Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub



13/05/2017 20:42

Majówka'17, czyli samolotem po Europie cz.1

LG9732: Monachium - Luksemburg. Sobota wcześnie rano. Spoglądam na budzik i zrywam się z łóżka. Trochę przysnąłem. Latam po mieszkaniu z szybkością światła, szykując się do wyjścia. W końcu łapię za walizkę i szybkim krokiem idę na przystanek autobusu linii 62. Za minutę podjeżdża autobus. Wsiadam. Na lotnisko dojeżdżam bez problemów.

Do Luksemburga lecę lotem o 09:00. Monachijskie lotnisko jest dzisiaj całkiem puste, jedynie niewielka kolejka do odprawy bezpieczeństwa. Jakieś 5 minut. Po odprawie ruszam pod bramkę G08, skąd obsługiwany jest rejs LG9732.

Boarding. Autobus. Turbośmigłowy Dash Q400. Osobiście wolę odrzutowce, bo mniej trzęsie i huczy, ale w sumie dasze są OK, tym bardziej że ten dzisiejszy (LX-LQB) to nówka bo ma zaledwie 7 miesięcy. Git jest.

Startujemy. Do Luksemburga to zaledwie 432 km co zajmie 53 minuty. Trasa przelotu przebiega na północ od Augsburga i Stuttgartu oraz nad południową częścią Księstwa Luksemburg. Źrodło mapki: www.flightradar24.com.

Podczas lotu zatapiam się w lekturze magazynu pokładowego, w którym m.in. przeczytałem artykuł o Alicante.

O, idzie serwis. Do czekoladowej mufinki (całkiem smacznej) początkowo dobieram wodę. Kątem oka zauważam na wózku butelkę przypominająca szampana. Biorę. Jak się okazuje szampan to luksemburski crémant z doliny Mozeli, całkiem przyjemny. Po wychyleniu szklanki do połowy, podchodzi steward z butelką oferując dolewkę. Nie odmawiam. Do Luksemburga dolatuję w doskonałym nastroju.

Luksemburg. Wciśnięte pomiędzy Francję, Belgię i Niemcy, niewielkie Księstwo Luksemburg ma wiele do zaoferowania. Zamki w Ardenach i winnice rozpościerające się na zboczach Doliny Mozeli odwiedziłem wcześniej. Tym razem postanawiam pozostać w stolicy kraju, który swoja niepodległość uzyskał w 1839 roku. To właśnie Luksemburg był pionierem integracji europejskiej. W roku 1944 na mocy trójstronnego traktatu utworzono unię polityczno-gospodarczą BENELUX, w 1952 roku - Europejską Wspólnotę Węgla i Stali mającej ściślej powiązać Francję (ruda żelaza) z Niemcami (węgiel kamienny).

Motorem rozwoju księstwa stał się przemysł hutniczy i górnictwo węgla kamiennego. W dzisiejszym Luksemburgu huty i kopalnie są już tylko wspomnieniem, a górników i hutników zastąpiły szeregi białych kołnierzyków pracujących w sektorze finansowym. Liczne banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, dzięki korzystnemu ustawodawstwu, ulokowały swoje błyszczące siedziby właśnie w Luksemburgu.

Stolica kraju położona jest nad połączeniem rzek Alzette i Pétrusse, a jej urocza Starówka z wąskimi uliczkami i pozostałościami murów obronnych zachęca do spacerów. I choć niewielką starówkę można obejść w parę godzin, to warto powłóczyć się w nieśpiesznym tempie nieco dłużej. I podobnie jak Luksemburczycy, mogący poszczycić się największym standardem życia w Europie, po prostu cieszyć się chwilą. 

Na ulicach słychać głównie język francuski, gdzieniegdzie przełamany przez luksemburski, który zbliżony jest do niemieckiego. Dawniej język luksemburski uznawany był za dialekt języka niemieckiego. Obecnie językoznawcy uważają luksemburski za osobny język wchodzący w skład zachodniej grupy języków germańskich.

Na późny lancz wpadam do jednej z knajpek ulokowanych na Placu d'Armes. Do obiadu zamawiam kieliszek luksemburskiego rieslinga z pobliskiego Remich położonego w dolinie Mozeli. Z Remich warto udać się w 2,5–godzinny rejs statkiem, podczas którego można podziwiać liczne winnice położone na obu zboczach doliny Mozeli - rzeki będącej naturalną granicą Niemiec i Luksemburga.

Na drugi dzień wpadam do pobliskiego sklepu po butelkę  luksemburskiego crémant z doliny Mozeli, tego samego, który podali mi wczoraj w samolocie. Będzie na specjalną okazję . Potem śniadanie na placu d'Armes, po którym nieśpiesznym krokiem ruszam na Starówkę, na której odbywa się dzisiaj maraton. Korzystając z pięknej pogody, udaje się na wytoczoną trasą Wenzel po pozostałościach fortyfikacji miasta, które częściowo rozebrano w II połowie XIX wieku w ramach demilitaryzacji. 

Po drodze podziwiam miasto, które z perspektywy murów obronnych wydaje się nieco bajkowe. Wysokie akwedukty, mosty łączące obie części doliny i Alzette przepływająca przez Dolne Miasto. Pięknie. Aż żal wyjeżdżać.

W następnej części >> Porto.

822 wyświetlenia


<>

Komentarze


Bardzo fajnie się czyta Twoje relacje. Naprawdę. Gratuluję.
15/05/2017 15:47
sensium300cp: bardzo dziękuje za miłe słowa, które motywują do kolejnych wpisów
16/05/2017 12:11
Komentowanie dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników.
<>