Zrewidowane prognozy ruchu lotniczego w Polsce do 2035 r.

Krzysztof Loga Sowiński - Profil Krzysztof Loga Sowiński
03 kwietnia 2020 14:34
4 komentarze
Ponad 94 mln pasażerów za 15 lat na polskich lotniska zakłada prognoza ruchu lotniczego Urzędu Lotnictwa Cywilnego z 2017 r. Obecny kryzys zrewidował te założenia.
Reklama

Zdecydowana większość obserwatorów branży godzi się z opinią, że jest jeszcze za wcześnie na ocenę jak duży będzie spadek przewozów i operacji lotniczych spowodowany koronawirusem. Na dziś jedno jest jednak pewne, wpływ pandemii będzie olbrzymi, a czym dłużej będzie ona trwała tym gorsze będą jej konsekwencje. Niemniej warto się pokusić o prezentacje scenariuszy rozwoju rynku przewozów lotniczych w Polsce w następnych kilkunastu latach.


Na początek przypomnijmy dostępne prognozy Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC). Pierwsza, najwcześniejsza prognoza pochodzi z czerwca 2011 r. i przewiduje liczbę obsłużonych pasażerów oraz wykonanych operacji na polskich lotniskach do 2030 r. Średni wzrost liczby pasażerów w tej prognozie wynosi 5,42 proc., co w konsekwencji oznacza, że za 10 lat w polskich portach przewinie się 58,8 mln podróżnych i zostanie wykonanych ponad 505 tys. operacji lotniczych.

Druga prognoza opracowana niespełna rok później, w kwietniu 2012 r., obejmująca tę samą perspektywę czasu zakłada identyczny średni wzrost liczby pasażerów. Według tego opracowania w 2030 r. polskie lotniska obsłużyłyby 59,1 mln pasażerów i odnotowały ponad 431 tys. operacji lotniczych. Różnica między tymi dwiema prognozami jest kosmetyczna, a warto jedynie odnotować, że autorzy późniejszego opracowania założyli wzrost średniej liczby pasażerów na jedną operację lotniczą.

Wreszcie najbardziej bieżący dokument z 30 października 2017 r. prognozuje ruch pasażerski i lotniczy do 2035 r. W tym opracowaniu średni wzrost liczby pasażerów wynosi 5,01 proc. a w ostatnim roku szacunku polskie lotniska miałyby obsłużyć 94,5 mln podróżnych i zapewnić 689 tys. operacji lotniczych. Dwa i pół roku temu ULC zakładał, że w 2030 r. polskie porty będą mogły pochwalić się prawie 80 mln obsłużonych pasażerów.

Wszystkie omówione prognozy ULC zostały przedstawione na poniższym wykresie. Do trzech krzywych obrazujących przewidywania ULC dodano rzeczywiste wyniki osiągnięte przez polskie lotniska w latach 2011-2019 tzw. wykonanie (krzywa czerwona).

Wykres 1.

Na pierwszy rzut oka widać, że dotychczasowe prognozowanie ULC było bardzo konserwatywne i zdecydowanie poniżej osiągnięć rynku, nawet w przypadku założeń z końca 2017 r. Drugie spostrzeżenie dotyczy metodologii prognozowania, która de facto sprowadza się do określenia średniego wzrostu liczby pasażerów, co przekłada się na kąt wznoszenia krzywej prognozy. Przy zastosowaniu sposobu ULC najważniejszym parametrami są: punkt wyjściowy prognozy i średnia stopa wzrostu w okresie przewidywania.

Zatem stosując metodę Urzędu do opracowania naszej prognozy na lata 2020-2035 musimy oszacować liczbę obsłużonych pasażerów w polskich portach lotniczych w 2020 r., a następnie określić średni ich wzrost w następnych 15 latach. Wygląda bardzo prosto, ale niestety wcale nie jest oczywiste. Pomimo trudności spróbujmy zaproponować trzy scenariusze (optymistyczny, realistyczny i pesymistyczny) rozwoju rynku przewozów lotniczych w nadchodzących latach korzystając z założeń ostatniej prognozy ULC.

Pierwszym zasadniczym pytaniem jest kwestia wielkości spadku liczby obsłużonych pasażerów w 2020 r. Optymiści i piewcy teorii krzywej V twierdzą, że odbicie będzie tak samo raptowne, jak było tąpnięcie. Przewozy zostaną szybko odbudowane, a ich spadek w bieżącym roku nie przekroczy 12 proc. W takiej wersji wzrost przewozów wróci na ścieżkę prognozy ULC z 2017 r. już w 2024 a od 2028 będzie znajdował się stale powyżej niej. W tym scenariuszu liczba pasażerów lotniczych w Polsce w 2035 r. osiągnie niespełna 105 mln.


Druga, tzw. realistyczna wersja zakłada spadek liczby pasażerów o 20 proc. i odbudowywanie ruchu ze średnią wzrostu na poziomie 4 proc. Pozwoli to na stały przyrost ruchu do poziomu 74 mln podróżnych w 2035 r. Rozwój będzie wolniejszy od najnowszej prognozy ULC średnio o niespełna pół punktu procentowego.

Ostatni, czarny scenariusz zakłada tąpnięcie popytu w 2020 r. aż o 32 proc. i bardzo powolne jego odtwarzanie, średnio o 2 proc. rocznie. Konsekwencją tak pesymistycznej wersji będzie obsłużenie zaledwie 52 mln pasażerów za 15 lat, czyli tylko o 6 proc. więcej niż w 2019 r. Wszystkie powyższe opcje prezentuje wykres 2, w którym uwidoczniono również prognozę ULC z 2017 r.

Wykres 2.

Nikt dziś nie wie, jaki scenariusz z tych trzech jest bardziej prawdopodobny. Nie wiemy, który z nich zostanie zrealizowany na polskim rynku przewozów lotniczych. Niemniej wydaje się, że wśród przedstawicieli branży występuje konsensus w dwóch kwestiach. Po pierwsze panuje zgoda, że ubytek liczby pasażerów w obecnym roku będzie dwucyfrowy. Po drugie, że powrót do normalności będzie trwał raczej dłużej niż krócej.

Konfrontując dane przewozów pasażerskich w Polsce z i poprzednimi kryzysami, które trapiły branżę lotniczą, można wysnuć jeden bardzo ważny wniosek. Przez ostatnie 26 lat, poczynając od 1993 r., kiedy polska gospodarka zaczęła wychodzić na prostą, ruch pasażerski rósł bezustannie z jednym wyjątkiem w 2009 r. Można powiedzieć, że polski rynek lotniczych przewozów pasażerskich przeszedł suchą nogą przez ataki terrorystyczne z 11 września 2001 r., epidemię SARS z 2003 r. i zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Europą z powodu wybuchu islandzkiego wulkanu w 2010 r. Jedynym zdarzeniem o negatywnym i silnie odczuwalnym charakterze (ponad 8 proc. spadku) był kryzys finansowy z lat 2008/2009.

Z powyższych konstatacji wynika, że kluczowe dla dalszego rozwoju sytuacji będą działania ratunkowe rządu. Przebyte kryzysy wskazują, bowiem że uziemienie samolotów - jeśli nie będzie trwało miesiącami - jest mniej istotne niż warunki ekonomiczne, w jakich liniom lotniczym przyjdzie działać po wznowieniu operacji. Jeśli uda się ograniczyć skutki kryzysu gospodarczego w Polsce i na świecie branża lotnicza ma szanse szybciej się odrodzić. Można powiedzieć, że na obecnym etapie wszystko jest w rękach polityków. Trafne, skuteczne i szybkie decyzje mogą w znacznym stopniu ułatwić przejście polskiego lotnictwa przez koronawirusowy koszmar.


Tym bardziej martwi obecnie panująca cisza nad problemami branży lotniczej. Polski rząd wydaje się opieszały w tym względzie w porównaniu z władzami innych państw. W Paryżu zawieszono już podatki dla przedsiębiorstw lotniczych, a w Berlinie tworzony jest fundusz o wartości 100 mld euro, który ma zostać przeznaczony na wspieranie kluczowych sektorów gospodarki, w tym niemieckiej awiacji. W Polsce od kilku lat słyszymy, że Centralny Port Komunikacyjny i lotnictwo będą kołem zamachowym skoku cywilizacyjnego naszego kraju. Jeśli to prawda, to rozwiązanie problemów firm transportu powietrznego powinno być priorytetem dla polskiego rządu. Na razie jednak nic na to nie wskazuje.
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil
gość_87c8b 2020-04-08 15:04   
gość_87c8b - Profil gość_87c8b
Przyjmijmy scenariusz pesymistyczny za optymistyczny na najbliższe 5 lat. Później, nie możemy wykluczyć, że stanie się ostrożnym realistycznym. Jakby nie patrzeć, CPK na półkę i sensownie zaplanować system Okęcie - Modlin. Radom? Nie wiadomo po co. Porty regionalne - infrastruktura wystarczy na lata, niektórym na 5, innym na 15. Będzie ciekawie, więcej pomysłów, mniej bełkotu prezesów, mniej arogancji portów (może?). Pytanie tylko czy te polityczne quasi elity różnych szczebli nie zabiją wszystkiego...
gość_25fa7 2020-04-04 09:50   
gość_25fa7 - Profil gość_25fa7

Pełna zgoda z przesłaniem Lejora Rotszwanca ...jak zwalniają , to i będą przyjmować....jak i z tezą ......Kryzysy mijają, infrastruktura zostaje.... Tak, każda inwestycja wzmacniająca infrastrukturę, to przyrost miejsc ilości zatrudnionych przy inwestycji jak i podniesienie poziomu techniki eksploatacyjnej w nowo powstających lotniczych obiektach infrastrukturalnych jak i wzrost poziomu bogactwa krajowego. Również jestem zdania że nowe lotnisko CPL jest nam potrzebne. Problem w tym, że mamy przed sobą dzięki ''koronowanemu paskudztwu'' re definicję planowania w paxy. Wyraźnie to widać na wykresie 2.Również poziom zatrudnienia u operatorów lotniczych i pojemność operacyjna portów lotniczych powinna ulec re definicji. Już dzisiaj wiadomo, że wiele spraw biznesowych będzie można załatwiać zdalnie, transport wakacyjny do trudny do określenia horyzont czasowy. Tak wiec ilość operacji lotniczych też nie będzie rychło na wznoszącej.
Myślę więc, że w rysującej się nam bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej państwa, warto przemyśleć program budowy nowego Centralnego Portu Lotniczego (CPL). W szczególności poprawić ''kalendarz'' jego budowy jak i uwzględnić w poprawionym programie nowej inwestycji strukturalnej ''wianuszek'' polskich regionalnych portów lotniczych jako uzupełniania programu inwestycyjnego w CPL . W czasach kryzysu i jeszcze trochą dalej dobrze będzie, jeżeli takie podmioty jak Ministerstwo Infrastruktury, Polska Grupa Lotnicza, PPL i CPK sp. z oo wezmą sobie do serca stare polskie przysłowie …. Tak krawiec kraje jak mu materii staje…… Może warto zastanowić się przy projekcie CPK - szczególnie w kontekście komponentu lotniskowego , kto jest krawcem i ile tej materii jest do dyspozycji profesjonalnego krawca szanującego płatnika za usługę szycia tego garnituru.
Mając nadzieję na nowo sformatowany program inwestycyjny CPL życzę wszystkim interesariuszom takiego programu - zdrowia , wytrwałości i racjonalnych oraz wyważonych ekonomicznie i inżyniersko decyzji
Grzegorz Brychczyński
gość_560a6 2020-04-04 08:48   
gość_560a6 - Profil gość_560a6
Myślę że CPK i całą tę kolejową gigantomachię mamy już z głowy.
Redukcja ruchu, zubożenie społeczeństwa i jego szybkie starzenie się spowoduje że żadne gigantyczne inwestycje w infrastrukturę nie będą już potrzebne. Zostanie po tym tylko nieszczęsne lotnisko w Radomiu. Powrót do obecnego poziomu zamożności może zająć długie lata tak jak po kryzysie z 1929.

Praca z domu, przy użyciu technologii audio i video udowodni biznesowi że spotkania "w realu" nie są potrzebne. A to będzie ogromny cios dla lotnictwa. Bo biznes powodował że wiele tras było opłacalnych. Teraz to wszystko pójdzie raczej w kierunku prywatnego ruchu i turystyki a te kierują się ceną. Więc przyszłośc może jeszcze bardziej nalżeć do low costów (i może charterów).
 - Profil
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama