×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Londyński problem z lotniskami




Sześć lotnisk w rejonie Londynu obsłużyło w 2012 r. łącznie 135 mln pasażerów. To ponad 60 proc. całego ruchu lotniczego w Zjednoczonym Królestwie, ponad pięciokrotnie więcej niż w Polsce. Ale mimo to w Londynie pilnie potrzeba większej przepustowości.

O sytuacji związanej z zatłoczonymi londyńskimi lotniskami obszernie informuje w najnowszym wydaniu prestiżowy tygodnik "The Economist". Artykuł oraz klip wideo można zobaczyć na stronie internetowej magazynu.

W 2012 r. samo lotnisko Heathrow, główny londyński port lotniczy, obsłużyło ponad 70 mln pasażerów. To trzeci wynik na świecie i o prawie 10 mln lepszy od drugiego europejskiego lotniska, Paryża-Charles de Gaulle. Poza Heathrow jest jeszcze Gatwick (34,2 mln), Stansted (17,5 mln), Luton (9,6 mln), City (3 mln) oraz Southend (0,6 mln). Manchester, największe lotnisko poza Londynem, obsłużył w 2012 r. niecałe 20 mln pasażerów. 



Istniejąca przepustowość, zwłaszcza lotnisk w pobliżu miasta, już nie wystarcza. Heathrow (dwie drogi startowe) jest zatłoczone niemal do granic przepustowości, niewiele lepiej jest w Gatwick (jedna aktywna droga startowa). M.in. z uwagi na tłok na pozostałych lotniskach rozwija się lotnisko Southend, ale i tam potrzebne są inwestycje. 

Najostrożniejsze prognozy przewidują, że obecna przepustowość londyńskich lotnisk wystarczy maksymalnie do 2030 r. Jeśli branża lotnicza będzie rozwijać się dynamiczniej, próg może zostać osiągnięty wcześniej. 

Nic więc dziwnego, że od kilku lat trwają intensywne prace nad strategią rozwoju lotnisk w rejonie Londynu. Pomimo ustanowienia wielu komisji rozwiązania nie widać - na przeszkodzie stoi polityka, normy środowiskowe oraz ograniczony budżet. Choć śmiałych pomysłów nie brakuje.



Budowę zupełnie nowego lotniska na sztucznej wyspie w ujściu Tamizy zaproponował dwa lata temu Boris Johnson, konserwatywny i bardzo medialny burmistrz Londynu. Projekt, nazwany już "Boris Island", zakłada budowę czterech dróg startowych i byłby zdecydowanie mniej uciążliwy pod względem hałasu i zanieczyszczenia. Podobnych pomysłów jest więcej - od budowy lotniska połączonego z tamą przeciwpowodziową na Tamizie ("Thames Hub") po usytuowanie portu lotniczego w Kanale La Manche (Goodwin Sands). 

Wszystkie te wielkie projekty rozbijają się jednak o finanse. Koszty budowy lotniska "Boris Island" lub "Thames Hub" wraz z drogami dojazdowymi, połączeniem szybkiej kolei i niezbędną infastrukturą są szacowane na co najmniej 70 mld funtów, z czego minimum 30 mld musiałby dołożyć rząd Zjednoczonego Królestwa. Ponadto nie wiadomo, co stałoby się z pracownikami i przedsiębiorstwami skupionymi wokół istniejących portów. Dziś samo Heathrow zatrudnia ok. 11 tys. osób.


Lotnisko Londyn-Heathrow na zdjęciu satelitarnym

Tańsze są plany rozbudowy istniejących lotnisk. Od dawna trwa polityczna walka o trzecią drogę startową w Heathrow. Miałaby być ona położona na północ od istniejących. Rządzący do 2010 r. Laburzyści byli wstępnie na "tak", ale potem konserwatyści wykluczyli takie rozwiązanie. Trzecia droga znacznie zwiększyłaby hałas wokół lotniska. Już teraz ok. 750 tys. ludzi żyje na obszarze, na którym przekroczone są normy. Do tego trzecia droga startowa nie rozwiązałyby problemów na długo - twierdzą przeciwnicy pomysłu.

Łatwiej może być o budowę drugiej drogi startowej w Gatwick. Lotnisko już to zresztą planuje, choć ze względu na porozumienie społeczne budowa będzie możliwa dopiero w 2017 r. Dzięki temu drugi londyński port mógłby stać się nawet równorzędny wobec Heathrow. 



Z tym jednak też są problemy, bo Heathrow i Gatwick należą do dwóch konkurencyjnych spółek. Spory udział w londyńskim ruchu mają pasażerowie tranzytowi, a rywalizacja dwóch oddalonych lotnisk mogłaby skomplikować przesiadki. Na proponowaną szybką kolej łącząca obydwa porty nie ma pieniędzy. 

Niedawno pojawiła się nowa propozycja, która na razie jest wciąż nieoficjalna. Ciepło wypowiadają się o niej jednak przedstawiciele wszystkich stron. Chodzi o budowę nowych dróg startowych w Heathrow - aż czterech - ale nie obok, a na przedłużeniu istniejących. Dzięki temu że oś startów i lądowań nie przesunęłaby się, strefa nadmiernego hałasu obejmowałaby ten sam teren co teraz. A nawet mniejszy, bo po przesunięciu dróg na zachód mniej maszyn latałoby nad gęsto zamieszkanymi przedmieściami Londynu.

Takie rozwiązanie z pewnością umocniłoby pozycję Heathrow jako największego europejskiego hubu. Inwestycje w planowaną szybką kolej na to lotnisko oraz niedawną rozbudowę terminali miałyby więcej czasu na amortyzację. 

Problemy hałasu oraz zanieczyszczenia nie zniknęłyby jednak całkowicie i nie można wykluczyć, że nawet cztery nowe pasy w Heathrow byłyby tylko wyjściem tymczasowym. Ponadto budowa byłaby skomplikowana i kosztowna - autostradowa obwodnica Londynu M25 musiałyby zostać przesunięta do tunelu pod pasami, konieczne byłoby też zasypanie zbiornika wodnego. 

Powołana przez rząd komisja ma przedstawić wyniki analizy dopiero w 2015 r. W ten sposób, zdaniem dziennikarzy "The Economist", politycy chcą uniknąć zajmowania się tematem w trakcie kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2014 r. 

Dominik Sipiński
fot. Piotr Bożyk, Ordnance Survey, Google Maps, Gatwick Airport



gość_60844 - Profil
gość_60844
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!

Wylot z:

Przylot do:

  • Data wylotu:

  • Data powrotu:

Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie