×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


O PLL LOT na Komisji Infrastruktury


W ostatnią środę (21.11) na wniosek posłów opozycji odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Infrastruktury. Tematem spotkania był stan bezpieczeństwa w PLL LOT SA.



Na posiedzeniu Komisji Infrastruktury, poza posłami wchodzącymi w jej skład, pojawili się zaproszeni gości. Wśród nich byli m.in. wiceminister Mikołaj Wild, prezes LOT-u Rafał Milczarski, wiceprezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) Michał Witkowski, p.o. prezesa Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP) Janusz Janiszewski oraz związkowcy z LOT-u Agnieszka Szelągowska i Andrzej Kawalec. 

Dyskusja odbyła się na kanwie strajku przeprowadzonego w Locie pod koniec października br., ale na posiedzeniu zostały też poruszone tematy związane z przypadkami awaryjnych lądowań samolotów Q400 oraz sławnej już zrzutki przeprowadzonej wśród pasażerów na naprawę Dreamlinera na lotnisku w Pekinie. 

Pomimo licznego grona specjalistów spotkanie nie miało zbyt merytorycznego charakteru. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka konkretów i zapewnień, które padły w trakcie dyskusji. Przede wszystkim należy stwierdzić, że główna obawa wyrażana przez posłów, czyli zaistnienie zagrożenia bezpieczeństwa operacji lotniczych w Locie została stanowczo wykluczona. Przedstawiciele Ministerstwa Infrastruktury, LOT-u, ULC i PAŻP podkreślali, że nie nastąpiły żadne zdarzenia lub działania, które mogłyby narazić na szwank bezpieczeństwo pasażerów. Tę konstatację należy przyjąć z ulgą i zadowoleniem. 


Został natomiast potwierdzony fakt podjęcia próby przez zarząd zmiany instrukcji operacyjnej LOT-u, bez odpowiedniej notyfikacji do ULC. Przypomnijmy, że zmiana miała na celu umożliwienie mniej doświadczonym członkom personelu pokładowego pełnienia roli szefów na rejsach długodystansowych. Choć przedstawiciel ULC uznał, że i w tym przypadku nie nastąpiło zagrożenie, to jednak zmiana nie została przez urząd zaakceptowana i obecnie obowiązuje instrukcja w brzmieniu sprzed akcji protestacyjnej. 

Prezes Milczarski wyjaśnił, że obawy o stan samolotów Q400 firmy Bombardier są nieuzasadnione. Wszystkie usterkowe części w tych maszynach zostały wymienione na nowe, a kłopoty ze wskaźnikiem wysuwania podwozia są stale monitorowane. Ponadto został wypracowany alternatywny sposób sygnalizowania stanu podwozia w tych maszynach. Milczarski podkreślał, że Q400 to samolot najczęściej latający z całej floty LOT-u. Zastąpienie bombardierów innymi typami samolotów byłoby , jak wykazały analizy, nieopłacalne.   

O ile wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa operacji lotniczych zostały rozwiane, to już dyskusja na tematy strajkowe uspokojenia nie przyniosła. Wróciły tematy o stylu zarządzania spółką Skarbu Państwa, odcięciu od toalet strajkujących, nielegalności strajku, braku podwyżek dla pracowników, 2,5 milionach złotych nagrody dla zarządu, nieprowadzeniu dialogu społecznego, zatrudnianiu personelu lotniczego na umowach cywilnoprawnych oraz kosztach przeprowadzonej akcji protestacyjnej.

Z tych wątków przebiło się kilka ważnych informacji i oświadczeń. Według spółki 14-dniowy strajk kosztował ją 15 milionów złotych. Ta kwota jest umiarkowana tylko dlatego, że strajk nie miał charakteru masowego, bo gdyby akcja związkowa zmusiła LOT do zaprzestania wszystkich operacji lotniczych, to dzienne straty wyniosłyby 20 milionów złotych. W trakcie strajku odwołano tylko 4,6 proc. połączeń. 


Milczarski stwierdził też, że gdyby zgodził się na postulaty związkowców i zatrudnił wszystkich pracowników na etatach, to musiałby wydawać dodatkowo 170 milinów złotych rocznie, co w szybkim tempie doprowadziłoby do upadłości LOT-u, który jest przez posłów nazywany srebrem rodowym. Prezes powoływał się przy tym na konieczność sprostania konkurencji na bardzo wymagającym globalnym rynku lotniczym.            

Milczarski uznał za swoją osobistą porażkę, fakt że strajk się odbył. Jednocześnie stwierdził, że przegranymi są obie strony sporu i wyraził nadzieje, że obecnie prowadzone przez Bartosza Piechotę negocjacje zasypią podziały, które narosły w trakcie trwania protestu. Na zarzuty o złe zarządzanie i słabe przywództwo Milczarski stwierdził, że czuje się nadal dobrym liderem, bo tylko niewielka część załogi poparła akcje strajkową. 

Przedstawiciele strony społecznej podkreślali, że 40 milionów złotych podwyżek dla pracowników LOT-u, o których mówi zarząd, to mit. Ich zdaniem wszystkie podwyżki były konsekwencją przesuwania się pracowników w tabelach zaszeregowania. Związkowcy podnosili też kwestię braku dialogu społecznego w spółce i zarzucali wiceministrowi Wildowi niechęć do zwołania przed strajkiem odpowiedniej grupy przedmiotowej przy Radzie Dialogu Społecznego. Stwierdzenie Moniki Szelągowskiej, że zatrudnianie pilotów na umowach cywilnoprawnych jest oszukiwaniem Skarbu Państwa i pomniejszaniem jego budżetu, nie spotkało się z żadną reakcją posłów, którzy mają przecież obowiązek dbania o finanse publiczne naszego państwa.

Obraz sytuacji w Locie po środowym posiedzeniu Komisji Infrastruktury nie można uznać za optymistyczny. Spór zbiorowy z pracownikami jest jeszcze daleki od rozwiązania. Martwi, potwierdzona przez prezesa, krucha pozycja finansowa naszego narodowego przewoźnika. Jeśli wzrost kosztów o 170 milionów złotych może spowodować, że LOT, jak obrazo określił to Milczarski, może trafić do piachu, to jest czego się obawiać. Aby umieścić to w realiach finansowych przypomnimy, że w 2017 r. LOT wydał na zakup paliwa 1 miliard złotych. Gdyby się okazało, że tylko sama cena ropy naftowej wzrośnie o 17 proc., co dla tego surowca nie jest niczym wyjątkowym, to LOT może znaleźć się w poważnych tarapatach.



gość_0ee29 - Profil
gość_0ee29
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie