisk przesunie się na korzyść wpływów pozalotniczych.

Sytuacja polityczna po pandemii

Duża niewiadomą może być sytuacja nie tylko ekonomiczna, ale i polityczna po pandemii w krajach mniej stabilnych politycznie. Dziś cieżko przewidywać czy i do czego może doprowadzić obecny kryzys. To jednak na pewno będzie miało wpływ na to gdzie będziemy mogli polecieć. np. za rok. Wszelakie takie kryzysy mogą potęgować obawy pasażerów i minimalizować popyt. Podróż do niektórych miejsc na świecie może być nie tak łatwa jak dotychczas, a jeśli nawet będzie możliwa to będziemy musieli za bilet zapłacić dużo wyższą cenę. 

Sytuacja w Chinach drogowskazem?

Eksperci wskazują, że drogowskazem pokazującym jak może wyglądać lotnictwo po pandemii mogą być Chiny, w których wznowiono już ruch lotniczy. Jednak problem z powoływaniem się na przykład rynku chińskiego polega na tym, że jego potencjał nie ma odpowiedników na świecie z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych. Dla Europy przykład Państwa Środka jest mało przydatny z uwagi na rozczłonkowanie kontynentu. 


Warto natomiast przyglądać się europejskim krajom, które stosunkowo dobrze poradziły sobie z pandemią, bo to one jako pierwsze podejmą próbę normalizacji rynku lotniczego. Należy na pewno obserwować Niemcy, Norwegię i Danię.

Podsumowanie

Jedno jest pewne, powrót do sytuacji sprzed pandemii nie nastąpi z dnia na dzień. Tak samo będzie w lotnictwie. Wszystkie czynniki będą miały wymierny wpływ na rynek lotniczy. Nie należy się spodziewać, że w najbliższych miesiącach przewoźnicy powrócą z impetem do oferowania bogatych siatek połączeń. Wachlarz kierunków do którego przez lata byliśmy przyzwyczajeni, może mocno się uszczuplić. Siatki przewoźników będą odbudowywały się stopniowo, a dojście do poziomu sprzed pandemii zająć może nawet kilka lat. Na początku z pewnością wznowione zostaną loty krajowe, najpopularniejsze kierunki z gwarantowanym popytem, czyli kierunki pracownicze. Dopiero potem nastąpi powolny powrót lotów w bliższych kierunkach turystycznych, ale i on będzie uwarunkowany aktualną sytuacją epidemiczną w danym kraju. Należy się spodziewać, że ceny biletów mogą poszybować w górę, a sama podróż, przez wprowadzone procedury zapobiegawcze, będzie dużo bardziej uciążliwa. 

Nie należy zapominać, że jesienią spodziewana jest druga fala pandemii, która doprowadzić może do sytuacji, że "wrócimy na początek planszy". Takiego scenariusza nikt nawet nie chce brać po uwagę.



gość_39736 - Profil
gość_39736
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie