Goście Pasażera: R. Ludera i K. Siemiński (LOT) - część 2.

Mirosław Pachowicz - Profil Mirosław Pachowicz
14 czerwca 2019 09:00
23 komentarzy
W drugiej części rozmowy z Robertem Luderą i Krzysztofem A. Siemińskim rozwijamy temat ekspansji LOT-u w innych azjatyckich krajach. Na koniec zagłębiamy się w problematykę związaną z bazą w Budapeszcie.
Reklama

Japonia stanowi ważny rynek, na którym LOT chciałby rosnąć. Ograniczeniem jest przede wszystkim umowa bilateralna, która zezwala przewoźnikowi na operacje do ograniczonej liczby punktów. Prowadzone są rozmowy, by uzyskać możliwość lądowania na lepiej położonym tokijskim lotnisku - Haneda. Niewykluczona jest także Osaka.

Osobną kwestią jest zainteresowanie rynkiem Azji Południowo-Wschodniej. Jak zapewniają nasi rozmówcy, duże nadzieje wiązane są z umową horyzontalną, jaka zostanie prawdopodobnie zawarta między Unią Europejską a państwami ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej). Pod uwagę brane są przede wszystkim połączenia do Wietnamu, również ciekawym punktem jest Bangkok, niemniej tu otoczenie konkurencyjne jest zdecydowanie trudniejsze, mimo że istnieje duży potencjał pasażerski. Na decyzje dotyczące przyszłości połączenia do Kolombo jeszcze nie przyszedł czas. Przewoźnik czeka na odpowiedź rynku.

Ważnym elementem rozmowy stała się przyszłość LOT-u na Węgrzech. Piszemy szerzej o tym tutaj.


Pasazer.com: Chciałbym teraz porozmawiać o połączeniu do Kolombo. Wydało się ono bardzo zaskakujące. Tym bardziej teraz – po niedawnych zamachach na Sri Lance, komentatorzy obawiają się załamania tamtejszego rynku turystycznego, z którym LOT wiązał duże nadzieje.

Robert Ludera: Owszem, trasa do Kolombo ma znaczny wymiar turystyczny. Wynika to z tego, że zostało zaplanowane przez nas jako połączenie sezonowe zimowe, a więc na taki okres operacji, gdzie redukujemy liczbę połączeń transatlantyckich, czyli takich, na których szczyt przewozów przypada na czas letni. W związku z tym zwalniają się nam samoloty, które możemy wykorzystać w części na połączenia czarterowe we współpracy m.in. z Rainbow Tours. Niemniej pomyśleliśmy, że warto spróbować naszych sił także na takim połączeniu nie w formule czarterowej, a regularnej. Uważam, że znaleźliśmy bardzo ciekawą trasą, które może w liczbach bezwzględnych nie wychodzi przed szereg jeśli chodzi o potencjał pasażerski, jednak trend, tendencje wzrostowe były bardzo obiecujące. Rok do roku ostatniej zimy wzrosty pasażerów do Kolombo sięgały 50-60 proc. Sytuacja z atakami nam oczywiście nie sprzyja, niemniej wstrzymujemy się jeszcze z decyzjami. Obserwujemy rynek i odpowiedzi touroperatorów, z którymi współpracujemy.

Pasazer.com: Skoro Kolombo jest lekarstwem na sezonowość w Locie, w takim kontekście zasadne jest pytanie o inne kierunki tego typu. Mówiło się o Bangkoku jak i o innych kierunkach w Wietnamie, w tym Hanoi, dokąd LOT latał kilka lat temu.

Robert Ludera: Rozważamy także tamte rynki. Wybierając Kolombo porównywaliśmy je z szeregiem innych połączeń. Dużo tutaj zależy jednak od dostępności floty i zaangażowania jej w rejsy czarterowe. Są także inne kwestie jak np. decyzje dotyczące obsługi rejsów transatlantyckich. Ważne są również umowy bilateralne. Przykładem jest Wietnam. Mamy nadzieję, że wkrótce wejdzie w życie umowa miedzy Unią Europejską a państwami ASEAN. To bardzo ułatwiłoby nam dyskusje z tamtejszymi lotniskami. W obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie operować jednocześnie do dwóch miast jak Hanoi i Ho Chi Minh.

Pasazer.com: Dlaczego zatem wybór padł na Kolombo a nie Bangkok czy Wietnam?

Robert Ludera: Szereg czynników wpłynęło na tę decyzję. To są przede wszystkim uwarunkowania rynkowe. Rynki były może porównywalne wielkością, chociaż – co oczywiste – Bangkok znacząco odstawał. Ale trendy wzrostowe na Kolombo były zdecydowanie bardziej optymistyczne. Otoczenie konkurencyjne na Sri Lance było znacznie łatwiejsze niż w Bangkoku. Trzeci element to dostępność floty i slotów. Do Bangkoku czy Wietnamu musielibyśmy wygospodarować samolot na dłuższy czas, pewnie także w innych godzinach.

fot. Tomasz Śniedziewski

Pasażer.com: W mediach pojawiły się doniesienia o tym, że premier Morawiecki wnioskował w Japonii o umożliwienie obsługi dodatkowych lotów do tego kraju. Nie podano jednak konkretnych informacji o jakie kierunki chodzi. Ponoć najbardziej prawdopodobnym jest lotnisko Tokio-Haneda. W umowie bilateralnej z kolei mowa jeszcze o Osace. Na jakim etapie jest LOT jeśli chodzi o rozwój siatki połączeń do Kraju Kwitnącej Wiśni?

Robert Ludera: Zarówno Haneda jak i Osaka oraz inne punkty w Japonii są na naszym „celowniku”. Należy zwrócić uwagę, że LOT w przyszłym roku będzie miał 16 samolotów dalekiego zasięgu i mam nadzieję, że na tym nie poprzestaniemy. W związku z tym będziemy otwierać kolejne trasy międzykontynentalne. Naturalną rzeczą jest, że musimy mieć wiedzę i prognozy jak takie połączenia mogłyby funkcjonować. Nie jest tajemnicą, że Haneda jest dużo korzystniej położona jeśli chodzi o odległość do Tokio. Jest tam też bardzo rozbudowana siatka połączeń krajowych naszego partnera z sojuszu Star Alliance – ANA, który mógłby pomóc nam w rozszerzeniu oferty. Osaka z kolei jest ważnym punktem zarówno biznesowym jak i turystycznym. Jest głównym portem dla turystów chcących odwiedzić Kioto. Sam rynek japoński jest też bardzo bogaty, a Japończycy coraz chętniej odwiedzają kraje europejskie, w tym Polskę i państwa Europy Środkowej i Wschodniej.

Krzysztof A. Siemiński: W tym roku na lotnisko Tokio Narita latamy już codziennie. Co warto przypomnieć, to że przez wiele lat chcieliśmy latać do stolicy Japonii, ale nie inne umożliwiały nam tego zapisy w umowie bilateralnej. Po długich zabiegach udało się to osiągnąć, w związku z tym połączenie wystartowało. Podobnie jest z Hanedą. Aby tam latać musimy za pośrednictwem naszych władz lotniczych rozszerzyć umowę bilateralną.

Pasazer.com: Czy nie ma tam problemu ze slotami?

Krzysztof A. Siemiński: Tak, to prawda. Dochodzi jeszcze jednak inna kwestia. Haneda przez lata funkcjonowała jako lotnisko krajowe i regionalne. Przewoźnicy, którzy zaczęli dostawać tam zgody na operacje, mogli je wykonywać w nocy czasu lokalnego i dotyczyło to lotów zarówno z Europy jak i USA. Teraz ta sytuacja trochę się poprawia. Mimo to, jest to zawsze spore wyzwanie aby tak ułożyć rozkład aby spełniać postawione warunki i wpisać go w fale transferowe w Warszawie.

Pasazer.com: Pojawiły się doniesienia o rychłym uruchomieniu trasy Budapeszt - Seul.

Robert Ludera: Z zasady nie komentujemy naszych planów dopóki nie są ostateczne. Obecnie podejmujemy kroki, które mogą nam ułatwić decyzję o uruchomieniu takiego połączenia. Otrzymaliśmy desygnację i upoważnienie na obsługę trasy z Budapesztu do Seulu, co jest pierwszym i jednym z najważniejszych kroków zmierzających do otwarcia rejsów między stolicami. Podejmujemy też kolejne działania, aby móc uruchomić takie połączenie. Dostrzegamy bowiem dwustronny potencjał turystyczny między Węgrami a Koreą Południową. Widzimy także, że ze względu na coraz większy popyt między Polską a Koreą oraz z powodu ograniczenia częstotliwości rejsów z Warszawy w umowie bilateralnej tylko do 5 tygodniowo, nie jesteśmy w stanie zrealizować tego potencjału w formie przesiadek przez hub w Warszawie. Obserwujemy też ograniczenia przepustowości Lotniska Chopina i jeśli port będzie rozwijany, to będziemy w tę nową przestrzeń wchodzić, tak w kontekście tras krótkich jak i dalekodystansowych. Natomiast jeśli tej przestrzeni nie będzie, to nie chcąc wstrzymywać naszego tempa wzrostu będziemy szukać innych miejsc.

Pasazer.com: Czy w przypadku połączenia Budapeszt - Seul ograniczeniem nie jest umowa bilateralna między Węgrami i Koreą Południową? Porozumienia takie z reguły regulują dostęp dla przewoźników z kapitałem kraju-strony lub wręcz zastrzegają dostęp tylko dla tzw. przewoźników narodowych.

Robert Ludera: Mamy nadzieję, że umowa bilateralna nie będzie stanowiła problemu. Jest ona skonstruowana korzystnie dla LOT-u i innych przewoźników unijnych, nie formułuje bowiem przytaczanych ograniczeń. Wystarczy, że przewoźnik spełnia określone warunki i jest w stanie wykazać się prowadzeniem odpowiedniej działalności na Węgrzech. Spełniamy te wymogi.


Pasazer.com: Podczas Gali CEESAR Awards w Poznaniu prezes Stefan Malczewski przypomniał, że LOT zamierza budować swój drugi hub w Budapeszcie.

Robert Ludera: Mamy sprawdzony model przewoźnika hubowego w Warszawie. Wiemy jak to robić, mamy do tego kompetencje i odpowiednie systemy. I – jak mi się wydaje – dobrze nam to idzie w ostatnich latach. W Budapeszcie widzimy wyraźną lukę: brak przewoźnika narodowego i sieciowego z bazą na tamtejszym lotnisku. Jednocześnie dysponuje ono infrastrukturą, która umożliwia ruch transferowy. Dlatego bierzemy pod uwagę wejścia w tę niszę. Już dziś na połączeniach z Budapesztu widzimy pewien udział ruchu tranzytowego. Nie są to oczywiście poziomy, jakie notujemy w Warszawie, ale są to zauważalne wolumeny, które pozwalają myśleć o tym, że ten segment jest rozwojowy i może być uzupełnieniem naszej oferty warszawskiej. W obliczu nie zawsze dostępnych możliwości rozwoju na Lotnisku Chopina – zwłaszcza w głównych falach wylotowych i przylotowych – możemy myśleć o tym, aby uzupełniać tranzyty przez Budapeszt. Dzisiaj wozimy pasażerów z Krakowa do Chicago zarówno przez stolicę Węgier jak i Warszawę. Nadto, nasza oferta jest także tak skonstruowana, że podróżni z Budapesztu do Chicago mogą polecieć także przez Kraków. Staramy się zatem multiplikować możliwości podróży, żeby nasi klienci mieli jak najszerszą ofertę.

Pasazer.com: Pojawiło się dużo spekulacji dotyczących połączeń europejskich z Budapesztu m.in.: do Pragi, Zagrzebia czy Sofii. Kiedy i jakie trasy zostaną uruchomione?

Robert Ludera: Wszystkie rozważane przez nas kierunki zależą od wielu czynników. Owszem, bierzemy wymienione miasta pod uwagę. Jednak decyzja nie jest ostatecznie podjęta. Co do samych kierunków – naturalnie pod uwagę bierzemy te o największym potencjale – a więc takie, które nie są obsługiwane w ogóle (unserved) lub oferta jest niewystarczająca (underserved).

Pasazer.com: Dziękuję za rozmowę.

Tutaj możesz przeczytać pierwszą część rozmowy z Robertem Luderą i Krzysztofem A. Siemińskim.

Rozmawiał Mirosław Pachowicz.
Wywiad autoryzowany.

fot. (o ile nie podano inaczej): mat. prasowe
Reklama

Ostatnie komentarze

 - Profil gość
gość_5783d 2019-06-18 08:14   
gość_5783d - Profil gość_5783d
@gość_ec29c
Kolego, ja mówiłem o III lidze w kontekście connectivity do Europy Zachodniej, a nie longhauli. Poza tym porównanie z Austrianem czy Swissem ma mały sens, skoro to są linie z grupy LH, z którą LO chce i powinien walczyć o rynek. Do wymienionych wcześniej przez Ciebie czy przeze mnie kierunków można też dodać chociażby BIO do którego z polskich lotnisk lata circa ~20.000 pax rocznie z przesiadką w zagranicznych hubach, czy kierunki włoskie jak BLQ, FLR, francuskie TLS, OPO czy AGP. Zresztą nie mam wątpliwości, że wraz z rozwojem siatki te kierunki będą obsługiwane, bo po prostu muszą być obsługiwane. Wymaga to jednak zamówienia odpowiednich samolotów. LO operując na mniej zasobnych rynkach zawsze będzie miał niską marżę, a sytuacja w której nowe trasy mają gorsze wyniki niż operujące od wielu lat, jest rzeczą absolutnie normalną. Rynek buduje się latami, dlatego LO mając tyle zaniedbań w connectivity na zachód musi szybko zacząć odrabiać straty, a nie pchać się w kolejne "dziury" w Europie Wsch., bo to są dopiero mało rentowne rynki, które powinny być uruchamiane gdy LO będzie miał już ponad 120-130 kierunków.
gość_ec29c 2019-06-17 19:42   
gość_ec29c - Profil gość_ec29c
Widzę, że większość forumowiczów nie zauważyła, tego co zauważył gość_8eae2: "Z tego wywiadu wynika że chcielibyśmy latać ale nie bardzo jest dokąd.
A kolejne samoloty będą przylatywać. Ciekawe gdzie je wcisną. Zakładam że dokądś latać będą. Zyski z tras dochodowych będą przejadane przez połączenia niedochodowe i jakoś to się będzie kręcić."

Nowe kierunku długodystansowe Singapur i Los Angeles (Delhi i Miami też) mają gorsze wyniki od starych, czyli Chicago, JFK, Seul, Tokio, Newark. I mówimy tu o kierunkach na których LOT ma monopol. Bo Pekin z konkurencją Air China idzie źle, zaś Air Canada bardzo ograniczyła dochodowość Toronto.

Absolutną bzdurą jest teza gość_5783d o trzeciej lidze, bo WAW ma lepsze połączenia długodystansowe od Pragi, Budapesztu, czy Berlina, mniej więcej na poziomie Wiednia. I to jest problem, bo Warszawa jest od Berlina, czy Wiednia dużo biedniejsza i uchodzi za mniej atrakcyjną turystycznie.

Nikt sobie nie zadał pytania dlaczego LOT, monopolista na większości tras, który bardzo drogo sprzedaje bilety P2P ma około 3% marży, a Wizz ponad 12%? Niska marża to wynik tanio sprzedawanych przesiadek (a od strony kosztowej to niemal dwa razy więcej, niż lot P2P), wysokich kosztów fotela w liliputach (Q400, E170/175/190/195, CRJ900), niskiego obłożenia i zbyt dużej liczby Dreamlinerów.

Dyskutować powinniśmy raczej co zamknąć, niż co otwierać, ja nie mam wątpliwości, że flota sześć 787-8 plus sześć 878-9 byłaby lepsza dla LO-u od 15 Dreamków (8+7). Sam nie zaproponowałem zamykania tras bo wiem, że LOT coś z tymi Dreamkami musi zrobić, stąd rozważania o San Jose, Seattle, Bangkoku, czy Hanoi.

Dyskutować też powinniśmy, co należy zamknąć z tras europejskich. Ja bez dostępu do danych i bez rozpoczynania awantury o krajówki zaproponowałem likwidację Połągi, Koszyc i Klużu, ale kierunków do likwidacji jest więcej. Generalnie w Europie i w duoporcie WAW/WMI mamy nadpodaż. Oczywiście można też pokazać ewidentne braki w siatce, czyli Dublin i Manchester, każdy powinien być obsługiwany minimum 12 razy tygodniowo. Do rozważenia jest też z Kolonia, Bolonia i Lyon, czyli duże i bardzo bogate metropolie, siedziby międzynarodowych firm. Jassy, Brno, Ostawa itp. bez mega dopłat nie mają sensu.

Jednocześnie LOT nie może odpuścić przyznanych slotów, a ma 2 600, podczas gdy Wizz 350. Zwracam uwagę, że na 2300 slotach na Okęciu w zeszłym roku LOT przewiózł tylko 8,6 mln paxów, w tym 4,3 P2P zaś Wizz na 346 aż 2,7 mln. Wychodzi 3750/1875 kontra 7 800 paxów rocznie na slot.
gość_4546f 2019-06-17 16:44   
gość_4546f - Profil gość_4546f
do gosc_5783d:

Takie Koszyce i im podobne maja przede wszystkim feedowac siatke lh, ktora jest najwyzej marzowa (duzo bardziej marzowa niz loty na zachod Europy).

Jassy, jesli mialyby byc otwarte, to pewnie glownie na przesiadki z Kanady (Kanadyjczycy ukrainskiego pochodzenia).

A propos trzeciej ligi to proponuje na flightradar porownac z Austrianem czy Swissem (obaj przewoznicy z duzo wieksza liczba pax) i wyzbyc sie kompleksow.
 - Profil gość
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama