×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Raport: Pustki na łódzkim lotnisku



Tydzień temu (3.2) po raz ostatni odleciał z Łodzi samolot skandynawskich linii SAS. Był to też ostatni poniedziałkowy lot na dwa miesiące. Od 3 lutego w te dni na lotnisku im. Reymonta nie ma żadnego rozkładowego lotu.

Niewiele lepiej będzie w inne dni - w rekordowe wtorki i soboty z Łodzi odbędą się aż trzy loty, w pozostałe dni mniej. Do tego wszystkie będą obsługiwane przez kapryśnego i zmniejszającego liczbę lotów z Polski Ryanaira. Pod koniec marca poprawi się o tyle, że loty do Monachium uruchomi Adria Airways. Nie wiadomo, na jak długo.

Jeśli lotnisko wspólnie z miastem, regionem, przedstawicielami biznesu i turystyki nie wypracuje jakiegoś pomysłu na jakościowy skok, to będzie dalej w takim miejscu jak obecnie - ostrzega Sebastian Gościniarek, ekspert lotniczy z firmy doradczej BBSG. 

Mariusz Jachimek, dyrektor marketingu i sprzedaży łódzkiego lotniska, w rozmowie z Pasazer.com przyznaje, że sytuacja nie jest łatwa. Odzyskanie połączenia do hubu już się udało, ale Jachimek zapowiada także walkę o rozwój siatki czarterów i połączeń cargo. 

Spadki od 14 miesięcy

Październik 2012 r. dla łódzkiego lotniska był ważnym miesiącem. Wtedy po raz ostatni jak dotąd Lublinek zanotował wzrost liczby pasażerów w ujęciu rok do roku. I to niemały, bo aż 13-procentowy. Ale przez kolejnych 15 miesięcy były już tylko spadki. 

W całym 2013 r. łódzkie lotnisko odprawiło 354 tys. pasażerów - o ponad 23 proc. mniej niż w 2012 r

Spadki to wynik przede wszystkim wycofywania się przewoźników. Pierwszy z Łodzi uciekł Wizz Air. Na początku 2013 r. zamknął trasę do Dortmundu, a 30 maja po raz ostatni poleciał do Londynu-Luton. Oficjalnym powodem wycofania się przewoźnika z Łodzi były gorsze od oczekiwanych wyniki. Daniel de Carvalho, dyrektor ds. komunikacji Wizz Aira, podkreślał wtedy, że Lublin i Szczecin mają znacznie większy potencjał, a łodzianie latają i tak z Warszawy. 



Łódź ucierpiała również w wyniku zimowych cięć Ryanaira. Irlandzki przewoźnik zawiesił cztery trasy z Lublinka: do Bristolu, Edynburga, Mediolanu-Bergamo oraz Oslo-Rygge. Na sezon letni ma powrócić trasa do stolicy Norwegii, ale za to zawieszone zostanie połączenie do Liverpoolu. Oznacza to, że Ryanair będzie nadal oferował tylko cztery trasy z Łodzi. 

Ostatni wycofał się SAS, który był jedynym tradycyjnym przewoźnikiem w Łodzi. Choć jak wynika z informacji Pasazer.com trwały zaawansowane rozmowy z niemiecką Lufthansą, przewoźnik w obawie przed brakiem wyników nigdy nie zdecydował się na uruchomienie lotów z Łodzi. To jedyne tak duże miasto w Europie, które ma tak niewielkie lotnisko. W porcie lotniczym w podobnej wielkości Leeds w 2013 r. odprawiono 3,3 mln pasażerów. 

Miejskie lotnisko, miejskie problemy

Sytuacja, że lotnisko zostaje z paroma trasami Ryanaira nie jest niestety dla łódzkiego lotniska nowa. W latach 2007-2010 na łódzkim lotnisku z większych przewoźników regularnych funkcjonował jedynie Ryanair, przez cześć tego okresu w towarzystwie efemerycznego Jet Aira. Nie jest to sytuacja właściwa i należy dążyć do jej zmiany - ocenia w rozmowie z Pasazer.com Mateusz Walasek, przewodniczący klubu radnych PO w Łodzi. 

Miasto ma wyjątkowo dużo do powiedzenia w sprawie Lublinka, bo to jedyne komunalne lotnisko w Polsce. Urząd Miasta ma 94,3 proc. udziałów. Reszta należy do województwa oraz do Aeroklubu Polskiego i Łódzkiego (po 0,0016 proc. akcji). 

Łódź jest lotniskiem silnie otoczonym przez konkurencję. Sytuacja jest po części efektem słabości oferty lotniska, a po części sąsiedztwa Warszawy. Potencjał w Łodzi jest w mojej ocenie na około 1 mln pasażerów, w większości na tanie linie, ale też na tradycyjnych przewoźników. Ale potencjał to jeszcze nie pasażerowie - ocenia Gościniarek. 



W jego opinii odpływ pasażerów z Lublinka to nie tylko problem lotniska, ale i miasta. Łódź nie jest ani dużym centrum biznesowym, ani kulturalnym czy turystycznym. Gościniarek dodaje, że pasażerowie z Łodzi mogą łatwo i szybko dojechać do innych lotnisk, zwłaszcza w Warszawie, Katowicach i Poznaniu. Brakuje też dobrej komunikacji z miastami w regionie, np. z Kaliszem. Ponad 100 tys. mieszkańców tego miasta może zdecydowanie szybciej dojechać do Poznania czy Wrocławia, choć odległości są podobne. 

Jachimek również podkreśla, że Łódź ma bardzo silną konkurencję. Zgodnie z danymi lotniska, na samym lotnisku Chopina odprawiono w ubiegłym roku ok. 500 tys. podróżnych z Łodzi. Kolejne 150 tys. leciało z i do Pyrzowic. Według Jachimka łączna liczba łódzkich pasażerów na wszystkich polskich lotniskach sięga 1,1-1,3 mln rocznie. Lublinek odprawia tylko ok. 30 proc. z nich. 

Low-costy wolą inne lotniska

Bliskość innych lotnisk i dobry dojazd do innych lotnisk to jedno ze źródeł problemów Lublinka. Wizz Airowi bardziej opłaca koncentrować się na prestiżowym rynku warszawskim. Węgierski przewoźnik stara się też szukać nowych rynków, takich jak Izrael czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, więc Polska traci dla niego na znaczeniu.

Ryanair z kolei po powrocie do Modlina umacnia się w tym porcie lotniczym. Czekając na nowe samoloty, tnie najmniej rentowne trasy z polskich lotnisk

- Ryanair deklaruje, że sytuacja diametralnie się zmieni już od jesieni. Pierwsze nowe samoloty przewoźnik odbiera we wrześniu, więc od sezonu zimowego nie będzie miał już takich problemów jak teraz - podkreśla Jachimek. Jednak jak pisaliśmy w artykule "Ryanair tnie siatkę i otwiera nowe bazy" przesłanki flotowe są tylko po części prawdziwe, bo w rzeczywistości decydują słabsze wyniki.



Bliskość innych lotnisk oraz zmiany w strategii przewoźników nie tłumaczą jednak w pełni spadku liczby pasażerów w Łodzi. Nie brakuje opinii, że winę ponosi też zarząd lotniska, który niewystarczająco walczy o nowe trasy i przewoźników. Zarówno Walasek, jak i Gościniarek podkreślają jednak, że w podobnej, trudnej sytuacji są wszystkie małe polskie lotniska i nie należy szczególną odpowiedzialnością obciążać zarządu Lublinka. 

Na razie mały ruch w Łodzi to poważny problem dla władz miasta, lotniska i pasażerów z tego miasta. Również finansowy, bo mniej lotów oznacza mniejsze przychody dla lotniska.

Strata duża, ale dopłaty maleją

Finanse łódzkiego lotniska to zresztą skomplikowana sprawa. W 2012 r. Lublinek miał najgorszy wynik spośród polskich lotnisk - stracił aż 37,7 mln zł netto. Ale ponad 19 mln zł z tego było stratą czystą księgową. Lotnisko straciło również... na sprzedaży terminala, który miał założoną złą amortyzację. Faktyczna strata była zatem znacznie mniejsza. 

- Do lotniska miasto Łódź dopłacało od powstania. Co istotne, w ostatnich latach dopłata Łodzi do spółki malała od ponad 22 mln w 2010 roku do 16 mln w 2013 r. Mówimy tu o realnie wpłaconych przez Łódź pieniądzach, bo wielkość wykazanej księgowo straty wynika z prowadzonych inwestycji czy zbycia majątku, a co za tym idzie nie zawsze wymaga natychmiastowego pokrywania - wyjaśnia Walasek. 



Jachimek dodaje, że pomimo utraty pasażerów lotnisko jest coraz bardziej efektywne kosztowo. Gdy 2,5 roku temu następowała zmiana zarządu, Lublinek miał 95 mln zł zaległych zobowiązań. Obecnie spółka na bieżąco reguluje wszystkie zobowiązania. Koszty wzrosły w wyniku uruchomienia nowego terminala oraz zmiany prawa (m.in. przejęcia przez lotnisko kontroli bezpieczeństwa), ale z roku na rok maleje miejska dopłata. 

- Wynika to z umiejętnej redukcji kosztów i pozyskania dochodów z działalności nie związanej bezpośrednio z  lotami.  Zatem za ten aspekt funkcjonowania zarząd, nawiasem mówiąc jednoosobowy, co też mówi o tym, jak oszczędna jest spółka, powinien być pochwalony – przekonuje Walasek. 

Pochwała i miejska dopłata nie były jednak tak oczywiste, bo w tym roku radni dopiero po burzliwej debacie zgodzili się przeznaczyć 3 mln zł z miejskiego budżetu na lotnisko. Walasek i Jachimek zgodnie uważają, że nie należy tej dyskusji przypisywać znaczenia innego niż polityczne. Przewodniczący klubu PO przypomina, że w grudniu 2013 r. łódzcy radni zdecydowali o wniesieniu do lotniskowej spółki gruntów wartych ponad 50 mln zł. Na lotnisku rośnie zatrudnienie, ale to w dużej mierze tłumaczą zmiany w prawie.

Zamknąć, trwać czy rozwijać?

Malejąca strata lotniska nie jest wielkim powodem do radości. Można argumentować, że po zamknięciu lotniska i zwolnieniu wszystkich pracowników strata byłaby zerowa. Celem zarządu nie może być jedynie redukowanie kosztów, ale przede wszystkim rozwój lotniska. 

- Lublinek i jego właściciele mają spory ból głowy i konieczne jest zastanowienie się, co w tej sytuacji mogą wspólnie zrobić, na co ich stać finansowo i organizacyjnie, co region może dać, jaki wysiłek powinno podjąć lotnisko. Uważam, że w takiej sesji strategicznej jednym z poważnie rozważanych scenariuszy powinno być zamknięcie lotniska i poprawa połączeń np. do Warszawy – ocenia Gościniarek.

Miasto, czyli główny właściciel lotniska, chce je jednak rozwijać. Walasek dodaje, że również mieszkańcy Łodzi chcą nadal mieć własny port lotniczy. Co więc można w tym kierunku zrobić? 



Jachimek zapowiadał (rozmawialiśmy przed ogłoszeniem połączenia Adrii do Monachium), że priorytetem jest przywrócenie połączenia do europejskiego hubu, które zastąpiłoby skasowaną trasą do Kopenhagi. To się udało, choć nie wiadomo, jak długo polata słoweńska linia. Jak zarzeka się Jachimek, bez wsparcia ze strony lotniska, miasta czy regionu.

Ta trasa to rzadki przypadek lotów przewoźnika narodowego obsługiwanych w schemacie "W", czyli z bazy w Ljubljanie do innego hubu (Monachium), a stamtąd dalej (do Łodzi). Adria boryka się też z problemami finansowymi i przechodzi głęboką restrukturyzację.

Gościniarek ocenia, że dobre wyniki mogłaby mieć trasa do innego hubu, niekoniecznie Star Alliance. Na przykład Paryża lub Amsterdamu. O tym na razie nie ma jednak mowy.

- Planujemy dalszy stabilny rozwój cargo, choć oczywiście mam świadomość, że w dłuższym terminie nie da się utrzymać obecnych trzycyfrowych wzrostów. Rozwój połączeń low-costowych na tych kierunkach, które gwarantują ich rentowność przewoźnikowi. Myślę, że jesteśmy również w stanie utrzymać obecny wzrost w segmencie połączeń czarterowych  czyli dokładanie dwóch nowych połączeń wakacyjnych co rok - zapowiada Jachimek. 

Potrzebna zmiana strategii miasta

Zarząd lotniska można oceniać źle lub umiarkowanie, ale nie ma wątpliwości, że nawet najlepszy prezes lotniska sam nie odmieni w tej chwili losów Lublinka. Potrzebna jest koordynacja z władzami miasta oraz regionu. 

Jachimek podkreśla w rozmowie z Pasazer.com, że choć to miasto musi pokrywać straty lotniska, w rzeczywistości połowa pasażerów pochodzi spoza samej Łodzi. 20 proc. nie mieszka nawet w szeroko pojętej aglomeracji łódzkiej. 

- Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby zbycie części udziałów na rzecz regionu albo jeszcze lepiej sprzedaż części lub całości udziałów w spółce na rzecz inwestora finansowego lub branżowego. To umożliwiłoby nie tylko brak obciążenia budżetu miejskiego kosztami działalności operacyjnej spółki, ale również "zastrzyk" dla lotniska - mówi Jachimek. 

Trwają także debaty na temat dopłat marketingowych. Środki mogłoby wyłożyć miasto lub region. Walasek przypomina, że w tej chwili Łódź na tle innych małych lotnisk, jak Rzeszów czy Bydgoszcz, oferuje bardzo niewielkie zachęty finansowe dla przewoźników. 

Przez dłuższy czas trwały negocjacje z Eurolotem, który mógłby ze wsparciem regionu utworzyć w Łodzi małą bazę. Polski regionalny przewoźnik mógłby latać z Łodzi do kilku głównych miast w Europie. Rozmowy zostały jednak zawieszone na czas zmian kadrowych w Eurolocie. Niewykluczone, że temat powróci wraz z nowym prezesem linii.

- Liczymy na to, że miasto Łódź oraz Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego pójdą w ślady innych regionów, w których znajdują się lotniska i przeznaczy odpowiedni budżet na promocję naszego miasta i regionu za pośrednictwem narzędzi marketingowych, którymi dysponują przewoźnicy - mówi Jachimek.

Dopłaty - błędne koło

Gościniarek przestrzega jednak, że rozpoczęcie dopłat dla przewoźników to decyzja, od której nie ma odwrotu. 

- Jeśli ściągać jakiekolwiek linie to raczej przewoźników tradycyjnych. Trzeba by płacić liniom innym niż Ryanair. Ale wtedy na pewno Ryanair też się upomni. Zacznie wycinać konkurencję, która będzie domagała się kolejnych, większych dopłat. Błędne koło, w które jak raz się wpadnie, to trudno z niego wyjść - ostrzega analityk.

Równocześnie dodaje jednak, że przykłady z innych lotnisk oraz dywersyfikacja długoletnich kontraktów marketingowych mogłyby pomóc Lublinkowi. 

Na razie wszyscy zgadzają się - Łódź musi zacząć aktywnie działać, by uniknąć kolejnego roku spadków. Aktywność samego lotniska nie wystarczy. Dopłaty, zmiany struktury właścicielskiej i kampanie promocyjne muszą być dokładnie przeanalizowane. Ale jeśli lotnisko ma funkcjonować i choćby potencjalnie się bilansować (potrzeba do tego 0,9-1,1 mln pasażerów), niezbędne są zmiany. 

Ponieważ w lutym lotnisko w poniedziałki będzie puste, zarząd będzie miał dużo czasu, by spotykać się z władzami miasta, regionu i linii lotniczych. Może znajdzie skuteczniejsze rozwiązanie niż loty Adrii do Monachium.

Dominik Sipinski
fot. Andrzej Amerski, Dominik Sipinski



gość_4441d - Profil
gość_4441d
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie