×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Oblatywacz: Air Algerie. Przygodowa Algieria



Trasy krajowe Air Algerie trzeba traktować w kategorii przygody. Nie wiadomo, o której wyleci samolot, procedury na lotnisku są bezsensowne, czasochłonne i męczące, a serwis na pokładzie - losowy. Ale na trasach międzynarodowych przewoźnik oferuje przyzwoity serwis. W "Oblatywaczu" Air Algerie przetestowaliśmy łącznie pięć tras przewoźnika i cztery typy samolotów.


Będzie to nietypowy, bo okraszony niewieloma zdjęciami "Oblatywacz". W Algierii fotografowanie lotnisk jest bowiem całkowicie zakazane. W tym policyjnym państwie kontrola ze strony wojska i służb jest bardzo ścisła, szczególnie na płytach postojowych i na mniejszych lotniskach. Autor, podróżujący z wizą dziennikarską, był ciągle kontrolowany, a raz niemal został aresztowany za próbę sfotografowania stojącego na płycie lotniska samolotu. 

Air Algerie - francuskie, prywatne, dziś państwowe

Air Algerie zostały założone w 1947 r. we francuskiej Algierii jako Compagnie General des Transports Aeriens (CGTA). W 1953 r., po połączeniu z inną francuską linią, spółka funkcjonowała pod nazwą CGTA Air Algerie. Po zdobyciu niepodległości przez Algierię w 1963 r. rząd w Algierze przejął 51 proc. udziałów w linii. 

W 1972 r. rząd Algierii odkupił udziały pozostające w rękach Air France i stał się całkowitym właścicielem przewoźnika. W 1989 r. Air Algerie zamówiły trzy Boeingi 767-300, a od 1997 r. linia jest spółką handlową. Rząd w Algierze pozostaje 100-proc. właścicielem. 

Air Algerie nie udostępniają regularnie wyników finansowych. Ostatnie opublikowane na stronie linii wyniki pochodzą z 2009 r. Air Algerie zarobiły wtedy ponad 4 mld dinarów (ok. 150 mln zł). 

Flota przewoźnika składa się z 42 maszyn: 11 ATR-ów 72-500, 5 boeingów 737-600, 17 boeingów 737-800, 3 boeingów 767-300 oraz 5 airbusów A330-200. Linia ma także samolot cargo lockheed L-100. Air Algerie zamówiły ATR-y 72-600 oraz boeingi 787. 

Z Paryża do Oranu - boeing 737-600

"Oblatywacza" na pokładach Air Algerie zaczynamy na trasie z Paryża-Charles de Gaulle do Oranu. Lot AH1085 jest obsługiwany boeingiem 737-600 o znakach rejestracyjnych 7T-VJR. Ma on zaledwie 101 miejsc - 16 w klasie biznes oraz 85 w klasie ekonomicznej. Maszyna została dostarczona do Algierii w 2002 r. 


Odprawa odbywa się w terminalu 2C paryskiego lotniska. Spośród czterech stanowisk czynne są dwa - jedno dla klasy biznes, jedno dla ekonomicznej. W klasie ekonomicznej pasażerowie mogą mieć 20 kg bagażu rejestrowanego, a w biznesie 30 kg. Bagaż podręczny nie jest ograniczony wagą, lecz jedynie rozmiarem. Do tego na pokład można wnieść dodatkowe przedmioty takie jak aparat, parasolkę, zakupy z lotniska. 


Nie jest możliwa odprawa bagażu bezpośrednio na dalszy lot krajowy. Z uwagi na procedury celne bagaż trzeba odebrać na lotnisku przylotu i ponownie odprawić na połączenie w Algierii.


Boarding odbywa się poprzez rękaw i rozpoczyna się pół godziny przed planowanym odlotem. 


Fotele są wygodne, a odstęp między rzędami duży. Wnętrze samolotu jest mocno zniszczone. 


Air Algerie nie ma własnego magazynu pokładowego. Na znajdujących się co kilka rzędów monitorach wyświetlane są dane przelotu. 


Demo bezpieczeństwa przed startem odbywa się po francusku i arabsku. Pasażerów po angielsku wita jedynie w krótkim komunikacie pilot, cała reszta komunikacji odbywa się w dwóch państwowych językach Algierii. 


Na pokładzie panuje dość swobodne podejście do zasad bezpieczeństwa - personel pokładowy nie pilnuje, by pasażerowie przed startem wyprostowali fotele, schowali stoliki czy otworzyli okna. W wyniku błędu personelu odprawiającego pasażerów przy wyjściach ewakuacyjnych posadzone zostały matki z małymi dziećmi. Jedno z nich szybko zaczęło majstrować przy mechanizmie otwierającym drzwi. Przed startem na te miejsca zostają jednak przesadzeni dorośli pasażerowie. 


Po turbulentnym starcie w deszczowych chmurach samolot szybko wznosi się na wysokość przelotową. Rozpoczyna się obfity serwis pokładowy. Pasażerowie otrzymują ciepły posiłek składający się z kurczaka z ryżem, ciastka francuskiego z budyniem oraz sałatki z jedną oliwką. Trudno nazwać posiłek smacznym, zwłaszcza dwie bagietki, które na zewnątrz są mokre, a wewnątrz wciąż zamrożone. 


Do posiłku oferowana jest woda, zimne napoje bezalkoholowe, kawa lub herbata, a także wino i piwo. 


Lądowanie w Oranie następuje po nieco ponad dwóch godzinach lotu. Śródziemnomorskie wybrzeże Algierii pięknie wygląda w promieniach zachodzącego słońca (choć Oran sam w sobie jest zdecydowanie nieciekawy, o czym napiszemy wkrótce na Pasażer Podróże). 


Do terminala międzynarodowego pasażerowie zostają przewiezieni autobusem. Chiński pojazd marki Dongyeo to zwykły, wysoko podłogowy miejski autobus pozbawiony siedzeń. 

Z Oranu do Tindoufu - boeing 737-600

Na lotnisku w Oranie, po szczegółowej kontroli paszportowej, pasażerowie odbierają bagaż z karuzeli bagażowej. Taśmy są trzy, ale tylko jedna działa, nie ma zresztą informacji, jaki lot jest obsługiwany. By kontynuować podróż rejsem krajowym, trzeba przedostać się do terminalu krajowego oddalonego o ok. 500 metrów. 

Gdy docieram do stanowiska odprawy krajowej - tylko jedno jest czynne - okazało się, że ledwo zdążyłem. Odprawa w Algierii zaczyna i kończy się całkowicie losowo. Czasem można odprawić się już 3 godziny przed wylotem, czasem dopiero 40 minut. Tym razem, choć do wylotu została jeszcze niemal godzina, pracownik lotniska właśnie zamyka stanowisko.


Przed wylotem krajowym kontrola paszportowa jest taka sama, jak przed lotem międzynarodowym. Wypełnić trzeba formularz wylotu ze wszystkimi szczegółami podróży, w tym danymi miejsca zatrzymania i powodem lotu.

Za kontrolą paszportową znajduje się stanowisko kontroli bezpieczeństwa, ale nie ma przy nim żadnego policjanta. Otwarte jest już wyjście. Pasażerowie przechodzą już do autobusu, choć do wylotu jeszcze ponad 40 minut.

Gdy autobus podjeżdża pod samolot, pasażerowie nie od razu mogą wyjść. Przy wyjściu z autobusu policjant odbiera od każdego odcinek karty pokładowej. Następnie należy podejść do wyłożonych na płycie lotniska bagaży, zidentyfikować swoją torbę i przeładować ją na wózek bagażowy. 

Potem czas na kontrolę bezpieczeństwa. Przed wejściem do samolotu policjanci zaglądają do toreb. Kontrola jest niezwykle powierzchowna i trudno oczekiwać, by policjanci faktycznie wykryli jakieś zagrożenie, zwłaszcza po ciemku. Algieria jest krajem o dużym ryzyku zamachów terrorystycznych, więc można by się oczekiwać bardziej szczegółowych procedur. To zresztą potwierdza spostrzeżenia z Kurdystanu, gdzie również kontrola bezpieczeństwa pozostawiają wiele do życzenia. 

Rejs AH6392 do Tindoufu, wojskowego miasta w zachodniej Algierii, obsługiwany jest tym samym boeingiem 737-600. Na pokładzie jest tylko kilkunastu pasażerów, którzy swobodnie wybierają miejsca na pokładzie. 

Samolot rusza spod terminala niemal pół godziny przed rozkładową godziną wylotu. Po krótkim kołowaniu odrywamy się od pasa i kierujemy na południowy-zachód. 


Lot do Tindoufu trwa 2 godziny. W trakcie rejsu pasażerowie otrzymują pudełko ze słodyczami (kilka ciastek do wyboru) oraz wodę i gazowane napoje. 

Lądowanie ma miejsce tuż przed północą. Niemal wszystkie loty do Tindoufu zaplanowane są na godziny nocne. Według niektórych to dlatego, że w ciągu dnia pas startowy na Saharze zbyt bardzo się rozgrzewa. Inni oceniają, że w ten sposób algierskie wojsko chroni swoje instalacje i bazy przed wzrokiem pasażerów. To położone na zachodnim skraju państwa lotnisko jest ważną bazą wojskową związaną z pobliską granicą z Marokiem (dopiero niedawno Algieria otworzyła granice lądowe z tym sąsiadem) i opanowanymi przez terrorystów północnymi rubieżami Mali i Mauretanii. Na lotnisku w Tindoufie, podobnie jak praktycznie w całym mieście, robienie zdjęć jest zakazane, a prawo egzekwowane. 

Przy lądowaniu ponownie trzeba wypełnić formularz - od tego przy wylocie różni się tylko kolorem, bo informacje są na nim te same. Pasażerowie odwiedzający obozy uchodźców z Sahary Zachodniej muszą dodatkowo wypełnić formularz dla władz Saharyjskiej Arabskiej Republiki Demokratycznej (o tej sytuacji więcej autor pisał dla National Geographic). Bagaże są wystawiane w hali przylotów, która od strony płyty postojowej nie ma nawet drzwi, tylko dziurę w ścianie. 

Z Tindoufu do Algieru - Boeing 737-800

Po kilkunastu dniach czas na powrót z Tindoufu do stolicy Algierii, Algieru. Rejs AH6151 jest obsługiwany boeingiem 737-800 o znakach rejestracyjnych 7T-VKI. Na pokładzie są 148 miejsca - 16 w klasie biznes i 132 w klasie ekonomicznej. Maszyna ma zaledwie 3 lata - została dostarczona do Air Algerie w maju 2011 r. 


Odprawa rozpoczyna się ponad godzinę przed wylotem. Po wydaniu kart pokładowych około połowie pasażerów, na lotnisku w Tindoufie wyłączony zostaje prąd. Choć energia po paru minutach wraca, restart systemów oraz załadunek bagażu znacznie się przedłużają, a odprawa kończy się dopiero wtedy, gdy samolot powinien już startować.

Opóźnienie jest znacznie większe, bo samolot przylatuje z poprzedniego rejsu o ponad godzinę później. Procedura przy odlocie jest identyczna - kontrola paszportu i formularze, sprawdzenie paszportów przy wyjściu, spacer do samolotu, identyfikacja i przeniesienie własnego bagażu, kontrola bezpieczeństwa przed samolotem. 


Lot trwa nieco ponad dwie godziny. Serwis składa się ze słodyczy oraz wody i napojów gazowanych. Samolot ma wygodne, skórzane fotele i ekrany wysuwane z paneli nad siedzeniami co kilka rzędów. Pasażerowie dostają również chusteczki odświeżające nasączone chemikaliami, które palą w twarz niczym kwas. Personel pokładowy z dużą nieufnością traktuje osoby próbujące fotografować pokład maszyny.


Lądowanie w Algierze ma miejsce ok. 1 w nocy. Samolot kołuje pod rękaw przy terminalu międzynarodowym, otwartym w 2006 r., ale na pasażerów czekają autobusy. Terminal krajowy jest również nowoczesny i przestronny. Bagaż pojawia się na karuzeli już po kilku minutach. 


Zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia z lotniska w Algierze do miasta da się dostać wyłącznie taksówkami (mniej lub bardziej legalnymi). W ciągu dnia rzadko kursuje autobus, jednak przejazd jest długi. Kurs za przejazd taksówką w dzień można stargować do ok. 1000 dinarów (40 zł), w nocy jest drożej. 

Z Algieru do Oranu - boeing 767-300

Między dwoma największymi miastami Algierii na śródziemnomorskim wybrzeżu połączenia lotnicze są w miarę częste, nawet do 5 razy dziennie. Ceny z europejskiego punktu widzenia są niskie i zaczynają się od równowartości ok. 120 zł za lot w jedną stronę. Za taką kwotę bilety można kupić nawet kilkanaście dni przed wylotem bez większego problemu. Można je kupić przez internet, a na lotnisku niepotrzebny jest wydruk rezerwacji.


Terminal krajowy w Algierze jest nowoczesny i ma liczne, choć niezbyt obficie zaopatrzone kawiarnie oraz restauracje. Do niedawna funkcjonował na nim bar szybkiej obsługi francuskiej sieci Quick, ale z uwagi na "nieporozumienia podatkowe" (eufemizm na zbyt małe łapówki dla lokalnych władz) został zamknięty. 


W hali odlotów również jest dużo miejsc, a nawet dostępna (choć płatna i bardzo wolna) sieć Wi-Fi.


Pasażerowie do samolotu są przewożeni autobusem, co daje dobrą okazję do sfotografowania drugiego typu szerokokadłubowca we flocie algierskiej linii - airbusa A330-200. Udało mi się uchronić zdjęcie przed żandarmem-inkwizytorem przeglądając chwilę później zawartość karty pamięci aparatu.


Algierskie lotnisko ma nietypowy układ pasów, przypominający ten z Madrytu (choć z dwoma, a nie czterema drogami startowymi). Jest on bardzo efektywny pod względem krótkich czasów kołowania, bo próg aktywnego pasa do startów i koniec pasa do lądowań znajdują się zawsze blisko terminala. 


Choć rejs trwa niecałą godzinę, część połączeń z uwagi na duże zapotrzebowanie oraz przebazowanie samolotu (Air Algerie wykonuje loty dalekodystansowe z Algieru i Oranu) jest wykonywana szerokokadłubowymi boeingami 767-300. Samoloty te mają 213 miejsc - 10 w klasie pierwszej, 16 w klasie biznes i 187 w ekonomicznej. Pasażerowie wchodzący na pokład w żadnym stopniu nie stosują się do miejsc przydzielonych im przy odprawie.

Obsługujący rejs AH6110 B767 o znakach 7T-VJI ma ponad 23 lata i jest we flocie Air Algerie nieprzerwanie od 1990 r. W kabinie jest bardzo dużo miejsca z uwagi na układ siedzeń 2-3-2. Fotele są obszerne, materiałowe, ale nie posiadają żadnego systemu rozrywki. Nie ma nawet telewizorów w przejściach ani systemu audio. O ile na krótkiej trasie krajowej to nie problem, komfort dłuższego lotu na pewno jest bardzo niski.


Lot wzdłuż algierskiego wybrzeża trwa jedynie niecałe 40 minut. Ani na chwilę nie zostaje wyłączona sygnalizacja "zapiąć pasy". Serwis składa się jedynie z napojów - wody niegazowanej, soków oraz napojów gazowanych. Nie ma ani poczęstunku, ani ciepłych napojów. W trakcie lotu cały czas widać Morze Śródziemne. Algieria, choć ma tak piękne wybrzeże (i nie tylko), pozostaje krajem bardzo trudno dostępnym dla turystów. 


Lotnisko krajowe w Oranie, które teraz widzę w pełni, to tak naprawdę duży namiot. Po przylocie kontrola dokumentów jest bardzo ostra - Algierczycy zgodnie przyznają, że wojskowi w Oranie są znacznie bardziej surowi niż w Algierze. Przejście z aparatem i statywem bez bardzo dokładnej kontroli jest niemożliwe, podobnie jak i fotografowanie lotniska czy samolotów. 


W Oranie taksówki to również jedyne połączenie lotniska z miastem. Za przejazd zapłacimy mniej niż w Algierze, choć ponownie bardzo dużo zależy od umiejętności negocjacji ceny. Przy odrobinie szczęścia można zabrać się też prywatnym samochodem ze spotkanymi w samolocie Algierczykami - mieszkańcy tego kraju, choć biedni i przytłoczeni militarnym reżimem, są bardzo otwarci i chętnie rozmawiają z gośćmi z zagranicy. 

Z Oranu do Algieru - ATR 72

Po locie największym samolotem we flocie Air Algerie do Oranu, do stolicy kraju wracam najmniejszą maszyną. To dobrze znany polskim pasażerom model ATR 72-212. Rejs AH6183 obsługuje czternastoletni samolot o znakach rejestracyjnych 7T-VUJ, który na pokładzie ma 66 miejsc. 

Tym razem odlot z Oranu następuje w ciągu dnia, więc zarówno odprawa bagażowa, jak i kontrola bezpieczeństwa przebiegają sprawniej. Ciekawostką jest fakt, że przy tym samym okienku przyjmowane są bagaże na dwa rejsy krajowe Air Algerie - do Algieru i Konstantyny. W hali odlotów jest dużo wolnego miejsca i dobry widok na płytę postojową (zakaz robienia zdjęć!), ale tylko jedna malutka kawiarnia z wygórowanymi cenami i brakiem wyboru. 

Procedura przed odlotem związana z wielokrotnym sprawdzaniem dokumentów i identyfikacją bagażu pod czujnym okiem żandarmów jest już dobrze znana. Kołowanie trwa krótko, bo do progu pasa 25R jest blisko, ale po starcie piloci wykonują nawrót nad Oranem. Dzięki temu pasażerowie mogą zobaczyć lotnisko oraz duże, ale bardzo zniszczone miasto w całej okazałości.


W ciągu godzinnego lotu ma miejsce prosty serwis pokładowy z samą wodą. W samolocie jest głośno, a wnętrze samolotów jest bardzo zniszczone. Oparcia foteli są brudne, a stoliki często nie działają prawidłowo.


Po wylądowaniu piloci kołują na dość odległe stanowisko, skąd pasażerów do nowoczesnego terminala krajowego (tym razem bez żadnej kontroli dokumentów na przylocie) przewozi autobus. 


Poza flotą Air Algerie, można zobaczyć także stojące przed terminalem boeingi 737-800 oraz bombardiery Q400 linii Tassili Airlines - drugiego przewoźnika krajowego w Algierii, należącego do państwowego koncernu naftowego i ponoć oferującego lepszy serwis, ale z mniejszą siatką połączeń.

Podsumowanie

Podróżując po Algierii nie ma dużego wyboru poza Air Algerie. O ile w okolicy wybrzeża da się znaleźć alternatywę w postaci Tassili Airlines lub nielicznych, ale utrzymanych w wysokim standardzie połączeń kolejowych, to w interiorze pozostaje już jedynie narodowa linia.

Podróżowanie na jej pokładach to przygoda, niepewność, ale i niezwykle ciekawe doświadczenie. Serwis jest ubogi i za każdym razem inny, komfort lichy, ale pasażerowie bardzo spokojni. Do tego między Algierem a Oranem można skorzystać z jednej z niewielu tak krótkich tras obsługiwanych maszyną szerokokadłubową. 

Jednak nieustanne kontrole, zwłaszcza dla osoby na wizie dziennikarskiej, są niezwykle męczące. Konieczność wczesnego przyjazdu na lotnisko, brak punktów gastronomicznych (niewiele lepiej jest w nowoczesnym skądinąd terminalu międzynarodowym w Algierze), mała punktualność lotów - to wszystko jest uciążliwe i odbiera przyjemność z podróżowania. 

Taka jest zresztą cała Algieria - bardzo piękna, zapomniana i pełna świetnych przygód, ale z bardzo ciężką atmosferą i nie dająca wiele przyjemności. 

Dominik Sipiński



gość_04f7c - Profil
gość_04f7c
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie