×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Gość Pasażera: Thomas Haagensen (easyJet)


W Polsce stawiamy na Kraków, ale rynek Europy Środkowo-Wschodniej nie jest dla nas priorytetem - mówi w rozmowie z Pasazer.com Thomas Haagensen, menedżer linii easyJet na ten region. Przewoźnik na razie nie poleci do Warszawy.


Dominik Sipinski z Pasazer.com spotkał się z Thomas Haagensenem w siedzibie spółki w Luton podczas obchodów 20-lecia easyJeta. Duńczyk zarządzający ofertą przewoźnika m.in. w Niemczech, Polsce, Czechach i na Węgrzech przyznał, że ten region nie jest dla linii priorytetowy. Wynika to ze strategii easyJeta - konserwatywnej i nastawionej na rozwój na już dużych rynkach. 

Dlatego linia w Polsce stawia na Kraków. Woli rozwijać ofertę z lotniska, gdzie już ma silną pozycję, niż od zera odbudowywać siatkę z Warszawy. Mimo że, jak przyznaje Haagensen, Warszawa jako miasto bardzo pasowałaby do strategii easyJeta. 

Pasazer.com: Europa Środkowo-Wschodnia to nie jest główny rynek dla easyJeta. Linia nie ma tu żadnych baz, wozi pasażerów w dużej mierze na trasach do Wielkiej Brytanii. Jakie są plany spółki dla tego regionu?

Thomas Haagensen: 20 lat temu, gdy easyJet powstawał, to była brytyjska linia. Potem był drugi krok - rozwój na kontynencie, bardzo mocno skoncentrowany na Europie Zachodniej. Cały czas rośniemy, ale jednym z czynników sukcesu linii było to, że inwestujemy bardzo ostrożnie i że z rozwagą lokujemy nasze zasoby. Jednym z filarów naszej strategii było osiągnięcie pierwszej lub drugiej pozycji na kluczowych dla nas rynkach. Więc zanim zaczniemy otwierać nowe rynki i inwestować w nowych miejscach, chcemy połączyć kropki, czyli uruchomić trasy z istniejących baz do różnych lotnisk. Chcemy przede wszystkim rosnąć na kluczowych rynkach - w Wielkiej Brytanii jesteśmy największą linią, we Francji i Szwajcarii jesteśmy numerem dwa. Jakiś czas temu zaczęliśmy inwestować w Niemczech i musimy wzmocnić swoją pozycję na tym rynku, podobnie jak w północnych Włoszech. To kwestia priorytetów - dopiero po umocnieniu się na tych rynkac będzie rozwijać się dalej. Ale trzeba pamiętać o tym, że dla tych rynków kierunki w Europie Środkowo-Wschodniej są bardzo interesujące. Jednak to bardziej miejsca docelowe, a nie rdzeń biznesu. 


Pasazer.com: easyJet wszedł na rynki w Europie Środkowo-Wschodniej później i w mniejszym zakresie niż Ryanair, nie mówiąc o lokalnym Wizz Airze. Czy to nie była dla was stracona szansa?

Thomas Haagensen: Niestety, problem w tym, że nie da się robić wszystkiego. Tak jak mówiłem, naszym czynnikiem sukcesu jest to, że jesteśmy wybiórczy, mamy poszczególne projekty, w które angażujemy się głęboko, a nie wchodzimy w niewielkim zakresie na wiele rynków naraz. Budowanie pozycji lidera jest dla nas bardzo ważne i przez to nie możemy rosnąć wszędzie tak, jak byśmy chcieli. Dajemy pierwszeństwo innym rynkom - wciąż bardzo mocno rośniemy w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Szwajcarii. 

Pasazer.com: Kraków to jedyne lotnisko w Polsce, na które late easyJet. Jakiego rodzaju pasażerowie korzystają z waszych połączeń?

Thomas Haagensen: Nasze loty do i z Krakowa mają dobre wyniki, niedawno ogłosiliśmy kolejne trasy - Lyon w tym roku i Mediolan-Malpensę na przyszłe lato. To ciekawe, bo mamy duży ruch przylotowy na krótkie city breaki w Krakowie, także duży ruch VFR [visiting friends and relatives, czyli w odwiedziny do rodziny i znajomych - red.]. Ale widzimy coraz większy popyt biznesowy, głównie dzięki temu, że w Krakowie wiele firm ma swoje centra usług wspólnych. Rozwijamy się więc może powoli, ale stabilnie. 

Pasazer.com: Czy możemy liczyć na easyJet na innych lotniskach w Polsce?

Thomas Haagensen: W przyszłym roku skoncentrujemy się na Krakowie. 

Pasazer.com: Kiedyś jednak easyJet latał do Warszawy. Czy stolica Polski jest w waszych nawet odleglejszych planach? A jeśli tak, to o którym lotnisku mówimy - Chopinie czy Modlinie?

Thomas Haagensen: Trochę się będę powtarzał, ale to znów kwestia wyboru i priorytetów. Dla nas lepiej jest zbudować mocny rynek w Krakowie, gdzie już mamy dużą siatkę, niż zaczynać od zera w Warszawie. Warszawa byłaby jednak dla nas na pewno bardzo sensownym dodatkiem do siatki, pasowałaby do naszej strategii latania do dużych miast, stolic, centrów biznesowych. Ale podobnie jest w Wiedniu, gdzie dopiero niedawno zaczęliśmy się mocniej rozwijać i mamy bardzo dobre wyniki. Dlaczego dopiero teraz? Bo wcześniej musieliśmy skoncentrować się na innych rynkach.


Pasazer.com: Europa Środkowo-Wschodnia to region zdominowany przez Ryanaira i Wizz Aira. Po niedawnym uruchomieniu bazy w Berlinie-Schonefeld, nawet stolica Niemiec staje się ważnym rynkiem dla Michaela O'Leary'ego. Czy nie obawia się pan, że te linie, które są generalnie tańsze niż easyJet, zabiorą wam rynek, biorąc pod uwagę, że pasażerowie w Europie Środkowo-Wschodniej są bardzo wrażliwi na cenę?

Thomas Haagensen: Nie odkryliśmy Berlina w tym roku, mamy tam bazę od ponad 10 lat. To rynek, w który mocno inwestowaliśmy i gdzie mamy bardzo dobrą ofertę - 44 tras i 4,6 mln pasażerów rocznie. Stacjonuje tam dziewięć naszych samolotów, a licząc wszystkie połączenia oferta z Berlina to ekwiwalent ok. 15 maszyn. Więc my po prostu robimy swoje. Berlin jest dla nas tylko kierunkiem docelowym, choć pozostaje to jedno z trzech najchętniej odwiedzanych na weekend miast w Europie. Stworzyliśmy też ruch wylotowy stamtąd dzięki dobrym połączeniom np. do Amsterdamu, Brukseli czy Londynu, zbudowaliśmy również wylotową siatkę połączeń turystycznych. Mamy więc silna pozycję, a z Ryanairem nakłada się mniej niż połowa naszych tras. Nadal będziemy rosnąć w Berlinie - wejście Ryanairra nic w tym nie zmienia. Mamy przewagę, bo zaczęliśmy dużo wcześniej.

Pasazer.com: A jak zapatruje się pan na dominację Ryanaira i Wizz Aira w Polsce i innych krajach regionu?

Thomas Haagensen: Budujemy zupełnie inną siatkę niż konkurenci. Koncentrujemy się na głównych lotniskach w dużych miastach. Dlatego wciąż jest bardzo mała bezpośrednia konkurencja. Dla nas to nadal ma dużo sensu, by łączyć Europę Wschodnią z głównymi ośrodkami na zachodzie. Na lotniskach takich jak Gatwick, Bazylea, Genewa mamy silną pozycję lidera i to daje nam podstawę do rozwoju siatki do tych miast. 

Pasazer.com: Które rynki w regionie są najciekawsze dla easyJeta?

Thomas Haagensen: Oczywiście jest związek między tym, jakie wyniki notują obecne trasy, a tym, w jakim tempie będziemy się rozwijać. Dobrze spisują się choćby Kraków czy Praga. Ale rynkiem, na którym dzieje się teraz zdecydowanie najwięcej, są Niemcy - zachodzi tam fundamentalna zmiana w modelu podróżowania, a ruch lotniczy jest bardzo duży. Przyglądamy się temu rynkowi i jesteśmy na nim bardzo aktywni.


Pasazer.com: Kiedy możemy się spodziewać, że na liście priorytetów Europa Środkowo-Wschodnia znajdzie się wyżej niż obecnie?

Thomas Haagensen: Koncentrujemy się teraz na intensyfikacji naszej siatki połączeń, więc na pewno będziemy stopniowo zwiększać ofertę na tych rynkach, gdzie już jesteśmy. Jeśli jednak chodzi o bazy samolotów, w ciągu najbliższych 12 miesięcy na pewno nie uruchomimy żadnej w tej części Europy. Ale oczywiście w miarę rozwoju gospodarki pasażerów będzie przybywać i będą one dla nas coraz ciekawsze.

Pasazer.com: Jaki jest udział pasażerów biznesowych na lotach easyJeta w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i jaki jest cel?

Thomas Haagensen: Teraz to ok. 20 proc., ale nie mamy konkretnego poziomu, który chcielibyśmy osiągnąć. Musimy robić to z sensem - bardzo łatwo byłoby podnieść ten wskaźnik poprzez wycięcie tras "turystycznych" i skoncentrowanie się na "biznesowych" z dobrym dla pasażerów tego typu rozkładem. Ale nie chcemy tego robić. Ofertę dla pasażerów biznesowych budujemy tylko na wybranych kierunkach. Nie celujemy w jakiś arbitralny wskaźnik, chcemy rozwijać się w sposób zrównoważony. 

Pasazer.com: W przeszłości easyJet ostro negocjował z lotniskami wysokość stawek lotniskowych, m.in. miało to miejsce w Budapeszcie. Jakie jest stanowisko linii?

Thomas Haagensen: Uważamy, że powinno się płacić tylko za to, z czego korzystamy. To zresztą pozwala na zdecydowanie bardziej efektywne wykorzystanie infrastruktury. To np. może uwzględniać opłatę za pasażerów nie w stałej wysokości, tylko uzależnioną od czasu wykorzystania wyjścia z terminala. To ma sens dla nas, ale także dla lotnisk, szczególnie tych, które rosną i stają się zatłoczone. W ten sposób można uniknąć budowy nowej infrastruktury, a lepiej wykorzystywać tę istniejącą. Pasażerowie nie potrzebują lotniskowych katedr, tylko wydajnych portów, więc zarządcy muszą tak działać, by inwestować w nową infrastrukturę jedynie wtedy, gdy przynosi to konkretną poprawę.

rozm. i fot. Dominik Sipinski



gość_efd74 - Profil
gość_efd74
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie