×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Ryanair zasili polski budżet kwotą min. 10 mln zł rocznie


Dzisiaj strajk personelu pokładowego w Ryanair. Przewoźnik został zmuszony do odwołania 190 rejsów. Paradoksalnie jednym ze zwycięzców, trwającej od kilku miesięcy rozgrywki zarządu Ryanaira ze związkowcami, może okazać się polski budżet.


Strajk personelu pokładowego Ryanaira był zapowiadany od kilku tygodni. We wtorek (25.09) przewoźnik ogłosił, że w związku z akcją protestacyjna w dniu 28 września br. odwoła 190 rejsów. W ocenie Irlandczyków niedogodności dotkną ok. 30 tys. pasażerów, w tym podróżnych przylatujących i odlatujących do i z Krakowa, Warszawy i Wrocławia. Inaczej sytuację widzą liderzy związkowi twierdząc, że strajk spowoduje anulowanie ok. 600 rejsów i będzie największym w dotychczasowej historii firmy. W proteście udział wezmą pracownicy z Belgii, Hiszpanii, Holandii, Portugalii oraz Włoch.

Piątkowa akcja strajkowa jest kolejną odsłoną starcia związków zawodowych z zarządem Ryanaira, który musiał zmienić swoją politykę relacji pracowniczych, zwłaszcza pod presją pilotów, których brak na rynku pracy odczuwa wiele linii lotniczych. Do tej pory Michael O’Leary, prezes Ryanaira, twierdził, że prędzej odetnie sobie ręce niż będzie rozmawiać ze związkowcami. Teraz, po masowych odwołaniach rejsów na jesieni zeszłego roku, Ryanair przyjął bardziej koncyliacyjne stanowisko. Zaczął rozmawiać ze związkami, ale jednocześnie stara się minimalizować skutki nieodwracalnego już uzwiązkowienia firmy. 


Nowa strategia pracownicza Irlandczyków opiera się na dwóch filarach. Po pierwsze przewoźnik stara się dogadywać z organizacjami pracowniczymi i ma już na tym polu pierwsze sukcesy, takie jak umowy z IALPA/FÓRSA w Irlandii czy ostatnio podpisana umowa ze związkami we Włoszech. Po drugie przewoźnik próbuje jak największą część swojego personelu zatrudniać w krajach, gdzie związki zawodowe są słabe lub gdzie dopuszczalne są elastyczne formy zatrudniania niepodlegające prawu pracy. Irlandczycy wykorzystują przy tym fakt, że mają bazy w wielu krajach europejskich oraz zarejestrowane tam różne spółki. 

Bardzo dobrym przykładem nowej taktyki Ryanair jest przypadek Polski. Irlandczycy zatrudniają ok. 400 pracowników z naszego kraju. Do tej pory mieli oni umowy o pracę z firmą Ryanair DAC, ale kontrakty były zawierane na prawie Irlandii. Tam też polscy pracownicy odprowadzali podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. 

Po zmianie strategii kadrowej szefowie Ryanair doszli najwyraźniej do wniosku, że Polska spełnia wszelkie kryteria do zatrudniania, jak największej liczby personelu pokładowego przewoźnika. Irlandczycy uznali, że w Polsce łatwo uda się przenieść wszystkich zatrudnionych na umowy cywilnoprawne, które pracodawcy nazywają kontraktami B2B, a pracobiorcy umowami śmieciowymi. Takie umowy mają dla przewoźnika dwie zasadnicze zalety. Po pierwsze umowy cywilnoprawne nie podlegają prawu pracy, a więc rola związków zawodowych zostaje bardzo ograniczona. Po drugie dzięki umowom cywilnoprawnym pracodawca nie musi odprowadzać składek na ubezpieczenie społeczne. Umowy te nie tylko ograniczają aktywność związków zawodowych, ale przede wszystkim przynoszą linii lotniczej wymierne oszczędności finansowe. 

Te zalety legły u podstaw propozycji, jaką Ryanair złożył swoim polskim pracownikom we wrześniu tego roku. Irlandczycy „zaoferowali” polskim załogom przejście na samozatrudnienie na prawie polskim począwszy od 1 stycznia 2019 r. Nowe kontrakty maja być zawierane z zarejestrowaną w Warszawie w zeszłym roku spółką Warsaw Aviation, należącą w 100 proc. do Ryanair Sun. Pracownicy dostali czas na podjęcie decyzji do końca września. Nie wiadomo, co stanie się z stewardami i stewardesami, którzy nie zdecydują się założyć działalności gospodarczej. Aktualnie prowadzony w Polsce nabór załóg lotniczych do Ryanair Sun, może świadczyć o zabezpieczaniu się Irlandczyków na wypadek, gdyby więcej osób niż oczekują, zdecydowało się zaprzestać u nich pracy. 


Poza Ryanairem na zmianie systemu zatrudniania polskich pracowników skorzysta nasz budżet państwa. Zakładając, bowiem że 400 pracowników podejmie działalność gospodarczą w 2019 w Polsce, to składki na ubezpieczenie społeczne oraz podatki dochodowe z niej wynikające trafią na konta polskiego fiskusa i ZUS. W pierwszych latach, gdy obowiązywać będą zniżki, w sumie wpłaty do ZUS wyniosą od 2 do 4 milionów złotych. Później przychód ZUS wzrośnie nawet do 5,5 milionów złotych rocznie. Trudniej oszacować wpłaty do Krajowej Administracji Skarbowej (KAS), ale zapewne wzbogaci się ona o ok. 4 do 6 milionów złotych rocznie. Tak oto bezwzględny rekin biznesu ze Swords stanie się dobroczyńcą polskiego budżetu, choć nie będzie bezpośrednim płatnikiem.  

Niestety zmiany przeprowadzane przez Ryanaira nie są sytuacją „win-win” dla wszystkich, gdyż koszt wprowadzenia nowych zasad zatrudniania poniosą pracownicy. Stracą oni bowiem ochronę socjalną, ich przyszłe emerytury zostaną znacząco pomniejszone, a ponadto zapłacą wyższe podatki. Ryanair twierdzi jednak, że zmiana warunków pracy jest zgodna z praktyką stosowaną na rynku polskim i w tym miejscu wskazuje na LOT. Nasz narodowy przewoźnik objął systemem umów cywilnoprawnych już 50 proc. swojej załogi.


Reklama


Booking.com
gość_821bc - Profil
gość_821bc
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie