Pliki cookies
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

×
Zaloguj się

Posiadasz już konto w portalu pasazer.com? Zaloguj się i zacznij korzystać ze swoich przywilejów zarejestrowanego użytkownika.


lub


Na trasie: Z Los Angeles do Warszawy


Uruchomione w kwietniu bezpośrednie połączenie lotnicze z Warszawy do Los Angeles to najdłuższa trasa w siatce połączeń LOT-u. Mimo prawie 12 godzin w powietrzu i męczącego tłoku na lotnisku w Stanach, nocna podróż w klasie biznes mija bardzo przyjemnie.


LOT uruchomił trasę do Los Angeles na początku kwietnia. Był to wówczas szósty kierunek dalekodystansowy w siatce przewoźnika, od tego czasu ruszyło także połączenie do Newark. Jednak loty do Kalifornii to zdecydowanie najdłuższa trasa - w najkrótszej linii dystans do pokonania to niemal 10 tys. kilometrów. Wszystkie połączenia są obsługiwane boeingami 787 Dreamliner, mieszczącymi łącznie 252 pasażerów, w tym 18 w klasie biznes, w której my lecimy. 


Naszą podróż na pokładzie LOT-owskiego Dreamlinera z Kalifornii do Warszawy rozpoczynamy na drugim końcu kontynentu. Pierwszy odcinek to bowiem lot z Nowego Jorku-JFK do Los Angeles liniami JetBlue. Je opiszemy w osobnym "Oblatywaczu". 

Samo Los Angeles to niejednoznaczne miasto. Trudno je obiektywnie nazwać ładnym, śródmieście jest biedne i zaniedbane, a sama aglomeracja poprzecinana licznymi i wiecznie zakorkowanymi autostradami. 
Atrakcyjne miejsca są porozrzucane wokół wielkiej aglomeracji. Z pewnością warto przejść się Aleją Sław na Hollywood Boulevard, choć poza rejonem samego Kodak Theater filmowa dzielnica rozczarowuje. Nie mieszczą się tu już studia, a okolice Hollywood Boulevard są biedne. Kilkadziesiąt metrów od luksusowych hoteli i znanych kin można trafić do sklepu z używaną odzieżą za dolara, a w ozdobnych śmietnikach bezdomni często szukają jedzenia. To Ameryka w pigułce. 


Zdecydowanie bardziej zadbana jest dzielnica Beverly Hills. Są tam wielkie wille i Rodeo Drive z najdroższymi butikami. Na ulicach zaparkowane są tu wyjątkowe limuzyny, a przy butikach zawsze można mieć nadzieję na spotkanie jednego z hollywoodzkich celebrytów. Tu żyje Hollywood Dream. 


Nie można ominąć Santa Monica - wyjątkowego kurortu z szerokimi plażami, popularnym molem i budką ratowników ze "Słonecznego patrolu". 


Wracając jednak na lotnisko, po przylocie z Nowego Jorku musieliśmy zmienić terminal. Loty linii JetBlue są obsługiwane w terminalu 5, położonym w południowej części kompleksu budynków do obsługi pasażerów. Terminal ten jest połączony przejściem w strefie zastrzeżonej, czyli bez konieczności ponownej odprawy, z Tom Bradley International Terminal, z którego korzysta LOT. 
Jednak to przejście jest możliwe tylko wtedy, gdy podróż odbywamy na jednym bilecie. My mieliśmy dwie osobne rezerwacje, więc w terminalu 5 musieliśmy odebrać bagaż i przejść do terminala 5. Między terminalami lotniska LAX kursują darmowe autobusy wahadłowe w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Ponieważ z terminala 5 do TBIT jest tylko ok. 100 metrów w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, zdecydowanie szybciej można ten dystans pokonać na piechotę. 


Odloty są obsługiwane z górnego piętra terminala TBIT. Najwygodniej jest przejść na górny poziom już w terminalu 5, bo dzięki temu możemy przejść się chodnikiem z widokiem na symbol lotniska, Theme Building w jego centralnej części.


LOT lata z Los Angeles do Warszawy cztery razy w tygodniu o dwóch różnych porach. W poniedziałki i piątki start z Kalifornii zaplanowano na 21:40, a we wtorki i soboty - na 16:30. Oznacza to, że wszystkie rejsy to loty nocne. Z uwagi na nadrabianie aż dziewięciogodzinnej różnicy czasu, trwający ok. 11,5 godziny lot oznacza lądowanie w Polsce aż 20,5 godzin na zegarze po starcie. 

My lecimy sobotnim rejsem o godz. 16:30. Na lotnisku jesteśmy z większym niż wymagany zapasem czasu - wybraliśmy takie połączenie JetBlue, aby nawet w razie opóźnienia nie mieć problemu ze zdążeniem na samolot do Polski. Dzięki temu szybko zdajemy sobie sprawę, że na lotnisku w Los Angeles w strefie ogólnodostępnej brakuje kawiarni czy po prostu miejsc do siedzenia. Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie odprawy.


LOT korzysta ze stanowisk w przejściu C terminala TBIT, podobnie jak wszyscy partnerzy linii ze Star Alliance. Niestety, polska linia na razie nie umożliwia samodzielnej odprawy przy automacie. Tradycyjna odprawa rozpoczyna się ponad trzy godziny przed odlotem. Obsadzonych jest kilka stanowisk, w tym wydzielone dla klasy biznes, którą podróżujemy.


Ponieważ tego dnia samolot jest niemal całkowicie pełen, szybko tworzą się kolejki. Odprawa przebiega jednak sprawnie, a dodatkowym plusem dla wielu pasażerów jest częściowo polskojęzyczny personel stanowisk odprawy. 


Podróżując w klasie biznes, możemy nadać trzy sztuki bagażu rejestrowanego o wadze do 32 kg każda. Nadajemy tylko jedną, która otrzymuje przywieszkę zapewniającą priorytetowy transport po przylocie do Warszawy.

Po odprawie od razu udajemy się do kontroli bezpieczeństwa. Co prawda dla pasażerów klasy biznes przewidziano szybkie przejście, ale najpierw trzeba odstać kilkanaście minut w długiej, wspólnej dla wszystkich podróżnych kolejce do wstępnej weryfikacji dokumentów. Dopiero potem podróżujący w klasie biznes mogą ominąć resztę kolejki. 

Ponieważ po przejściu kontroli nadal mamy niemal trzy godziny do odlotu, poświęcamy chwilę na zwiedzenie terminala TBIT. Sklepy i restauracje są skoncentrowane w centralnym holu.


Następnie udajemy się do poczekalni Star Alliance Lounge na antresoli terminala. Wejście do tego salonu biznesowego mają pasażerowie podróżujący w klasie biznes oraz posiadacze statusu co najmniej złotego w jednym z programów lojalnościowych linii należących do Star Alliance. 

Poczekalnię opuszczamy ok. 40 minut przed rozkładowym wylotem, bo już przy odprawie pracownik LOT-u uprzedził nas, że w soboty rejs polskich linii jest odprawiany z najbardziej odległej części terminala przeznaczonej do boardingu z wykorzystaniem autobusów. 

Przejście do tej części zajmuje ok. 10 minut. Z uwagi na odbywające się obok boardingi dwóch innych samolotów szerokokadłubowych, ta część terminala jest bardzo zatłoczona. Nie ma nawet wyraźnych kolejek, tylko masa ludzi oczekujących na przejście do autobusów. Pasażerom podróżującym w klasie biznes przysługuje priorytet, ale z uwagi na panujący tłok trudno przepchać się do bramki. Ponadto autobusy ruszają spod terminala dopiero po zapełnieniu. Na szczęście tylko jeden z czterech lotów w tygodniu jest odprawiany w taki sposób - w pozostałe trzy dni boarding odbywa się przez rękaw. To efekt braku wolnych miejsc przy terminalu w sobotę. 


Pasażerowie są przewożeni do samolotu autobusami, choć potem i tak na pokład wchodzą przez niewielki budynek i rękaw. Po wejściu do boeinga 787 Dreamliner pasażerowie klasy biznes kierowani są w lewo, pozostali - w prawo.


W klasie biznes na pasażerów czeka powitalny drink - sok pomarańczowy, woda lub szampan. Na każdym z foteli znajduje się koc, poduszka i prześcieradło, kosmetyczka podróżna i słuchawki tłumiące hałas. Niepotrzebne przedmioty najlepiej schować do schowka pod podnóżkiem lub nad głową pasażera. Dzięki dużym pojemnikom na bagaże nad głowami pasażerów, w klasie biznes nie ma problemu ze schowaniem walizek. Pasażerowie mogą zabrać dwie sztuki bagażu do 9 kilogramów każda. 


Jeszcze przed startem stewardessy rozdają pasażerom menu oraz drobne hors d'oeuvres. Na pokładzie jest także polska prasa z poprzedniego dnia, co podczas sobotniego lotu nie jest problemem. Podróżni mogą też przeczytać jeden z tygodników opinii, a także LOT-owski magazyn "Kaleidoscope". 


Z uwagi na przeciągający się boarding start następuje z niewielkim opóźnieniem z pasa 24L. Następnie samolot przelatuje nad plażą i zakręca nad Pacyfikiem, dzięki czemu pasażerowie po lewej stronie samolotu mogą spojrzeć na całe lotnisko LAX. 


Pierwszy posiłek jest serwowany krótko po starcie po wcześniejszym zebraniu zamówień. W klasie biznes obowiązuje serwis kelnerski, czyli dania są przynoszone bezpośrednio do pasażera. Przed głównym daniem podawane są napoje wraz z orzeszkami. 


Z karty wybieramy krem szparagowy i filet wołowy z zapiekanymi ziemniakami, a na deser - ciasto czekoladowe z espresso. W LOT-owskich Dreamlinerach zamontowane są ekspresy ciśnieniowe. Pasażerowie mogą poprosić o szybki serwis - wtedy wszystkie dania są serwowane od razu. Na tak długiej trasie nie ma jednak potrzeby się spieszyć.


Posiłki podawane są w porcelanowych naczyniach na serwetach z delikatnie wyszywanym logo LOT-u. Zastawa jest elegancka i praktyczna, chociaż z uwagi na dużą liczbę sztućców i małych naczyń przed deserem zaczyna brakować miejsca na stoliku. 


W trakcie lotu noc zapada powoli z uwagi na podróż północną trasą - latem dni są tam bardzo długie. W Dreamlinerze okna są ściemniane elektrycznie i stopniowo. Dzięki temu pasażerowie mogą nieco rozjaśnić okno, ale równocześnie do kabiny nie wpada zbyt wiele światła, co mogłoby przeszkadzać śpiącym współpasażerom. 

W tracie lotu pasażerowie mogą skorzystać z indywidualnego systemu rozrywki, który jednak jest słabo wyposażony w kinowe czy telewizyjne nowości. Do tego w pierwszym rzędzie ekran jest chowany w podłokietniku - ciężko się go stamtąd wyciąga, a nawet po pełnym rozłożeniu nie jest on idealnie na wprost pasażera. Jest mniejszy niż standardowe 15-calowe ekrany w drugim i trzecim rzędzie, a do tego mało wrażliwy na dotyk. Ekrany w rzędach 2 i 3 są znacznie większe, gdyż są zabudowane w poprzedzającym fotelu.


LOT zapewnia jednak pasażerom duży komfort pracy na własnym sprzęcie elektronicznym. Duży i stabilny stolik, gniazdko sieciowe i USB oraz dobre oświetlenie indywidualne LED (które nie oślepia pasażera na fotelu obok) ułatwiają zarówno pracę na komputerze, jak i czytanie czy pisanie. 


Przy tak długim locie uciążliwy jest jednak brak Wi-Fi - to znacząco obniża komfort pracy dla osób, które chcą wykorzystać podróż w produktywny sposób.

Fotel po rozłożeniu do pozycji w pełni płaskiej jest bardzo komfortowy, choć problemem jest niewielka liczba schowków w samym fotelu. Przed kolacją pracujemy na komputerze, a gdy stewardessa przynosi obrus i pierwsze danie, niezbyt jest gdzie schowań sprzęt elektroniczny czy książki. Do tego osoby siedzące w rzędach A i F nie mają bezpośredniego dostępu do przejścia (my lecimy na miejscu 1A), więc w nocy przejście do łazienki czy w celu schowania lub wyciągnięcia bagażu z półki nad głowami wymaga przeskakiwania nad sąsiadem lub sąsiadką. To niekomfortowe, szczególnie dla pasażerów lecących samotnie. 


Nocny rejs nad północną Kanadą, Grenlandią, Islandią i Morzem Północnym przebiega płynnie i bez większych turbulencji. Przez cały czas lotu pasażerowie mają dostęp do przekąsek słodkich i słonych, a także kanapek i ciepłych wrapów. Te dwie ostatnie potrawy to oferta wyłącznie na trasach do i z Los Angeles. 

Dreamlinery mają największe okna spośród samolotów pasażerskich, więc widoczność jest doskonałe (nawet osoby w środkowych rzędach mogą wyglądać poza kabinę). Z pierwszych rzędów panoramy nie przysłania skrzydło ani silnik - choć dla fanów lotnictwa smukłe skrzydła Dreamlinera same w sobie stanowią piękny widok. 


W karcie alkoholi znajdują się zarówno bardzo dobre wina (w tym doskonałe polskie białe wino Solaris, świetnie pasujące do przystawek, oraz smaczne deserowe porto), jak i mocniejsze alkohole markowe. Pasażerowie mogą również spróbować polskich wódek smakowych Soplicy. O ile karta dań nie eksponuje polskich potraw, to dostępność polskiego wina i wódek jest doceniana przez pasażerów z zagranicy. 


Stewardessy wieczorem co jakiś czas przechodzą przez kabinę, proponując pasażerom drinki lub przekąski. W nocy podróżni mogą przywołać obsługę przyciskiem na pilocie, choć z uwagi na zdrowie, dobre samopoczucie oraz ułatwienie pracy personelowi pokładowemu warto przejść się do kuchni w przedniej części kabiny. Podczas naszego lotu załoga w klasie biznes jest całkowicie żeńska i zróżnicowana wiekowo, ale bardzo uprzejma i profesjonalna. Jednak ze stewardess w trakcie rejsu po raz pierwszy pracowała w klasie biznes i o niektóre pozycje z menu (np. wina) musiała pytać się starszych koleżanek - ponieważ jednak zawczasu uprzedziła, że to jej pierwszy dzień w tej części pokładu i była przy tym bardzo uprzejma, w niczym nie wpływało to na komfort podróży. 

Elektronicznie ściemniane okna pozwalają cieszyć się wschodem słońca, który można nieco "przysłonić", aby ostre słońce nie raziło zbyt mocno i nie budziło śpiących obok osób. 


Przed lądowaniem serwowane jest śniadanie. W ofercie LOT-u jest m.in. pstrąg wędzony z serem edamskim i quiche z ziemniakami i serem, a do tego sałatka owocowa. Śniadanie podawane na lotach z Los Angeles jest bardziej obfite niż na pozostałych połączeniach północnoamerykańskich przewoźnika. Z uwagi na dłuższy czas lotu po świcie posiłek jest też serwowany z mniejszym pośpiechem.


Na warszawskim Lotnisku Chopina samolot jest parkowany przy rękawie przy północnym pirsie terminala. Pasażerowie klasy biznes opuszczają pokład w pierwszej kolejności. Warto się pospieszyć, aby uniknąć kolejki przy stanowiskach kontroli paszportowej. 
fot. Dominik Sipinski

"Na trasie" to cykl, w którym prezentujemy konkretne połączenie, a nie opisujemy ogólny produkt przewoźnika - tak jak w cyklu "Oblatywacz". Redaktor Pasazer.com podróżował na darmowym bilecie dla mediów na zaproszenie PLL LOT.


gość_ed32f - Profil
gość_ed32f
  
Ile to 3 dodane do 3?

Pasazer.com na Facebooku



Spodobał Ci się nasz artykuł?

Zapisz się do newslettera by być na bieżąco!
Wylot:
Przylot:
  • Data wylotu:
  • Data powrotu:
Pasażerowie:

Cel podróży:
  • Data wyjazdu:
  • Data powrotu:

Kraj podróży:

Okazje z lotniska
  • Okazje pasażera
Sprawdź wszystkie
Kalendarz lotniczy