×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Felieton: Encyklopedia Wizz Air



Chciałem, aby było krótko, lecz mi nie wyszło. Każdy, kto podejmuje się przygody zostania pismakiem musi liczyć się z tym, iż to co tworzy nie wszystkim się spodoba. Liczyć musi się także z faktem, że co odważniejsi to skomentują, a najodważniejszy z odważniejszych nieco ostrzej, niż pozostali. Co nie znaczy, że zawsze merytorycznie. Natury człowieka nie zmienisz…

Stronniczość, ach stronniczość...

To, że wyrazistych linii lotniczych w naszym kraju za wiele nie pozostało, a mniej wyraziste swoją obecność ograniczają do tego, że po prostu są, pisałem chyba nie raz. Co za tym idzie, wachlarz wyboru tematów dotyczących danej linii jest również ubogi. I obiektywność w związku z tym jest niestety mało wyrazista. Wówczas ci, którzy w swoich komentarzach nie potrafią, lub nie chcą być choć trochę obiektywni, walą z grubej rury: „artykuł sponsorowany”.

Bo przecież nie mam prawa być zadowolony z lotu Wizz Air’em, i nie mam prawa o nich dobrze napisać – co miało miejsce w ostatnim tekście. Nie mam prawa się śmiać z czegoś, co mnie zwyczajnie bawi – bo zupełnie przypadkowo dotyczy Ryanair’a – co miało miejsce w przedostatnim tekście. Więc obiecuję poprawę, i postanowienie wcielam w życie – już teraz!

Moja ostatnia przygoda z „różowym przewoźnikiem” miała miejsce w miniony weekend. Poranny lot do Londynu cztery urocze Panie z cabin crew jednak nie napawał tak pozytywnym nastrojem, jak mnie. Oj focha to miała każda z nich, i w pewnym momencie miałem wrażenie, że między sobą ogłosiły swoistą olimpiadę – która swój wisielczy humor okaże w bardziej efektowny sposób. I co w związku z tym? No nic. Dolecieć doleciałem, a jak już niegdyś wspomniałem, zły humor trafić się może każdemu, a ja draki z tego robić nie będę. Zresztą, jak siedzącemu obok mnie Panu jedna z Pań stewardess musiała pięć razy (tak, pięć) zwracać uwagę, że ma po raz już piąty właśnie ustawić fotel w pozycji pionowej – to podziwiam ją za to, że mu nie huknęła za przeproszeniem w łeb. Tak czy inaczej – porównując tę obsługę z tą z WU, tutaj była porażka sezonu. Jest minus? Jest. Aaa, i zapomniałbym: bujało, szarpało, wiało, i było twardo w spotkaniu z asfaltem pasa startowego.

Lecimy dalej (jakież to wymowne). A właściwie… wracamy. Tutaj z obsługą było już o niebo lepiej, ale chyba dlatego, że było aż dwóch Panów w zespole. A Panowie (oj płeć piękna zadowolona nie będzie) jak powszechnie wiadomo, są mniej marudni, zmienność nastrojów pojawia się co najwyżej „u cioci na imieninach”, i ogólnie nie trafia ich szlag, jak któryś (aś) spośród pasażerów ma fajne buty ;)

Wizz Air przebijając się przez chmury podczas startu wybiera jakieś wyjątkowo ich „twarde i grube” warstwy – to było bardzo nieprzyjemne wznoszenie. Zróbcie coś z tym!

A teraz wolne żarty na bok.

Nie tak dawno rozgorzała dyskusja, jak Ryanair śmie zarabiać na sprzedaży powierzchni reklamowych na swojej stronie internetowej. Powiem szczerze, że z niesmakiem obserwowałem wspomnianą dyskusję, i bynajmniej nie dlatego, że poczynania Ryan’a mnie bulwersowały. Przecież to jest normalne, i skoro da się na tym zarobić (domniemam, że sporo), to dlaczego nie? Większość, o ile nie wszystkie portale zarabiają na reklamie – i dobrze. I także te ściśle firmowe, czy sprzedażowe witryny internetowe. A to, że w Ryanie pojawiła się reklama kremu powiększającego penisa – przysporzyło firmie nie tyle kasy z emisji tej reklamy (nie zdziwiłbym się, gdyby to był charytatywny gest szefa linii), co ogólnoeuropejskiego szumu – i przecież o nic innego nie chodziło. Dlaczego do tego wracam?

Każdy z nas zna Magazyn Pokładowy WIZZIT, którego lektura umila (albo i nie) podróż samolotem linii Wizz Air. Zacząłem sobie przeglądać gazetkę, i co? Są reklamy! Moją uwagę przykuła szczególnie jedna z nich – i nie była to reklama żadnego kremu powiększającego męskie przyrodzenie – ale reklama Night – Clubu. Reklama, z której spogląda na nas z namiętnie rozchylonymi ustami „blond – piękność w czarnym kapeluszu” zapraszająca w trzech językach do „Clubu Number One Poland”. Już chyba reklama firmy budowlanej, czy płynu do mycia naczyń lepiej komponowałaby się pośród materiału zachwalającego odwiedzenie polskich miast. Może jakiś mały alians reklamowy dwóch wspomnianych linii lotniczych?

Encyklopedia jak się patrzy!

Gdy udało mi się oderwać uwagę (zaznaczę jednak, że w poprzednim wydaniu magazynu ta sama reklama również tam była) od „blond – piękności” zacząłem czytać sobie o tym, co czeka europejskiego turystę w naszym kraju.

1. Zaimponuj miejscowym swoją znajomością historii Poznania: Poznań był stolicą Polski, oraz w Poznaniu znajduje się najstarsza katedra w kraju. O ile to drugie jest prawdą, to w stosunku do pierwszej tezy lekko mnie zamurowało. Oczywiście, historycy na ten temat spierają się od lat, jednak dzieci w szkołach uczone są nadal tego, że stolicami Polski były Gniezno, Kraków i Warszawa. Jednak nie dało mi to spokoju – i zacząłem szperać. Dowiedziałem się, że jakby dobrze policzyć, rolę stolic pełniły także w Polsce swego czasu Łódź, Lublin i nawet Płock. O Poznaniu też coś było. Więc wiem, że już nic nie wiem – no może poza tym, iż faktycznie gdybyśmy przed poznaniakiem „zabłysnęli” tekstem z Magazynu Wizzit – uścisk dłoni murowany (na tyle, na ile znam poznaniaków – na więcej nawet głodny turysta liczyć nie może).

2. To, że w naszym kraju jest taki twór jak Trójmiasto wiedzą nawet dzieci. Odkąd w Polsce operuje Wizz Air, mamy także Dwumiasto zwane Katowice/Kraków. No i turyści przylatujący do Katowic/Krakowa muszą wiedzieć, że aby nie zostać wziętym za złodzieja, w kolejce do bankomatu muszą stać co najmniej metr od osoby poprzedzającej.

3. Gdańsk słynie z tego, że kasjerkom w sklepach brakuje często drobnych do wydawania, więc dbaj o to, abyś miał zapas w kieszeni.

4. W Warszawie pod żadnym pozorem nie przechodź na czerwonym świetle, gdyż możesz zapłacić 50zł mandatu, a właściwie… to nawet 100.

5. Wrocław to królestwo knajp w stylu PRL, jednak pamiętaj, że musisz się w nich pojawić wcześnie, gdyż Polacy obiady jadają tam wczesnym popołudniem. Zastanawiam się, co z tego wynika? To była groźba, czy prośba?

Ręce opadają. Wikipedia się przy tym chowa.

Artykuł sponsorowany – przeciwnicy „różowego słodzenia”: zrzucać się!




gość_c0e23 - Profil
gość_c0e23
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie