×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


LOT: 20 proc. floty obecnie wyłączone z ruchu


Globalne uziemienie boeingów 737 MAX oraz naprawy silników w dreamlinerach utrudniają działalność operacyjną polskiego przewoźnika, zmuszając go do pozyskania nowych samolotów, również w kosztownej formie wet-leasingu.


Obecnie na 78 samolotów we flocie polskiego przewoźnika, regularne operacje lotnicze wykonują 63 maszyny, czyli 80 proc. wszystkich. Największym problemem jest pięć uziemionych od marca boeingów 737 MAX oraz dwa boeingi 787-8 (SP-LRC, SP-LRE) i dwa boeingi 787-9 (SP-LSE, SP-LSF), które wymagają napraw silników Rolls-Royce Trent 1000.

Poza tym jeden boeing 737-400 (SP-LLF), jeden boeing 737-800 (SP-LWE), jeden bombardier dash 8 (SP-EQF), jeden embraer E170 (SP-LDK) i dwa embraery E195 (SP-LNB, SP-LNN) są obecnie na okresowych przeglądach technicznych. Te zostały już wcześniej zaplanowane na sezon zimowy, kiedy siatka połączeń jest mniej napięta niż w szczytowym sezonie letnim. 

W celu utrzymania siatki połączeń LOT wyleasingował dodatkowe samoloty do obsługi połączeń, na których były zaplanowane rejsy uziemionych maszyn. W formule dry-lease pozyskane zostały trzy samoloty typu Boeing 737-800, jeden samolot Boeing 737-700 oraz trzy embraery E195, zaś w formie wet-lease (ACMI) LOT wynajmuje jeden samolot typu Airbus A320 - tłumaczy Michał Czernicki, p.o. rzecznika prasowego LOT-u w rozmowie z Pasazer.com. 


Dodatkowo polski przewoźnik wykorzystuje do obsługi swojej siatki siedem bombardierów CRJ 900 oraz jednego bombardiera CRJ 700, które znajdują się we flocie estońskiej spółki zależnej Regional Jet (Nordica). Braki we flocie wąskokadłubowej są dużym problemem operacyjnym dla LOT-u, który mimo pozyskania dodatkowych samolotów musiał częściowo ograniczyć swoją ekspansję. Od 2 września br. miały wystartować ogłoszone wcześniej trasy z Budapesztu do Brukseli i Bukaresztu. Jednak ze względu na sytuację operacyjną spowodowaną uziemieniem Boeingów 737 MAX, LOT podjął decyzję o przesunięciu startu połączeń z Budapesztu do Brukseli i Bukaresztu na 30 marca 2020 roku. 

Niedawno ze względu na przedłużające się uziemienie maxów ogłoszono, że od końca marca 2020 r. te kierunki będą tymczasowo realizowane ze zmniejszoną częstotliwością - odpowiednio 7 i 6 razy w tygodniu zamiast 12. Z kolei połączenia z Budapesztu do Belgradu, Pragi, Sofii i Stuttgartu, które miały ruszyć z Budapesztu od przyszłego sezonu letniego, czyli od 30 marca 2020 r., będą realizowane z pewnymi ograniczeniami. Start rejsów do Belgradu i Pragi został przesunięty na 30 maja 2020 r., podczas gdy połączenia do Sofii i Stuttgartu wystartują co prawda o czasie, ale za to z mniejszą częstotliwością - 6 zamiast 12 rejsów tygodniowo.

Pomimo uziemienia samolotów boeingów 737 MAX 8 - LOT utrzymał zaplanowaną siatkę połączeń (o 15 proc. większą niż rok temu). Na bieżąco monitorujemy koszty wynikające z uziemienia Boeingów 737 MAX. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi partnerami – leasingodawcami oraz firmą Boeing i pracujemy nad rozwiązaniem problemu na drodze współpracy - dodaje Czernicki. 

Oprócz braków wśród samolotów wąskokadłubowych z eksploatacji wyłączone są także cztery dreamlinery, które przewoźnik zastępuje innymi maszynami pozyskanymi w kosztownej formule wet-leasingu. LOT przekonuje, że poza opóźnieniem startu trasy do Pekinu-Daxing, reszta połączeń długodystansowych jest realizowana bez zakłóceń. 


LOT podjął decyzję o wzmocnieniu floty dalekodystansowej do 24 grudnia br. trzema airbusami A340 w dwuklasowej konfiguracji – LOT Business Class i LOT Economy Class. Wszystkie samoloty realizujące operacje w ramach naszej siatki połączeń spełniają najwyższe standardy dot. bezpieczeństwa i komfortu. Zastępcze maszyny umożliwiają nam realizację rozkładu lotów zgodnie z planem. Poza przesunięciem inauguracji połączeń z Warszawy do Pekinu-Daxing z 28 października na 15 stycznia 2020 r., nie zmienialiśmy naszych planów - zapewnia Czernicki. 

Po zakończeniu napraw chwilowo wycofane samolotów wrócą do służby, zaś w przyszłym roku flota przewoźnika powiększy się o dwa kolejne boeingi 787-9 Dreamliner. Pod znakiem zapytania jest natomiast data powrotu do eksploatacji boeingów 737 MAX, LOT w tym zakresie zdaje się na wytyczne amerykańskich i europejskich regulatorów. 

Bezpieczeństwo jest najwyższym priorytetem LOT-u, dlatego decyzję o powrocie samolotów do służby uzależniamy od wytycznych Amerykańskiej Administracji Lotnictwa (FAA) oraz Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Na bieżąco monitorujemy koszty ponoszone przez LOT i pozostajemy w stałym kontakcie z przedstawicielami firmy Rolls-Royce i Boeing  - przekonuje Czernicki. 

Nieprędki powrót maxów

Uziemienie boeingów 737 MAX stanowi obecnie ogromny problem dla amerykańskiego producenta i nie mniejszy dla jego klientów. Na początku tygodnia wartość rynkowa Boeinga zmniejszyła się o 11 mld dolarów, po ogłoszeniu wstrzymania produkcji feralnych samolotów w styczniu 2020 r. Od katastrofy boeinga 737 MAX linii Ethiopian Airlines w marcu kapitalizacja potentata lotniczego zmniejszyła się o ok. 23 proc., czyli aż o 55 mld dolarów. 

Tymczasowe wstrzymanie produkcji ma potrwać do momentu, w którym Boeing uzyska od FAA ponowną certyfikację samolotów, jednak po utracie globalnego zaufania do amerykańskiej agencji, ta musi upewnić się, że 737 MAX jest faktycznie bezpieczny i gotowy na powrót do służby. Wydanie decyzji może nastąpić pod koniec stycznia lub na początku lutego, choć nie wiadomo, ile rzeczy pozostało jeszcze do oceny i czy Boeing musi dokonać dodatkowych poprawek. Ponadto zagraniczne organy regulacyjne prawdopodobnie będą chciały przeprowadzić własne postępowania. Jeśli FAA dokonałaby ponownej certyfikacji samolotu, to linie lotnicze i tak byłyby w potrzasku i musiałyby czekać na rodzimych regulatorów. 


Niektórzy analitycy branżowi uważają, że powrót maksów może nastąpić za kolejne 3-6 miesięcy. Dodatkowo proces przywracania maszyn do służby i relokacja tych już wyprodukowanych zajmie dodatkowe tygodnie, jeśli nie miesiące. Jeszcze większe opóźnienia wystąpią w przypadku realizacji dostaw samolotów już wyprodukowanych, ale jeszcze nie odebranych. W efekcie w szczycie sezonu letniego 2020 r. w najlepszym wypadku latać będzie ograniczona liczba maxów. Na ich pełny powrót i zrealizowanie zaplanowanych dostaw będzie jednak trzeba poczekać dużo, dużo dłużej. 

Niektóre linie lotnicze co kilka miesięcy aktualizują swoje rozkłady lotów uwzględniając w nich dostępność maxów. Icelandair na ten moment wprowadził boeingi do rozkładu począwszy od maja 2020 r., podczas gdy American Airlines utrzymuje kwietniową datę powrotu. LOT w tej kwestii pozostaje bardziej zachowawczy i nie przesądza kiedy samoloty wrócą do realizacji połączeń. 

Data uzyskania certyfikacji przez FAA, EASA i inne agencje bezpieczeństwa jest w tej chwili trudna do ustalenia. Od niej zależeć będzie, kiedy producent i przewoźnicy będą mogli zacząć pracować nad przywróceniem boeingów 737 MAX do lotów. Uziemienie maxów niekorzystnie wpływa na całą branżę lotniczą, hamując jej rozwój i pogarszając wyniki finansowe. Jednak choćby samoloty musiały być odstawione jeszcze przez wiele miesięcy, to najważniejsze jest bezpieczeństwo pasażerów i wiarygodność procesu certyfikacyjnego. 

fot. mat. prasowe

#Aktualizacja 19.12.2019 godz. 12:30
Obecnie trzy boeingi 787-8 nie wykonują planowych operacji - SP-LRB (jest w trakcie przeglądu w Abu Zabi) oraz wymienione w artykule SP-LRC, SP-LRE. Boeing 787-9 (SP-LSC) z kolei jest wyłączony z ruchu od 16 grudnia br., podobnie jak SP-LSE i SP-LSF. 



gość_3da34 - Profil
gość_3da34
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie