×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Analiza: Problem Ryanaira będzie się ciągnął


Odwołanie 2,1 tys. lotów w ciągu sześciu tygodni to operacyjnie i finansowo niewielka strata dla Ryanaira. Jednak wizerunkowo przewoźnik traci bardzo dużo, a sytuacja jest objawem głębszego problemu linii i całej branży.


Ryanair ogłosił, że w ciągu sześciu tygodni do końca października odwoła 2,1 tys. lotów. Oficjalnie to efekt tego, że piloci przewoźnika odbierają urlopy po napiętym grafiku pracy latem. Ponieważ Ryanairowi w obecnej sytuacji brakuje załóg do regularnej obsługi wszystkich rejsów, woli z wyprzedzeniem anulować niewielką część rejsów i móc odpowiednio wcześnie zareagować na efekty niż w ostatniej chwili opóźniać lub odwoływać połączenia. Sytuacja ma wrócić do normy od 30 października, gdy w życie wejdzie mniej napięty zimowy rozkład lotów. 

1. Odwołania to niewielki problem operacyjny

Mimo bardzo dużej uwagi mediów i pasażerów, którą przyciągnęło ogłoszenie Ryanaira, przy skali działalności linii odwołania są stosunkowo niewielkim problemem. Dotkniętych zostanie ok. 315 tys. pasażerów, o prawie 100 tys. mniej niż pierwotnie szacował sam Ryanair (co wynika z mniejszej liczby biletów sprzedanych jak dotąd na październik). To duża liczba bezwzględna, ale odwołane zostaną tylko niecałe 2 proc. wszystkich lotów wykonywanych w tym okresie przez linię. W całym zeszłym roku Ryanair przewiózł 120 mln osób, więc skala odwołań jest nieduża. Linia wykonuje każdego dnia 2,5 tys. lotów, zatem w praktyce mówimy o sytuacji porównywalnej z tym, jakby Ryanair przez prawie cały dzień po prostu nie latał. Dla porównania, podczas niedawnego strajku kontrolerów ruchu lotniczego we Francji przewoźnik musiał odwołać 110 rejsów. Odwołania są więc oczywiście problematyczne dla dotkniętych nimi osób, ale zdecydowana większość pasażerów poleci bez przeszkód.


Ryanair woli odwoływać połączenia z wyprzedzeniem, bo dzięki temu lepiej może zarządzać sytuacją. Przewoźnik informuje, że już poinformował wszystkich pasażerów o odwołaniach, a dla ponad połowy z nich zarezerwował miejsca w innych (własnych) samolotach. Ryanair odwoływał przede wszystkim loty z największych baz na tych trasach, na których lata z dużą częstotliwością, aby móc łatwiej zapewnić alternatywne połączenie. Warto przypomnieć, że linia ma obowiązek zapewnić najszybszy możliwy transport, także samolotem innej linii, jeśli to możliwe.

2. Finanse Ryanaira też nie ucierpią

Również pod względem finansowym odwołania nie są poważnym obciążeniem dla przewoźnika. Ryanair szacuje, że na wypłatę odszkodowań będzie potrzebował 20 mln euro. To oznacza ok. 63 euro na pasażera. Do odszkodowań uprawnieni są wszyscy pasażerowie, którzy dowiedzieli się o odwołaniu lotu z wyprzedzeniem mniejszym niż dwa tygodnie, natomiast pozostali mogą wybrać zwrot kosztów biletów lub zmianę połączenia, ale nie odszkodowanie ryczałtowe. Kolejne 5 mln euro Ryanair ma stracić w wyniku tego, że pasażerowie wystraszeni odwołania nie kupią biletów. Koszty są szacunkowe, ale nawet jeśli będzie to o kilka milionów euro więcej, dla Ryanaira to wciąż mało odczuwalna strata.

Przewoźnik w zeszłym roku miał 6,7 mld euro przychodów i 1,3 mld euro zysku netto. Tylko w okresie od kwietnia do czerwca br. (to dobre, ale nie najlepsze miesiące w roku) Ryanair miał 1,9 mld euro przychodów i prawie 400 mln euro zysku netto. Nawet jeśli przewoźnik zaniża szacunki kosztów odwołań o połowę, nadal straci mniej niż 1 proc. przychodów z całego roku. Do tego należy wprawdzie dodać koszty zwróconych biletów, ale mimo to finansowo Ryanair i jego akcjonariusze ledwo odczują bieżące problemy. Większe straty przewoźnik poniesie wizerunkowo, ale wystarczy zapewne kilka dużych promocji, aby odzyskać utraconych klientów - linia kieruje bowiem swoją ofertę przede wszystkim do tych, dla których cena jest najważniejszym kryterium.

3. Ryanair ma problem z pilotami

O ile jednak operacyjnie i finansowo szkody nie będą duże, to nie można zignorować tego, że bieżące problemy są objawem głębszego zjawiska. Oficjalnie powodem odwołań są zaległe urlopy pilotów, ale na to nakłada się odejście z pracy części zatrudnionych - sam tylko Norwegian, oferując lepsze warunki i stabilną umowę o pracę, w tym roku zatrudnił 140 pilotów, którzy odeszli z Ryanaira. Według irlandzkiego związku pilotów, w ciągu roku z linii odeszło już aż 700 pilotów - czyli nawet jedna szósta wszystkich. 


Ryanair rekrutuje wprawdzie nowych na ich miejsce i ogólnie zwiększa zatrudnienie - na koniec marca 2017 r. pracowało w linii ponad 4 tys. pilotów, o 19 proc. więcej niż rok wcześniej; teraz to ponoć 4,2 tys. - ale kumulacja urlopów, odejść i złego planowania pokazują, że liczba pilotów jest "na styk". Irlandzki low-cost ma niewielki margines błędu, bo eksploatuje pilotów prawie do przewidzianych prawem granic. W zeszłym roku średnio pilot przewoźnika spędzał za sterami 842 godziny przy prawnym limicie 900 godzin rocznie. Nie może więc zwiększyć wymiaru pracy tym, którzy nie mają urlopów. Inne linie, zwłaszcza tradycyjne, mają nieco większe pole manewru w takiej sytuacji. 

Aby przyciągnąć nowych pilotów, Ryanair oferuje im nawet ponad 10 tys. euro bonusu na początek. Ale to może nie wystarczyć, bo inni przewoźnicy też rekrutują, a irlandzka linia ma w branży fatalną opinię zatrudniającej na słabych warunkach (np. aż niemal jedna trzecia wynagrodzenia zależy od produktywności). Do tego, i to już nie jest problem tylko Ryanaira, a całej branży, jest kłopot ze szkoleniem pilotów. Najczęściej muszą oni przejść początkowe etapy szkolenia za własne pieniądze (niemałe, mowa o kilkudziesięciu tysiącach euro). To skłania do szukania tańszych szkół lotniczych, które nie zawsze szkolą na odpowiednim poziomie. W samym Ryanairze nawet ponad połowa chętnych do programu kadeckiego nie przechodzi testu wstępnego mimo posiadania wszystkich formalnych uprawnień. 

4. Nastaje rynek pracownika

O dobrych pilotów coraz trudniej, bo po prostu przybywa ich wolniej niż potrzeba. Boeing szacuje, że do 2036 r. w samej Europie będzie potrzeba ponad 100 tys. nowych pilotów. To efekt przede wszystkim wzrostu ruchu lotniczego, który na kontynencie rośnie w tym roku o prawie 10 proc. Sam Ryanair i inne linie niskokosztowe rozwijają się natomiast w tempie dwucyfrowym i wszystkie deklarują, że zamierzają taką dynamikę utrzymać. To wpływa na proporcjonalny wzrost zapotrzebowania na pilotów. Cały czas rekrutują też szybko rosnące linie spoza Europy, w tym z Bliskiego Wschodu (gdzie praktycznie nie ma lokalnego rynku pracy) i Azji Południowo-Wschodniej. 

A w Europie system szkolenia pilotów na poziomie podstawowym słabnie. Licencję ma wprawdzie coraz więcej osób, ale przede wszystkim osób zamożnych, którzy szkolą się dla przyjemności. Koszty wyszkolenia dla młodych pasjonatów, którzy chcieliby pracować w liniach, często okazują się nie do przejścia, a coraz mniej linii oferuje własną ścieżkę kariery od samego początku szkolenia. 

Sam Ryanair proponuje rozwiązanie problemu poprzez podwyższenie wieku emerytalnego dla pilotów, o ile zdrowie będzie im pozwalało, ale przeciwko takiej zmianie należy spodziewać się głośnych protestów związków. Automatyzacja z kolei jest technologicznie możliwa, ale pasażerowie nie chcą wsiadać do samolotów bez pilotów. W efekcie piloci mają coraz większy wybór i mogą decydować się na pracę w spółkach, które dają im stabilne zatrudnienie, dobre wynagrodzenia, możliwość rozwoju zawodowego oraz nie zabraniają tworzenia związków zawodowych. 

5. Problem nasili się od przyszłego roku

O ile zimę Ryanair przetrwa bez kłopotów, to od kwietnia problemy z liczbą pilotów mogą wrócić. Ryanair do tego czasu będzie miał już więcej samolotów i rejsów, a więc i większe potrzeby. Przewoźnik zapowiada wprawdzie przywrócenie możliwości brania urlopów przez 12 miesięcy (w tym roku, z uwagi na zmianę metody rozliczania urlopów, piloci nie mogli mieć wolnego od stycznia do marca), ale to rozwiązanie doraźne, a nie systemowe. 


Wszyscy piloci Ryanaira podlegają zbiorowym układom pracy na okres od czterech do sześciu lat. Terminy renegocjacji tych układów przypadają na lata 2018-2023. Gdy przyjdzie do rozmów z pierwszymi pilotami w przyszłym roku, Ryanair będzie zmuszony zaoferować im lepsze warunki. Linia sama w raporcie rocznym przyznaje, że może doprowadzić to do wzrostu kosztów (podobnie jak zmiana warunków zatrudniania z irlandzkich na lokalne w danej bazie - w tej kwestii wypowiedział się niedawno Europejski Trybunał Sprawiedliwości). Ale oszczędzanie za wszelką cenę na pracownikach jest zyskiem krótkoterminowym, ale w obecnej sytuacji i przy planowanym rozwoju Ryanaira nie ma sensu. 

Michael O'Leary zrozumiał kilka lat temu, że jeśli będzie lepiej traktował pasażerów, to w dłuższej perspektywie wzrost i zyski Ryanaira będą bardziej zrównoważone. Teraz czas, by zrozumiał, że pilotów też musi zacząć bardziej szanować, bo inaczej nie zrealizuje ambitnych planów wzrostu. 

fot. Dominik Sipinski, Piotr Bożyk


gość_412b5 - Profil
gość_412b5
  
Co otrzymamy, gdy dodamy trzy do zero?

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy