×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Sylwetki: J. Frankowski. To tylko pech?



Rozpoczynamy nowy cykl "Lotnicze sylwetki", w którym przybliżać będziemy osoby związane z lotnictwem cywilnym. W pierwszym odcinku Jarosław Frankowski, dyrektor zarządzający OLT Express. 

Mityczny król Midas zamieniał wszystko, czego dotknął w złoto. Dyrektor Frankowski ma raczej talent przeciwny. Pracował już w czterech liniach lotniczych, z których trzy upadły. Czy to wyjątkowy pech, czy raczej brak talentu do tego biznesu?

Frankowski, choć w OLT Express nie jest ani prezesem, ani rzecznikiem prasowym, jest najbardziej rozpoznawalną postacią tej linii. Zajmujący dość niesprecyzowane stanowisko "dyrektora zarządzającego projektem", dbał o komunikację z mediami i sprawiał wrażenie, jakby to on szefował linii. 

Ale to nie jego pierwsza przygoda w biznesie lotniczym - i nie pierwsza nieudana.

Ten ekscentryczny trzydziestoparolatek w biznesie lotniczym jest obecny od 2004 roku. Próbował być polskim Richardem Bransonem, ale na razie bez sukcesów.

Z mBanku do Centralwings

Wcześniej pracował w mBanku, internetowej gałęzi BRE Banku, którym kierował wtedy Sławomir Lachowski. Lachowski był wtedy członkiem zarządu PLL LOT. To on zauważył Frankowskiego i on "skierował" Frankowskiego do powstającej wtedy spółki córki LOT-u, Centralwings. To w mBanku Frankowski nauczył się zasady "wyróżnij się lub zgiń", która stała się jego życiowym mottem.



Centralwings nie miał jasno określonej strategii. Firma poszukiwała swojej drogi pomiędzy lataniem niskokosztowym i czarterowym, równocześnie pozostając zależną od LOT-u. Bardzo szybko okazało się, że taki model biznesowy nie sprawdza się i Centralwings przynosił wielomilionowe straty. 

W 2009 r. linię ostatecznie zlikwidowano. Ale Frankowskiego już wtedy tam nie było, bo w 2007 r. zmienił pracę. 

Latająca Fasola

Po niezbyt udanej przygodzie z Centralwings próbował swoich sił w Wielkiej Brytanii, gdzie w 2007 roku był współzałożycielem linii Flyforbeans z bazą operacyjną w Cardiff. Firma miała latać trzema Boeingami 737 na dwunastu trasach m.in. do Francji, Włoch, Niemiec, Hiszpanii oraz Polski. Firma miała wystartować w kwietniu 2008. Loty nie ruszyły jednak ani wtedy, ani w żadnym innym terminie. 



Po naprzemiennych okresach uśpienia i reaktywacji Flyforbeans w marcu 2012 pojawiły się informacje na temat możliwości zakupu linii bmibaby przez tę spókę. W czerwcu br. strona przewoźnika zniknęła jednak ostatecznie z sieci i nic nie wskazuje na to, by nastąpiła reaktywacja.

Eurolot: Odrzutowcami po kraju

Jednak Jarosław Frankowski po raz kolejny odszedł z linii przed jej upadkiem. W 2011 r. powrócił do Polski i trafił do Eurolotu. Był tam odpowiedzialny za strategię rozwoju linii, w tym za uruchomienie siatki bezpośrednich połączeń krajowych. 

Chciał przeforsować swój pomysł latania po Polsce dużymi samolotami, większymi niż turbośmigłowe ATR-y i Bombardiery. Jego pomysły nie spodobały się zarządowi. Do tego Frankowski podobno przyczynił się do pogorszenia stosunków pomiędzy Eurolotem i jego spółką-matką, LOT-em. Poszło o udostępnienie jednego z małych ATR-ów do obsługi połączeń z Warszawy do Bydgoszczy. Eurolot, czyli Frankowski, postawił LOT-owi warunki dotyczące godzin dostępności samolotu, które były nie do zaakceptowania, więc w ostateczności kontrakt na obsługę trasy podpisał Sprint Air. Od tego czasu rozpoczął się wielomiesięczny okres napiętych relacji pomiędzy dwoma polskimi narodowymi liniami. 

Do tego okazało się, że siatka połączeń krajowych była ułożona zbyt optymistycznie i część z tras trzeba było szybko zamknąć. Frankowski odszedł z firmy z końcem lipca 2011. 

OLT: Rewolucja dla optymistów

Chwile potem Frankowski wraz Marcinem Plichtą, właścicielem Amber Gold zaczęli tworzyć nową linię. Najpierw przejęli upadający Jet Air, potem niemiecki OLT i czarterową linię YES Airways.  

OLT Express szybko zaczęto w branży nazywać Centralwings-bis. Do firmy trafiło wielu byłych pracowników tego przewoźnika. I choć podobnie było np. w przypadku Enter Air, to wydawało się od razu, że o ile szefowie Enter Air wyciągnęli wnioski z lekcji pt. "Upadek Centralwings", to w OLT Express tylko powtarzano błędy.



Ostatnim znajomym z Centralwings, którego ściągnął Frankowski, był Mariusz Jachimek, wice prezes Łódź Airport, a w Centralwings pełnomocnik zarządu ds. kontaktów z portami, kierownik ds. marketingu międzynarodowego i manager marketingu. W OLT pełnił funkcję dyrektora ds. rozwoju siatki połączeń . Pełnił... przez 10 dni.

Frankowski miał w OLT Express niemal nieograniczone pole manewru i spore środki finansowe do dyspozycji. Wykorzystywał to bez zahamowań. 

Żadna inna linia nie miała tak głośnych i kosztownych kampanii reklamowych, produkowanych przez jedną z najdroższych polskich agencji reklamowych. Poza kilkoma faktycznie dochodowymi trasami, OLT Express uruchomił loty na połączeniach, które od początku były skazane na straty. 

Frankowski, podobnie jak wcześniej w Centralwings, nie umiał zdecydować się na jeden model działania. Chciał stworzyć tanią linię, ale oferującą drogi produkt - np. z jedzeniem na pokładzie i darmowymi bagażami. Chciał zachęcić do latania biznesmenów, układając rozkłady tak, by umożliwić lot i powrót w ciągu jednego dnia, ale równocześnie reklamowane były tanie loty dla rodzin, studentów czy emerytów. Cena była nieodpowiednia do produktu - lub raczej na odwrót.

Jednym z bardziej spalonych pomysłów był zakup samochodów Mini, które miały być wypożyczane pasażerom. Choć Frankowski zapowiadał start tej wypożyczalni już w kwietniu, to do upadku tej linii pod koniec lipca flota czerwonych Mini nie opuściła parkingu przy gdańskim lotnisku. A co ciekawe, podobny pomysł w 2007 r. miał Centralwings - wtedy zainwestowano w specjalnie pomalowane Toyoty Yaris dla przedstawicieli handlowych tej firmy. Niewiele jest na świecie linii tego rozmiaru, które tak nonszalancko wydawałyby pieniądze.

Jak zauważa jeden z byłych współpracowników Frankowskiego, w każdej firmie powtarzał on ten sam błędny schemat działania i jest przy tym niesamowicie uparty. Najpierw poprzez obniżanie cen starał się zapełnić samoloty (choć nie przynosiło to zysku), potem ogłaszał ekspansję, która miała być finansowana z bieżącej sprzedaży, a to wszystko było okraszone marketingiem ponad stan i bez sensu.

OLT Express, trzecia klapa lotnicza w życiorysie Jarosława Frankowskiego, była łatwa do przewidzenia. Na razie nie wiadomo, co dalej stanie się z tą firmą. Nie wiadomo też, co dalej będzie z ekscentrycznym biznesmenem, przychodzącym na konferencje prasowe w kolorowych spodniach, z barwnymi chusteczkami w klapie marynarki i ze zwichrzonymi włosami. Pewnie można się jednak spodziewać, że będzie chciał dalej działać w lotnictwie. 

Dominik Sipiński


gość_75c27 - Profil
gość_75c27
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie