Felieton: Czarno-białe światy nie istnieją czyli strajk w Locie

Felieton: Czarno-białe światy nie istnieją czyli strajk w Locie Po 9. dniach strajku, oby więcej ich nie było, nasuwa się kilka przemyśleń, o których warto napisać z nadzieją, że zostaną z nich wyciągnięte wnioski na przyszłość. Na początek przyjrzyjmy się działaniom, które były pod kontrolą kierownictwa LOT-u. Dobra komunikacja jest królem Z przykrością trzeba stwierdzić, że przekaz komunikacyjny w trakcie...
29/10/2018 10:55   
Komentowanie dostępne dla zalogowanych użytkowników
romanow 2018-10-31 16:41   
romanow - Profil romanow
@gość_4056b: masz oczywiście rację pisząc, że dopóki sąd nie stwierdzi jednoznacznie, że b2b jest nielegalne, to jest domniemanie legalności.
To samo dotyczy oczywiście legalności strajku - dopóki sąd nie stwierdzi prawomocnie, że jest nielegalny, to znaczy że jest legalny...A tak na poważnie - masz oczywiście rację, że z punktu widzenia prezesa firmy nastawionej na zysk wygodniej jest mieć pracowników bez prawa do strajku, nie mieć związków zawodowych itp. Ale prawo do strajku i związki istnieją w konkretnym celu, a mianowicie stworzenia przeciwwagi do dominującej w firmie pozycji zarządu. Pojedynczy pracownik nie ma prawie żadnych opcji - albo pracuje, albo się zwalnia. Ale już grupa pracowników, czyli właśnie związek, może realnie wywierać na zarząd nacisk i negocjować.

Dopóki związek zawodowy walczy o dobro pracowników, rozumiane jako godziwe warunki pracy i wynagrodzenie, adekwatne do wykonywanej pracy i sytuacji rynkowej firmy, to jest jak najbardziej pożyteczny (bo wcale nie jest takie rzadkie, że zarząd woli płacić pracownikom mniej, żeby więcej na premie zarządu było). Bez niego pracownicy w takich dużych firmach nie mieliby realnie (nie tylko na papierze) szans na partnerski dialog z zarządem. A że zdarzają się wynaturzenia? Cóż, zarządy i prezesi też bywają różni...

Prawo do strajku jest niezbywalnym prawem pracowników i jeżeli już chcemy twardo oczekiwać, że skoro b2b nie jest zakazane i jest wygodne dla firmy, to firma ma prawo takie umowy podpisywać, to trzeba być konsekwentnym i przyznać, że skoro prawo do strajku wynika z kodeksu pracy, to pracownicy mają prawo go stosować.
gość_77759 2018-10-31 00:10   
gość_77759 - Profil gość_77759
O jednym tylko autor nie wspomina: akcja związkowców była czysto polityczna, zaplanowana z premedytacją na wybory samorządowe. LOT cały czas zatrudnia nowych ludzi, co przy obecnym deficycie siły roboczej oznacza że musi oferować konkurencyjne warunki pracy.
gość_4056b 2018-10-30 17:11   
gość_4056b - Profil gość_4056b
ilka kwestii tutaj jest poruszonych, nad którymi warto się pochylić.

1. Kwestia umów b2b - tak jak mówicie - jest to osłabianie związków zawodowych. Z punktu widzenia pracodawcy (zwłaszcza w działalności lotniczej, mocno operacyjnej) - tendencja jak najbardziej zrozumiała i mówienie o tym, że to jest spółka skarbu państwa, albo, że trzeba szanować ludzi nie oznacza, że jako prezes spółki nastawionej na przetrwanie i zysk chcę mieć do czynienia z sytuacją, w której pracownicy mogą w legalny sposób narażać firmę na straty, bo nie zgadzają się z zarządem co do jakichkolwiek kwestii. Jako podatnik, który pożyczył pieniądze tej firmie, chcę, aby jej prezes robił wszystko, aby się rozwijała i zwracała pieniądze do budżetu. Nie chcę, aby były łamane prawa pracownicze, ale dopóki sąd nie stwierdzi inaczej - nie mam podstaw, by twierdzić, że prawa te są łamane. Przekaz medialny jest taki, że można z każdego mądrego zrobić idiotę i na odwrót.

Ta firma to nie jest rząd kraju, który podnosi podatki, albo przymusza do jakichkolwiek czynności. To jest firma, która funkcjonuje na otwartym rynku, a pracownicy mają dobrowolność pracować w tej firmie, bądź nie. Dlatego metoda strajkowania i narażania firmę na straty wizerunkowe i finansowe pod pretekstem walki o lepsze warunki zatrudnienia jest dla mnie nie w porządku wobec mnie, podatnika i pasażera. To nie jest reżim, któremu mamy się sprzeciwiać, tylko pracodawca, dla którego chcemy bądź nie pracować. Bardziej zasadny byłby protest pracowniczy wobec władz Państwa, który obsadzają zarząd tej spółki, a nie wobec protest wobec zarządu i spółki, które sprawują swój mandat. LOT ma swojego własciciela, który obsadza w roli zarządcy tego, kogo chce. Własciciel + zarządca decydują o sposobie zarządzania tą spółką. To, że spółka jest państwowa nie ma tutaj żadnego znaczenia, z jednym zastrzeżeniem, że podatnicy raz dołożyli do jej uratowania. Gdyby jednak zliczyć zyski wypracowane przez tę firmę od czasu pożyczki oddane do budżetu państwa - firma ta oddała z nadatkiem, to co od nas pożyczyła. Sposób zarządzania spółką jest możliwy do zmiany przez nas w wyniku wyborów co 4 lata co może powodować zmianę władzy państwa a w ostatecznym rozrachunki tej firmy.

Legalność kwestii zatrudnienia na b2b w LOT czy szerzej - to jest do oceny przez sąd. Dopóki nie jest stwierdzone inaczej - ta forma zatrudnienia jest legalna i jako menedżer firmy będę dążył do takiego zarządzania spółką, które będzie oszczędzać pieniądze przy jednoczesnym zatrudnianiu wystarczającej liczby osób potrzebnej do utrzymania bądź rozwoju. Protest bądź popieranie strajku przez osoby zatrudnione na b2b, po tym jak już podpisały dobrowolnie b2b jest smieszny. To tak jakbym podpisał umowę na 10 000zł a potem miał pretensje, że nie mam 20 000zł. Nikt nikogo do tego typu umowy ani pracy w firmie, która tego typu umowy oferuje, nie zmusza. Mówienie, że tego typu umowa nie gwarantuje porównywalnych swiadczeń jak umowa o pracę byłaby zasadna w sytuacji, w której ktos byłby przymuszany do podpisywania takiej umowy. Wszyscy, którzy są na umowie o prace zakładam, że dalej są na umowie o pracę bądź mogą dobrowolnie tę umowę na b2b zmienić. Jako dorosły czlowiek mam swiadomosc, że w przypadku choroby bądź ciąży - nie mam swiadczeń równie wysokich jak ktos na umowie o prace. Tylko, żeby dostawać netto tyle samo na umowie o pracę, co osoba na b2b to koszty pracownika są pewnie z 40% wyższe. Nikt nikomu też nie broni ze swojej pensji b2b zapłacić wyższych składek ZUS albo odkładac sobie pieniądze na tego typu zdarzenia. A jesli w takiej kalkulacji wychodzi, że nie opłaca się to bo zostanie za mało pieniędzy na konsumpcję - nie trzeba żadnej mowy podpisywać. Dodatkowo, na przypadek nieszczęśliwych zdarzeń istnieją różne ubezpieczenia, które można prywatnie opłacać. Dodatkowo przypominam istnieją inne firmy, które zatrudniają pilotów i stewardessy i oferują możliwość pracy na umowę o pracę. To jest w pełni wolny rynek i wniosek z tego jest taki, że warunki zatrudnienia w LOT na b2b są wystarczająco atrakcyjne na rynku siły roboczej - że są akceptowane. Gdyby nie były - wynagrodzenia wzrosłyby, warunki uległyby zmianie, albo firma przestałaby zatrudniać. Z jakiego powodu osoby wybierają lot i pracę na b2b mimo wszystko a potem protestują, że to niegodne. Dyskusja o tym, czy ta forma zatrudnienia i czy ta forma zatrudnienia w LOT jest legalna to jest oddzielna dyskusja, która powinni prowadzić politycy i sądy i spółka. Strajkujący robią z tego temat polityczny i propagandowy atakując jednoczesnie rząd, który jako jeden z nielicznych wierzy mocno w tę spółkę i daje jej duże wsparcie, aby przetrwała i się rozwijała. W sytuacji, kiedy ta spółka zostałaby sprywatyzowana, mysle, że Ci wszyscy strajkujący byliby w szoku. Więc dziwię się takiej postawie, ale za pewne to jest skalkulowane na podgrzewanie atmosfery i zdobywanie zainteresowania mediów.

Temat b2b jest wygodny do lansowania przez ZZ - natomiast jak wiemy, żadna z osób w ZZ nie jest na b2b zatrudniona. Z jednej strony by chcieli, żeby inne osoby były zatrudnione na b2b, bo mają wtedy większą władzę w firmie. Mają też jednak na pewno swiadomosc, ze przejscie na UoP tak dużej liczby osób wygenerowałyby tak duże koszty, że mogliby zaczać się zastanawiać czy ich pracodawca nie upadnie. W toku tego sporu mam jednak wątpliwosci, czy Ci ludzie mysla racjonalnie o tym, czy ich firma zarabia bądź nie.

Kto jest komunistą? Zarząd - LOL :)
gość_45730 2018-10-30 15:31   
gość_45730 - Profil gość_45730
Skojarzenie z komunistami i zwolnieniem Walentynowicz nasuwają się same...
spotter10 2018-10-30 14:46   
spotter10 - Profil spotter10
romanow -> zgodzę się z Tobą. B2B wprowadza wiele ograniczeń dla tych pracowników i protestować nie protestują. Ale mają inną formę "protestu", jeżeli faktycznie byliby niezadowoleni. Wystarczy wysłać pismo do LOT z wnioskiem o renegocjacje warunków kontraktu jednocześnie przez 50-100 pracowników z zagrożeniem rozwiązania umowy w przypadku braku osiągnięcia nowych satysfakcjonujących warunków. Gdyby nagle miało odejść 100 pracowników z LOT, to możliwe że by z każdym podjęli rozmowy. Nie mniej kwestia formy zatrudnienia oraz pracowników zatrudnionych na B2B tutaj jest mniej znacząca, bo mówimy o proteście TYLKO tych, co są na umowie o pracę. I nie wiem czemu oni mieszają w to tych z B2B, skoro ich to fizycznie nie dotyczy.
romanow 2018-10-30 13:26   
romanow - Profil romanow
@DOMZUK: masz jak najbardziej rację, zastępowanie umów o pracę umowami cywilnoprawnymi zmniejsza wpływy związków. I co ciekawe, autor felietonu też o tym napisał...

@spotter10: to nie jest tak, że B2B pozwala latać także dla innych linii, a w każdym razie nie musi tak być. Wszystko zależy od tego, co dokładnie jest w treści umowy - jeżeli strony wpisały tam zakaz pracy dla innych przewoźników, to taki zakaz obowiązuje. Ja nie znam treści tych umów, więc nie wypowiadam się tu w sposób bezwzględny. Pracę na B2B wprowadzono w LOT dawno, dla mnie to cały czas szemrane zachowanie spółki Skarbu Państwa, ale to już polityka. W felietonie faktycznie widać, że autor zdaje się stać bardziej po stronie ZZ, ale nie pominął takich faktów, jak np. powiązanie umów B2B z wpływami ZZ i jak to się ma do protestów. Pomijanie faktów to jedno, opinia autora to drugie.
Natomiast jest bardzo poważny powód, dla którego osoby zatrudnione na B2B nie protestują - otóż nie mogą, bo nie chroni ich kodeks pracy. Przy odpowiednio skonstruowanej umowie (powtarzam, że nie znam treści ich umów - to tylko przykład) mogliby nawet zostać pociągnięci do odpowiedzialności finansowej, bez ograniczeń (uroki własnej działalności), za niekorzystną wypowiedź pod adresem LOT... B2B jest świetnym sposobem nie tylko na ograniczenie danin dla państwa (co w przypadku spółki SP jest dosyć niekonsekwentne), ale też na ograniczenie możliwości protestowania przez "pracowników", którzy pracownikami nie są.
gość_495b2 2018-10-30 13:10   
gość_495b2 - Profil gość_495b2
Ludzie, poczytajcie sobie kodeks pracy. Poczytajcie, jak są zatrudniani piloci i stewki w rozwiniętych krajach europejskich, w liniach legacy. Umowy b2b. w dodatku z inną spółką, pojawiły się, gdy któryś z poprzednich zarządów obchodził unijne ograniczenia w zakresie zakazu zatrudniania personelu przez Lot (co też się podobało wówczas wielu osobom tutaj). Ograniczeń już nie ma, a niezgodna z prawem praktyka pozostała. Teraz po prostu tylko tak zatrudniają nowych i dlatego związkowcy walczą przeciwko temu. I maja rację, bo obecna praktyka jest niezgodna z prawem. Niech Milczarski sam zatrudni się na umowę b2b, bo akurat zarządzanie spółką nadaje się na kontrakt menedżerski, a praca pilota czy stewki, zgodnie z naszym prawem - nie. O domniemanie stosunku pracy w kodeksie pracy walczył też PiS, a teraz okazuje się, że mentalność Kalego wiecznie żywa. b2b dla każdego personelu poza managementem czy zewnętrznymi usługami to śmieciówki, za które prywatne spółki są ścigane przez Państwowa Inspekcje Pracy, a państwowego Lotu nikt nie ruszy, bo nie po to zdobywało się władzę, by patrzeć na ręce swoim. spotter10 - w kodeksie pracy istnieje domniemanie stosunku pracy i stosowanie na jednym stanowisku umów i pracę b2b nie jest legalne. Poczytaj, zanim coś napiszesz.
Śmieszne, że promuje się u nas rozwiązania rodem z trzeciego świata(i to jeszcze z biedniejszych państw trzeciego świata), ale jak widać umiłowanie pewnej opcji politycznej zaślepia. Tak jak było napisane w innym wątku - może zrezygnujmy w ogóle z umów o pracę i niech każdy pełnoletni obywatel będzie jednoosobową działalnością gospodarcza, będą wyłącznie umowy b2b, nowa opcja polityczne będzie z marszu pozbywała się dotychczasowych pracowników, związków nie będzie w ogóle, bo nie będzie pracowników. Nie będzie tez urlopów, zwolnień lekarskich, rent i emerytur oraz czasu (i pieniędzy) na podróże. Ale jak widać myślenie w kategoriach przyczynowo-skutkowych jest dla niektórych trudne. Króluje filozofia Kalego - jeśli łamanie prawa jest dla nas korzystne ekonomicznie - to stosujemy i bronimy. Jak to robią przeciwnicy - krytykujemy. Cel uświęca środki :(.
gość_e5ca7 2018-10-30 12:53   
gość_e5ca7 - Profil gość_e5ca7
@spotter10 : niemieckie urzedy pracy ostro walcza z plaga zatrudniania pilotow Ryanair (na terenie niemiec) twierdzac ze to jest ukryta forma zatrudnienia. To samo mamy obecnie w LOT tylko ze tutaj maja parasol ochronny rzadowy nad soba.
gość_896a1 2018-10-30 12:17   
gość_896a1 - Profil gość_896a1
Dziękuję za wyważony tekst. Szacunek.

Dodam tylko jeden aspekt - do pogłębionej oceny sytuacji potrzebna jest analiza ostatnich dwóch lat relacji zarząd-związki. To się nie stało z dnia na dzień.

Autor zrobił jakby "snapshota" tu i teraz i uznał, że zarząd zamiast spokojnie rozmawiać poszedł na ostro bez przemyślenia. Może i tak. Tyle, że zarząd utrzymuje, że przez 2 lata spotykał się ze związkami dziesiątki razy, a oni wszystko odrzucali - mniej więcej z podejściem "albo wszystko (czytaj: regulamin 2010) albo nic". Jeśli to prawda, to wówczas zmienia się optyka...
usuniety 2018-10-30 10:53   
usuniety - Profil usuniety
ZZ tak głośno krzyczą w sprawie umów B2B z jednego powodu - ich wpływy w firmie są wprost proporcjonalnie uzależnione od liczby osób zatrudnionych na umowy o pracę, bo takie tylko osoby mogą zapisywać się do związku. To jest walka o wpływy ZZ w LOT - "żeby było tak, jak było" cytując klasyka. Chca nadal siedziec na zwiazkowych etatach, a reszta niech na nich robi.
gość_d0503 2018-10-30 09:12   
gość_d0503 - Profil gość_d0503
Spotter10 ... otóż ze wlasnie zarzad chcial ... i dalej chce przenosic pracownikow na B2B! I to pomimo istnienia ewidentnie warunkow okreslonych w stosunku pracy, tj. pracodawca wyznacza ci miejsce i czas pracy. Ponadto na prawdziwych kontraktach masz grafik np 3 tygodnie na 1 lub 5 dni na 4 a nie jazde bez trzymanki jak planistce wyszlo tak jest! Kolego nie masz niestety pojecia o calosci sytuacji wiec pls nie oskarzaj ludzi ktorzy tu probuja cos wytlumaczyc o to ze cie atakuja.
gość_67357 2018-10-30 09:01   
gość_67357 - Profil gość_67357
spotter10
Te umowy to dokładnie śmieciówka. Zero urlopu zero chorobowego. Wszystko po to żeby oszukać na ZUSie.
Pracownicy LOTu nie mogą wybrać w jaki sposób są zatrudnieni. Albo się zgodzą na B2B albo mogą szukać pracy gdzie indziej.

Prezes podwyższa sobie dochody 2 czy 3 krotnie w sotosunku do swojej pensji a pracownikom nie chce nic dać z zysku. Tylko totalny buc tak robi - którym zresztą wg mnie jest.
Jeżeli uważa że w taki feudalny sposób zbuduje potężną firmę to chyba pomylił korporacje z przedszkolem. Gość ewidentnie jest niezrównoważony emocjonalnie.
Pod jego kierownictwem ta firma nie pociągnie. Chyba że będzie mega kryzys i 20% bezrobocie bo tylko w takiej sytuacji takie metody zarządzania mogą przynieść sukces.
Tylko że przy kryzysie spadnie też liczba pasażerów a ci którzy będą nadal latali to beda mega bogaci oraz Ci którzy zwracają głównie na cenę. Ani jedni ani drudzy nie wybiorą LOT, bo LOT takiej oferty nie ma.
gość_0ec52 2018-10-30 08:36   
gość_0ec52 - Profil gość_0ec52
Ci ludzie wykonują pracę na sprzęcie lotu, w czasie i miejscu wyznaczonym przez lot, sciśle według regulaminów wewnętrznych lotu: to jest stosunek pracy bez dyskusji. Istnienie calkowicie zależnej spółki pośredniczącej tylko podkreśla przekręt. Niezależnie kto i kiedy to wprowadził, wciąż jest to przekręt. A lot nie oferuje w ogóle innej formy zatrudnienia niż b2b.

W sytuacji gdy ryanair jako właściwe ostani istotny lowcost podpisuje wszędzie (poza Polską) porozumienia ze związkowcami i dostosowuje się do lokalnych reguł rynku pracy, XIX-wieczne zachowanie towarzysza prezesa wygląda na głupi dowcip.

Argumenty ekonomiczne przeciwko związkowcom mają sens, ale byłyby bardziej wiarygodne, gdyby działania zarządu dawały jakiekowleik szanse na ekonomiczną stabilizację firmy.
spotter10 2018-10-30 07:58   
spotter10 - Profil spotter10
romanow -> czytałem ten pseudo felieton kilka razy i niestety nie widzę tam obiektywizmu. Jest nastawiony anty zarząd, o czym już pisałem.
Co do zatrudnienia w formule B2B - wszyscy krytykujący to podejście zapominacie o pewnej kwestii, że LOT tak naprawdę ich nie zatrudnia! Ci pracownicy są zatrudnieni, bądź mają kontrakty, z inna firmą która świadczy usługi dla LOT. Może świadczyć takie usługi również dla innych przewoźników (wprawdzie czysto teoretycznie), także nie ma tutaj jednoznacznie określonego stosunku pracy. Na dodatek chciałbym przypomnieć, że ta forma zatrudnienia obowiązuje w LOT już od dawna, bo została wprowadzona w 2010 roku. Pomijam tutaj fakt, czy spółka Skarbu Państwa powinna tak zatrudniać czy nie. Sam mam mieszane uczucia.
A nielegalność o której wszyscy piszecie i na którą się powołujecie, dotyczy regulaminu wynagradzania, który został w 2013 jednostronnie wypowiedziany przez ówczesny zarząd, zaś w kilku przypadkach sąd przyznał rację pracownikom.
Także wszyscy komentujący, którzy mnie obrażacie i rzucacie hasła zbliżone meteorytyką do haseł związkowców, zapoznajcie się najpierw dobrze z tym co jest legalne a co nie. Bo B2B w Polsce póki co jest legalne. I nie jest to śmieciówka jak wiele osób tutaj to nazywa, bo śmieciówka to umowa zlecenie lub umowa o dzieło. Na dodatek LOT nie chce siłą przenosić starych pracowników na umowy B2B, o czym mówi Franca w Polsce. W ogóle nie rozumiem dlaczego związkowcy tak głośno krzyczą o tej formule zatrudnienia, skoro ich nie dotyczy? Wszyscy strajkujący to są osoby zatrudnione na umowie o pracę! Co ma piernik do wiatraka?
gość_062a9 2018-10-30 00:08   
gość_062a9 - Profil gość_062a9
Przypomnijmy, bo zdaje się, to niektórym umyka, albo prewencyjnie wolą tego nie zauważać: To niby jest strajk o przywrócenie pani Żelazik, zolnionej za słowa: "My zakupiliśmy kilka rac, dwa wozy opancerzone, starą wyrzutnię rakiet, kilka granatów ręcznych i niech każdy weźmie z domu, co po dziadach zostało”. Sama pani Żelazik niedługo po zwolnieniu formułowała swoje żądania (za Money.pl): Z LOT spotkam się w sądzie. (...) Od firmy będzie się domagała przywrócenia do pracy lub przynajmniej należnych jej odpraw. Czyli chodziło o kasę. Dygnąć firmę na kilkadziesiąt milionów, bo paniusia nie dostała odprawy, co do której nie wiadomo, czy się jej w ogóle należy bo nie odniósł sie do tego nawet sąd, to dość radykalne działanie. Ale mogło chodzić też o kampanię wyborczą, bo okazało się, że pani Żelazik kandydowała w dzielnicy Bemowo z KW Wygra Warszawa Jana Śpiewaka. No to by była najdroższa kampania wyborcza na radnego a sfinansowałeś ją ty podatniku! Cała sprawa została sprawnie przygotowana, żeby wybuchnąć na finiszu kampanii i może zmienić jej przebieg. A więc polityka. Gdyby było inaczej, to pani Żelazik poszła by do sądu i jak każdy zwykły Polak poczekała na jego wyrok a nie niszczyła finansowo swojego byłego pracodawcę podkopując do niego zaufanie. Jeśli w czymś się pomyliłem, to proszę poprawcie mnie.
romanow 2018-10-29 21:51   
romanow - Profil romanow
Felieton nie jest tendencyjny. Wyraźnie pokazuje, że obie strony zarówno mają swoje racje, jak i zatracają się w zacietrzewieniu. Twierdzenie, że celem związków zawodowych jest doprowadzenie do upadku LOTu przez żądanie podwyżek jest sporym nadużyciem. Skoro firmę stać na np. 2,5mln premii dla zarządu (to oficjalne dane za 2016, w kolejnych latach nie wiem), i jeszcze generuje zyski, to racjonalnym jest, że pracownicy też chcą w tym poprawiającym się wyniku uczestniczyć... Szczególnie że równie oficjalnie przyznano, że od 2017 premia zarządu jest powiązana wprost z wynikiem finansowym firmy - czyli każda zaoszczędzona na pracownikach złotówka to wyższa premia dla zarządu (tak, wiem - takie twierdzenie to też w pewnym stopniu nadużycie).
Ciekawe, że przy ogromnej medialnej obecności całego zamieszania, nikt nigdzie nie zadał sobie trudu, żeby przedstawić konkretną analizę, ile dokładnie by te żądania kosztowały, jak by wpłynęły na wynik itp. Tylko rzuca się hasłami - że związki chcą upadku firmy.
Na pewno związki chcą więcej, niż można im racjonalnie dać - zawsze tak zresztą jest. Ale przyjęta strategia, że nie rozmawiamy o faktach, tylko zaczynamy od sądów, na pewno nie sprzyja porozumieniu. I to właśnie felieton pokazuje - że obie strony mają pewne racje, ale równocześnie obie strony zagalopowały się już w tym konflikcie.
usuniety 2018-10-29 21:30   
usuniety - Profil usuniety
Bardzo tendencyjny felieton. "Zły, siermiężny i nieokrzesany prezes tłamsi, a wręcz gnoi biedną panią Żelazik, w ktorej obronie staneli rycerze i rycerki w srebrnych zbrojach". Zapominamy o legalności strajku i racjonalnosci stawianych przez strajkownisiów żądań. To nie sa czasy w ktorych gloryfikowany przez lotowską "społeczniczkę" w stopniu kaprala prezes Litwiński za publiczne pieniadze wymieniał IŁy na Boeingi. Dzisiaj mamy konkurencję rosnącą w siłę dzien po dniu. Jezeli pani Żelazik chce doprowadzic do upadku LOTu i szukac pozniej pracy w Ryanairze na gorszych warunkach to niech pominie pierwszy etap i zlozy od razu podanie u pana O'Leary. Niech pozwoli mniej roszczeniowym ludziom pracowac w LOT i nie namawia ich do kolejnej zapasci tej firmy.
gość_8f71a 2018-10-29 20:58   
gość_8f71a - Profil gość_8f71a
gość_4d581 - wreszcie ktoś to napisał. W tym kraju istnieje domniemanie stosunku pracy, o które walczyła nawet obecna NSZZ "Solidarność" (nie mylić z 10-milionowym związkiem z lat 1980-81). Ani zarząd ani pracownicy nie mają wyboru. Na b2b można zatrudniać tylko na tych stanowiskach, na których nie występują cechy charakterystyczne dla stosunku pracy. Zwalnianie działaczy związkowych jest możliwe w sposób opisany w k.p., z zachowaniem procedury. Zwykły prywaciarz za takie zwolnienia miałby już karę z PIPy plus procesy z usłużnymi sędziami i relacją z Wiadomościach TVP z napisanymi podpowiedziami dla debili jak rozumieć to co widzą. To samo byłoby za zatrudnianie przez prywaciarza na b2b np. kierowców czy sprzątaczek. M(isiewicz)ilczarski myślał, że jako nominat partyjny jest bezkarny, ale jak widać nie udało mu się. Zbyt daleko odszedł od oficjalnie głoszonych postulatów "Polski solidarnej" i "prospołecznej". Jak ktoś nie potrafi działać zgodnie z prawem, nie nadaje się w ogóle na etat z sektorze państwowym ani publicznym.
gość_c3b01 - piszesz o sobie. Gołym okiem widać, po której jesteś stronie. Spiski, służby etc. Postudiuj biografię opisanego wyżej nominata ;). A Twojej argumentacji używało PZPR w 1980 r., pisząc, że przez strajkujących (np. w stoczniach, kopalniach) pogarsza się sytuacja tych, którzy nie strajkowali ;). Osoba zatrudniona za pieniądze publiczne (ze Skarbu Państwa lub samorządów) ma obowiązek działać zawsze zgodnie z prawem. Jeśli sektor publiczny będzie przodował w naruszania kodeksu pracy, to czego wymagać od innych?
gość_a865e 2018-10-29 18:56   
gość_a865e - Profil gość_a865e
Zatrudnianie na zasadach umowy B2B musi być dobrowolne a żeby do tego doszło musi się pracownikowi opłacać. Jednym ze sposobów aby ludzi do tego przekonać jest przeznaczanie części zysków na premie dla pracowników na koniec roku finansowego. I nie mówię tu o symbolicznych kwotach typu 500 czy 1000 zł na rok tylko dziesiątkach tysięcy. Jeśli nawet wszyscy pracownicy w LOcie pracowali by na B2B i z 300 mln. zysku 100 mln. zostałoby przeznaczone na premie to każdy powinien dostać ponad 30 tyś. Nie sądzę że ktoś będzie wtedy narzekał że to mało i że B2B się nie opłaca o ile oczywiście zarząd nie przyzna sobie połowy sumy z budżetu na premie.
gość_c3b01 2018-10-29 18:49   
gość_c3b01 - Profil gość_c3b01
Obserwuję sposób w jaki odbywa sie dyskusja na tym portalu i nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że zarówno Pasażer.com jak i niektórzy komenttorzy są uczestnikami sporu po którejś ze stron. Artykuł jest stronniczy i ukierunkowany na przekonanie do winy zarządu. Zupełnie pominięto skandaliczne i w zasadzie kryminalne zachowanie pani Żelazik. Pani Żelazik nie jest już małą dziewczynką a lata pracy w linii lotniczej też powinny ją czegoś nauczyć, że w pewnych obszarach nie żartuje sie np. tak: "Mam bombę, mam granat, mam butelkę z benzyną". Jeśli czytelnicy są innego zdania, proszę, niech spróbuja tego żartu np. w Lufthansie nawet po tym jak samolot już wystartuje. I tylko potem prosze się głupio nie tłumaczyć jak poseł Rokita albo poseł Protasiewicz. To co zrobiła Żelazik jest dyskwalifikujące. Koniec. Kropka. Znam podobny przypadek, który zakończył się wyrokiem więzienia, który później uchylono po szczegółowych i długotrwałych badaniach psychiatrycznych (na wariata nie ma rady). Jeśli piloci dreamlinerów decydują się na strajk niszczący miesięczny zysk spółki to nie ma tu żadnej troski o poprawę czyichkolwiek warunków pracy bo przeciez nie tych pozostałych członków załogi, którzy zgłosili sie do pracy?! Tak zachowują się pewni swojej bezkarności członkowie ekipy LOT najprawdopodobniej związani z tzw. "wojskówką". (Pani Żelazik też ma ciekawą "ścieżkę kariery".) Więc to nie jest spór zły zarząd nie chce dać, a przymierająca głodem załoga domaga się godnej pracy. To jest w istocie spór o władzę nad spółką, choćby nieoficjalną, pozbawioną jakiejkolwiek odpowiedzialności. Obecny zarząd może jest bombastyczny, ale trzyma finanse w ryzach i egzekwuje napięty plan rozwoju, a starzy "towarzysze broni" zawsze byli znani z nonszalancji, bo państwo zawsze dosypywało kasy i nikt nie miał prawa ich kontrolować. LOT musi postawić na młodych ambitnych ludzi i podziękować "leśnym dziadkom" i babkom ze związków. Albo LOTu już nie będzie.
Kup bilet Więcej
Rezerwuj loty
dorośli
(od 18 lat)
młodzież
(12 - 18 lat)
dzieci
(2 - 12 lat)
niemowlęta
(do 2 lat)
Wypożycz samochód
Rezerwuj hotel
Wizy
Okazje z lotniska
Okazje pasażera
Reklama