Koronawirus spędza sen z powiek w branży turystycznej, ale nie hamuje ogólnego apetytu

Piotr Golianek - Profil Piotr Golianek
04 marca 2020 10:00
Epidemia koronawirusa to chwilowy problem, choć będzie miał duży wpływ na branżę turystyczną w tym roku. Kluczowe są jednak przyszłe wyzwania i strategie głównych linii działających w tej branży.
Reklama

Branża lotnicza przechodzi obecnie przez wyjątkowe perturbacje. Prawie codziennie kolejne linie lotnicze ogłaszają nowe programy oszczędnościowe z powodu koronawirusa. Chociaż skala cięć ofertowych i odwołań nie jest jeszcze tak wielka w wartościach liczbowych, to każda redukcja oznacza dla przewoźników stratę finansową. Sama tylko Lufthansa zdecydowała się na uziemienie 23 samolotów szerokokadłubowych.

Niemiecka linia ograniczyła także swoją ofertę do Włoch i Azji oraz rozważa skrócenie czasu pracy pracownikom. Harry Hohmeister, prezes zarządu Lufthansy, w rozmowie z "Handelsblatt" przyznał, że mimo chwilowych trudności linia i grupa pracują intensywnie nad ambitnymi planami rozwoju tras turystycznych.

- Będziemy się tu rozwijać jeszcze bardziej. Dzięki naszej globalnej sile sprzedaży i gęstej sieci kontaktów, oferujemy ludziom na całym świecie loty wakacyjne - nie tylko z Niemiec, ale także np. ze Stanów Zjednoczonych czy Azji do Europy - powiedział Hohmeister.

Koronawirus hamuje popyt

Popyt na podróże turystyczne uległ jednak chwilowemu zahamowaniu, a wręcz spadkowi w związku z epidemią koronawirusa. Odwołano m.in. targi lotniczo-turystyczne ITB 2020 w Berlinie, podczas których spotykają się przedstawiciele linii lotniczych, touroperatorów i innych firm turystycznych, aby negocjować kontrakty i możliwości współpracy. Obecny rok może być katastrofalny dla branży turystycznej, bo wirus potencjalnie może stłumić chęć wielu ludzi do podróżowania, nawet gdy problem zostanie rozwiązany. Dodatkowo pewnym złym prognostykiem na przyszłość jest spowolnienie gospodarcze, które docelowo może przerodzić się kryzys, co przyniesie z całą pewnością ograniczenie poziomu konsumpcji konsumentów.

Według obliczeń opublikowanych przez German Aerospace Center (DLR) w poniedziałek (02.03), liczba lotów wakacyjnych zmniejszy się w sezonie letnim o jeden procent. Jednak w tych danych dotyczących rozkładów lotów, które zostały sprawdzone w lutym, konsekwencje kryzysu koronawirusa nie są nawet w pełni wzięte pod uwagę.


Firmy turystyczne starają się oszczędzać to, co można uratować. TUI, na przykład, oferuje klientom, którzy nie chcą podróżować z powodu epidemii, bezpłatną zmianę rezerwacji lub odwołanie podróży do 30 kwietnia br.

- Nie możemy podejmować decyzji o podróżach za naszych wczasowiczów. Możemy jednak dać im pewność wysoce profesjonalnego zarządzania kryzysowego oraz, ze skutkiem natychmiastowym, bezpieczeństwo przy dokonywaniu rezerwacji - mówi w rozmowie z "Handelsblatt", Marek Andryszak, dyrektor generalny TUI Niemcy.

Według niemieckiego medium, na trudną sytuację reaguje również touroperator Alltours. Od 29 lutego wszystkie loty w okresie podróży od 15 marca do 31 października mogą być odwołane lub przebookowane bezpłatnie do 14 dni przed wylotem. Oferta jest ważna dla rezerwacji dokonywanych do 30 kwietnia br. Realistycznie jednak dopiero, gdy problem koronawirusa zostanie rozwiązany, wtedy ludzie zaczną planować podróże w dłuższej perspektywie.

Duże ambicje w długim okresie

Koronawirus jest poważnym problemem, ale jest to zjawisko krótkookresowe, a przewoźnicy muszą planować przyszłość i cele w dłuższej perspektywie. Zaledwie pół roku temu zbankrutowała grupa Thomas Cook, co spowodowało istny chaos w branży turystyczne. Rynek nie zdążył jeszcze się zregenerować, a zatem na przedstawicielach sektora turystycznego spoczywa obecnie ogromna presja.

Mimo przejściowych perturbacji, przedsiębiorstwa muszą już teraz walczyć o nowe udziały rynkowe czy bronić swojej aktualnej pozycji. Dodatkowo linie inwestują i podejmują decyzje w danej chwili, aby zaplanować długoterminowe dostawy nowych samolotów i uruchamianie nowych połączeń. Plany przewoźników muszą zatem przewyższać chwilowe incydenty takie jak koronawirus czy w dłuższej perspektywie kryzysy finansowe. Odpowiednia strategia powinna umożliwiać funkcjonowanie w różnych warunkach, biorąc pod uwagę istnienie cykli koniunkturalnych.

Przewoźnicy zatem szykują się do poważnych starć na wielu europejskich rynkach. Na rynku niemieckim, który interesuje nas w związku z ostatnią transakcją Polskiej Grupy Lotniczej, sytuacja konkurencyjna uległa zmianie po upadku grupy Thomasa Cooka i chwilowemu osieroceniu Condora, który finalnie trafi do PGL. Niemiecka linia będzie konkurować z TUIfly, który planuje długodystansową ekspansję z niemieckich portów. Nie mniejsze ambicje ma Grupa Lufthansy, która jest w trakcie tworzenia nowej budżetowej linii wakacyjnej.

Wiele z obecnie podejmowanych decyzji inwestycyjnych wejdzie w życie dopiero od przyszłego sezonu zimowego. Wtedy wszyscy mają nadzieję, że turystyka wyzdrowieje po koronawirusie. TUIfly, na przykład, chce w listopadzie uruchomić pierwsze trasy wykonywane przez dwa boeingi 787. Kolejne dwa dreamlinery mają pojawić się rok później.

Prezes Condora, Ralf Teckentrup, po przejęciu linii przez PGL, chce w przyszłym sezonie zimowym uruchomić połączenia z Monachium do Azji. Condor ma ambicje, aby w przyszłorocznym sezonie zimowym wypracować dwucyfrowy wzrost.

Branża turystyczna nie jest jednak w stanie stwierdzić jak długo koronawirus będzie ograniczać popyt na podróże turystyczne. Jeśli kryzys potrwa do zimy na rynku zapanuje ogromna konkurencja i nadpodaż. Według ekspertów, nawet jeśli dość szybko uda się uporać z wirusem, to i tak na rynku pojawi się wojna cenowa. Już w tej chwili najprawdopodobniej występuje nadpodaż, a jeśli przewoźnicy będą zwiększać swoją ofertę przy jednocześnie słabym popycie, doprowadzi to do wzmożonej konkurencji cenowej. Taka konkurencja jest już obecna na trasach średniego zasięgu, a później zapewne będzie przenosić się na połączenia długodystansowe.


Sposobem Lufthansy na wojnę cenową ma być dywersyfikacja działalności i rozszerzenie jej o urlopowiczów. Hohmeister dodał także, że wielu klientów jego linii podróżujących służbowo jest skłonnych płacić za jakość premium nawet podczas wakacji. Dzięki temu linia ma być najmniej skłonna do angażowania się w konkurencję cenową i udzielanie wysokich rabatów.

Z kolei linia TUIfly zakłada, że nie będzie musiała nawet zbytnio pozyskiwać klientów zewnętrznych, bo wystarczająco wielu jest konsumentów zatrzymujących się w hotelach czy żeglujących statkami wycieczkowymi należącymi do tejże grupy. TUI urosło do takich rozmiarów, że potrzebuje własnej floty samolotów, które dodatkowo gwarantują wysokiej jakości produkt. Celem potentata turystycznego jest uniezależnienie się od innych podwykonawców.

Według Teckentrupa, Condor polega na współpracy z touroperatorami takimi jak DER Touristik, Schauinsland czy FTI, którzy przyczynili się do wypełnienia luki po bankructwie Thomasa Cooka. Linia jest w stanie zastąpić klientów Thomasa Cooka sprzedając bilety klientom indywidualnym czy innym touroperatorom.

Na celowniku długie trasy i egzotyczne kierunki

Z jednej strony, euforia trzech konkurentów jest podsycana przez lukę na rynku, którą spowodowało bankructwo Thomasa Cooka. Została ona jednak szybko wypełniona przez touroperatorów, z których wielu nie posiada własnej floty samolotów, dlatego też muszą oni współpracować z liniami lotniczymi i kupować pule biletów w ich samolotach. O te miejsca toczy się właśnie zacięta walka. Usamodzielnienie się TUI będzie zatem oznaczać utratę klienta dla poprzednich podwykonawców grupy.

Jednocześnie przedstawiciele branży turystycznej wskazują na ogólny boom na podróże długodystansowe. Koronawirus nie zmieni tej średniookresowej tendencji, a co najwyżej może doprowadzić do chwilowego załamania. Większym problem może być przyszły kryzys finansowy, ale nie da się przewidzieć, kiedy ten nadejdzie.

Niemiecki "Handelsblatt" podaje, że według badań, Niemcy coraz częściej podróżują za granicę i wydają na nie więcej pieniędzy. Na zlecenie Fundacji BAT, Towarzystwo Badań nad Konsumentami (GfK) przeprowadziło niedawno w 2019 roku ankietę wśród 3 tys. osób na temat ich zachowań związanych z podróżami. Według wyników w ubiegłym roku 17 proc. ankietowanych spędziło urlop poza Europą, w porównaniu z 10,9 proc. ankietowanych w 2009 roku. Zwiększone zainteresowanie dalekimi kierunkami jest także widoczne w Polsce, a LOT w każdym sezonie zimowym wykorzystuje swoje dreamlinery, realizując połączenia czarterowe dla touroperatorów. Wciąż jest to jednak niszowy rynek, choć wyraźnie rosnący.


Według analityków popyt na długie podróże rośnie, ponieważ ludzie mają wyższe zarobki i są skłonni zwiększyć konsumpcję wakacyjną. Długofalowym trendem jest więc wzrost zainteresowania egzotycznymi kierunkami, w związku z czym plany przewoźników są zrozumiałe.

Mimo tych pozytywnych tendencji konkurencji cenowej uniknąć się nie da. Touroperatorzy wolę kupować swoje pule miejsc od linii lotniczych z dużym wyprzedzeniem, w zamian oczekując niskich cen. Nawet jeśli firmy turystyczne w pełni wykorzystają swoje możliwości, to i tak walczą one o tych samych wczasowiczów, którzy na długie wakacje wyjeżdżają najczęściej raz w roku.

Przejęcie Condora wszystko zmienia. Polski rząd ma ogromne ambicje

"Handelsblatt" przyznaje, że dużym kołem napędzającym konkurencyjność w Niemczech jest przejęcie Condora przez PGL i współpraca z polskim LOT-em. Jak zauważa niemieckie medium, za grupą i linią stoi polski rząd, który ma ogromne ambicje. Niemcy zauważają, że Warszawa ma stać się międzynarodowym węzłem komunikacyjnym, a polska linia lotnicza ma stać się jednym z głównych graczy na rynku europejskim, w związku z tym rząd wydaje ogromne pieniądze na rozwój lotnictwa.

Niemiecki serwis zaznacza także, że przejęcie Condora jest również finansowane przy wsparciu polskiego państwa. Rozwój niemieckiej linii był w istocie przez wiele lat ograniczany przez trudności finansowe Thomasa Cooka. Zatem nowy właściciel może na nowo wykrzesać potencjał z Condora.

- Kluczowym pytaniem jest, ile pieniędzy państwo polskie jest gotowe przeznaczyć na przykład na uregulowanie zaległości inwestycyjnych w Condorze - mówi anonimowo przedstawiciel kadry zarządzającej Condora w rozmowie z "Handelsblatt".

Przejęcie Condora przez PGL było w Niemczech czymś niespodziewanym i będzie mieć duży wpływ na tamtejszy rynek. Lufthansa, która dowoziła pasażerów na trasy długodystansowe Condora, na chwilę obecną, nie zamierza przedłużać umów z przewoźnikiem, a te kończą się w 2021 r. Niemiecka grupa ma poza tym plany stworzenia własnej linii, dla której Condor jest konkurencją.


Andreas Barczewski, przedstawiciel pracowników TUIfly i zastępca przewodniczącego zarządu Tuifly, zaznacza w rozmowie z "Handelsblatt", że Condor uwolnił się od obciążeń finansowych w trakcie procedury tarczy ochronnej. Barczewski zauważa, że przy kosztach ponoszonych przez Condora, takich jak zobowiązania emerytalne, te zostały przeniesione do towarzystwa ubezpieczeń emerytalnych - tzn. uspołecznione. Przedstawiciel TUIfly uważa tę sytuację za niesprawiedliwą, zważywszy, że jego firma musiała oferować konkurencyjne umowy o pracę. Kasa Ubezpieczeń Emerytalnych (PSV) zapowiedziała jednak, że zablokuje przejęcie, jeśli PGL nie przejmie zgodnie z planem 50 mln euro (214 mln zł) zobowiązań emerytalnych.

TUIfly nie obawia się konkurencji wskazując na swoje mocne struktury i przewagę jaką dają mu dreamlinery, które zużywają o 25 proc. mniej paliwa i potrzebują do dwóch godzin mniej do obsługi karaibskich tras niż samoloty Condora. Potentat turystyczny wskazuje, że jest w stanie zaoferować bardziej konkurencyjne ceny, a touroperatorom zależy na podnoszeniu standardu produktu pokładowego. W przypadku Condora w tym celu konieczna będzie wymiana floty, począwszy od tej szerokokadłubowej.


Pojedynek trzech branżowych graczy będzie miał miejsce zwłaszcza w Düsseldorfie, z którego TUIfly uruchomi w przyszłym sezonie zimowym trasy długodystansowe. Niemieckie miasto jest też ważnym portem dla Eurowings i jego połączeń long-haulowych. Również Condor rozważa zainwestowanie na tym atrakcyjnym rynku. Dodatkowo TUIfly będzie dysponować w 2021 r. kolejnymi dwoma dreamlinerami - w sumie czterema - jednak do tej pory nie podjęto decyzji, gdzie te maszyny będą stacjonować.

Długoterminowe plany i ambicje przewoźników turystycznych w Niemczech i na innych rynkach być może zostaną odłożone w czasie w związku z występującą epidemią koronawirusa. Mimo to branża jest pewna długookresowego trendu wzrostowego w turystyce i stąd uważa swoje inwestycje za racjonalne. Wątek dotyczący niemieckiego rynku turystycznego i lotniczego stał się obecnie bardzo interesujący z naszej perspektywy, zważywszy na udział w nim Polskiej Grupy Lotniczej. Na więcej informacji dotyczących przyszłości i planów strategicznych Condora, LOT-u i PGL przyjdzie nam jednak poczekać, po pierwsze do sfinalizowania transakcji przejęcia, a po drugie zapewne do wyborów prezydenckich w Polsce. Konkurenci w tym czasie intensywnie pracują, mimo chwilowych dużych problemów spowodowanych przez koronawirusa.

fot. mat. prasowe

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
Reklama
Kup bilet Więcej
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Reklama