×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Felieton: Limuzyna i odprawa prezesa



Felieton. Co może robić prezes lotniska "w budowie"? Może udzielać sprzecznych sobie wywiadów różnym mediom, planować bogatą siatkę połączeń z Lublina, mnożyć liczby planowanych pasażerów... Ale musi też dbać o takie szczegóły jak samochody, którymi wożone będą załogi, no i oczywiście o... swoją umowę.

Lotnisko w Lublinie staje się coraz częstszym gościem na łamach Pasazer.com. Tym razem o przyczynie donosi lubelska "Gazeta Wyborcza". Tytuł artykułu mówi wiele - "Lotniska nie ma, ale jest limuzyna dla VIP-ów". Lubelski port lotniczy, który ma zostać otwarty za rok, wyleasingował bowiem limuzynę Volvo S80. Miała służyć do przewozu VIP-ów i załóg lądujących w Lublinie. Czyli - za rok, najwcześniej. Do tego czasu korzystaliby z niej jedynie włodarze lotniska.

Po dwóch tygodniach lubelska "Wyborcza" poinformowała, że Volvo zostanie jednak zwrócone. Kryteria przetargu były tak wąskie, że żaden inny samochód nie mógł go spełnić. Po nagłośnieniu sprawy lotnisko wycofało się z umowy, nie ponosząc w związku z tym żadnych kosztów ani konsekwencji.

Po co to Volvo?

Gdybyśmy byli portalem nastawionym hurra-optymistycznie, moglibyśmy napisać, że Volvo było dobrym pomysłem. Bo myślenie perspektywiczne, bo komfort ważny dla VIP-ów, bo reprezentacyjne i bo bezpieczne, bo z zaprzyjaźnionego państwa.

Ale mamy wszak w niektórych kręgach opinię krytykantów i malkontentów. Więc i Volvo skrytykujemy.



Bo tak luksusowych aut do przewozu załóg i VIP-ów nie używa żadne lotnisko w Polsce, a i pewnie na świecie jest ich niewiele. Co więcej, w Polsce ani porty lotnicze, ani agenci handlingowi nie oferują usług przewozu ważnych pasażerów wyjątkowo luksusowymi limuzynami. Jeśli gość wyraża takie życzenie, to jego agent lub gospodarze sami muszą się o nie zatroszczyć. Jednak w Lublinie miało być inaczej...

Żeby się asfalt nie marnował...

Decyzja o zakupie limuzyny byłaby dość ekstrawagancka, nawet dla prężnie działającego lotniska, specjalizującego się w obsłudze VIP-ów. Lotnisko w Lublinie startuje za rok i raczej trudno się spodziewać, by obsługiwało tak wielu VIP-ów. Do czego samochód był niezbędny na rok przed uruchomieniem lotniska - nie wiadomo.

Złośliwi śmieją się, że zamiast lądujących w Lublinie samolotów drogę startową przemierzać będzie limuzyna. Aby asfalt się nie marnował... i pas nie stał odłogiem.

Volvo było planem dla lotniska. Ale jego prezes zadbał też o siebie.

Po co zakaz konkurencji?

W umowie prezesa Muszyńskiego znalazła się klauzula zakazu pracy u konkurencji. Po zakończeniu umowy Muszyński przez półtora roku nie będzie mógł zatrudnić się w branży lotniczej, a przez ten czas będzie dostawał miesięczne wynagrodzenie na stałym poziomie. Według informacji "Wyborczej", to ponad 20 tysięcy złotych miesięcznie czyli przez cały okres półtora roku - niemal 400 tysięcy.

Zakaz pracy u konkurencji to standardowy zapis w umowach menedżerów wysokiego szczebla. Pozornie zatem wszystko gra.

Żeby chronić lotnisko...

Tylko że dziurę w całym znaleźć tu wyjątkowo łatwo. Po pierwsze, półtora roku to wyjątkowo długa klauzula. Zwykle takie zapisy mówią o sześciu miesiącach, góra roku. Chodzi bowiem o to, by prezes lub menedżer nie przeszedł do konkurencyjnej firmy, której mógłby zdradzić bieżące szczegóły dotyczące strategii, produktów lub planów poprzedniego pracodawcy. Po roku wszystko to, co wie stary prezes, jest już i tak nieaktualne.

No właśnie - co takiego mógłby prezes Muszyński zdradzić konkurencji? Szef jakiegokolwiek lotniska nie ma dostępu do technologii, których nie mogłyby kupić inne porty. Nie zajmuje się też rozwojem i wdrażaniem unikalnych produktów czy innowacyjnych ofert handlowych. Struktura opłat lotniskowych? Prowadzone negocjacje z przewoźnikami, jeśli takie są? Może - ale trudno nazwać te informacje tajnymi i nieocenionymi z punktu widzenia strategii.

... czy prezesa?

Taka klauzula w umowie może pełnić inną funkcję. Może chronić byłego pracodawcę przed odpływem dobrych menedżerów do konkurencji. W Polsce rotacja na stanowiskach prezesów lotnisk jest minimalna. Czy można przypuszczać, że inna spółka chciałaby zatrudnić prezesa Muszyńskiego, związanego z Lublinem i bez doświadczenia w lotnictwie? Raczej nie.

Zapis oznacza więc, że prezes Muszyński przez półtora roku po odejściu z lubelskiego lotniska będzie otrzymywał ponad 20 tysięcy złotych miesięcznie. Z publicznej kiesy, bo udziałowcami portu lotniczego są niemal wyłącznie organy samorządowe - miejskie i wojewódzkie.

Pytanie nie brzmi "dlaczego prezes Muszyński ma taką klauzulę". Raczej - kto mu ją zaoferował i co nim kierowało? Oby były to powody merytoryczne i uzasadnione biznesowo, a nie bezpodstawna decyzja zatrudniających prezesa.

Ja się pytam!

Przetargiem na Volvo i umową prezesa zainteresował się już marszałek województwa lubelskiego, Krzysztof Hetman. Pasazer.com dołącza do jego pytań. Dodaje też jedno od siebie - czy zamiast zapewniania przyszłości lotniskowego transportowi  VIP-ów i własnego portfela, prezes Muszyński mógłby przedstawić jakieś konkrety w sprawie ewentualnych połączeń z Lublina?

Dominik Sipiński
grafika: Pasazer.com


gość_f6c76 - Profil
gość_f6c76
  

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie