×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Raport: "Radom mój widzę ogromny"


Radom albo Modlin? Logika, ekonomia i wolny rynek wskazują jednoznacznie na Modlin, przyznając lotnisku dobrą wiarygodność kredytową. Polityka wybiera Radom, ale wykładając na przejęcie portu lotniczego publiczne pieniądze.




Przedsiębiorstwo Polskie "Porty Lotnicze" (PPL) podpisało w ubiegłym tygodniu z władzami Radomia list intencyjny w sprawie przejęcia tamtejszego lotniska. Lotnisko w Radomiu miałoby się stać znaczącym portem lotniczym dla linii niskokosztowych oraz czarterowych, przejmując dzisiejsze funkcje Modlina. Docelowo port ma obsługiwać ruch pasażerski na poziome 10 mln pasażerów rocznie i się stać niskokosztowym lotniskiem dla Warszawy, podobnie jak Paryż Beauvais, Londyn Luton, czy Mediolan Bergamo.

- Porównanie z tymi lotniskami ma na celu pokazać, że to nie odległość lotniska od miasta jest najważniejsza a jego dostępność.  - przekonuje Mariusz Szpikowski, prezes PPL, tłumacząc decyzję o planach przejęcia lotniska w Radomiu. Według niego za takim wyborem przemawia także fakt, że południe województwa mazowieckiego jak i południowe dzielnice warszawy charakteryzują się większą gęstością zaludnienia oraz wyższym potencjałem gospodarczym. Lotnisko w Radomiu ma być też uzupełnieniem, tworzonego przez rząd, Centralnego Portu Komunikacyjnego. Z jego planów wynika, że potrzebne będzie drugie komplementarne dla Mazowsza lotnisko przeznaczone dla ruchu niskokosztowego.

Decyzja, że rolę drugiego lotniska ma przejąć Radom, wynika z założeń spółki oraz raportu przygotowanego przez firmę ARUP, która od ponad 50 lat zajmuje się planowaniem lotnisk na całym świecie, mając na swoim koncie takie projekty jak lotniska w Atlancie, Pekinie czy Londynie Heathrow. Problem w tym, że przygotowując swój raport, ARUP musiał opierać się na założeniach stworzonych przez PPL, przewidujących, iż nowe lotnisko ma powstać na południe od Warszawy. 

Budowa CPK oraz drugiego lotniska w województwie mazowieckim jest wynikiem zbliżania się Lotniska Chopina do limitu przepustowości. Problem ten jest szczególnie widoczny w godzinach szczytu operacji lotniczych. 
Naturalnym krokiem w kierunku zwiększenia przepustowości, byłoby zapewnienie płynnych operacji lotniczych przez całą dobę. We wrześniu ubiegłego roku PPL niespodziewanie ogłosił, że w związku ze skargami mieszkańców od sezonu letniego 2018 roku w godzinach od 23:30 do 5:30 będzie obowiązywał całkowity zakaz wykonywania planowanych lotów.

 Zmiana dotknęła przede wszystkim węgierskiego Wizz Aira oraz linie czarterowe, bo to ci przewoźnicy najczęściej startują lub lądują w nocy. Wizz Air, drugi największy przewoźnik w Warszawie musiał naprędce zmodyfikować opublikowany już rozkład letni i dostosować go do ograniczeń portu. Zmiana dotyczyła kilkunastu kierunków.


Przeniesienie większości połączeń na inne godziny, w wielu przypadkach było niemożliwe z uwagi na konieczność dopasowania ich do możliwości przewoźnika. Ponadto w godzinach wczesnorannych i późnowieczornych lotnisko jest zatłoczone i nie ma wtedy dostępnych slotów.

Tworzące się już teraz problemy z brakiem dostępności slotów, które dotykają w szczególności przewoźników niskokosztowych oraz oferujących loty czarterowe napędzają plany PPL by przewoźników tych skłonić do przenosin na inne, wyspecjalizowane do obsługi linii budżetowych lotnisko. Wydaje się, że przy utrzymaniu obecnego tempa rozwoju przewozów pasażerskich w Polsce, takie rozwiązanie może okazać się koniecznością dla aglomeracji warszawskiej. Można mieć jednak poważne wątpliwości, czy rolę nowego lotniska powinien pełnić Radom. Od 2012 r. istnieje przecież drugie lotnisko dla Warszawy - mowa oczywiście o oddalonym o 40 km od centrum Warszawy Modlinie. Skąd więc pomysł na oddalony o ponad 120 km od centrum Warszawy Radom? Dlaczego nie położone niewiele dalej, ale w pełni gotowe do użytku lotnisko w Łodzi? Zacznijmy od początku...

Konflikt w Modlinie

Jeszcze niedawno nikt nie wpadłby na pomysł, aby inne lotnisko niż istniejący Modlin mogło być brane pod uwagę jako lotnisko niskokosztowe dla stolicy. Co się stało, że teraz władze postawić krzyżyk na tym lotnisku w Nowym Dworze Mazowieckim?

PPL jest współwłaścicielem lotniska w Modlinie. W spółce zarządzającej portem lotniczym posiada, od stycznia tego roku, niecałe 30 proc. udziałów. Wspólnicy mają jednak różną wizję rozwoju portu. Modlin już w ubiegłym roku porozumiał się z Bankiem Pekao w kwestii emisji 60 mln zł obligacji, z których środki miałyby pokryć niezbędne na lotnisku inwestycje mające na celu zwiększenie przepustowość portu. Ta już dziś osiągnęła barierę 3 mln pasażerów rocznie. Dobra wiarygodność kredytowa lotniska sprawia, że bank nie wymaga od portu żadnych dalszych zabezpieczeń poza tymi, które już przedstawił przy wcześniejszych etapach finansowania.

Na plan ten nie chce zgodzić się PPL, który wolałby za państwowe pieniądze dokapitalizować spółkę kwotą 140 mln zł, a w zamian objąć w niej 51 proc. udziałów. 

Władze województwa podkreślają, że są gotowe oddać kontrolę PPL-owi, ale tylko pod warunkiem przejęcia przez przedsiębiorstwo odpowiedzialności za istniejące zobowiązania. - Województwo chce dofinansowania na 60 mln złotych, przejęcia gwarancji kredytu 130 mln złotych i wtedy zgodzi się na nasze warunki. Dzięki temu uwolniłoby się od kredytu i mogłoby znowu zaciągnąć dług na inne inwestycje. Jednak gdybym to zrobił, to zarzucono by mi niegospodarność. Nie wiem, jaki pomysł na Modlin ma województwo - odpowiada Szpikowski. 


PPL, podobnie jak każdy inny akcjonariusz Modlina, miał wpływ na plan generalny dla lotniska. Zatwierdza on też sprawozdania za kolejne lata, mając taki sam, jak pozostali trzej akcjonariusze, wgląd w dokumenty strategiczne. 

Prezesowi PPL nie podoba się to, że jedynym przewoźnikiem na lotnisku są linie lotnicze Ryanair. 

- Modlin nie ma ograniczeń w nocy, a jednak nikt tam nie chce latać oprócz Ryanaira. Dopóki nie zniknie dominacja Ryanaira, według mnie żadna inna linia nie pojawi się na Modlinie - mówi Szpikowski.

Z początkiem roku konflikt pomiędzy Modlinem a PPL uległ zaostrzeniu. Wspólnicy zarzucają PPL-owi blokowanie rozwoju Modlina, a nawet działanie na szkodę spółki. Brak zgody wspólników lotniska na realizację planów PPL-u to według Szpikowskiego brak możliwości osiągnięcia porozumienia. Dlatego też, PPL zdecydował się na sięgnięcie po plan B, czyli lotnisko w Radomiu.

W modlińskim sporze uwagę zwraca fundamentalna różnica języka, jakim strony sporu definiują przeszły rozwój. Podczas gdy województwo mazowieckie jako narzędzie rozwoju postrzegają możliwość dokapitalizowania spółki na drodze finansowania poprzez emisję obligacji, PPL ucieka się do publicznych pieniędzy. PPL dąży do realizacji tego planu pomimo tego, że finansowanie na warunkach komercyjnych jest dla lotniska dostępne, a wiarygodność finansowa Modlina jest oceniana na tyle wysoko, że bank nie wymaga od portu żadnych dalszych zabezpieczeń.

Zapomniana Łódź

Jeśli przyjąć wszystkie argumenty przeciw Modlinowi, które przytaczają władze PPL, to nie Radom stałby się następnym, logicznym wyborem. To, co uderza przy argumentacji władz PPL, to całkowite pominięcie istniejącego portu lotniczego w Łodzi, co jest zupełnie niezrozumiałe w świetle zapewnień o szukaniu najlepszego alternatywnego lotniska do Warszawy. 

Dojazd z centrum Warszawy do lotniska w Łodzi zajmuje godzinę i 40 minut. Lotnisko położone jest niedaleko autostrad A1 oraz A2. Na korzyść łódzkiego lotniska przemawia także fakt, że port lotniczy praktycznie nie wymaga poważnych inwestycji. Łódź już teraz ma przepustowość na poziomie od 1,5 do 2 mln pasażerów rocznie i wystarczająco dużo pracowników do obsługi pasażerów, gdyż obecnie z lotniska korzysta około 200 tys. osób rocznie. 


Fakt, że pomimo tych zalet, PPL nie brał pod uwagę portu lotniczego w Łodzi wywołuje u radnych PO z tego miasta poczucie goryczy i rozżalenia. Zarzucają oni PPL-owi ignorowanie ich lotniska, które jest gotowe technicznie by przyjąć samoloty z Warszawy, podczas gdy ta chce inwestować w lotnisko w Radomiu, które nie jest obecnie w stanie przyjąć samolotów średniej wielkości. 

- To jest kompletny nonsens i marnowanie pieniędzy podatnika, a to dlatego, że do zagospodarowania jest lotnisko w Łodzi, doskonale wyposażone, już dziś gotowe do odciążenia Okęcia. Łódź położona jest w podobnej odległości od Warszawy co Radom i lepiej niż Radom skomunikowana ze stolicą - mówił szef klubu radnych PO Mateusz Walasek.

Zapomniane Podlasie

Założenie PPL, że lotnisko zapasowe ma powstać na południe od Warszawy, zupełnie pomija interesy pasażerów z północno-wschodniej Polski, którzy stanowią duży procent obecnych klientów lotniska w Modlinie. Dla pasażerów z tych regionów podróż zarówno do Radomia, jak i do Baranowa, gdzie ma być zlokalizowany CPK, oznaczać będzie spore nakładanie drogi względem obecnych lotnisk w Modlinie oraz Lotniska Chopina. Powoduje to, że mieszkańcy w tamtych rejonów kraju mogą czuć się pominięci w analizach PPL. 

Gdy w lutym ubiegłego roku Jarosław Kaczyński, prezes rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość ogłaszał w Radiu Białystok konieczność budowy CPK, w tym samym wywiadzie opowiedział się przeciwko budowie lotniska na Podlasiu. Kaczyński argumentował wtedy, że nie ma pieniędzy na budowę kolejnego lotniska, ale dzięki nowej infrastrukturze drogowej i kolejowej mieszkańcy Podlasia łatwo dojadą do lotnisk w Warszawie. Rok później okazuje się, że państwowa spółka PPL ma pieniądze na inwestycję w lotnisko, jednak nie w województwie podlaskim, ale w Radomiu, gdzie mieszkańcy mogą korzystać z istniejących lotnisk w Warszawie, Łodzi a także w Lublinie. Natomiast mieszkańcy Białegostoku, by odbyć podróż lotniczą będą musieli udawać się albo do słabo skomunikowanego lotniska w Olsztynie, albo nadkładać drogi do CPK lub Radomia.

Dlaczego Radom?

Gdyby w polskiej branży rynkowej obowiązywał jedynie język wolnego rynku, szanse Radomia na znalezienie komercyjnego inwestora byłyby bliskie zeru. Lotnisko to boryka się w wieloma ograniczeniami. Dwugodzinny dojazd z Warszawy skutecznie zniechęcał pasażerów ze stolicy korzystania z niego. Z tego powodu linie lotnicze które obecnie korzystają z Lotniska Chopina lub portu w Modlinie nie chcą przenosić się do Radomia

Położenie w obrębie miasta, a nawet blisko centrum 200 tys. miasta, powoduje iż jakikolwiek rozwój lotniska stałby się uciążliwością dla mieszkańców. Fakt ten jest zupełnie pomijany przez władze PPL, które w ubiegłym roku niespodziewanie podjęły decyzję o wprowadzeniu zakazu nocnych lotów na Lotnisku Chopina. W tym świetle wydaje się, że wcześniejsza decyzja PPL o zamknięciu na noc Lotniska Chopina jest jedynie pretekstem do ograniczenia obecności przewoźników niskokosztowych na tym lotnisku. W przeciwnym razie należałoby uznać, że zdaniem PPL komfort mieszkańców Radomia jest mniej ważny niż mieszkańców okolic lotniska Chopina. 

Sąsiedztwo lotniska wiąże się także z wprowadzeniem obszaru ograniczonego użytkowania. W przypadku okolic portu lotniczego w Modlinie, obszar ograniczonego użytkowania dotyczył kilkudziesięciu osób. Umiejscowienie radomskiego lotniska w obszarze miasta powoduje, że według wstępnych wyliczeń obszar ograniczonego użytkowania dotyczyłby około 20 tys. osób. 

Wreszcie inwestowanie w lotnisko w Radomiu wymagałoby zbudowanie całej infrastruktury, z wyjątkiem drogi startowej, praktycznie od zera. Zadanie to komplikowałby fakt, że lotnisko dzielone jest z wojskiem. 


Wszystko to powoduje, że pomimo tego, iż lotniskiem interesowało się kilku inwestorów, port lotniczy nie znalazł nabywcy. Lotnisko nie przyciągnęło też przewoźników. A ci którzy się pojawili najprawdopodobniej byli dotowani. Ostatnia z linii lotniczych operujących z Radomia, Sprint Air, zakończyła operacje pod koniec października ubiegłego roku. Od tamtej pory z Radomia nie jest realizowane ani jedno regularne połączenie lotnicze. 

Co gorsza dla portu, szanse na to, że stan ten ulegnie zmianie są nikłe, gdyż jak przekonują przewoźnicy, problemem portu nie są braki infrastruktury, ale brak popytu na loty z Radomia. Nawet rozbudowa portu nie wpłynie na podniesienie jego atrakcyjności.  

Samo dzielenie lotnisk na porty lotnicze dla przewoźników tradycyjnych oraz porty lotnicze dla przewoźników niskokosztowych, w czasach, gdy zacierają się różnice pomiędzy typami tych przewoźników, powoli staje się anachronizmem. Budżetowe linie lotnicze coraz częściej oferują usługi tranzytu i przesiadek, które wcześniej były zarezerwowane dla przewoźników tradycyjnych oraz coraz chętniej latają na główne lotniska. Spółka PPL powinna szczególnie dobrze o tym wiedzieć, gdyż w momencie tworzenia lotniska w Modlinie liczyła na to, że ten dodatkowy port lotniczy przejmie pasażerów podróżujących liniami niskokosztowymi. Z perspektywy czasu widać, że plan ten się nie udał. Wizz Air wolał wykonywać operacje lotnicze z lubianego przez pasażerów Lotniska Chopina, budując na tym swoją strategię przewagi konkurencyjnej. 

Ta historia jasno pokazuje, że nawet pasażerowie linii niskokosztowych wolą latać ze swoich ulubionych lotnisk, zamiast nakładać drogi by podróżować z lotnisk stricte niskokosztowych. Dlatego koncepcja inwestowania w oddalone od Warszawy lotnisko, które miałoby być podobne do Paryża Beauvais, Londynu Luton, czy Mediolanu Bergamo jest chybiona. 

Radomskie lobby

Rodzą się pytania, dlaczego PPL uznały a priori, że lotnisko zapasowe dla CPK ma powstać na południu od Warszawy, łatwo rezygnując z możliwości rozwiązania konfliktu w Modlinie czy rozważenia inwestowania w port lotniczy w Łodzi, stawiając w zamian wbrew opiniom większości branży lotniczej na lotnisko w Radomiu? Co więcej, dlaczego władze PPL zdecydowały się ograniczyć nocne operacje na Lotnisku Chopina, a także przedłużać konflikt w Modlinie tak, aby dojść do sytuacji, w której stworzenie lotniska zapasowego jest wręcz niezbędne?

W normalnych warunkach rynkowych takie rozwiązania nie byłyby pewnie przez nikogo poważnie brane pod uwagę, dziś stały się jedynym rozwiązaniem. 


Źródła z branży sugerują, że za planem doprowadzenia do przejęcia lotniska w Radomiu przez PPL stoi radomskie lobby. Rafał Milczarski, prezes PLL LOT jest członkiem-założycielem Stowarzyszenia "Kocham Radom" oraz Stowarzyszenia Radomian w Warszawie i jak deklaruje na profilu jednego z tych stowarzyszeń, "działa na rzecz rozwoju infrastruktury transportowej regionu radomskiego". Przeżywające swoje pięć minut radomskie lobby uzupełniają Adam Bielan, wicemarszałek Senatu oraz Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera. 

To LOT przygotował na zlecenie PPL-u analizę sezonu letniego dla 15 najbardziej popularnych wakacyjnych kierunków - z opcjami wylotu z Modlina i Radomia. Zgodnie z nią przeniesienie ruchu czarterowego do Modlina wiązałoby się z dodatkowymi kosztami wynoszącymi ponad 2 mln złotych. Analiza dla Radomia wypada korzystniej, gdyż większość kierunków wakacyjnych znajduje się na południu Europy. - Przy przeniesieniu lotów do Radomia roczna oszczędność  wyniosłaby od 12 do 15 mln złotych. Na wakacje latamy na południe, nie na północ - informował prezes PPL-u. Choć zamówienie przez PPL analizy przygotowanej przez LOT na pierwszy rzut oka wydaje się normalnym krokiem, to wątpliwości budzi fakt, że narodowy przewoźnik opracowuje raport, którego założeniem jest poinformowanie niskokosztowych i czarterowych konkurentów o najbardziej optymalnym sposobie prowadzenia działalności. 

LOT mocno opowiedział się także po stronie PPL w istniejącym konflikcie pomiędzy wspólnikami lotniska w Modlinie, składając zawiadomienie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczące nadużycia pozycji dominującej przez lotnisko w Modlinie. W tej sprawie trudno wykazać, jakim interesem, poza wsparciem PPL-u, kieruje się LOT, który ani nie lata z Modlina, ani nie zapowiadał realizacji lotów z tego lotniska. Co więcej, składając tę skargę, polski przewoźnik może tylko stracić, gdyż w razie kłopotów Modlina, Ryanair najprawdopodobniej nie przeniesie się do Radomia, ale właśnie na Lotnisko Chopina, gdzie będzie stanowił bezpośrednią konkurencję dla LOTu. 

Komentarz

Istnienie nieformalnej koalicji radomskiej (PPL i LOT), dysponującej wsparciem rządu realizowanym poprzez pieniądze publiczne jest niebezpieczne dla branży. To współdziałanie otwiera drogę do możliwości przeforsowania każdej, nawet najbardziej wątpliwej z punktu widzenia wolnego rynku inicjatywy, która może być szkodliwa nie tylko z perspektywy podatników, ale przede wszystkim pasażerów. Przykładem jmoże być decyzja o planach inwestycji w Radomiu, podjęta wbrew opiniom branży i za cenę próby działania na niekorzyść lotniska w Modlinie. 

Autorzy pomysłu doskonale zdają sobie sprawę, że dopóki będzie istniał port lotniczy w Modlinie, lotnisko w Radomiu będzie świeciło pustkami. To przecież Modlin położony jest bliżej Warszawy (kilometrowo i czasowo), ale także pozbawionej infrastruktury lotniczej północno-wschodniej Polski. To Modlin nie jest ograniczony środowiskowo, dzięki czemu dysponuje olbrzymim potencjałem do rozbudowy. Lotnisko zbudowało własną markę na rynku lotniczym, podczas gdy Radom kojarzy się co najwyżej z Johnem Travoltą. Nie dziwi bezwzględność, z jaką radomska koalicja traktuje lotnisko w Modlinie. Dwie, należące do Skarbu Państwa spółki, wspólnie atakują osłabiony finansowo przedłużającym się patem, Modlin. Taka sytuacja może doprowadzić do jego poważnych problemów, a nawet upadłości. 

Radom czy Modlin? Ekonomia i wolny rynek wskazują jednoznacznie na Modlin, przyznając temu lotnisku dobrą wiarygodność kredytową. Polityka wybiera Radom, wykładając na przejęcie portu lotniczego pieniądze publiczne. Całkowity koszt inwestycji nie jest znany, ale we wcześniejszych wypowiedziach pojawiały się kwoty powyżej 500 mln złotych. Do rachunku doliczyć trzeba też następstwa ewentualnego zaprzestania działalności przez lotnisko w Modlinie, obejmujące konieczność zwrotu dotacji otrzymanych z funduszy unijnych. Łączne koszty ponoszone przez pasażerów powodowane znacznie dłuższym dojazdem do Radomia w porównaniu z Modlinem w imię realizacji celów politycznych są trudne do oszacowania. Radom to kolejna, składana przez władze w ostatnim czasie, obietnica przyszłego rozwoju sektora lotniczego finansowana przez podatników. 

Na razie Lotnisko Chopina będzie się musiało zmierzyć z funkcjonowaniem w sezonie letnim przy ograniczonej administracyjnie przepustowości, lotnisko w Modlinie z niepewną przyszłością finansową, a my wszyscy z tym, że ograniczona liczba slotów dostępnych na warszawskich lotniskach spowoduje, że loty ze stolicy mogą stać się coraz droższe. 

fot. Tomasz Śniedziewski, Jacek Chlebowski, Tomasz Wyszyński







gość_7c147 - Profil
gość_7c147
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie