Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Gość Pasażera: Richard Quest (CNN)


Lotnictwo mnie fascynuje, bo latanie to marzenia, emocje, strach, ale też wielki biznes - mówi Richard Quest, korespondent CNN zajmujący się m.in. tą branżą, w rozmowie z Pasazer.com. Wyjaśnia też, dlaczego napisał książkę o zaginięciu lotu MH370.


Pasazer.com: Richard, rozmawiamy z okazji publikacji twojej książki "Zaginiony lot MH370. Prawdziwa historia poszukiwań malezyjskiego samolotu", ale chciałbym zacząć od pytania bardziej ogólnego. Jesteś prawdopodobnie najbardziej znanym dziennikarzem wyspecjalizowanym w lotnictwie na świecie. Dlaczego lotnictwo?

Richard Quest: To bardzo proste. Po pierwsze, są te wielkie, magiczne maszyny. Pomyśl tylko, one latają! Już samo to jest uwodzące. Ale te maszyny to też potężne wehikuły gospodarcze. Biorąc pod uwagę liczbę pasażerów przewożonych przez samoloty, trzeba dobrać odpowiednią liczbę foteli, posiłków, tras, załogi, bagażu, tego wszystkiego co jest związane z lotem. I linia lotnicza nie robi tego raz, ale setki razy każdego dnia. No i wreszcie, i wydaje mi się, że to jest niezwykle ważne - linie lotnicze i samoloty przewożą nasze nadzieje, marzenia i obawy. Patrząc na pasażerów, widzisz kochanków, którzy gdzieś lecą, widzisz osoby odwiedzające swoich krewnych czy znajomych, widzisz osoby lecące na rozmowę o pracę. Samolot zawiera w sobie całe życie, a podróżni na jego pokładzie przeżywają wszystkie możliwe emocje. Wiem, że autobus niby też taki jest, ale samolot jednak zabiera nas na drugi koniec świata. Myślę, że właśnie dlatego uważam tę branżę za taką fascynującą. 

Pasazer.com: Podczas swojej kariery dziennikarskiej odwiedziłeś pewnie każdą dużą linię lotniczą na świecie i rozmawiałeś ze wszystkimi najważniejszymi menedżerami w branży. Kogo najbardziej lubisz, kogo uważasz za najciekawszą osobistość? Z kim najlepiej ci się rozmawia?

Richard Quest: Pod względem rozrywkowości niewątpliwie jest to Akbar al-Baker z Qatar Airways. Znam go od lat. Z jednej strony on świetnie się wypowiada, a z drugiej jest bardzo mądry i zna się na branży. Inni, z którymi najbardziej lubię rozmawiać, to Willie Walsh z IAG i British Airways czy Alan Joyce z Qantasa. To są wszystko bardzo doświadczeni i zaprawieni w pracy faceci. Bardzo mi szkoda, że Carolyn McCall odchodzi z easyJeta. Nie ma wielu kobiet-prezesów w tej branży, a do tego ona była jedną z osób, które zrozumiały, że w tej branży wszyscy latają mniej więcej takimi samymi metalowymi rurami w te same miejsca, więc sukces tkwi w dobrym budowaniu siły marki. Osiągnęła wielki sukces w budowaniu marki easyJeta i linia na pewno odczuje jej odejście. W Polsce macie Sebastiana Mikosza, którego LOT bezceremonialnie się pozbył, a teraz będzie miał szansę spróbować swoich sił w Kenya Airways. To fascynująca linia do zarządzania. W mojej książce piszę, że linie lotnicze sprzyjają tworzeniu wielkich postaci świata biznesowego. Menedżerowie w tej branży są agresywni, znaczą dużo w dobrym tego słowa znaczeniu. 


Pasazer.com: Twoja praca to nie tylko linie lotnicze, ale też lotniska - mnóstwo latasz, ale znasz je też od strony biznesowej. Jakie jest twoje ulubione lotnisko?

Richard Quest: To prawda, że znam dużo lotnisk i cieszę się, że o to zapytałeś. Moim ulubionym lotniskiem jest Londyn-Heathrow. Tak, jest zatłoczone, często chaotyczne, głośne, ale dla mnie wciąż jest ekscytujące, choć na pewno nie jest tak czyste i wydajne jak np. Singapur-Changi. To zresztą kolejne z moich ulubionych lotnisk, jego zarządcy wykonują świetną pracę. Ale tak naprawdę mój ulubiony moment jest wtedy, gdy padają słowa "boarding zakończony", bo to znaczy, że wszyscy są na pokładzie i zaraz zacznie się przygoda. Niedawno miałem lecieć do Bostonu, mój lot o 17 z Nowego Jorku-LaGuardia został odwołany, zmieniono moją rezerwację na lot o 21 z JFK. Ten lot był opóźniony o 1,5 godziny. Wystartowaliśmy po 23 i wylądowaliśmy po północy. Szybciej dojechałbym do Bostonu albo dotarł tam pociągiem. Ale nadal w tym locie było coś magicznego. Wracając do lotnisk, to poza Heathrow i Changi jeszcze Sydney, które również jest świetnie zaprojektowane.

Pasazer.com: Na świecie nie ma wielu dziennikarzy w mediach ogólnotematycznych, którzy specjalizowaliby się w lotnictwie. Mam wrażenie, że wielu redaktorów nie docenia prawdziwej wagi tej branży dla całej światowej gospodarki. Czy też kiedyś zderzyłeś się z tym problemem? Jak przekonujesz wydawców, że lotnictwo jest naprawdę ważne dla świata?

Richard Quest: W programie "Quest Means Business" na antenie CNN nie zajmuje się tylko lotnictwem, ale całym segmentem podróży biznesowych. Oczywiście lotnictwo jest ważnym aspektem tego segmentu. Ale w CNN panuje zrozumienie, że lotnictwo jako całość to wielka branża, która do tego interesuje bardzo szeroką grupę odbiorców. Lotnictwo jest ciekawe na wielu poziomach - ludzkim, np. dotyczącym nowych foteli i wyposażenia samolotów; korporacyjnym, gdy mówimy np. o zamówieniach samolotów; geopolitycznym, jak np. w przypadku dyskusji o zakazie laptopów na pokładzie. A do tego dochodzą nieprzewidziane zjawiska, jak choćby chmury pyłu wulkanicznego. Wydaje mi się, że to powszechnie zrozumiałe, że dobrze mieć kogoś od tego tematu.

Pasazer.com: Nieprzewidziane wydarzenia przywodzą na myśl temat twojej książki - zaginięcie lotu MH370. Pisanie o katastrofach lotniczych nie jest łatwe, dla mnie wyzwaniem zawsze jest zbalansowanie informacji w taki sposób, aby nie wystraszyć czytelników, nie stworzyć u nich wrażenia, że lotnictwo jest niebezpieczne. Jak ty sobie z tym radzisz?

Richard Quest: To bardzo, bardzo dobre pytanie. Dużo piszę o tym w książce. Balans między spekulacjami a informowaniem jest niezwykle, niezwykle delikatny. Czytelnicy otrzymują te informacje np. na lotnisku lub nawet w samym samolocie i zastanawiają się - czy ten lot jest bezpieczny. Dobre przedstawienie tych informacji jest niezwykle odpowiedzialnym zadaniem. 

Pasazer.com: Gdzie znaleźć tę równowagę?

Richard Quest: Nie zawsze mi się to udaje, ale gdy się nie uda, to od razu o tym wiesz - bo odpowiedzi po prostu nie wydają się dobre. To może być wyświechtane, ale latanie to najbezpieczniejszy sposób podróżowania. I relacjonowanie katastrof trzeba od tego zaczynać, trzeba to powtarzać ludziom. A potem trzeba im przypominać, że ostateczne potwierdzenie przyczyny katastrofy trwa miesiącami i może okazać się, że faktyczny powód był zupełnie inny od tego, co na początku się wydawało. Kto by pomyślał, że przyczyną katastrofy samolotu Air Asia w 2014 r. było odłączenie przez pilota komputera pokładowego, a nie pogoda. Takich przykładów jest więcej. Dlatego relacjonowanie katastrof należy zacząć od uczciwie powiedzianego "nie wiem". Oczywiście, to dla wielu osób będzie niesatysfakcjonujące, zdaję sobie z tego sprawę. Ale chwilę po katastrofie po prostu nie wiemy. Dlatego należy ostrożnie oceniać cały zakres możliwości. Np. podczas katastrofy Spanaira w Madrycie w 1999 r. można było rozważać, co zwykle jest powodem katastrof podczas startu, ale dopiero badanie potwierdziło, że był to problem z ustawieniem klap.

Pasazer.com: Jednak w przypadku większości katastrof, które wspomniałeś, ostatecznie powód staje się znany. W przypadku MH370 wysoce prawdopodobne jest to, że nigdy nie poznamy powodu. A jednak ty napisałeś o tej wyjątkowej katastrofie. 

Richard Quest: To prawda. To niezwykle ciekawy przypadek. Wiemy, gdzie znajduje się samolot z dokładnością do kilku tysięcy mil. Nie wiemy jednak, dlaczego się tam znalazł. Nie wiemy, czy to celowe działanie kryminalne czy powody mechaniczne. Ja cały czas nie wierzę w celowe działanie. Jest wiele plotek, ale nie ma żadnych dowodów na celowe działanie pilota. A wydaje mi się, że w takiej sytuacji należy wziąć stronę pilota. To nie znaczy, że nie jestem gotowy zaakceptować jego winy, ale zrobię to dopiero wtedy, gdy zobaczę dowody. Nie zgadzam się z wieloma innymi komentatorami, którzy go obwiniają. Może to i była jego wina, ale my tego nie wiemy. Co z tego, że pokłócił się ze swoją żoną. Inny pilot powiedział mi słusznie, że po kłótni z żoną nie wsiadasz za stery i nie mordujesz kilkuset osób. Boeing wierzy, że to nie był problem mechaniczny, więc wiele osób w branży zrzuca winę na pilota. Ale w Malezji wiele osób nie przyjmuje wytłumaczenia, że to była wina pilota. A dla mnie ostatecznym stwierdzeniem jest to, że po prostu tego nie wiemy. 

Pasazer.com: Mówisz o tym, że odpowiedzi bez spekulacji są dla wielu osób niezadowalające. Ale przy dzisiejszym 24-godzinnym życiu świata newsów bardzo trudno powstrzymać się od spekulowania. Jak przekonujesz wydawców, że pewnych odpowiedzi po prostu nie da się udzielić?

Richard Quest: To przede wszystkim doświadczenie i umiejętność przedstawienia pewnych informacji. Trzeba dać widzom coś, np. zakres możliwości. Jeśli katastrofa dzieje się podczas przelotu lub podczas lądowania, podajesz informacje o tym, co najczęściej jest przyczyną wypadku w danej fazie. Ale nie możesz definitywnie związać się z żadną spekulacją. Nie mówisz, że to jest powód. Katastrofy lotnicze są przerażające i musisz być bardzo odpowiedzialny, bo możesz wystraszyć mnóstwo osób. 

Pasazer.com: W przypadku MH370 dodatkowym problemem jest to, że to bardzo polityczna sprawa, a do tego rodziny ofiar ciągle zmagają się z tym, że po prostu nie wiedzą, co stało się ich ukochanym czy krewnym. 

Richard Quest: I z tego powodu bardzo mocno chce skrytykować prowadzących dochodzenie w sprawie MH370, zwłaszcza ich decyzję o zaniechaniu poszukiwań w momencie, gdy pojawił się nowy raport o tym, że samolot prawdopodobnie znajduje się w innym miejscu niż dotychczas uważano. Ten sam raport rekomendował kontynuację poszukiwań w nowych lokalizacjach. Władze powinny podjąć ten wysiłek w reakcji na bardzo konkretne zalecenie. Rozumiem, że nie można szukać w nieskończoność, ale tutaj mieliśmy do czynienia ze wskazaniem konkretnego nowego miejsca. Gdy raz uda się zebrać siły i zasoby do szukania samolotu, jak tu się udało, to nie należy pozwalać na ich rozproszenie, bo drugi raz już się ich nie zbierze. Teraz zgadzam z tobą, że możemy już nigdy nie dowiedzieć się, co stało się z MH370. Uważam, że władze powinny pozwolić na dalsze poszukiwania przez pewien czas w nowym miejscu i nie wiem, czemu tego nie zrobiły. To był błąd. 

Pasazer.com: Katastrofy lotnicze to okropne zdarzenia, ale przynajmniej branża z każdego czegoś się uczy. Ta katastrofa nauczyła sektor, że musi lepiej lokalizować samoloty. Czy uważasz, że ta zmiana faktycznie nastąpi?

Richard Quest: Bez dwóch zdań. Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego (ICAO) potrzebowała dwa lata na stworzenie planu działania, ale to nie dziwi, bo to jedna z najmniej efektywnych organizacji na świecie. Same linie lotnicze, takie jak Emirates, Qatar Airways i British Airways, inwestują w śledzenie swoich samolotów praktycznie w czasie rzeczywistym. Czy coś takiego mogłoby zatem zdarzyć się ponownie? Nie w ten sposób. W momencie, gdy samolot zboczy z trasy, natychmiast uruchomione zostaną alarmy i dokładne śledzenie maszyny. Oczywiście, nadal mogą zdarzyć się inne rzeczy i samolot może zniknąć, ale nigdy ponownie nie zdarzy się taka sytuacja, aby samolot przepadł w oceanie i ludzie nie mieli pojęcia, gdzie dokładnie jest.

Pasazer.com: Opublikowałeś książkę zanim samolot został znaleziony, a przyczyny katastrofy wyjaśnione. Władze także odwołały już poszukiwania. Czy to znaczy, że sprawa jest zamknięta, że już nic się w niej nie wydarzy?

Richard Quest: Ja jestem gotowy zaktualizować książkę w każdym momencie. Odkąd ją napisałem, odnaleziono więcej fragmentów samolotów, a po przeprowadzeniu analizy wstecznej prądów morskich wskazuje to, że wrak faktycznie jest bardziej na północ niż wcześniej sądzono. Ale nadal nie ma ani joty nowych dowodów wyjaśniających co mogło stać się z samolotem. Władze Malezji nadal nie odniosły się do tego, dlaczego operatorzy radarów nie podnieśli alarmu, gdy samolot skręcił z kursu. Zresztą w ogóle sądzę, że pod względem komunikacji Malezja popełniła szereg błędów. Ale z drugiej strony, tak jak piszę w książce, nie wiem, czy ktokolwiek poradziłby sobie lepiej. Sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie, nowe informacje napływały co chwilę, a władze Malezji szybko reagowały. W raporcie można wyczytać, że prowadzili poszukiwania w Cieśninie Malakka już wtedy, gdy wszyscy myśleli, że samolot spadł do Morza Południowochińskiego. Oni o tym informowali, ale my byliśmy wtedy zbyt zajęci analizowanie wątku fałszywych paszportów pasażerów, aby ich słuchać. Pomyśl tylko - samolot leci nie w tę stronę, w którą powinien; spada nie tam, gdzie wszyscy myśleli, że spadł; leci znacznie dłużej, niż zakładano, że leci; ostatecznie udaje się go zlokalizować bardzo ogólnie za pomocą dziwnych danych satelitarnych Inmarsatu, z którym silniki wymieniały sporadyczne sygnały - to wszystko z jednej strony jest powodem do wstydu dla branży, ale jest też fascynujące i zadziwiające. To największa zagadka lotnictwa i nie sądzę, by miała zostać wyjaśniona. 

Pasazer.com: Twoi, i moi, i wszyscy inni czytelnicy oraz widzowie zapamietają w odniesieniu do lotnictwa przede wszystkim historie katastrof i wypadków. Czy uważasz, że powinniśmy robić coś inaczej, aby bardziej zapadały w pamięć te dobre, udane historie?

Richard Quest: Cóż, myślę, że te dobre historie opowiadają się same, nie trzeba ich powtarzać. One opowiadają się za każdym razem, gdy ktoś wsiada do samolotu. Gdy mówimy o nowych łóżkach w samolotach, nowych posiłkach, nowych samolotach - te dobre historie się dzieją i każdy z nas napisał ich mnóstwo. Chciałbym wrócić do tego, że samoloty to nie są tylko metalowe rury. To magiczne maszyny, które przewożą marzenia, nadzieje, obawy ludzi. Jeśli to wydaje ci się dziwnym stwierdzeniem, pojedź na lotnisko takie jak Sydney. Zobaczysz tam pasażerów przylatujących, które witają się z osobami, których mogli nie widzieć 25-30 lat. A z drugiej strony terminala odlatujący żegnają się z krewnymi i przyjaciółmi, których mogą już nigdy nie zobaczyć. Podróżujemy znacznie więcej niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Ale dla dziecka, które leci po raz pierwszy, czy pasażera, który panicznie boi się, że zaraz odpadnie skrzydło, czy dla znużonego podróżami biznesmena - samolot to nadal maszyna do przewożenia emocji. I dlatego mnie to tak fascynuje.

Pasazer.com: Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozm. Dominik Sipinski


gość_85559 - Profil
gość_85559
  
mnożenie 2 razy pięć daje?

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy